15 najlepszych filmów 2021 r. w tempie Presto (Filmowego)

17.01.2022
Najlepsze filmy 2021

Specjalnie dla Was przedstawiam ranking swoich 15 ulubionych filmów, które można było zobaczyć w zeszłym roku w kinach (a niektóre także na Netfliksie). Jest to zestawienie całkowicie subiektywne.

 

redaktor naczelna Presto Filmowego Maja Baczyńska

 

Z bólem serca nie zamieszczam kilku filmów, które z powodu pandemii zobaczyłam dopiero w 2021 r., choć ich data powstania jest o dwa lata wcześniejsza – myślę tu o „Sound of Metal” w reżyserii Dariusa Mardera czy „Zabij to i wyjedź z tego miasta” (zwycięzca FPFF 2020) w reżyserii Mariusza Wilczyńskiego, w każdym z tych filmów niezwykle istotna jest muzyka i w ogóle cała warstwa dźwiękowa. Nie wspominam też o oscarowym "Nomadland" (2020) oraz o dwóch polskich produkcjach, które były prezentowane na tegorocznym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a które wejdą do kin w kolejnych miesiącach i które serdecznie polecam (notabene również z wątkami muzycznymi!) – mój komentarz o filmie znajdziecie w zwiastunie „Magdaleny” w reżyserii Filipa Gieldona, zaś wywiad na temat „Sonaty” znajdziecie w najnowszym wydaniu naszego magazynu „Presto. Muzyka Film Sztuka”, w którym to Lukrecja Jaszewska rozmawia z reżyserem filmu, Bartoszem Blaschke.

 

1. „C'mon, c'mon” w reżyserii Mike'a Millsa

To zwycięzca festiwalu EnergaCamerimage 2021 (dlatego znajduje się w tym zestawieniu, mimo że swoją oficjalną kinową premierę ma dopiero w styczniu 2022 r.). To zarazem jeden z najpiękniejszych filmów, jakie kiedykolwiek widziałam. Piękny zarówno wizualnie, jak i emocjonalnie. Opowieść o tym, jak wiele w naszym życiu mogą zmienić dzieci i ich szczególna perspektywa na świat. Biało-czarny i sprzyjający atmosferze intymności, mimo że akcja dzieje się w kilku miastach Ameryki (m.in. w Nowym Orleanie), subtelnie filmowany okiem Robbiego Ryana, w całości skoncentrowany na relacjach bohaterów. Dziennikarz radiowy, Johnny (Joaquin Phoenix), przyjeżdża z Nowego Jorku do Los Angeles, aby pomóc w opiece nad dzieckiem, podczas gdy Viv jedzie do żyjącego z nią w separacji ojca chłopca, chcąc nakłonić go do koniecznego leczenia psychiatrycznego. Nie jest to łatwe zadanie – rodzeństwo, po różnych przeżyciach rodzinnych, nie rozmawiało ze sobą od lat, ponadto mały Jesse bardzo przeżywa całą sytuację i momentami wyraźnie testuje cierpliwość wujka...

„C'mon, c'mon” – piękno subtelności

„C'mon, c'mon”, zwycięzca festiwalu EnergaCamerimage 2021, to jeden z najpiękniejszych filmów, jakie kiedykolwiek widziałam. Piękny zarówno wizualnie, jak i emocjonalnie. Opowieść o tym, jak wiele w naszym życiu mogą zmienić dzieci i ich szczególna perspektywa na świat.
„C'mon, c'mon” – piękno subtelności

2. „Diuna” w reżyserii Denisa Villeneuve'a

To film marzeń dla wielu fanów książkowego oryginału. Wprawdzie odziera nieco opowieść z aury tajemnicy, którą jest spowita saga – tak rozbudowana, że napięcie narasta stopniowo. Niemniej to kawał dobrego kina science fiction, którego podstawą są nie tylko perfekcyjne efekty specjalne, ale przede wszystkim wciągająca historia. Co ważne, świat planety Arrakis (tytułowej Diuny) zostaje nam przedstawiony z dbałością o szczegóły, dajemy się mu pochłonąć, rozumiemy go, szybko się go uczymy, traktujemy jako alternatywę dla rzeczywistości nam znanej, a już samo to wskazuje, jak wierny książce i zafascynowany prozą Herberta pozostawał reżyser. Tu właściwie nie ma luk logicznych, nikt nie obraża widza ani nadmierną łopatologią, ani przesadnymi skrótami. Do tego świetna obsada, nadal ciekawa ( i mimo wszystko dziwnie znajoma!) problematyka religijno-polityczna i nagrodzona Złotym Globem muzyka autorstwa Hansa Zimmera.

„Diuna” zaspokoiła pragnienia?

Nowa „Diuna” to film marzeń dla wielu fanów książkowego oryginału. Wprawdzie odziera nieco historię z aury tajemnicy, którą jest spowita saga Franka Herberta – tak rozbudowana, że napięcie narasta stopniowo. Niemniej film Denisa Villeneuve'a („Blade Runner 2049”, 2017) to kawał dobrego kina science fiction, którego podstawą są nie tylko perfekcyjne efekty specjalne, ale przede wszystkim wciągająca historia.

3. „West Side Story” w reżyserii Stevena Spielberga

To film wyjątkowo szlachetnej urody. Sprawnie zostaje połączona musicalowa konwencja z klasyczną filmową narracją, co udowadnia, z jak wszechstronnym reżyserem mamy do czynienia. I chociaż całość trwa prawie dwie i pół godziny, to nie dłuży się nawet przez minutę. O sukcesie filmu decydują szczegóły. Każdy detal jest tutaj dopracowany – począwszy od bardzo autentycznego pokazania Nowego Jorku w latach 50., pełnego imigrantów, ze wszystkimi smaczkami charakterystycznymi dla poszczególnych mniejszości. Świetna realizacja i głębia przekazu, zasłużone Złote Globy (w tym dla najlepszych aktorek: Rachel Zegler i Ariany DeBose).

 

„West Side Story” Spielberga: kino przez duże K

„West Side Story” w reżyserii Stevena Spielberga to film wyjątkowo szlachetnej urody. Sprawnie zostaje połączona musicalowa konwencja z klasyczną filmową narracją, co udowadnia, z jak wszechstronnym reżyserem mamy do czynienia. I chociaż całość trwa prawie dwie i pół godziny, to nie dłuży się nawet przez minutę.
„West Side Story” Spielberga: kino przez duże K

4. „Psie pazury” w reżyserii Jane Campion

"Psie Pazury" są zarówno wyświetlane w kinach, jak i dostępne na Netfliksie. Jest to western wykraczający poza gatunkowe konwencje. Pełen nieoczywistych rozwiązań, opowiedziany z zaskakującej perspektywy – zdeterminowanej na subiektywne dobro i relatywizm moralny. Do tego nakręcony wśród przepięknych pejzaży, z intrygującą i podsycającą niepokój muzyką Jonny'ego Greenwooda. Absolutnie hipnotyczny – nie dziwią więc otrzymane Złote Globy (m.in. za reżyserię). Bohaterów dramatu na podstawie książki Thomasa Savage'a („The power of the dog” z 1967 r.) łączą trudne, lecz intensywne relacje. Mamy tu dwóch zwaśnionych braci, nowo poślubioną żonę jednego z nich – skonfliktowaną ze szwagrem – i jej syna... Campion snuje swoją poetycką opowieść powoli, z jednej strony zachwycają w tym filmie niedopowiedzenia, z drugiej – dzięki świetnemu montażowi i zwracaniu przez reżyserkę uwagi na detale wiele wniosków nasuwa się samo.

Psie pazury

5. „Raya i ostatni smok” (Disney/Pixar) w reżyserii Dona Halla i Carlosa Lópeza Estrady

To animowana opowieść o zaufaniu i dawaniu sobie drugiej szansy. Bardzo aktualna, jeśli chodzi o tematykę – oto ludzkość jest trawiona przez „zarazę” nieufności i jedyne, co może ją uratować, to zjednoczenie. Nie jest to jednak takie proste… Podzielone królestwo o wymownych nazwach: Serce, Kieł, Grzbiet, Szpon i Ogon jest nękane przez złe duchy, Druuny, którym mogłaby sprostać jedynie smocza magia. W tym celu księżniczka Raya, będąca zarazem doskonałą wojowniczką, udaje się na poszukiwanie ostatniego smoka, Sisu, u źródeł jednej z wielu rzek. Pomysł na fabułę wydaje się pierwszorzędny – opowieść zostaje osadzona w kulturze azjatyckiej, główna bohaterka jeździ nawet na gigantycznym owadzie (!) i zna wschodnie sztuki walki. Na uznanie zasługuje sprawna i spójna narracja, dowcip sytuacyjny i nowoczesna, chociaż nawiązująca do korzeni naszej cywilizacji, realizacja. Postaci są interesujące, przywiązują nas do siebie emocjonalnie, łatwo można się z nimi utożsamić, bez względu na wiek.

6.„Dom Gucci” w reżyserii Ridleya Scotta

To produkcja z doborową obsadą aktorską (m.in. Lady Gaga, Adam Driver, Al Pacino, Jared Leto, Salma Hayek czy Jeremy Irons), wartką akcją i naprawdę wciągająca – nawet dla tych, których nie pociąga świat mody i biznesu. Przez blisko dwie i pół godziny poznajemy historię słynnego mezaliansu – młody prawnik Maurizio Gucci, spadkobierca rodowej fortuny, poślubia Patrizię Reggiani, w którą wciela się Lady Gaga. Tych dwoje połączyła wielka namiętność… i nic więcej. W końcu sprawdzają się słowa ojca Maurizia, który ostrzegał syna przed żądną splendoru kobietą, i oto rozpoczyna się upadek familii Guccich, gigantów modowego świata, a w finale sam Maurizio zostanie zamordowany. Film tchnie autentyzmem – wszystkie biznesowe rozmowy, rodzinne zagrywki, włoskie temperamenty poszczególnych postaci są tu znakomicie podpatrzone.

 

W imię domu Guccich

„Dom Gucci” w reżyserii Ridleya Scotta to film z doborową obsadą aktorską (m.in. Al Pacino, Jared Leto, Salma Hayek czy Jeremy Irons), wartką akcją i naprawdę wciągająca – nawet dla tych, których nie pociąga świat mody i biznesu.
„Dom Gucci” w reżyserii Ridleya Scotta, kadr z filmu

7. „Hiacynt” w reżyserii Piotra Domalewskiego

"Hiacynt" otrzymał nagrodę za scenariusz (autorstwa Marcina Ciastonia) na prestiżowym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, ostatnio jest dostępny na Netliksie. Wyróżnienie w pełni zasłużone, choć niektórzy mogli prognozować filmowi i główną wygraną w Konkursie Głównym (choć skądinąd istotne było przyznanie Złotych Lwów dla „Wszystkich naszych strachów”). Fabuła ma rzeczywiście doskonałą dramaturgię. Akcja jest opowiedziana w tempie, od początku do końca trzyma w napięciu, to naprawdę dobrze skonstruowana historia oparta na ciekawym pomyśle dramaturgicznym. Co prawda nie brak jej też przewidywalności – od pewnego momentu doskonale wiemy, dokąd to wszystko zmierza. Główny bohater, młody milicjant Robert (dobra rola Tomasza Ziętka), pragnie rozwiązać zagadkę kryminalną w środowisku homoseksualnym (jest na tropie seryjnego mordercy gejów), co staje się dla niego okazją do zadania sobie wielu pytań o swoją tożsamość i w rezultacie uświadomienia sobie własnej orientacji seksualnej.

FPFF w Gdyni: Być „hiacyntem”

„Hiacynt” w reżyserii Piotra Domalewskiego z nagrodą za scenariusz (autorstwa Marcina Ciastonia) na prestiżowym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Wyróżnienie w pełni zasłużone, choć niektórzy mogli prognozować filmowi i główną wygraną w Konkursie Głównym.

8. „Żeby nie było śladów” w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego

To zdobywca Srebrnych Lwów na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni to film wstrząsający, bardzo rzetelnie zrealizowany. Opowiada o kulisach śmierci Grzegorza Przemyka w 1983 r. Zapada w pamięć szczególnie rola matki chłopaka, poetki Barbary Sadowskiej, w którą wciela się Sandra Korzeniak. Mimo że środowisko filmowe jest w tej kwestii podzielone, w moim odczuciu rzadko widzi się tak autentycznie zagrane życie „dalej” po traumie straty dziecka. Bez wątpienia to film, który powinien reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej i który opowiada po latach o tym, o czym świat już dawno powinien był się dowiedzieć.

Żeby nie było śladów plakat

9. „Susza” w reżyserii Roberta Connolly'ego

To prawdziwy popis wyobraźni i filmowego rzemiosła. Thriller od początku do końca trzyma w napięciu, pozwala nam snuć własne domysły i jednocześnie całkowicie utożsamić się z poszukującym prawdy bohaterem, Aaronem Falkiem (świetny Eric Bana). Do tego urzeka nastrojem i niebanalną narracją, której nie psuje nawet nieco zbyt szybkie rozwiązanie akcji w finale. Dlatego też zupełnie nie zgadzam się z niektórymi recenzjami „Suszy”, w których stwierdza się jakoby historia opowiedziana na ekranie po seansie nie pozostawała zbyt długo w głowie. Przede wszystkim podczas oglądania można się całkowicie zatopić w obrazie – bezludne plenery ogarniętej suszą Australii, podobnie jak i nastrojowa muzyka Petera Raeburna, wpływają na niezapomniany klimat filmu, sprzyjają aurze tajemnicy, budują też osamotnienie Aarona, który powraca po latach do rodzinnego miasta na pogrzeb swojego przyjaciela z dzieciństwa i jego tragicznie zmarłej rodziny. Ponieważ Luke'a podejrzewa się o zamordowanie żony i syna, konfrontacja z przeszłością dla Aarona jest tym trudniejsza.

Film „Susza”: Zagadkowe śmierci na australijskim pustkowiu

Thriller „Susza” australijskiego reżysera Roberta Connolly'ego to prawdziwy popis wyobraźni i filmowego rzemiosła. Film od początku do końca trzyma w napięciu, pozwala nam snuć własne domysły i jednocześnie całkowicie utożsamić się z poszukującym prawdy bohaterem, Aaronem Falkiem (w tej roli świetny Eric Bana, znany m.in. z „Monachium”). Do tego urzeka nastrojem i niebanalną narracją, której nie psuje nawet nieco zbyt szybkie rozwiązanie akcji w finale.

10. „Nie patrz w górę” w reżyserii Adama McKaya

Film "Nie patrz w górę" miał zarówno swoją premierę kinową, jak i na Netfliksie (podobnie jak wspomniane wcześniej w zestawieniu „Psie pazury”). To opowieść o końcu świata, którego nikt nie chce zauważyć (poza naukowcami). O „Nie patrz w górę” sporo się mówi, zwłaszcza internauci zawzięcie dyskutują. Jedni są tym filmem oburzeni, drudzy uważają, że to objawienie. Skąd te kontrowersje? Cyniczne ujęcie zagłady naszej planety nas zniesmacza? A może cały nasz świat jest cyniczny właśnie i niektórzy z nas cieszą się, że wreszcie to ujawniono… Film ironicznie porusza, często między wierszami, wiele bolączek współczesności, wszystko jest opowiedziane w konwencji czarnej komedii. Można się tu doszukiwać odniesień do pandemii COVID-19. Z jednej strony jakbyśmy nie chcieli widzieć wirusa, a z drugiej – wykorzystywania go przez dążących do władzy. Choć bardziej naturalnym skojarzeniem powinien być jednak kryzys klimatyczny. Tak czy inaczej produkcję warto obejrzeć, żeby mieć własne zdanie, zwłaszcza że to kino w gwiazdorskiej obsadzie (m.in.Leonardo DiCaprio, Jennifer Lawrence, Meryl Streep, Cate Blanchett, Mark Rylance, Timothée Chalamet).

 

Patrzeć w górę czy nie patrzeć? Czyli rozmowa o końcu świata w tempie Presto (Filmowego)

Przełom lat to czas podsumowań oraz obietnic i postanowień. To także okres, gdy staramy się wyciszyć, odprężyć i zebrać siły na to, co nowe. Tymczasem 24 grudnia miał premierę na Netfliksie film o końcu świata, wcześniej dostępny także w kinach. „Nie patrz w górę” nie mogło przejść bez echa. O produkcji rozmawiają Maja Baczyńska i Kamila Gzik (Tarnawska) z redakcji Presto Filmowego.
Nie patrz w górę, kadr z filmu

11. „Zupa nic” w reżyserii Kingi Dębskiej i ze zdjęciami Andrzeja Wojciechowskiego

To komedia, którą jedni uwielbiają, a drudzy nie rozumieją, dlaczego tych pierwszych tak bawi, skoro na ekranie na pozór „nic” się nie dzieje. Niemniej bardzo dobre jest tu tempo opowieści, a bohaterowie uroczy i przekonujący. Śledzimy wycinek z codziennego życia typowej polskiej rodziny za komuny. To w istocie podróż sentymentalna, silnie inspirowana wspomnieniami reżyserki. Jest w tej opowieści niesamowicie dużo ciepła, relacje między bohaterami napawają optymizmem – nie dlatego, że są idealne, wręcz przeciwnie. Są zupełnie niedoskonałe, życie często układa się pod górkę, ale mimo to bliskość i staranie o lepsze jutro, a przede wszystkim radość „z dzisiaj”, pozostają na pierwszym planie. W moim odczuciu bardzo potrzebujemy takich filmów!

Pyszna filmowa zupa nie o niczym

„Zupa nic” Kingi Dębskiej („Moje córki krowy” z 2015 r.) to komedia, która zwraca uwagę już samym tytułem (kto w tytule filmu daje nazwę zupy i to takiej?), a podczas seansu jest już tylko lepiej. Bardzo dobre tempo opowieści, humor subtelny i nieustanny, bohaterowie uroczy i przekonujący. Akcja dzieje się w PRL-u, to w istocie podróż sentymentalna inspirowana wspomnieniami reżyserki.

12. „Na rauszu” w reżyserii Thomasa Vinterberga

To duński dramat, który w swoim przekazie wprawdzie nie jest odkrywczy, jednak porusza kwestie niezwykle istotne i niezmiennie aktualne. Oto grupa nauczycieli rozpoczyna alkoholowy eksperyment, testując teorię norweskiego psychiatry Finna Skårderuda (zarazem konsultanta filmu), według której człowiek rodzi się ze zbyt małą ilością alkoholu we krwi. Wszystko po to, aby w życiu codziennym mieć więcej fantazji, młodzieńczej przebojowości, śmiałości i odwagi. Z perspektywy czysto pedagogicznej budzi to wątpliwości – ale może czasem cel uświęca środki? Oczywiście do czasu. Film powstał w 2020 r., jednak swoją polską premierę miał w 2021 r., dlatego uwzględniam go w tym zestawieniu.

Żyjąc, ucząc na rauszu

„Na rauszu” to duński dramat, który w swoim przekazie nie jest odkrywczy, jednak porusza kwestie szalenie istotne i niezmiennie aktualne. Oto grupa nauczycieli rozpoczyna alkoholowy eksperyment, testując teorię norweskiego psychiatry Finna Skårderuda (zarazem konsultanta filmu), według której człowiek rodzi się ze zbyt małą ilością alkoholu we krwi.

13. „Minari” w reżyserii Lee Isaaca Chunga

To film, który urzeka miłością i subtelnościami. Obserwujemy perypetie koreańskiej rodziny na amerykańskiej farmie – dialog pokoleń, trudy codzienności i bardzo silne więzi, które jednak zostają wystawione na próbę. Sposób filmowania pozwala śledzić rzeczywistość z perspektywy różnych bohaterów, a szczególnie oczyma dzieci, dla których sprawy zawsze wyglądają nieco inaczej niż dla dorosłych. Poetycka muzyka Emile’a Mosseriego, sielankowe pejzaże, wiele mówiące, choć na pozór prozaiczne sceny – wszystko tu służy dopełnieniu kameralnego, ciepłego klimatu opowieści o codzienności, w której zamyka się zarówno życie jednostki, jak i zbiorowości. Bo „Minari” urzeka niemal dokumentalnymi obserwacjami i rzetelnością portretu zbiorowego rodziny, która znajduje się w centrum opowieści. Film powstał w 2020 r., a ponieważ swoją polską premierę miał w 2021 r., również uwzględniam go w tym zestawieniu.

14. „Amatorzy” w reżyserii Iwony Siekierzyńskiej

To film, który wzrusza i daje do myślenia. Jest to produkcja w zasadzie na pograniczu fabuły i dokumentu, opowiadająca o teatrze Biuro Rzeczy Osobistych tworzonym przez niepełnosprawnych intelektualnie aktorów. Oto nasi bohaterowie w wyniku festiwalowej wygranej stają przed możliwością zagrania na profesjonalnej scenie. Jednak wymagania dyrektora teatru okażą się sporym wyzwaniem… Bardzo ciepła opowieść, pozwalająca spojrzeć na sztukę i życie z całkiem nowej perspektywy, do tego z muzyką Marzeny Majcher oraz dobrymi rolami Wojciecha Solarza i Romy Gąsiorowskiej.

„Amatorzy” w reżyserii Iwony Siekierzyńskiej, plakat

15. „Legenda Molly Johnson” w reżyserii Leah Purcell

„Legenda Molly Johnson” w reżyserii Leah Purcell  (zarazem odtwórczyni głównej roli) to film niezwykle mocny, do bólu autentyczny, nowatorski. To western nie tylko wyreżyserowany i zagrany przez kobietę, lecz także dla kobiet i o kobietach. Reżyserka prywatnie jest dumną kobietą Goa-Gungarri-Wakka z ludu Wakka Murri z Queensland w Australii, dramatopisarką, scenarzystką, reżyserką, powieściopisarką i aktorką, a także ikoną i aktywistką kultury, w której walczy m.in. o odrodzenie kulturowe Czarnych i rdzennych mieszkańców Australii. Australian Financial Review uznał Purcell za jedną z 10 najbardziej wpływowych kulturowo osób w Australii, ponieważ „pozwala białym widzom patrzeć z perspektywy Aborygenów”. „Legenda Molly Johnson” to kolejny krok na tej drodze. Akcja filmu dzieje się w 1893 r. w australijskich Górach Śnieżnych, gdzie w położonym na odludziu domu mieszka ciężarna Molly Johnson wraz ze swoimi dziećmi. Wkrótce życie jej i jej dzieci diametralnie się zmieni… Film był pokazywany w ramach Warsaw Film Festival 2021.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.