Łódź, mrok i nostalgia [wystawa „Zabij to” Mariusza Wilczyńskiego w Narodowej Galerii Zachęta]

12.05.2022

Od marca w warszawskiej Narodowej Galerii Zachęta możemy oglądać niezwykłą wystawę poświęconą jednemu z najgłośniejszych tytułów ostatnich lat – „Zabij to i wyjedź z tego miasta” Mariusza Wilczyńskiego. Opowiada ona o filmie, procesie jego powstawania i świecie wykreowanym przez artystę.

Mamy niezwykłą i być może jedyną okazję, by zobaczyć wstępnie zmontowane i udźwiękowione sceny, które nie weszły do ostatecznej wersji animacji. Możemy również przyjrzeć się z bliska ukrytym w podświetlanych gablotach oryginalnym rysunkom.

 

Myślę, że ważne jest, by przed zobaczeniem wystawy obejrzeć film. Z drżeniem serca patrzymy wówczas na oryginalne rysunki, fragmenty animacji czy zajmujący całą ścianę portret miasta.

 

To ma być Łódź, miasto realne zespolone z marzeniem sennym autora, nostalgią i powrotem do miasta, w którym artysta urodził się i dorastał. Skąd taki film, po co ta wystawa? Film opowiada o utracie, śmierci najbliższych, ogromnej potrzebie dokończenia rozmów z nieżyjącymi rodzicami. O potrzebie przytulenia tych, którzy odeszli.

 

Łódź to do dzisiaj niesamowite miasto – przyciąga i odpycha. Każda moja wizyta w nim wywołuje nostalgię, ale jednocześnie niezwykle pobudza moją kreatywność. Może to jest powodem, że zarówno film, ze swoją senną, ginącą w półmroku, animowaną Łodzią, jak i jej peerelowskie, nieruchome portrety na wystawie – z tramwajami, deszczem, neonami – tak mocno działają. Działa oryginalna animacja – niesamowite rysunki postaci, łysawych, o szponiastych dłoniach, z krogulczymi paznokciami, starczymi zmarszczkami. Mama, by się nam nie zgubiła, ma warkoczyki z czerwonymi kokardkami (czerwony to jedyny kolor, poza błękitem zmierzchu), tata – trzy falujące włoski, Mariuszek – trzy loczki i dokładnie portretuje autora. Nawet loczki zmieniają się w dredy!

 

Właśnie – te dredy, czerwona, skrywająca je czapa i ciemne okularki u profesora ASP? Widząc po raz pierwszy tego wielkiego (pan Wilczyński ma 2 m wzrostu!) Krasnoluda, z ogromną niepewnością poszłam obejrzeć film. Po kilku minutach już wiedziałam – to kostium, maska skrywająca niezwykłą wrażliwość człowieka, który potrafił nam to uczucie przekazać!

wystawa „Zabij to” Mariusza Wilczyńskiego w Narodowej Galerii Zachęta

Wystawa „Zabij to…” w Zachęcie przede wszystkim zbudowana jest wokół kontekstów tworzących świat przedstawiony w filmie. Określa je rysunek – wieloplanowe scenografie miasta, inne niż we wcześniejszych filmach reżysera światło. Właśnie – światło, a właściwie jego brak. Wystawa, tak jak i film, dzieje się w półmroku. Świecą neony, światła tramwajów, kiosk Ruchu oraz projektor do wyświetlania celuloidowych filmów! Możemy zobaczyć oryginalny, pochodzący z NRD projektor – to także moje dzieciństwo! Pamiętam pobudzające moją wyobraźnię, pachnące w niezwykły sposób, gdy nagrzewały się od lampy, filmy wyświetlane na ścianie: „Gniewko, syn rybaka” czy „Hania w krainie cukrowych laleczek”… Na wystawie możemy powąchać projektor (nie pachnie już…) i zobaczyć „Myszkę Miki jadącą do Afryki”. Tutaj znowu powracają wspomnienia, gdy na animowanym rysunku weteran wojny (mówiący mieszanką głosu Andrzeja Wajdy oraz naśladującym go głosem Marka Kondrata) zmienia się w Kaczora Donalda, a jego „uczapkowana” partnerka (głos Ireny Kwiatkowskiej!) – w Myszkę Miki. Kim są naprawdę te postacie, co znaczyły lub znaczą w życiu artysty? Co do jednej postaci nie mamy wątpliwości o jej znaczeniu. Myślę, że to głównie dla Niego powstał ten film. To przyjaciel Wilczyńskiego – Tadeusz Nalepa, który jest również moją „rzeką dzieciństwa”. Rodzice nie mogli zrozumieć, dlaczego nagrywam na magnetofon szpulowy „Telefunken” piosenki zespołu Breakout. Jak może mi się podobać śpiewająca „Poszłabym za tobą” Mira Kubasińska, której daleko było do błękitnookiej blondyny – symbolu kobiecego piękna w czasach kultu BB i MM (Bardot, Monroe). Niewiele rozumiałam z bluesa, ale coś ciągnęło mnie – dziecko do tamtej muzyki. Być może jej doskonała jakość, w bylejakości piosenek akceptowanych przez cenzurę. Nalepa był niecenzuralny, bo był sobą, bo kochał zgniło-amerykańskiego bluesa i nic sobie nie robił z tego, co o nim mówili. Gdy jestem w Rzeszowie, zawsze przytulam się do jego portretu – rzeźby z brązu, stojącej przy jednej z ulic.

gitara Nalepy

A Wilczyński – wprost i pośrednio mówi o nim cały czas. Zarówno w filmie, jak i na wystawie słyszymy jego głos i jego muzykę. Totalne myślenie autora o dźwięku jako ważnym budulcu przestrzeni filmowej sprawdziło się doskonale. Gitara Nalepy – ze strunami i bez, narysowana jest z czułością i dbałością o każdy jej szczegół! A jego piosenki – te znane i te całkowicie niszowe to na pewno wspomnienia autora ze spotkań ze swym guru. Na wystawie postać Tadeusza z gitarą, pokazana poprzez oryginalne rysunki oraz opracowaną animatorsko scenografię – zachwyca i wzrusza... Pływający wokół niego statek (może to „Batory”?) to być może odniesienie do pracy muzyków na statkach, jednej z niewielu możliwości zarobienia godziwych pieniędzy w PRL i stanie wojennym…

 

Wzrusza także „portret” łazienki z lat 70. – ze słynną „Niagarą” – rezerwuarem oraz ceramicznym „dinksem” do pociągania „…za sznurek, by stary Dąbrowskiego usłyszeć Mazurek”.

Trzecim ważnym elementem wystawy są sceny, które nie weszły do ostatecznej wersji filmu – udźwiękowione i zmontowane na etapie animatika, pokazujące w uproszczonej formie planowaną animację postaci, co pozwala widzom poznać też warsztat współczesnego animatora.

 

A dlaczego słyszymy głosy starszego pokolenia artystów? W obsadzie znaleźli się m.in. Andrzej Wajda, Irena Kwiatkowska, Barbara Krafftówna, Krystyna Janda, Tadeusz Nalepa, Tomasz Stańko, Gustaw Holoubek, Andrzej Chyra czy Maja Ostaszewska …

 

To hołd oddany przez autora idolom jego młodości oraz dzieciństwa. Artyści żyli w tamtych czasach w innych wartościach. Kojarzyli się nam z czarnoksiężnikami. Płyty winylowe na 45 obrotów z wierszami i bajkami przez nich opowiadanymi, ich niezwykła muzyka przenosiły nas w krainę wyobraźni na skrzydłach dużo większych i mocniejszych niż produkcje Pixara…

Nalepa

W czasie trwania wystawy podobno ukazał się artbook „Zabij to i wyjedź z tego miasta”, łączący obrazy i postacie ze świata wykreowanego przez Mariusza Wilczyńskiego oraz krótkie teksty literackie autorstwa Doroty Masłowskiej, Jakuba Żulczyka i Maćka Bielawskiego. Projektantkami książki są Anna i Magdalena Piwowar, zaś współwydawcą Narodowe Centrum Kultury Filmowej. Niestety, nie znalazłam go już w księgarni Zachęty…

 

Wiele osób – nie tylko Polaków, dla których ten film jest bardziej zrozumiały – mówiło autorowi, że to niezwykłe dzieło obudziło w nich empatię, chęć zajęcia się starymi rodzicami, odnowienia dawnych przyjaźni…

 

Wystawa daje nam to samo, dlatego każdy, komu po drodze do warszawskiej Zachęty, musi ją zobaczyć.

 

Innym pozostaje obejrzenie filmu. Jest trudny, smutny i wzruszający, bardzo osobisty i niezwykły, ale skoro jego autor zrobił go właśnie w taki sposób, poświęcając mu czternaście lat swego życia, to jakiż skomplikowany musi być nasz świat!

 

Wystawa w Narodowej Galerii Zachęta potrwa do 26.06: https://zacheta.art.pl/pl/wystawy/mariusz-wilczynski-zabij-to

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.