Monolog na siedem głosów [płyta Tomasza Darocha z polskimi kompozycjami na wiolonczelę solo]

13.03.2022
Monolog na siedem głosów [płyta Tomasza Darocha z polskimi kompozycjami na wiolonczelę solo]

Niedawno trafiła w moje ręce płyta, która zaciekawiła mnie od razu zaprezentowanym na niej repertuarem. Nazwisko wykonawcy także skłania, by przyjrzeć się jej bliżej. Mowa o albumie „Monologue” wydawnictwa DUX, który zawiera kompilację przeznaczonych na wiolonczelę utworów kompozytorów polskich. Pomysłodawcą i wykonawcą tego nagrania jest znany wiolonczelista Tomasz Daroch.

Wiolonczela stosunkowo późno zaczęła być doceniana jako instrument o prawdziwie wirtuozowskich możliwościach. Dopiero XX w. zaobfitował w wiele świetnych, do dziś grywanych utworów, choć i obecnie znanych głównie miłośnikom wiolonczeli, uczestnikom i publiczności konkursów na całym świecie. Zlitowali się nad wiolonczelistami Cassado, Crumb, Hindemith, Kodály, Ligeti i wielu innych. Także polscy kompozytorzy mają tutaj swój wkład, a omawiana tu płyta jest nie tyle podsumowaniem, ile raczej początkiem tworzenia fonograficznej antologii dzieł napisanych przez nich na wiolonczelę solo. Kilka z nich zostało nagranych po raz pierwszy.

 

Płytę otwiera czteroczęściowa Sonata na wiolonczelę solo” Jerzego Fitelberga, syna słynnego dyrygenta Grzegorza. Napisany w 1945 r. utwór mieści się w neoklasycznych ramach czterech części, nie brak mu jednak elementów łamiących konwencję, fragmentów swobodnych i wirtuozowskich. Słucha się go z przyjemnością, język muzyczny kompozytora wyraźnie zmierza ku tonalnym motywom, ukazuje śpiewność instrumentu, jego ogromną skalę i możliwości dynamiczne. Aż dziwne, że dopiero na tej płycie „Sonata…” ma swoją fonograficzną premierę.

 

Kolejna pozycja to miniatura „ukradziona” skrzypkom, jak wiele innych pozycji repertuaru wiolonczelowego. Kaprys polski” Grażyny Bacewicz to kompozycja bardzo znana, w transkrypcji Andrzeja Orkisza nie odbiega urokiem od oryginału. Brawa dla solisty, że utrzymał i tempo, i lekkość w szybkiej części. Jest to pierwsze na świecie nagranie tej transkrypcji.

 

Następny utwór grywany jest często, doczekał się też licznych nagrań. To Wariacja sacherowska” Witolda Lutosławskiego, która niezmiennie pojawia się w repertuarze konkursu wiolonczelowego imienia kompozytora. Tomasz Daroch został jego zwycięzcą w lutym 2011 r. Mamy tu więc wykonanie niejako wzorcowe. Precyzyjnie odmierzone ćwierćtony, skrupulatnie sprawdzone tempa i wartości rytmiczne. W porównaniu z interpretacjami, których mogłam posłuchać, będąc wierną fanką warszawskiego konkursu, a kiedyś i jego uczestniczką, ta jest elegancka i pozbawiona ekstrawagancji. Nie ma tu brutalnego „rzezania” instrumentu, które nieraz fundowali zdumionej polskiej publiczności młodzi artyści z dalekich krajów, tak widocznie wyobrażając sobie muzykę współczesną. A przecież wystarczy spojrzeć na dowolne zdjęcie kompozytora, by wiedzieć, jakiej klasy i manier był to człowiek. I taka jest jego muzyka, pełna emocji, treści, ale ujętych w ramach „dobrego tonu”, dosłownie i w przenośni.

 

Po „Wariacji” następuje utwór być może najbardziej dramatyczny w wyrazie – Récit” Piotra Mossa napisany dla Andrzeja Panufnika w roku jego śmierci, czyli 1991. Moss doskonale czuje możliwości wyrazowe i techniczne wiolonczeli i sięga po nią często w swojej twórczości. Ta, choć daleka od konwencjonalnych harmonii, zawiera też w sobie wyraźny element romantycznej ekspresji.

 

Nazwisko Jana Krenza wielu kojarzy się głównie z jego karierą dyrygencką, ale był on też kompozytorem muzyki klasycznej i filmowej. Impromptu” to zwarta, fantazyjna kompozycja nawiązująca momentami do neoromantycznego stylu i tonalnej harmonii. Zgrabne i przyjemne do słuchania dzieło z 1997 r., podobnie jak poprzednie, ma na tym albumie swoją fonograficzną premierę.

 

Kolejny utwór to klasyka wiolonczelowej literatury solowej. Divertimento” Krzysztofa Pendereckiego, które w swojej pierwszej wersji ujrzało świat w 1994 r., niezmiennie ujmuje formą oraz połączeniem echa motywów ludowych z językiem zupełnie współczesnym, z mocno zaznaczonymi elementami wirtuozowskimi. Odbieram ten utwór jako moment wytchnienia od intensywnych emocji. Może dlatego, że motywy znane każdemu, kto trochę poznał muzykę Pendereckiego, drobne, powtarzalne, ale niepodrabialne struktury melodyczno-harmoniczne – są jak powrót do domu. Na swój sposób kojące.

 

Płytę zamyka mocny akcent. Utwór Monologue” Krzysztofa Meyera, od którego wzięła tytuł cała płyta, to prawdziwa petarda emocji. Opowieść krótka, ale pełna treści. Znając głównie twórczość fortepianową kompozytora, nie spodziewałam się, że dysponuje równie świetną znajomością natury wiolonczeli, potrafi wydobyć wszystkie jej walory, nie idąc na kompromisy.

 

Podsumowując tę płytę, mogę polecić ją wszystkim, którzy są stęsknieni za czymś nowym, kochają dźwięk wiolonczeli i nigdy się nim nie znudzą. Utrzymanie uwagi słuchacza, grając przez godzinę na pojedynczym instrumencie, nie jest zadaniem łatwym. Mogłoby to więc skłaniać do poszerzenia ram repertuaru o utwory o bardziej zróżnicowanej stylistyce, może sięgnięcia już po twórczość z XXI w. A jednak nie. Jest w tym coś przemyślanego, by utrzymać ten album w jednolitym sznycie, który mogę opisać jednym słowem – elegancja. Interpretacje Tomasza Darocha takie właśnie są. Choć jego gra jest pełna ekspresji, nie znajdziemy w niej niczego, co mogłoby uchybić kulturze dźwięku, nienagannej intonacji i precyzji. Żadnych efekciarskich trików, pójścia na skróty. Tego też wymagają prezentowane utwory, są po prostu w większości trudne technicznie. Dużą rolę gra tu świetny instrument o wyrównanej we wszystkich rejestrach barwie, a taki szczęśliwie posiada artysta.

 

Jeśli czegoś mi podczas słuchania tej płyty brakuje, to jest to rozpiętość skali dynamicznej i wyrazowej. Taki już los nagrań – skądinąd dla komfortu słuchacza. Eksperymenty z technologią SACD, które miały poszerzać skalę dynamiki, kończą się czujnym pilnowaniem gałki potencjometru lub pilota, by podkręcić niesłyszalne piana i w porę uciszyć wybuchy forte. Dlatego, niezależnie od zakupu tego albumu, do czego namawiam, warto śledzić doniesienia o planowanych na ten rok koncertach promocyjnych. Z pewnością dla artysty zagranie w całości repertuaru z płyty będzie pewnym wyzwaniem kondycyjnym, za to dla słuchaczy możliwością wsłuchania się w niuanse brzmienia w „bezstratnym formacie”. Bo przecież, co widać na zdjęciu z tylnej okładki płyty, wiolonczelista potrafi zdominować swoją drogą towarzyszkę, złapać ją za główkę i ze smyczkiem w drugiej dłoni pociągnąć po ziemi. Co, chyba nie tylko mnie, kojarzy się z żartobliwymi wizerunkami władczych jaskiniowców z maczugą. Ale garnitur jest, elegancja zawsze na pierwszym miejscu. ;-)

Tomasz_Daroch_© Łukasz Rajchert

Jest tak wiele jeszcze polskich utworów wiolonczelowych wartych przypomnienia, nagrania… Solowych, kameralnych, z orkiestrą. Co muszę zaznaczyć, krążek nie powstał z inspiracji jednym z programów grantowych skupionych na promocji „sztuki narodowej”, tym bardziej więc doceniam samodzielną inicjatywę naszego utytułowanego wirtuoza. Oraz gest i wyczucie sponsorów. Życzyłabym sobie, by coś się ruszyło w skostniałych programach filharmonicznych w naszym kraju. Poziom instrumentalny kolejnych pokoleń wiolonczelistów jest coraz wyższy, coraz śmielej łamią ostatnie bariery techniczne, ba, współpracują przy tworzeniu nowych środków wyrazu z kompozytorami. Jednocześnie często są to utwory, których „słucha się jednym tchem”, jak nowy koncert Pawła Mykietyna. Kiedy widzę, że kolejny solista przyjeżdża z pompą, by zagrać Haydna lub Dvořáka, z żalem myślę o muzyce, której wystarczy posłuchać przecież raz czy dwa, by z obco brzmiącej stała się znajomą, równie wyczekiwaną.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.