Roztańczony Pan Twardowski w Operze Krakowskiej

03.12.2021
Roztańczony Pan Twardowski w Operze Krakowskiej

Prawdziwy listopadowy wieczór w Krakowie – zimno, deszcz i mgła. I – jak to zwykle w czasie premiery – roziskrzona światłami oraz udekorowana kwiatami krakowska opera.

Jan Twardowski – znany krakus, alchemik na dworze króla Zygmunta Augusta. Tym razem jego historia została opowiedziana za pomocą tańca! Autor muzyki Ludomir Różycki opowiedział historię legendarnego polskiego czarnoksiężnika za pomocą poematu symfonicznego, później jednak przełożył go na język baletu. Libretto opracowała żona Różyckiego Stefania (pisząca pod pseudonimem S. Ordon) na motywach powieści „Mistrz Twardowski" Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Mamy tu trochę z Fausta – stary Twardowski dzięki układowi z diabłem młodnieje.

Mamy wtręt z Harry'ego Pottera, gdy śmierć w długiej, powłóczystej szacie przypomina Dementora.

Zamiast alchemicznego laboratorium mamy pracownię naukowca z komputerem, a zamiast szesnastowiecznej karczmy – kasyno.

Naprzeciw naszych oczu na scenie pojawia się… oko!

To wielki, okrągły ekran, dzięki któremu odbywamy podróże – w świat nauki (DNA, ludzki mózg, wzory chemiczne), w kosmos (galaktyki), do piekieł (ogień), w siebie (tęczówka oka), do Krakowa (rybie oko krakowskiego Rynku) czy w końcu – wraz z Twardowskim – na Księżyc! Wspaniały i mądry pomysł scenograficzny.

 

Na deskach sceny też wiele się dzieje. Baletowe wcielenie legendy o Twardowskim to jedno z najpopularniejszych dzieł Ludomira Różyckiego – w samych latach 1921–1929 doczekało się aż 300 przedstawień. Dziewięć obrazów baletu ilustruje kolejne sceny z życia maga – od pierwszego ukazania się diabła w jego pracowni, przez wtargnięcie wierzycieli i diabłów, czy też zdobycie miłości Złotej i Czerwonej Damy podstawionych mu przez Mefista, po wydarzenia w karczmie Rzym (świetny ruchomy napis „Casino Amor” – anagram Romy, czyli Rzymu) i wreszcie lądowanie na Księżycu.

 

No i jest Pani Twardowska, bezimienna, w szlafroku i papilotach, ratująca męża przed wierzycielami. Jak u Mickiewicza. Stary Twardowski (Yauheni Yatskevich) doskonale wykonuje układ z krzesłem (na gumce!), lecz arcymistrzem skoków i piruetów jest Młody Twardowski (Yauheni Rakuts). Zresztą wszyscy tańczą doskonale. Nieco androginiczny Diabeł (Dzmitry Prokharau), w płaszczu przypominającym wydekoltowaną suknię, z doskonałym makijażem, ale… bez rogów! Jak złoty motyl tańczy filigranowa Malika Tokkozhina bardzo trudne solo oraz duet z Twardowskim. Zachwyciły mnie jej lekkość, gibkość i niebywała precyzja wykonywanych figur.

 

No i złoty kostium! Tu po raz kolejny praca pani Marii Balcerek zabłysła fajerwerkami jej niezwykłej wyobraźni i umiejętności wyczucia tancerza. Ubrać go tak, by mógł się doskonale poruszać i jednocześnie świetnie wyglądać, to wielki talent. Udowodniony również we wspaniałych rozwiązaniach scenograficznych. Dla niej jako scenografki atrakcyjne było zestawienie realnej przestrzeni – świata Twardowskiego i mieszkańców Krakowa – z tym, co zaczyna się dziać w momencie pojawienia się diabła, który oferuje zupełnie inne sytuacje i przestrzenie. Nie tylko magiczne, wielkie oko jest doskonałe! Szklane biurko zmienia się w samolot i pojazd międzyplanetarny, świetne modelki z wielkich przeistaczają się w mniejsze. No i nakręcane lalki na krakowskim Rynku, w białych szpongach (majteczkach) z falbankami i paczkach (baletowych spódniczkach) we wzory z krakowskich spódnic. Piękni i wysmakowani są paparazzi w trenczach z błyskającymi fleszami aparatów. Wspaniałe, barwne widowisko.

 

Nie jest jednak wesoło. Spektakl daje nam do zrozumienia, że chciwość, chęć sławy, pieniądze, namiętność to nasze wciąż aktualne wady. W spektaklu myślimy o diable nie jako o osobie, konkretnej postaci, lecz o tym diable, który siedzi w każdym z nas, a który przejawia się w naszych uczynkach. Struktura spektaklu jest oparta na krótkich, czasami niepołączonych ze sobą fragmentach, które pozwalają choreografowi – tu wielki ukłon dla pani Violetty Suskiej – pokazać swój artyzm oraz znajomość tańców różnych kultur i regionów świata. Żeby nie bawić się w coś, co będzie nudne i trudne do zaakceptowania dla młodego widza, pani Violetta pozwoliła sobie na przeniesienie akcji w bliżej nieokreślony czas.

 

W spektaklu, w wirze szalejącego na ziemi piekła, jedyną dobrą rzeczą, która ostatecznie broni Twardowskiego, jest jego dobry uczynek. Twardowski oddaje swoją duszę za życie umierającego dziecka. Zostaje zabrany w piekielne czeluści. Nie dociera tam jednak. Legenda głosi, że dzięki gorącej modlitwie do Matki Boskiej diabły zostawiają go na Księżycu. Widzimy ten Księżyc, jak rośnie i wypełnia całym sobą okrągły ekran. Lądujemy tam wraz z Twardowskim.

 

A co się dzieje w orkiestronie? Kierownictwo muzyczne objął pan Tomasz Tokarczyk, który w dniu premiery poprowadził orkiestrę. Muzyczną interpretację losów Twardowskiego oparł Różycki – jakżeby inaczej – na polskich tańcach ludowych i narodowych, takich jak krakowiak, polonez, oberek czy tańce góralskie; nie brakuje też nawiązań do muzyki tanecznej innych narodów, m.in. czardasza, walca i stylizowanych tańców orientalnych. Solo fletu piccolo zapowiada pojawienie się diabła, a gdy pojawia się Czerwona Dama, słyszymy harfę…

 

Stulecie powstania tej kompozycji spowodowało nową falę wspomnień o twórczości Różyckiego. Przez niektórych uznany jako drugi po Moniuszce polski kompozytor oper nie jest zbyt często wykonywany. A niewiele brakowało, by dzieło życia – operę „Amor i Psyche” – skomponował w duecie z Puccinim, którego poznał w Berlinie w 1913 r. Balety napisał zaledwie dwa – „Pana Twardowskiego” w 1921 r. oraz „Apolla i dziewczynę” w 1937 r.

 

Pierwszy balet napisany w wolnej Polsce, pełen polskiej muzyki, od razu stał się przed i po II wojnie światowej pozycją obowiązkową. Jest świetnie zinstrumentowaną, doskonale opracowaną dramaturgicznie kompozycją z licznymi inspiracjami muzyką Ryszarda Straussa.

 

Z racji swojego zawodu muszę wspomnieć również o doskonale przygotowanym i wydanym programie – folderze tego spektaklu. Okładką jest fantastyczny plakat Andrzeja Pągowskiego, po raz kolejny budzący zachwyt nad niezwykłym talentem tego artysty. Mamy libretto, opowieść o kompozytorze pióra Andrzeja Kosowskiego. Michał Rusinek mierzy się z legendą, a wiersz Adama Mickiewicza „Pani Twardowska” zdobią rysunki samego Jana Marcina Szancera! Jest fotorelacja Dariusza Pawelca z prób baletu, spis wszystkich autorów i wykonawców spektaklu, wersja angielska, piękny sztych Michała Kluczewskiego „Twardowski śpiewający godzinki”, no i na deser – błyszczący lakierem wybiórczym – Księżyc.

 

Dorota Pietrzyk


 

Pan Twardowski,

Opera Krakowska


 

Najbliższe spektakle:

24, 25, 27 lutego

29, 30 kwietnia


 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.