Ucz się inaczej: Śpiew relatywny… Co to takiego?

09.05.2021

Krótko mówiąc, relatywne śpiewanie to metoda nauki śpiewania powszechnie stosowana w węgierskich szkołach, w których wprowadził ją na początku ubiegłego wieku kompozytor Zoltán Kodály. W Polsce stosuje ją obecnie Joanna Maluga – dyrygentka chóru VRC i wykładowczyni UMFC w Warszawie oraz Akademii Muzycznej w Bydgoszczy.

Samo słowo „relatywny”, jak podaje Słownik Języka Polskiego, oznacza: „uzależniony od czegoś, wynikający z porównania”, co w kontekście śpiewu można tłumaczyć jako porównywanie dźwięków i zależności między nimi. A co to oznacza? Przede wszystkim nie musisz być muzykiem, żeby śpiewać! Nie musisz nawet znać nut ani koła kwintowego, ani zasad muzyki, ani nie musisz patrzeć w nuty, aby wykonać jakiś utwór. Wystarczy słuch muzyczny, czyli umiejętność odróżniania poszczególnych dźwięków, dostrzegania zmian ich wysokości oraz solmizacja: do, re, mi, fa, sol, la, si, do. I to jest najważniejsze. Masz wszystko, co jest Ci potrzebne. Zatem śpiewanie relatywne to tak naprawdę kwestia zmiany myślenia: masz wszystko, czego Ci potrzeba!

Rada dla wtajemniczonych w muzyczne arkana: myśl dźwiękami, a nie nieskończoną (i dlatego być może przerażającą) liczbą interwałów, akordów, zasad. Mamy tylko siedem dźwięków – to dużo mniej niż liter w alfabecie. Myśl zaledwie siedmioma dźwiękami!

 

W dwuletnich seminariach kodalyowskich w Kaczkamacie biorą udział osoby, które nigdy nie czytały nut głosem. Zaczynają od poziomu beginners i po dwóch latach mocnego zastrzyku kształcenia słuchu w pigułce po prostu biegle śpiewają i czytają nuty. Jak profesjonaliści. Wszystkiego uczą się na miejscu za pomocą metody śpiewu relatywnego. Jest bardzo dużo śpiewania solfeżu, dostaje się mnóstwo materiałów. W każdym miejscu akademika – nawet pralni, prysznicach, pokojach – od 8.00 do 22.00 ćwiczy się, gra i śpiewa. Ponadto czyta się partytury, gra w zespołach. Pokoje nie milkną. To naprawdę ogromny zastrzyk wiedzy i energii.

Jak śpiewać relatywnie? Na początek wystarczy, jeśli ktoś Ci wskaże, w którym miejscu w melodi jest pierwszy dźwięk: „do”, resztę sobie dośpiewasz. Jak to wygląda w pracy z chórem? Rozkładamy utwór na czynniki pierwsze, czyli najpierw poznajemy melodię, a potem rytm. Wystarczy zapisać skalę dźwięków na jakiejś tablicy, pionowo, o tak:

do
re

mi
fa
sol
la
si
do

Potem prowadzący śpiewa solmizacją fragment utworu i wskazuje ręką poszczególne dźwięki melodii na tej pionowej skali. Troszkę jak w średniowiecznej scholi, kiedy żaden zapis nutowy nie istniał. Gdy już wszyscy zapoznają się z melodią, dodaje się do niej rytm. Prowadzący zapisuje go (już „normalnie” czyli od lewej do prawej) razem z nazwami solmizacyjnymi i czyta się (śpiewa) to samo, co wcześniej, ale w odpowiednim rytmie. Tym sposobem, kiedy chórzyści dostają nuty, potrzebują już tylko przyjrzenia się słowom, bo melodię znają doskonale.

 

Gdzie się można nauczyć tej metody śpiewania? We wspomnianych seminariach kodalyowskich w Kaczkamacie na Węgrzech. To stolica śpiewu relatywnego. W Polsce natomiast istnieje kurs relatywnego śpiewania w Instytucie Węgierskim w Warszawie, ale jest on skierowany wyłącznie do dzieci. Ową metodą pracuje chór VRC, którego dyrygentką jest dr Joanna Maluga. Ponadto okazyjnie prowadzi ona zajęcia oparte na metodzie kodalyowskiej, np. w ramach konferencji dla dyrygentów chórów szkół muzycznych. Kilka lat temu były prowadzone regularne lekcje w kilku szkołach podstawowych w Warszawie, ale projekt nie przetrwał – jego realizacja wymaga otwartości ze strony dyrektorów i dofinansowań. To jest metoda, która powinna być stosowana wszędzie, od szkół muzycznych po szkoły ogólnokształcące – tak jak na Węgrzech, gdzie każdy człowiek bierze nuty do ręki i czyta je jak powieść. I jest to zupełnie „normalne”. Wszyscy są tego uczeni już w szkole podstawowej równolegle do nauki czytania.

Sama popularyzacja metody relatywnego śpiewania to bardzo ciekawe „zjawisko”, bo o ile zawodowi muzycy są niechętni wszelkim „nowinkom”, o tyle w środowisku amatorskim metoda, za pomocą której się pracuje, w ogóle nie ma znaczenia. Wprowadzasz ją i już. Chórzyści Ci ufają, podążają za Tobą. Wśród profesjonalistów natomiast jest inaczej. Ludzie znają wiele metod i kiedy chcesz im pokazać nową, nieznaną, boją się jej. Nie ufają „nowościom” – w cudzysłowie, bo na Węgrzech to metoda bardzo stara.

Zatem… potrzebujemy przede wszystkim otwartości i… polskiego Zoltána Kodálya. Potem wszystko pójdzie śpiewająco.

Magdalena Burek

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Dodaj komentarz