Luz [recenzja koncertu Filharmonii Krakowskiej 14.02.2026]

03.03.2026

Koncerty, zbiegające się terminem z różnymi świętami to wyzwanie dla filharmonii. Co prawda, zdarza się raz na czas, że któraś z nich obchodzi ten czy inny fajer przy pomocy programów o dyskusyjnym (żeby nie powiedzieć: chałturniczym) profilu. Jak więc z koncertem 14 lutego poradziła sobie Filharmonia Krakowska?

 

Sprytnie, nawet jeśli niezamierzenie: powierzyła partie solowe małżeństwu. Ale o tym za chwilę, bo pierwszy punkt programu - koncert fletowy G-dur KV 313 Wolfganga Amadeusa Mozarta - przeznaczony był tylko dla jednego flecisty. Tego zadania podjął się Łukasz Długosz. Wraz z kameralnym składem orkiestry Filharmonii Krakowskiej pod batutą Łukasza Borowicza, I dyrygenta gościnnego szacownej instytucji, dał bardzo porządne wykonanie tego fletowego evergreenu.

Co mogę powiedzieć? Wszystko było na swoim miejscu, nie należało się spodziewać żadnych wstrząsów czy rewolucji w odczytaniu partytury. Zwyczajnie: dobrze przedstawiony, śpiewny i nie do końca poważny Mozart, zagrany z dużą pewnością. Długosz dysponował w nim nośnym dźwiękiem z wdzięcznym i nieprzesadzonym vibrato, co dobrze korespondowało z ciepłym brzmieniem orkiestry, sprawnie reagującej na miękkie, choć precyzyjne gesty Borowicza. Miałem jednak pewne zgrzyty intonacyjne: oprócz waltorni, wchodzącej w dźwięki nie zawsze ze stuprocentową celnością (znamy problem, który od czasu do czasu pojawia się na koncertach), nie byłem do końca pewien, czy orkiestra i solista są idealnie zestrojeni.

Gdy słuchałem tego utworu, pomyślałem o tym, skąd się wziął. Mozart napisał ten koncert (jak również drugi, w D-dur) w 1778 roku dla mannheimskiego chirurga i flecisty-amatora, szanowanej w mieście osobistości, Ferdinanda Dejeana. Gdzie znaleźć obecnie ludzi, którzy mogą się zajmować muzyką na takim poziomie, nie będąc jednocześnie zawodowymi wykonawcami?

 

Drugą pozycją w programie było Andante i Rondo op. 25 Franza Dopplera na dwa flety i smyczki. I tutaj dochodzimy do obiecanego rozwinięcia kwestii ze wstępu: dwa flety oznaczały parę solistów, również w aspekcie życiowym. Do Łukasza Długosza dołączyła bowiem jego żona i duetowa partnerka, Agata Kielar-Długosz.

Słów kilka o kompozytorze: był on Austriakiem, mieszkającym w austro-węgierskim wówczas Lwowie, flecistą, kompozytorem i uczniem Liszta. I przyznam szczerze, że wcześniejsze moje zetknięcia z tym utworem prowadziły mnie do wniosku, podbitego pobłażliwym uśmieszkiem, że jest to niewiele więcej niż sympatyczna ramotka, która daje pewien ogląd na to, jak w Austro-Węgrzech wyglądała muzyka, która nie była stworzona przez kompozytorów miary Wolfa czy Brucknera. I, rzeczywiście, muszę stwierdzić, że utwór ten zyskuje przy bliższym poznaniu i usłyszeniu na żywo, nadal jednak nie wiem, czy obroniłby się, zagrany z pełną powagą i potraktowany jak arcydzieło - zwłaszcza wciśnięty pomiędzy takich mistrzów.

Tego, szczęśliwie, udało się uniknąć. Długoszowie grali z dużą swadą i bawili się tym, co zaproponował kompozytor, co zaowocowało wykonaniem lekkim i bezpretensjonalnym, na czym niepomiernie zyskały fragmenty all’ungherese, ostre i dowcipne. Nie znaczy to jednak, że części kantylenowe były nadmiernie liryczne - wręcz przeciwnie: zostały odczytane w sposób zwarty i rzeczowy.

 

Pozostałą część wieczoru wypełniły Images Debussy’ego, oczywiście te orkiestrowe. Dlaczego o tym wspominam? Bo nie był to pierwszy tryptyk kompozytora o tej nazwie. Poprzedni był napisany w 1905 roku, tym samym, w którym Debussy zaczął pracę nad orkiestrowym cyklem, i przeznaczony był na fortepian. Drugi zbiór pomyślany był przez twórcę jako utwór na dwa fortepiany, będący swego rodzaju kontynuacją pierwszego. Już kilka miesięcy później Debussy zmienił zdanie, przerabiając istniejące szkice na wielką orkiestrę i kontynuując pracę w tym duchu aż do 1912 roku. W międzyczasie powstał planowany sequel w postaci drugiej trzyczęściowej serii Obrazków (ale już na fortepian solo), zaś na jedyny wydany za życia kompozytora oryginalny cykl na dwa fortepiany, też trzyczęściowy zresztą, En blanc et noir (Na biało i czarno) trzeba było poczekać aż do 1915.

 

Wielkie symfoniczne freski Debussy’ego (poza Obrazkami jeszcze głównie Morze i Nokturny) mają to do siebie, że są w stanie nadać ton całego wieczoru, nawet jeśli są zaprogramowane w drugiej połowie. Słuchacz najpewniej nie będzie po drodze do domu podśpiewywał chwytliwych motywów, bo ich nie ma. Ale będzie zanurzony w kolorowej, arabeskowej atmosferze, która, przy odpowiednim poprowadzeniu orkiestry, jest naprawdę efektowna. I to właśnie wspomniane prowadzenie orkiestry pewną ręką przez Borowicza zadecydowało o sukcesie tego wykonania - smyczki były przepięknie miękkie, perkusja bardzo selektywna i precyzyjna, drewno śpiewało, a blacha nie uciekała w kłujący dźwięk. Tutti, nawet przy dużej dynamice, bardzo klarowne i nigdy nie przytłaczało. Orkiestra też ewidentnie czuła się w tym ogromnym utworze dobrze i z luzem, co ułatwiło pokazać też pewną jego teatralność - choćby w gitarowych pizzicatach smyczków.

 

Mimo osadzenia programu w klasyce (Doppler może nie należy do żelaznego repertuaru, ale dość zachowawczy charakter Andante i Ronda sprawiły, że trudno mi o nim myśleć w kategoriach nowości), udało się bardzo go zróżnicować, nie sprawiając też wrażenia, że mamy do czynienia z workiem rozmaitości. Nieoczywistych połączeń zawsze dobrze słuchać. A na więcej Debussy’ego pod wodzą Łukasza Borowicza będę czekał z niecierpliwością. Na koncerty “z okazji” również, bo Filharmonia Krakowska całkiem udanie jest w stanie te okazje ogrywać - dosłownie i w przenośni.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji:

Teresa Wysocka , teresa.wysocka [at] prestoportal.pl +48 579 667 678

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.