Przyjemność obcowania z arcydziełem totalnym [rozmowa o premierze „Traviaty” w Teatrze Wielkim w Łodzi]

06.02.2024
"Traviata" Teatr Wielki w Łodzi

O nadchodzącej premierze „Traviaty” w Teatrze Wielkim w Łodzi oraz wyzwaniach związanych z dziełem doskonałym z reżyserką Pią Partum oraz dyrygentem Rafałem Janiakiem rozmawia Maria Kożewnikow. 

 

Premiera Traviaty zbliża się wielkimi krokami. Wybór ten można uznać za oczywisty. Nie znam widza, który nie chciałby ponownie przeżyć tej historii. Jednocześnie chyba mogę stwierdzić, że Traviata to jedno z najbardziej znanych dzieł operowych na świecie. Wykonana wiele razy, w wielu inscenizacjach przez najznakomitszych twórców. Czy mogę liczyć na uchylenie rąbka tajemnicy – czego możemy spodziewać się po nowej inscenizacji?

 

Rafał Janiak: Rzeczywiście, Traviata to jedna z kilku najczęściej wystawianych na świecie oper. W Łodzi jej inscenizacje widnieją w repertuarze od początku istnienia Opery. Jest to już piąta realizacja naszego Teatru. Dzieło od zawsze cieszy się zainteresowaniem. Można więc powiedzieć, że w kontekście zainteresowania jest to utwór skazany na sukces. Jednak prapremiera Traviaty zakończyła się fiaskiem, nawet mimo pozycji Verdiego. Było to spowodowane głównie kontrowersyjnością tematyki. Dziś ta tematyka już nie razi. Obecnie oczekuje się, aby teatr operowy mówił o prawdzie. Traviatę można nazwać wprowadzeniem do weryzmu. Moglibyśmy zadać pytanie – czy nasza realizacja może jeszcze szokować? Szokować współczesnego widza, szokować w znaczeniu odkrywczym. W Polsce mamy obecnie kilkanaście inscenizacji Traviaty. Czy nasza inscenizacja będzie się czymś wyróżniała? W moim mniemaniu tak.

 

Pia Partum: Tak, Traviata to historia dobrze znana publiczności, a przez to tym bardziej wymagająca dla realizatorów. To doskonale skonstruowany melodramat, na który współczesny człowiek patrzy z lekkim dystansem – a który mnie w tej historii zafascynował. Temat, fabuła, a także społeczne uwarunkowania tej historii sprawiają, że planuję umieścić naszą inscenizację w epoce, w której ta opera została napisana. Uważam, że uwspółcześnianie na siłę akurat tego dzieła nie ma sensu. Akcja Traviaty wyjątkowo osadzona jest w XIX-wiecznych realiach i konwenansach. Który mężczyzna pyta dziś ojca o zgodę na ślub? Na co Violetta miałaby umrzeć w czasach obecnych? Na covid? To naprawdę nudna dla mnie droga artystycznych poszukiwań… Czy bliższa nam choroba uczyni dzieło głębszym i ciekawszym? Przygotowując się do tej pracy oraz szukając inspiracji, czytałam libretto przez pryzmat Kwiatów zła Baudelaire’a. Zostały wydane dwa lata przed czy po premierze Traviaty i podobnie jak Traviata uznane zostały za skandal. Tuż po opublikowaniu Kwiaty zła zostały zakazane i ocenzurowane. Główne wątki tej książki to: spleen, dekadencja, moralny upadek, nuda, pustka, samotność, zło, choroba i śmierć – wszystkie te wątki obecne są również w Traviacie. Wyjątkowo zainteresowały mnie właśnie te podobieństwa. W naszej inscenizacji chciałabym zatem zanurzyć widza w świat dekadenckiego, narcystycznego spleenu. W naszej wizji otoczenie Violetty to właśnie dandysi, egoiści, wyrafinowani dekadenci. To oni czynią jej salon wyjątkowym, ale też zakazanym. W tym salonie będą szisze, opium, nieprzeciętni ludzie – przerafinowane Kwiaty Zła… Będzie nawet zakazany w tamtych czasach dla kobiet bilard. To właśnie te detale mają dodać naszej inscenizacji oryginalności, ale też melancholii, a to jest już uczucie, z którym współczesnemu widzowi łatwo się zidentyfikować…

 

Pia Partum

 

Aby zaciekawić widza, który prawdopodobnie zna już Traviatę, musieliście Państwo zagłębić się w libretto i partyturę nawet bardziej niż po same brzegi. Co dla Państwa w odkrywaniu tego dzieła – jako dla muzyka-dyrygenta oraz reżysera – okazało się być najciekawszym aspektem, a co najtrudniejszym punktem projektu?

 

P.P.: Po pierwsze – melodramat. Intensywność uczuć. To jest zresztą generalna przyczyna, dla której lubię zajmować się operą jako gatunkiem. Obecnie w teatrze dramatycznym zauważam głównie przekazy intelektualne, para-gazety i para-socjologiczne wywody. Od tego wolę dobrą książkę czy prasę. To problem współczesnego człowieka, współczesnych elit – lęk przed odczuwaniem. Opera siłą rzeczy, dzięki obecności muzyki, te uczucia wywołuje i intensyfikuje do granic. Po drugie – podczas pracy nad partyturą moją uwagę przykuły, chyba typowe dla Verdiego, zderzenia gigantycznych scen zbiorowych z nagle wplecionymi w nie kameralnymi duetami. Verdi przechodzi gładko od monumentalności do kameralności. Ale jak pogodzić te zderzenia w ruchu? Choreografii? Scenografii? Czemu Verdi operuje tak wielkimi kontrastami? Wraz ze scenografką Karoliną Fandrejewską starałyśmy się to zrozumieć od strony projektowej. Im dłużej też pracuję nad Traviatą – tym bardziej dociera do mnie emocjonalny sens tych „zderzeń”. Traviata jest bowiem o samotności, o braku współczucia. Pod koniec Balu u Flory Violetta będzie upokorzona wśród tłumu tańczących „przyjaciół”, którzy śpiewać tylko będą o współczuciu.

Innym moim „odkryciem” podczas pracy nad partyturą była napisana przez Verdiego uwaga, że scena Balu u Flory to scena finalna II aktu. Na ogół pokazuje się ją po przerwie i płynnie łączy z aktem III. Verdi jednak wiedział, czemu chciał tak napisać. I wydaje mi się, że to zrozumiałam. Chciał, by „zgniły moralnie Paryż” zmiótł swoim istnieniem sielankę „wsi” – do której Violetta uciekła z ukochanym. Z tego odkrycia jestem dumna. Nie widziałam lub nie znam inscenizacji, która respektowałaby ten muzyczny zapis. Jednocześnie to odkrycie było najtrudniejsze dla nas inscenizacyjnie, bo bardzo trudno jest je pogodzić z technologią sceny.

 

R.J.: Według mnie elementem wyjątkowym okazuje się obecny w utworze paradoks tego dzieła. Traviata to przede wszystkim jedna z najbardziej emblematycznych oper, a została napisana właśnie jako melodramat czy nawet jako utwór sentymentalny. Libretto opery miewa jednak momenty werystyczne. Jednoczenie Verdi, jako kompozytor, osadzony jest muzycznie w stylu salonowym czy nawet w stylu brillant. Wiele fragmentów Traviaty ma te wyrazową lekkość, ale też melodramatyczność. Ostatecznie jednak musimy pamiętać, że jest to opera, która ma przekazać historię poprzez w tym przypadku muzykalną melodramatyczność.

 

W projekcie bierze udział ogromna obsada, niektóre role obsadzone są nawet przez czworo śpiewaków, do tego chór, balet, orkiestra…

 

R.J.: Tak, artystów jest wielu. Zarówno w samej obsadzie, jak i na scenie. To właśnie widać we wspomnianych przed chwilą scenach zbiorowych. Tę monumentalność i zbiorowość u Verdiego można uznać za pewien rodzaj konwencji, „scen rozrywki”, mający na celu zainteresowanie i przyciągnięcie skupienia widza. Pia w bardzo interesujący sposób łączy te konwencje, na przykład podczas opisanej już sceny balu u Flory. Jest to swoiste zetknięcie, gdzie zbiorowość staje się kontrastem dla dramatu. Dzięki temu u nas finał II aktu zmienia się w prolog drugiej części spektaklu. W większości znanych mi inscenizacji forma opery przedstawiona jest klasycznie – jako przedstawienie z dwoma przerwami. My jednak, idąc za librettem, chcemy to zmienić. To kolejny nietypowy aspekt w naszej interpretacji.

 

P.P.: Praca z tak wielką obsadą na pewno jest wyzwaniem dla reżysera. Jak tworzyć sceny intymne w przestrzeni, w której dzieją się tak ogromne sceny zbiorowe? Tu pojawia się pytanie – jak wykorzystać przestrzeń, żeby była uniwersalna dla dramatu Violetty oraz takiej liczby innych ludzi? To operowanie kontrastami przez Verdiego okazało się dla mnie wyjątkowo ciekawe, ale też inspirujące. Właśnie to przenikanie tłumu i jednostki stało się dla mnie pewnego rodzaju trampoliną do myślenia i analizy całej Traviaty. Ta monumentalność zachęciła mnie do skupienia się także na różnicach, kontrastach. Staram się w symboliczny sposób przechodzić przez akty od czerni do bieli. Od strony mroku, dymu, spleenu, dekadencji, klaustrofobii do sytuacji finałowej, która według mnie jest otwarta i wyzwalająca.

 

Rafał Janiak

 

Obserwując Państwa działalności artystyczne, mogę powiedzieć, że są one bardzo różnorodne. We dwoje mieliście Państwo przyjemność pracować z flagowymi tytułami opery, ale także z dziełami nowymi i nieznanymi. Czy Traviata trafia w Państwa zainteresowania?

 

P.P.: Reżyserowanie tej opery daje mi wiele satysfakcji, ponieważ przez ostatnie lata zajmowałam się właściwie tylko dziełami współczesnymi. I to one stanowią poważny obszar moich zainteresowań. Fakt, że jestem jednak w końcu w XIX wieku, sprawia mi, jako odskocznia, ogromną, dziecięcą wręcz radość. Tyle wspaniałych sukien, bal… W tym przypadku dla mnie wyzwaniem reżyserskim okazało się zrobienie czegoś, co jest klasyczne – nadal klasycznie, ale inaczej niż dotąd. Traviata w epoce, ale jednak od nowa. Wyzwaniem stały się więc np. sceny Matadorów i Cyganek. Jak to zrobić inaczej niż dotąd? Zastanawiałam się, po co Verdiemu ta wstawka. Wymagało to głębszego przemyślenia. Tak samo scena Masek w III akcie - jak zrobić to inaczej niż wszyscy? Tu inspiracją dla mnie był Fellini, a dokładniej jego film 8 i pół – scena śmierci Guido i przemazujący się mu przed oczami surrealny korowód wspomnień z jego życia. Takie poszukiwania sprawiają, że praca nad tak znanym tytułem stała się dla mnie zarówno fascynującą przygodą, jak i wyzwaniem.

 

 

R.J.: Radość i satysfakcja oczywiście dotyczą nas wszystkich! Ostatnie premiery, które realizowałem w Łodzi, miały na celu poszerzanie repertuaru polskiej opery. A Traviata to ten tytuł, dzięki któremu wszyscy mamy przyjemność obcowania z arcydziełem totalnym. Nie wszystkie opery Verdiego mają tak wybitne libretta. Tych oper ze znakomitymi librettami jest może cztery albo pięć. Na pewno jest wśród nich Traviata. Każdy takt to najwspanialsza esencja stylu verdiowskiego, za który go kochamy. Ja również mam swój emocjonalny stosunek do tej opery i w naszej produkcji spróbuję przedstawić moje muzyczne pomysły. Widzę tu wiele możliwości zarówno w warstwie muzycznej, jak i literackiej. Traviata jest oczywiście nagrana w setkach interpretacji. My jednak chcemy zrobić ją dla łódzkiej publiczności i dać słuchaczom to wspaniałe doznanie artystyczne. Dla niektórych może to być pierwsze zetknięcie z operą. Wierzymy, że będzie to wielkie przeżycie. Zobaczenie tej klasycznej realizacji w nowatorskim spojrzeniu. Chciałbym, żebyśmy zrobili to dla widzów, ale także dla siebie – jako artystów. Żeby ta inscenizacja mogła na długo wejść do repertuaru naszego Teatru.

 

Każdy z artystów to na pewno oddzielna osobowość i inna wizja dzieła. To zawsze dodaje inscenizacji kolorów.

 

R.J.: Akurat w naszym przypadku liczba obsad podyktowana jest przyszłością. Planujemy wiele spektakli, w związku z czym potrzebujemy wielu artystów. W tym momencie nie mogę nie wspomnieć śpiewaków, wykonujących partie tytułowe. Violetta: Iwona Sobotka, Joanna Woś, Alfredo: David Baños, Paweł Skałuba, Giorgio Germont: Victor Yankovskyi, Arkadiusz Anyszka. Praca ze śpiewakami tej klasy to czysta przyjemność. Czy jest to wyzwanie, czy pomoc w realizacji projektu? Na pewno aspekt dodający różnorodności i oryginalności! Ale najważniejsze, że każdemu zależy na tym, aby 9 lutego zaprezentować efekt nietypowy, stworzony dzięki indywidualnej wyjątkowości każdego z twórców. Efekt w formie spójnej estetycznie i w jasnym przekazie, który będzie naszym przekazem, a nie kompilacją poprzednich inscenizacji. Taki jest nasz cel, który realizujemy we współpracy z artystami produkcji.

 

P.P.: Tak, trudno jest wyreżyserować do znudzenia znane wszystkim Libiamo czy inne popularne sceny, jednocześnie tworząc z nich nową jakość. Jednak artyści są tu ogromną inspiracją, dzięki czemu praca stała się dla mnie niebywałą frajdą.

 

Bardzo dziękuję! W takim razie życzę Państwu owocnego końca współpracy oraz wspaniałej premiery!

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.