To kiedy wchodzi Turnau? [ Temporal Duo Beyond the Horizon, wyd. DUX]

16.02.2026

Wśród nowości wypuszczonych w 2025 roku przez DUX znalazł się album Temporal Duo Beyond the Horizon, zawierający wybór utworów na fortepian i obój (plus ewentualnych dętych gości), pochodzących bądź to z ostatnich 10 lat, bądź z lat 30. XX wieku. Zespół kameralny, tworzony przez oboistkę Monikę Kucharczyk i pianistę Łukasza Dębskiego, działa od 2007 roku, jednak na jego debiutancką płytę przyszło nam czekać aż 18 lat.

A co można na niej znaleźć? Otwierają ją Temporal Variations Benjamina Brittena, najstarszy z utworów na płycie, napisany w 1936 roku (co prawda Poulenc napisał swój sekstet w 1933, ale na płycie pojawia się jego przerobiona przez kompozytora, powszechnie obowiązująca wersja z 1940), więc jeszcze przed szczytowym osiągnięciem kompozytora w sferze wariacji, A Young Person’s Guide to the Orchestra. Jak to zazwyczaj z wariacjami u Brittena bywa, nie jest to utwór skomponowany bardzo ściśle. Poszczególne wariacje, z których każda jest osobno zatytułowana z sugestią nastroju (Theme, Oration, March, Exercises, Commination, Chorale, Waltz, Polka, Resolution), są oparte bardziej na motywie czołowym niż samym temacie, osnute wokół gestu, jakby kompozytor oglądał temat pod różnymi kątami i w różnym świetle, zamiast rozłożyć go na części pierwsze i zbudować na jego szkielecie nową konstrukcję. To fanaberyjne założenie udało się wykonawcom niezwykle przekonująco oddać. Szczególnie słychać to w częściach, które wymagają skontrastowania partii obu instrumentów, jak w walcu czy marszu (zwróćcie koniecznie uwagę na otwierający go motyw, który do złudzenia przypomina motyw czołowy z finałowej fugi w późniejszej o 14 lat sonacie fortepianowej Samuela Barbera – nie jestem jednak pewien, czy mogło tu dojść do jakiejś inspiracji, biorąc pod uwagę, że wariacje zostały wydane dopiero w 1980), gdzie obój prowadzi kantylenę, a fortepian nakłuwa ją niespodziewanymi akcentami czy suchymi glissandami. Nie wiem, czy udałoby się znaleźć lepszy utwór na początek płyty, jako że jest on jednym z popisowych numerów zespołu, w którym świetnie wyczuwalna jest chemia między wykonawcami.

 

Następnie przychodzi kolej na Romanzę Francesco Bottigliero, skomponowaną w 2017 roku. Choć data sugerowałaby muzykę nową, jest to utwór bezpardonowo osadzony w tonalności, wahający się trochę między Skriabinem, Poulencem a Friedrichem Guldą. Miła, lekkostrawna rzecz, która może posłużyć jako argument w walce z buntownikami przeciw muzyce współczesnej. Skojarzyło mi się, jak kiedyś po zagraniu (jako pianista oczywiście) sonaty obojowej Poulenca,usłyszałem: „jak tak graliście, to zaczęłam się zastanawiać, kiedy zacznie śpiewać Turnau”.

 

W nieco inne klimaty wchodzi Romantic Sonata Mateusza Bienia na flet, rożek angielski i fortepian, najnowszy (2023) z utworów na płycie. Z Temporal Duo łączy w niej siły flecista Wiesław Suruło. Tutaj też nie należy spodziewać się jakichś bezeceństw, choć jest to muzyka zdecydowanie odważniejsza od poprzedniego utworu. Otwierają ją patetyczne recytatywy fortepianu, przerywane trylami i frullatami instrumentów dętych (fortepian też czasem sobie przerywa). Po chwili dęciaki zaczynają jednocześnie monologować w taneczny sposób, do czego, z początku niepewnie, potem coraz śmielej dołącza fortepian. Wielogłos zostaje przerwany pojedynczym dźwiękiem secco w każdym z instrumentów. Drugą część otwiera podobny, choć rozszerzony, gest fortepianu, wspomaganego przez pozostałe instrumenty. Tym razem fortepian stanowi dopełnienie dla fletu i rożka, wysuwając się po chwili na pierwszy plan w quasi-improwizowanym solo. Charakterystycznym elementem tej części jest przejmowanie przez poszczególne instrumenty inicjatywy w narracji – nie byłoby w tym nic dziwnego, bo to jeden z celów, który stawiają przed sobą kompozytorzy, pisząc tria (którym Romantic Sonata jest), utwory na skład, pozwalający z jednej strony na solistyczne potraktowanie każdego z instrumentów, bez straty homogenicznego brzmienia. Tutaj jednak chodzi o zmianę, która jest zauważalna dopiero po chwili, barwę, która jest w ciągłym ruchu. Podobne przekształcenia kompozytor stosuje również w fakturze, przechodzącej z miękkiej, onirycznej i wręcz impresjonistycznej w najeżoną staccatami i akcentami – tym sposobem druga część przechodzi attaca w finał, który stopniowo gaśnie, aby na koniec znów na chwilę się rozbudzić i zamknąć utwór w pół zdania.

 

Przyznam szczerze, że akurat ten utwór wywołał we mnie pewne wątpliwości i nad jego opisem zastanawiałem się najdłużej. O ile znam zamiłowanie Mateusza Bienia do czerpania z poprzednich epok, tak „romantyczność” tej sonaty była dla mnie dość zagadkowa – bo mało romantyczna. Chyba że myślimy o romantyczności jako o pewnym niezdecydowaniu? Nie wiem. Spodziewałem się raczej utworu rozedrganego, na swój sposób wewnętrznie sprzecznego, jak to w przypadku romantycznych rzeczy i ludzi bywa. A w tym wszystkim był jednak pewien porządek, kojarzący mi się bardziej z barokiem, zwłaszcza przez rozbudowane recytatywy i pewną… i co tutaj: wyniosłość? uroczystość?

 

I wreszcie sekstet Francisa Poulenca na fortepian, flet, obój, klarnet, fagot i róg (odpowiednio: Łukasz Dębski, Wiesław Suruło, Monika Kucharczyk, Piotr Lato, Damian Lipień i Tadeusz Tomaszewski), chyba najbardziej znany utwór w tym zestawieniu. Choć nie po tytule: początkowy fragment I części funkcjonuje w pamięci pokolenia, pamiętającego PRL jako intro do czwartkowej Kobry. Dzieło, które w momencie prawykonania wywołało niesmak tradycjonalistów jako zbyt parodystyczne i frywolne, dziś może uchodzić za wzór przedwojennej elegancji. I faktycznie, wykonawcom udaje się ten karnawałowy, chaotyczny nastrój bez trudu przywołać. Czasami jednak, zwłaszcza w trzeciej części, brakowało mi może nieco bardziej lirycznego charakteru i trochę bardziej orkiestrowego brzmienia (czytaj: grania „z poślizgiem”). Pytanie jednak, na ile tutaj zadziałała dość sucha akustyka jastrzębskiej PSM, gdzie dokonywano nagrań.

 

Mimo trudności, wynikających z wykonywania utworów, „które wszyscy znają”, to właśnie Poulenca, obok Brittena, uznałbym za najmocniejszy punkt albumu. Z kilku powodów: przede wszystkim to bogate, wysmakowane kompozycje, którym nie trzeba pomagać, aby się obroniły, stawiające wyzwanie przede wszystkim kameralne. Jak sprawić, żeby wśród instrumentalistów nie doszło do jakiegoś sporu kompetencyjnego, kiedy to wszyscy chcą przejąć stery albo nie chce tego zrobić nikt, ale też żeby, zwłaszcza w utworach na większy skład, nie przygnieść słuchacza masą dźwięku. Ponadto, o ile wszyscy muzycy prezentują tutaj niezwykle wysoki poziom, zawsze skłonny jestem wyciągnąć z cienia pianistę. A w tym przypadku mamy do czynienia z kameralistą, który na muzyce neoklasycznej zna się naprawdę wyjątkowo. Mówię to z dużym przekonaniem, bo współpracowałem z Łukaszem Dębskim nad wieloma utworami w tym nurcie (w tym nad niejednym Poulencem) i słyszałem go w różnych sytuacjach, grającego Hindemitha, Bacewicz czy właśnie kompozytorów, których usłyszeć można na płycie. Uznaję więc jego doświadczenie za rękojmię jakości tych nagrań.

 

Ostatnią pozycję, jako bonus, stanowi Wait - Music Before the End Petera-Jana Wagemansa na obój i taśmę. Świetny wybór – to niespełna trzynastominutowy, kadencyjny w charakterze utwór, w którym solistka prowadzi słuchaczy przez cyfrowe, nieziemskie, tajemnicze krajobrazy dźwiękowe, przywodzące na myśl awangardowe smyczkowo-perkusyjne szmery, jednak bardzo łagodne w charakterze. Na tym tle obój rozwija niezwykle zróżnicowane rodzaje narracji, gdzie śpiewność i długie frazy graniczą z rzeczowymi recytatywami, a wszystko to jest przeplatane momentami bardzo agresywnymi, o jakie oboju zazwyczaj się nie podejrzewa, odcinające się od wyrównanego drugiego planu. Kolejne skojarzenie: Tara - finał klasycznego albumu Avalon, wydanego przez Roxy Music w 1982 roku, wyciszający całość po tanecznych, mocno nasyconych syntezatorami piosenkach. Tutaj, oczywiście, wyhamowanie trwa znacznie dłużej i stanowi osobny rozdział sam w sobie.

 

Czy polecam? Ano polecam. I czekam na dalsze fortepianowo-obojowe peregrynacje naszego duetu.

 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji:

Teresa Wysocka , teresa.wysocka [at] prestoportal.pl +48 579 667 678

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.