Misatango à la Arpi [rozmowa z Arpi Sinanyan]

Filharmonia Łódzka zaprasza na kolejny ekscytujący projekt. W piątek 20 lutego wybrzmi tam m.in. „Misa a Buenos Aires” Martina Palmeriego, a partię wokalną wykona wschodząca gwiazda z Armenii Arpi Sinanyan.

Kompozycja znana także pod tytułem „Misatango”, to nowoczesny utwór sakralny, który łączy tradycyjną formę mszy z… rytmami tanga argentyńskiego. Charakteryzuje się intensywną emocjonalnością, rytmiczną energią i unikalnym połączeniem muzyki klasycznej z elementami muzyki latynoamerykańskiej. Zaledwie 23-letnia Arpi Sinanyan była objawieniem ubiegłorocznego Konkursu Wokalnego im. Stanisława Moniuszki zorganizowanego przez Operę Narodową w Warszawie. Ostatecznie zdobyła drugą nagrodę w konkursie, ale została też wyróżniona nagrodą specjalną właśnie przez Filharmonię Łódzką. Z artystką rozmawia Grzegorz Szczepaniak.

 

Grzegorz Szczepaniak: Nie jest Pani (jeszcze) bardzo dobrze znana polskim melomanom. Zacznijmy więc od krótkiego przedstawienia. Wiemy na pewno, że śpiewa Pani sopranem określanym jako dramatyczny, od kilku lat podbija liczne konkursy, zdobywając czołowe nagrody, studiuje Pani śpiew w Konserwatorium Państwowym w Erewaniu i ma Pani 23 lata. Proszę zdradzić, co sprawiło, że wybrała Pani karierę śpiewaczki.

 

Arpi Sinanyan: Moja muzyczna podróż rozpoczęła się dziesięć lat temu, kiedy mama zachęciła mnie do pójścia do szkoły muzycznej. Później, dzięki ogromnemu wsparciu rodziców i rodziny, zdecydowałam się na karierę wokalną. Ich wiara we mnie, nieustanne wsparcie i radość, którą dzielą się z każdym osiągnięciem, znaczą dla mnie więcej, niż potrafię wyrazić. Kocham ich niezmiernie.

Kiedy miałam czternaście lat, po raz pierwszy usłyszałam operę „Tosca”. Byłam całkowicie oczarowana muzyką, dramaturgią i intensywnością emocji. Tego dnia zakochałam się w operze i obiecałam sobie: pewnego dnia muszę zaśpiewać „Toscę”. Od tamtej chwili wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, co możliwe, aby spełnić swoje marzenie. Jestem bardzo szczęśliwa, że ​​mój głos mi na to pozwala.

 

W ubiegłym roku wzięła Pani udział w Międzynarodowym Konkursie Wokalnym im. Stanisława Moniuszki w Operze Narodowej w Warszawie. Proszę zdradzić, jakie były Pani motywacje, by wybrać to wydarzenie. Wiadomo, że na tym konkursie trzeba zaśpiewać po polsku utwory naszych kompozytorów, a to nie jest łatwe zadanie tak ze względu na materię muzyczną, myślę choćby o twórczości Moniuszki, jak i nasz język, który uchodzi za jeden z najtrudniejszych na świecie. Czy w tej decyzji „pomogła” historia Juliany Grigoryan, która kilka lat temu tryumfowała w Warszawie, a teraz podbija nowojorską Metropolitan?

 

Przygotowując zgłoszenie do konkursu, poświęciłam mnóstwo czasu na słuchanie arii i pieśni z listy repertuarowej. Proces selekcji był zarówno inspirujący, jak i wymagający, ponieważ wiele utworów głęboko do mnie przemówiło. Ostatecznie wybrałam „Zawód” Władysława Żeleńskiego do słów Kazimierza Przewy-Tetmajera i arię Halki z opery Moniuszki, ponieważ poczułam z nimi szczególnie silną więź. To piękne utwory i to jest najważniejsze. Wszelkie trudności schodzą na dalszy plan. Można sobie z nimi poradzić.

Jestem bardzo wdzięczna za ten niezwykły konkurs, ponieważ pozwolił mi odkryć bogactwo i piękno polskiej muzyki klasycznej. Było to dla mnie niezwykle inspirujące doświadczenie. Kiedy później dowiedziałam się, że matka Moniuszki była pochodzenia ormiańskiego, byłam szczerze zaskoczona i niezmiernie dumna.

Juliana Grigoryan rzeczywiście miała pewien wpływ, choć nie wprost. Jest absolwentką Programu Młodych Artystów Operowych Armenii – tego samego, w którym ja uczestniczę. Nasza dyrektorka zachęciła mnie i moich utalentowanych ormiańskich kolegów do aplikowania do warszawskiego konkursu, co okazało się jedną z najważniejszych i najbardziej satysfakcjonujących decyzji w mojej karierze.

 

Recenzje Pani wykonań konkursowych były wręcz entuzjastyczne. Stała się Pani największym zaskoczeniem konkursu, ujmując jury i publiczność nie tylko pięknem swego głosu, ale też osobowością, scenicznym temperamentem, niestandardowym pomysłem na śpiew. Czym jest dla Pani druga nagroda, którą ostatecznie Pani przyznano w tym konkursie?

 

Jestem niezmiernie wdzięczna za miłe słowa krytyków. Czytanie komplementów dodało mi ogromnej odwagi, pewności siebie i siły. Konkurs Moniuszkowski był moim pierwszym dużym konkursem i przyniósł mi ogromne uznanie. To było moje największe osiągnięcie w 2025 roku, a wspomnienia z tamtych dni pozostaną w moim sercu na zawsze.

Jestem również bardzo wdzięczna za możliwość występu we wspaniałej warszawskiej Operze Narodowej pod batutą maestro José Marii Florêncio. Muzyka, teatr i muzycy – wszystko to wydawało się cudownym snem. Pierwszego dnia w Warszawie, po próbie, nie zdawałam sobie sprawy, jak blisko jestem sceny. Wtedy usłyszałam muzykę. To była „Tosca” Pucciniego, a konkretnie uwertura do tego utworu. Poszłam posłuchać i to była czysta magia. Od tamtej chwili marzyłam o tym, żeby dotrzeć do finału i zaśpiewać na tej majestatycznej scenie.

Jestem głęboko wdzięczna za uznanie ze strony szanownych członków jury, ogromną miłość ze strony publiczności oraz wsparcie ze strony personelu teatru i organizatorów. Marzenie się spełniło.

 

Efektem sukcesu w konkursie moniuszkowskim jest także nagroda Filharmonii Łódzkiej i zaproszenie do udziału w wykonaniu kompozycji Martina Palmeriego „Misa a Buenos Aires” (albo „Misatango”). To utwór, który w tym roku obchodzi 30-lecie premiery i przez te 30 lat odnosi duże sukcesy na całym świecie. Tak sobie myślę, że to kompozycja stworzona dla artystów, którzy lubią interpretować muzykę „po swojemu”. Proszę zdradzić, czy miała Pani wpływ na wybór tego repertuaru? No i jak Pani się czuje w muzycznym świecie Palmeriego.

 

Kiedy odebrałam nagrodę od Filharmonii Łódzkiej, ogarnęła mnie ogromna radość. To będzie mój pierwszy pozakonkursowy występ w Europie i czuję się niesamowicie zaszczycona, że odbędzie się on w mojej ukochanej Polsce – kraju, który już zdobył moje serce.

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam „Misa a Buenos Aires” Martina Palmeriego, byłam całkowicie oczarowana. Sposób, w jaki muzyka sakralna i tango się splatają, jest tak wyjątkowy, tak żywy i tak poruszający, a sama muzyka jest po prostu fascynująca. Jestem naprawdę wdzięczna i podekscytowana, że mogę być częścią tego niezwykłego koncertu pod batutą Maestro Artura Kozy. Filharmonia Łódzka zaprosiła mnie do tego projektu. To nie była w żadnym stopniu moja propozycja. Ale bardzo cieszę się, że został wybrany ten właśnie utwór.

 

Patrzę na program wydarzenia i widzę, że będą „smakowite” dodatki z Brazylii i Hiszpanii. Ogólnie – bardzo ciekawy pomysł. Zresztą nie pierwszy w Łodzi. Ciekawy, ale też nieoczywisty. Czy dla Pani istotne jest, by brać udział w takich właśnie nieoczywistych projektach, czy woli Pani propozycje bardziej klasyczne?

 

Lubię zarówno projekty niekonwencjonalne, jak i klasyczne. Każdy z nich oferuje coś wartościowego na swój sposób. Po konkursie miałam okazję wykonać w Armenii niekonwencjonalne, współczesne oratorium muzyczne „Misteria”. I to doświadczenie było niezwykle satysfakcjonujące i inspirujące.

Niekonwencjonalne projekty są ekscytujące, ponieważ podważają normy, pobudzają kreatywność i otwierają drzwi do nowych perspektyw. Klasyczne propozycje z kolei oferują strukturę, przejrzystość i szansę na pracę z pomysłami, które są głębokie, tradycyjne i wyrafinowane.

Ostatecznie, dla mnie nie ma znaczenia, czy coś jest konwencjonalne, czy niekonwencjonalne. Jeśli muzyka naprawdę przemawia do mojej duszy, kategoria nie ma znaczenia. Liczą się emocje, autentyczność i więź, jaka się tworzy. W wielu wymiarach. Jeśli muzyka głęboko we mnie rezonuje, wierzę, że mogę przekazać to samo uczucie i przemówić do dusz odbiorców.

 

Czy ma Pani w planach kolejne wydarzenia w naszym kraju? Jakie są Pani artystyczne zamierzenia na ten rok?

 

Prócz tego projektu łódzkiego nie mam jeszcze żadnych potwierdzonych planów koncertowych w Polsce, ale sama myśl o powrocie tam bardzo mnie ekscytuje. Byłabym zachwycona każdą możliwością kontaktu z publicznością w tak pięknym kraju.

Ale ten rok i tak zapowiada się jako pełen inspirujących doświadczeń. Wezmę udział w trzech konkursach w Europie i wystąpię na festiwalu na Sycylii, na który z niecierpliwością czekam. Dodatkowo wystąpię w Armeńskim Narodowym Teatrze Opery i Baletu.

Każdą scenę, każdy występ postrzegam zarówno jako przywilej, jak i odpowiedzialność. Dla mnie to nie tylko śpiewanie, ale także nawiązywanie kontaktu z ludźmi i dzielenie się emocjami. Cieszę się, że mogę kontynuować tę podróż i dotrzeć z muzyką, którą kocham, do jak największej liczby serc.

 

Dziękuję za rozmowę.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji:

Teresa Wysocka , teresa.wysocka [at] prestoportal.pl +48 579 667 678

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.