Sztuka zabawy [recital Mikołaja Sikały w ramach cyklu Chopin nad wodami Motławy]

22.08.2022

Recitale fortepianowe w ramach cyklu Chopin nad wodami Motławy są świetną okazją na zapoznanie się z szerokim spektrum repertuarowym i interpretacyjnym pianistów związanych z Gdańskiem. Dwa dni przed zakończeniem cyklu w Salonie Gdańskim Polskiej Filharmonii Bałtyckiej wystąpił Mikołaj Sikała, który od lat i konsekwentnie prezentuje intrygujący pianistyczny idiom, przesiąknięty pogodą ducha i delikatnością.

 

Jak połączyć ze sobą estetykę włoskiego baroku, wiedeńskiego klasycyzmu, polskiego romantyzmu, francuskiego impresjonizmu i twórczości własnej? Na to pytanie może odpowiedzieć tylko Mikołaj Sikała, który w ramach występu stworzył jedną całość z najróżniejszych styli i nurtów muzycznych. W wypełnionym po brzegi Salonie Gdańskim zabrzmiały najpierw dwie sonaty: A-dur Domenico Scarlattiego K. 208 oraz D-dur Wolfganga Amadeusza Mozarta KV 311. Dwa klasyki zostały dopełnione przez twórczość największego polskiego kompozytora, co zresztą jest warunkiem udziału każdego wykonawcy w cyklu Chopin nad wodami Motławy. Publiczność usłyszała tamtego wieczoru pierwsze dwa Mazurki z op. 56, a także Walc Es-dur op. 18.

 

Rozpoczęcie recitalu od Sonaty Scarlattiego było znakomitym pomysłem. Mikołaj Sikała bardzo umiejętnie wykorzystał wszelkie zawiłości późnobarokowej harmonii, prowadząc słuchaczy przez muzykę Scarlattiego ze spokojem, opanowaniem i cierpliwą delikatnością. Dość romantyczne rubato pianisty stosowane było tylko w wysoce zasadnych miejscach utworu. Odniosłem wrażenie, że tamto wykonanie przypadłoby do gustu nawet zaczytanym w barokowych traktatach znawcom wykonawstwa historycznego, analizującym niemal pod mikroskopem każdy łuczek i ozdobnik. Wykonanie Scarlattiego zwróciło moją uwagę tak bardzo, że aż trudno było mi wyjść z nastroju barokowej zadumy i przestawić się na lekką i żartobliwą Sonatę Mozarta. Jednak gdy moje uszy opuściły oddźwięki pięknych barokowych fraz, szybko zadomowił się w nich klasyczny, przejrzysty, Mozartowski blask. Mikołaj Sikała wykonał utwór klasyka wiedeńskiego z pełną kontrolą, nie forsując dźwięku w którejkolwiek kulminacji. Szczególnie interesująca wydała mi się środkowa część dzieła, gdzie pianista w pełni wykorzystał pozostawiony przez kompozytora ogrom lirycznego potencjału. Utwory Fryderyka Chopina świetnie dopełniły omawiany blok recitalu — zwłaszcza błyskotliwie i niemal nonszalancko wykonany Walc Es-dur op. 18.

 

Kolejna część recitalu składała się z Estampes Claude’a Debussy’ego oraz trzech części Suity nadmorskiej autorstwa samego wykonawcy. Mikołaj Sikała wkroczył wtedy w bardzo komfortowy dla siebie grunt — impresjonistyczna suita należy do jego żelaznego, wykonywanego przez wiele lat repertuaru. Swoboda kształtowania frazy, nadzwyczajna lekkość i sprawność techniczna pianisty zaowocowały angażującym wykonaniem Estampes, które w mojej opinii było najbardziej interesującą produkcją wieczoru. Ostatnia część suity Debussy’ego, Ogrody w deszczu, połączyła się tematyką „wodną” z kompozycją samego wykonawcy, Suitą nadmorską.

 

Dzieło to powstało za sprawą przyznania jej autorowi Stypendium Kulturalnego Miasta Gdańska. Pianista miał kilka lat temu styczność z komponowaniem, przez niedługi czas studiując ten kierunek w Akademii Muzycznej w Gdańsku. Powstanie Suity Nadmorskiej było, jak sam stwierdził, „powrotem do pracy twórczej, za którą mocno się stęsknił”. W kompozycji tej bardzo dobitnie uwydatnił się idiom pianistyczny, z którym zdaje się identyfikować Mikołaj Sikała — pogoda ducha, zabawa, sztuka rozumiana jako tworzenie i przeżywanie szczęścia. Zdawało mi się, że Suita była pewnego rodzaju wypadkową muzyki, którą pianista grywał w ostatnich latach, a szczególnie istotny wpływ na jej treść wywarły dzieła Nikołaja Kapustina.

 

Pewnym zaskoczeniem stał się dla mnie finał tego utworu, czyli Kołysanka. Niepisana tradycja dzieł muzyki poważnej inspirowanej stylistyką jazzu zdaje się wskazywać, że zwykle tego rodzaju twórczość kończy się „z przytupem” w postaci widowiskowego, eksponującego wirtuozerię finału. Mikołaj Sikała postanowił przełamać to cliche, wystosowując w stronę słuchaczy frazy pełne zadumy, spokoju i liryczności. Spokojna woda Motławy, widziana zza okien Salonu Gdańskiego, niemal dosłownie korespondowała z tym nastrojem, konkludując wcześniejszą zabawę muzyką przy pomocy odrobiny introwertycznej refleksji.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.