Pierścień pierścieniowi nierówny [co łączy trylogię Tolkiena z operami Wagnera?]

10.12.2021
Pierścień z Władcy Pierśceini J.R.R. Tolkiena

Oba pierścienie są okrągłe. Na tym podobieństwa się kończą”. Tak lakonicznie uciął Tolkien dyskusję na temat ewentualnych analogii między swoją książkową trylogią „Władca Pierścieni” a operową tetralogią Ryszarda Wagnera „Pierścień Nibelunga”.

I ja powinienem zakończyć więc ten tekst w punkcie wyjścia i zrobiłbym tak, gdyby nie fakt, że oglądając dzieło Wagnera nie mogę pozbyć się skojarzeń z Tolkienowską opowieścią. Ustalmy najprostsze fakty.

 

Fakt 1: Tolkien znał „Pierścień Nibelunga”.

Jeśli nie widział opery, to na pewno znał libretto drugiej części „Pierścienia” – „Walkirii”. Jego biografowie potwierdzają, że czytał i dyskutował o nim wraz z C.S. Lewisem.

 

Fakt 2: Wagner i Tolkien czerpali inspirację z tych samych źródeł.

Nordyckie i germańskie mitologie zawarte w islandzkich sagach „Edda” i „Sadze rodu Wölsungów” oraz staroniemieckiej „Pieśni o Nibelungach” każdemu z twórców służyły za podstawę budowanych przez nich opowieści. Wagner znał je z przekładów, Tolkien z oryginału. W nich też odnajdziemy wiele z motywów, które dla obu dzieł są wspólne.

 

Fakt 3: Wagner dodaje do mitów nowe jakości, które odnajdziemy też u Tolkiena.

Wagnerowski pierścień sprawia, że bohaterowie go pożądają. Klątwa rzucona nań przez Alberyka – tytułowego Nibelunga – brzmi „jego władca będzie jego sługą”. Tolkienowski pierścień działa podobnie – pęta umysły tych, którzy się z nim stykają, sprawia, że pragną go posiąść.

 

Fakt 4: Tolkien stosuje literackie lejtmotywy, których muzycznym wynalazcą był Wagner.

Najwyraźniej odnosi się to do samego pierścienia. Ilekroć o nim mowa, narrator zawsze podkreśla jego ciężar, tym większy, im bliżej Mordoru znajduje się Frodo. Określenia opisujące tę charakterystyczną właściwość tolkienowskiego pierścienia są jak powracająca melodia wagnerowskiego lejtmotywu.

 

Fakt 5: Wagner i Tolkien tworzą własne mitologie.

Zło wagnerowskiego pierścienia neutralizuje jedynie miłość. Zło tolkienowskiego pierścienia znieść może jedynie hobbicki (brytyjski) upór i jowialność. Obie mitologie czerpią z tych samych elementów, różnią się jednak w kwestiach zasadniczych, co do hierarchii zawartych w nich wartości.

Tym bardziej jednak każdy Wagnerysta powinien niezwłocznie sięgnąć po książkę Tolkiena albo jej filmową ekranizację (z harmonicznie i strukturalnie z Wagnerem związaną muzyką Howarda Shore’a!), a każdy Tolkienista – biec do najbliższej opery, w której grają Wagnerowski „Pierścień”. Ostatecznie przecież oba światy powstają z muzyki. W przypadku opery staje się to oczywiste już po pierwszych kilku taktach. W przypadku dzieła Tolkiena wystarczy przeczytać pierwsze zdania „Silmarillionu” – księgi opisującej pradzieje „Władcy pierścieni”, gdzie zostało napisane: „Na początku był Eru, Jedyny. […] On to powołał do życia Ainurów, Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli. […] Rozmawiał z nimi i poddawał im tematy muzyczne. Ainurowie zaś śpiewali dla Niego i On radował się tą muzyką”. To właśnie z muzyki Ainurów powstało Śródziemie i zamieszkujące je ludy.

 

Paweł Wiktor Siechowicz

 

Artykuł ukazał się w Presto #8: Fantasy

 

 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.