Pierwsze słowo po polsku [Recenzja pokonkursowej płyty Bruce’a Liu]

21.03.2022
Recenzja pokonkursowej płyty Bruce’a Liu, NIFC

Choć XVIII Międzynarodowy Konkurs Pianistyczny im. F. Chopina zakończył się kilka miesięcy temu, wspomnienia są wciąż żywe. O to, by emocje nie ucichły zbyt szybko, dbają redaktorzy audycji radiowych i najważniejsze instytucje muzyczne, które zapraszają laureatów na koncerty. A także firmy fonograficzne. Niemal wszystkie nagrania z konkursu można znaleźć na YouTubie, jednak płyta ma zdecydowanie lepszą jakość niż skompresowane pliki i jest niezależna od awarii serwisu lub sieci.

Zwyczajowo po konkursie ukazują się dwa wydawnictwa. Pierwsze to płyta-recital wytwórni Deutsche Grammophon, która podpisuje kontrakty z laureatami pierwszej nagrody. Lub kolejnych, a pierwszej akurat nie, jak w 2010 r. Drugie, ze stosunkowo krótką historią obejmującą trzy ostatnie edycje konkursu, to kolejne krążki „Błękitnej serii” Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, czyli muzyczne portrety najlepszych uczestników. Na rynku są już obecne obie płyty – niemieckiej wytwórni oraz NIFC. Zawierają nagrania zwycięzcy, kanadyjskiego pianisty o chińskich korzeniach, Bruce’a (Xiaoyu) Liu. Utwory na nich umieszczone się nie powtarzają i stanowią komplet jego konkursowych występów.

 

Nie będę ukrywać, Liu nie był moim faworytem. Tym razem właściwie go nie miałam, doceniając tylko pojedyncze interpretacje różnych uczestników konkursu. Nic straconego, artyści się zmieniają, ich słuchacze również. Niedawno nadarzyła się pierwsza okazja, by dać pianiście – i sobie – drugą szansę. W moje ręce trafiła błękitna płyta wydana przez NIFC. Zawiera Balladę F-dur op. 38, „Rondo à la mazur” op. 5, Sonatę b-moll op. 35, oraz Koncert e-moll op. 11. W koncercie soliście towarzyszy Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej w Warszawie pod batutą Andrzeja Boreyki.

 

Umieszczona na początku albumu Ballada F-dur jest bardzo przyjemnym wstępem. Początkowe frazy zachęcają do słuchania, kołysząc się miękko, lekko i potoczyście. W sieci dostępne jest nagranie kursów mistrzowskich prowadzonych w lipcu 2021 r. w konserwatorium w Oberlin przez Dang Thai Sona, podczas których Bruce Liu pracuje ze swoim obecnym profesorem nad tym właśnie utworem. Można obserwować, jak pod wpływem wskazówek mistrza muzyczna opowieść nabiera lekkości, płynności i konsekwencji. Dobry początek płyty.

Kolejną pozycją jest „Rondo à la mazur”. W trakcie konkursu odebrałam tę interpretację jako kontrowersyjną. Dla rozwiania wątpliwości przesłuchałam dostępne mi nagrania tego utworu, obejrzałam partyturę, turnieje taneczne, a także baletowe choreografie mazura w operach Moniuszki. I nadal nie rozumiem intencji dodania akcentów i kropek tam, gdzie ich po prostu nie ma. Można spytać, czy wolność artystyczna nie zezwala wykonawcy tej klasy na odejście nieco od „uświęconej tradycji wykonawczej”. Dlaczego nie, tradycja nie jest czymś danym raz na zawsze. Jednak są granice. Mazur jest oczywiście tańcem żywym, mimo ciężkich kontuszy, fraków i sukni balujące na salonach towarzystwo potrafiło wykrzesać z siebie sporo energii. Jednak mazurowy krok ma też w sobie coś posuwistego, zamaszystego, czego próżno szukać w interpretacji Liu. Choć nie mówi po polsku, słowo „hołubce” zna już na pewno! Trzaska obcasami, tupie, podskakuje… Cóż, nawet jeśli „Rondo” jest parafrazą młodzieńczych amorów Chopina względem przyjaciółki z dzieciństwa, jest tych figli w moim odczuciu za dużo.

 

Utworem, który pokazuje inną twarz wykonawcy, jest niewątpliwie Sonata b-moll. Pianista starał się, by forma była całością o konsekwentnym przebiegu, tu usłyszałam już dojrzalszego artystę. A że nie potrafił mną wstrząsnąć w marszu żałobnym jak Alexander Gadijev? Słoweńsko-włoski pianista, grając sonatę, był w jakiejś nieprawdopodobnej dyspozycji psychicznej, zanurzony w mistycznej aurze i trudno nawet oczekiwać, by każdy mógł temu dorównać.

 

Płytę zamyka Koncert e-moll. Podczas przesłuchań finałowych artysta zafundował słuchaczom sporo wrażeń. Od niefortunnego pierwszego wejścia z omsknięciem palca, przez fragmenty prawdziwie urzekające filigranową lekkością, po brawurowe kaskady pasaży ozdobione znienacka rąbniętą oktawą „G” zamiast „A” w lewej ręce. Cóż, to wykonanie konkursowe, naznaczone stresem. Pianista dopiero na ostatnim koncercie laureatów nabrał stuprocentowej pewności początku. Na pociechę i dla sprawiedliwości dodam, że także boska Martha Argerich, grając ten koncert w 1970 r. z ORTF Philharmonic Orchestra, „wypadła z trasy” na samym starcie, nawet bardziej spektakularnie. Ostatnio modny jest cytat przypisywany Beethovenowi, który głosi, że zagranie błędnej nuty to nie grzech, za to granie bez uczuć jest niewybaczalne. Ale przecież mury warszawskiej filharmonii słyszały niejedno już konkursowe wykonanie łączące perfekcję i muzyczny wyraz. W interpretacji Liu na plus trzeba zaliczyć przepływ między nim a orkiestrą, która z nim akurat zagrała koncert chyba najładniej. W tym utworze pianista pokazał dwie twarze. Improwizatora, który czasem odważył się grać „tu i teraz”, próbował nawiązać dialog z inspirująco brzmiącym fortepianem marki Fazioli, szukał dopełnienia w warstwie orkiestrowego akompaniamentu. I „Bruce’a zawodowca”, który przez cztery wieczory z rzędu grał spore fragmenty identycznie (słuchając tylko płyty, dowiedzieć się tego nie można).

W sztuce pianistycznej Liu brakuje mi na razie, by jego brawurowa technika służyła wyrażaniu intencji kompozytora. Chopin polecał ćwiczyć pasaże bardzo wolno – po to, by zrozumieć ich język. One mają przemawiać, a nie być monotonnym wypełniaczem. A że nie jest to postulat niewykonalny, niech dowiodą występy innych artystów. Do dziś wspominam wykonanie koncertu wiolonczelowego Schumanna w wiedeńskim Musikverein, gdy Gautier Capuçon każdy pasaż w trzeciej części (jakże często granej potwornie nudno) zagrał nieco inaczej. Pokazał wrażliwość na harmonię, dynamikę, zmieniające się tło instrumentalne – i świadomość treści, które przekazują. Słuchając Kanadyjczyka, mam wrażenie, że są to dwaj artyści. Jeden potrafi grać pięknie liryczne tematy, operuje subtelną dynamiką, wyłapuje każdy promyk słońca z obiegników. Drugi, gdy tylko poczuje szybsze tempo i drobne wartości rytmiczne, włącza „tryb automatyczny”. Prze do przodu na stałym poziomie dynamicznym, z jednakowo ostrą artykulacją. Popisuje się biegłością, może faktycznie wyróżniającą go na tle innych uczestników konkursu (choć tej akurat większości z nich nie brak) – ale o czym w tych momentach gra? Co czuje, oprócz presji bezwypadkowego dojechania do celu, by nie zawieść pokładanych w nim nadziei, nie tylko publiczności, lecz także zapewne profesora zasiadającego w jury? Od ZWYCIĘZCY konkursu, TEGO konkursu, szczególnie że od początku tej edycji słyszeliśmy o niebotycznie wysokim poziomie, można i trzeba oczekiwać dużo więcej. Czy tu się kryje sekret braku wyboru najlepszego poloneza przez konkursowe jury oraz przyznania nagród za sonatę i koncert, w mojej opinii absolutnie trafnie i zasłużenie, innym pianistom?

 

Podsumowując tę płytę, mogę stwierdzić, że będzie z pewnością ulubioną pozycją tych, którzy pokochali zwycięzcę ubiegłorocznego konkursu już w trakcie jego trwania. Nieco trudniej będzie podbić serca tych, którzy konkursu nie śledzili, a swoich faworytów mają od lat. Kochają Chopina, ale mają inną wizję wykonawstwa jego utworów. Skupioną na szukaniu liryki nawet w wirtuozowskich fragmentach, na wyłuskiwaniu narracji z przebiegu harmonii, bez pogoni za okazją, by kolejny raz udowodnić zręczność palców. Jedni opanowują to wcześniej, inni później lub wcale. Choć mamy w Polsce pianistów, którzy z darem naturalnej więzi z muzyką Chopina chyba po prostu się urodzili, jak Janusz Olejniczak czy Adam Harasiewicz. Bruce Liu na razie chyba nie pożąda etykietki chopinisty, a nawet dopuszcza, że za dwadzieścia lat nie będzie już pianistą. Ja jednak mam nadzieję, że poczuję kiedyś ciarki na plecach, słuchając kanadyjskiego artysty. Może szaleńczy entuzjazm publiczności, który na płycie towarzyszy ostatnim taktom koncertu, udzieli się i mnie.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.