Pięknie, lecz z niedosytem [„Chorus Opera” w TW-ON]

31.10.2022
„Chorus Opera” w TW-ON

Niedawno miała miejsce w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie premiera uroczyście zapowiadanego przez Teatr wydarzenia artystycznego: „Chorus Opera” – spektaklu składającego się z występów chóru Teatru Wielkiego pod kierunkiem Mirosława Janowskiego i orkiestry Teatru Wielkiego pod batutą znakomitego Patricka Fournilliera w wybitnych dziełach takich kompozytorów, jak: Bizet, Leoncavallo, Mascagni, Moniuszko, Orff, Penderecki, Puccini, Szymanowski, Verdi i Wagner.
 

Spektakl wyreżyserował Jere Erkkilä, scenografię i kostiumy zaprojektowała nagradzana artystka Anna Kontek, która ukończyła studia na Wydziale Scenografii na University od Art and Design w Helsinkach, a za choreografię odpowiadała Ilona Molka. Spektakl uświetniła grupa solistów opery i baletu, niezbyt liczna, gdyż głównym celem spektaklu – zgodnie z zapowiedzią przekazaną mediom na konferencji prasowej – było pokazanie piękna wykonań chóralnych w znanych operach oraz w ogóle podkreślenie znaczenia wykonań i roli chóru w dziełach operowych. Tak czy inaczej w I akcie, w utworze „Pajace/I Pagliacci”, na scenie pojawił się m.in. solista Tadeusz Szlenkier, który wzruszająco wykonał partię Canio.

„Chorus Opera” w TW-ON

Jak zostało zapowiedziane, chórowi powierzono odpowiedzialne zadania aktorskie, częste zmiany kostiumów, opanowanie wszystkich tekstów w różnych językach na pamięć. Co prawda chóry w operach na ogół muszą wykonywać zadania aktorskie, znać teksty, przebierać się, ale tutaj miało to odbywać się na o wiele większą skalę. I rzeczywiście chór Teatru Wielkiego spisał się – dźwignął powierzone mu zadanie. „Chorus Opera” bardzo się podobała publiczności, która nagrodziła przedstawienie długimi owacjami na stojąco. Istotnie w spektaklu tym było wiele pięknych rozwiązań, ale pojawiły się w nim również propozycje nie w pełni przemyślane, w tym scenograficzne i kostiumograficzne. Na przykład scenografia opierała się głównie na projekcji filmowej prezentowanej na ekranach znajdujących się głównie w tle sceny. Takie rozwiązanie wymaga wielkiej realizacyjnej dyscypliny, pomysłowości i wyczucia plastycznego; tłumaczenia treści śpiewanych fragmentów były wyświetlane widzom ponad kurtyną sceny.

 

W pierwszej części spektaklu mieliśmy okazję usłyszeć fragmenty chóralne z kantaty scenicznej „Carmina Burana” (1936), oper: „Turandot” (1926), „Otello” (1887), „Traviata” (1853), „Pajace/I Pagliacci” (1892), „Madame Butterfly” (1904) i „Don Carlo” (1884); wykorzystywanie efektów filmowych zamiast tradycyjnej rzetelnej scenografii teatralnej powoduje, że musimy przewidzieć wszelkie konsekwencje dla treści opery pokazywanych widzom obrazów, czasem możemy w nieprzemyślany sposób zepsuć dobrą koncepcyjnie scenograficzną iluzję. I tak np. w pierwszej scenie spektaklu zobaczyliśmy na scenie tłum i piękną projekcję księżyca i gwiazd w tle – obraz galaktyki. Przekaz byłby piękny, gdyby… No, właśnie, „gdyby”. Iluzja obrazu przestrzeni kosmicznej wymaga wywołania u widza poczucia głębi, nieskończoności, przestrzenności. Nie zostało to uzyskane, gdyż – za sprawą nieszczęśliwego w konsekwencjach pomysłu – do projekcji galaktyki spuszczono na scenę dodatkowo dwa boczne ekrany zamykające przestrzeń i powodujące wrażenie, że chór i kosmos występują w zamkniętym pudełku. Błąd rozwiązania. W ten sposób ujęty obraz nieba „uziemił” przekaz kosmicznej przestrzeni i zepsuł pierwsze wrażenie już na otwarcie spektaklu.

„Chorus Opera” w TW-ON

W tej samej scenie raziły mnie także projekty kostiumów dla chóru żeńskiego. O ile ciemne spodnie i białe koszule u mężczyzn pasowały do wszystkich kolejnych sekwencji i mogły być użyte w inscenizacjach tak dawnych, jak i współczesnych epok (np. kojarzyły się z obrazami Goi), to kuse, do około kolan, czarne, ćwiczebne lub jak dla robotnic w fabryce sukienki dla kobiet wyglądały nieefektownie. Być może nadrzędnym celem było tu pokazanie choreografii i tańczących nóg (co chór wykonał rzeczywiście ładnie), lecz pokazanie różnej postury chórzystek w jakby pracowniczych uniformach nie było dla nich zbyt korzystne. Ukazanie chórzystek w nieco dłuższych sukniach wykonanych z innego materiału (np. z powiewającego) spowodowałoby, że grupa żeńska wyglądałaby bardziej scenicznie, efektownie i iluzorycznie, co przede wszystkim poruszałoby o wiele bardziej wyobraźnię widza.

 

Następnym zaskakującym rozwiązaniem scenograficznym było wyświetlenie na ekranie w ponad połowie I aktu tytułów prezentowanych utworów, co zupełnie rozbiło narrację spektaklu. Dość nietrafionym rozwiązaniem było również wyświetlanie podczas wstępu muzycznego do jednego z utworów twarzy dyrygenta i członków orkiestry na trzech ekranach, w tym na dwóch zamykających „pudełkowo” scenę.

Z kolei II akt „Chorus Opera” w moim odczuciu przebiegał ciekawiej, szczególnie pod kątem scenografii i kostiumów. Pokazano nam partie chóru z dzieł takich, jak: „Trubadur” (1853), „Carmen” (1872), „Rycerskość wieśniacza” (1890), „Latający Holender” (1841), „VII Symfonia. Siedem Bram Jerozolimy” (1996), „Król Roger” (1924), „Straszny Dwór” (1864). Ze sceny usunięto boczne ekrany, więc i projekcja filmowa lepiej zafunkcjonowała. Tym razem, kiedy wprowadzano na ekranie tzw. „przebitkę” na orkiestrę, zrobiono to bardziej płynnie, subtelnie. Dobrze też wykorzystano środki filmowe jako tło do „Carmen”, ponadto pojawiły się piękne kostiumy w scenach zbiorowych. Zastosowano także, co było dobrym rozwiązaniem, sprytne zmiany kostiumów na scenie, dzięki temu mogły być one podwójnie wykorzystane. Bodaj najpiękniej w całym spektaklu została zaplanowana scena w II akcie z marynarzami i morzem. Świadczyła ona o dużym talencie scenografki. Szkoda, że w takim duchu nie został utrzymany cały spektakl.

Prawdziwy zawód sprawił mi natomiast ostatni akcent spektaklu, czyli „Mazur” ze „Strasznego Dworu” Moniuszki, chociaż mógłby to być największy hit tego wieczoru i świetny utwór na finał. Chór w „Mazurze” był dobrze kolorystycznie ubrany i zestawiony, ale zdecydowanie za mało się ruszał – wydaje się, że zbyt mało otrzymał propozycji choreograficznych. Skostniały chór i wypuszczenie jednej jedynej pary baletowej do odtańczenia mazura nie mogło zrobić porywającego wrażenia. Do tego partie tekstu pozostały niezrozumiałe. W „Mazurze” ze „Strasznego Dworu” kryje się znacznie większy potencjał muzyczny, tekstowy, aktorski i taneczny. Zupełnie nie został on w „Chorus Opera” wykorzystany. Może za małą wagę przywiązuje się do oper polskich, do ich pomysłowego, interesującego wystawienia bez opierania się na kontrowersyjnych rozwiązaniach, które niekiedy świadczą o braku inwencji i wyczucia reżysera.

 

Można powiedzieć, że ci, co znają choć trochę opery Moniuszki, zobaczyli w „Chorus Opera” niemal „grobowego” mazura (jak na możliwości drzemiące w tym utworze) i mogli być zawiedzeni. Niemniej warto podkreślić, że w obydwu aktach pięknie prezentowały się rozwiązania sceniczne i ruchowe z zastosowaniem wachlarzy trzymanych przez chór.

Wreszcie na bis usłyszeliśmy uwielbiane przez publiczność utwory (haj „Va, pensiero” z opery „Nabucco” Verdiego), między innymi w wykonaniu Tadeusza Szlenkiera.

 

Podsumowując, „Chorus Opera” to spektakl ładny i ciekawy, lecz z niewykorzystanymi w pełni możliwościami, jakie stwarzał przewidziany w nim materiał. Myślę, że mógł powstać spektakl bardziej monumentalny, z większą ciągłością logiczną w narracji.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.