Pośród arktycznych stworzeń ["Perspektywy muzyki norweskiej" w krakowskiej Akademii Muzycznej]

31.01.2024

Muzyka norweska jako materiał na dwa długie koncerty w sali koncertowej uczelni muzycznej? Spodziewać by się można było maratonu utworów fortepianowych Edvarda Griega w wykonaniu studentów i profesorów, ale nie tym razem. Katedra Perkusji i Muzyki Współczesnej Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie potrafi zaskoczyć słuchaczy i zaproponowała, zorganizowany we współpracy z Fundacją Muzyczną „Harmonie i Hałasy”, projekt, składający się z dwóch koncertów, w całości wypełnionych muzyką kompozytorów norweskich.

Muzyką współczesną, rzecz jasna, skomponowaną przez żyjących obecnie twórców (wyjątkiem był zmarły przedwcześnie 10 lat temu Morten Eide Pedersen). Co ważne, w programie nie znaleźli się klasycy awangardy pokroju Arne Nordheima – Krzysztof Kwiatkowski, prezes „Harmonii i Hałasów”, a także kurator wydarzenia, zaznaczył, że decyzja ta nie była przypadkowa i miała na celu zwrócenie uwagi na muzyczne „tu i teraz” Norwegii. Otrzymaliśmy więc zbiór niebędący antologią „greatest hits”, ale raczej przekrój tendencji i nurtów ostatnich lat. Zgodnie z zapowiedziami organizatorów utrzymany w klimacie mroźnym, nieprzystępnym, tajemniczym.

 

Większość utworów podczas pierwszego wieczoru była wykonana przez muzyków Flow Unit, jednego z wiodących polskich zespołów muzyki nowej. Jego wiolonczelista, Mikołaj Pałosz, otworzył koncert utworem Mai Ratkje A Highway in State Space na wiolonczelę i live electronics (realizowane przez Mateusza Wachtarczyka), dziełem zainspirowanym badaniami nad konwersją energii, prowadzonymi przez matkę kompozytorki, chemiczkę fizyczną Signe Kjelstrup. Jak twierdzi sama twórczyni, utwór był skomponowany na zasadzie kontrastu – o ile nauka ma udzielać odpowiedzi i dążyć do poprawności, tak muzyka opiera się na zadawaniu pytań i niejednoznaczności. W rzeczy samej – wiolonczelowe, zwielokrotnione przez elektronikę ostinato pozostawało niezmienne i stanowcze, mimo że przecież stanowiło jedynie tło dla nałożonych na nie quasi-recytatywów, zmieniających wciąż rejestry, techniki artykulacji i zakres wyrazowy.

 

Kolejna pozycja w repertuarze stanowiła zupełny kontrast – solista ustąpił miejsca septetowi, złożonemu ze studentów Akademii, realizującemu właśnie praktykę wykonawczą muzyki współczesnej (Aleksandra Orzoł – flet altowy, Andres Torres Corral – klarnet, Julia Stompór – skrzypce, Mikołaj Adamczak – wiolonczela, Bartłomiej Janus – kontrabas, Jadwiga Mglej – fortepian, Michał Kisielewicz – wibrafon). Night Music Lasse Thoresena wykonany był w prawie całkowitej ciemności. Ten prosty pomysł - wywodzący się bezpośrednio od Nachtmusik, obecnej w twórczości Bartóka, Hindemitha czy Bacewicz - pozwolił na całkowitą immersję w charakter dzieła. Każdy najdrobniejszy dźwięk zyskiwał wówczas na znaczeniu, zaś retoryczna ekspresja utworu została spotęgowana.

 

Utwór ten został połączony w swego rodzaju dyptyk z następną kompozycją za pomocą zgrabnego zabiegu narracyjnego. Zaciemnienie zostało utrzymane, a wykonawcy zostali na swoich miejscach, przy klawiaturze zasiadła odpowiadająca za koordynację całego projektu Martyna Zakrzewska, która wykonała Invocation of Rising Air Lasse Thoresena, smakowity pastisz nokturnu w każdym możliwym stylu. Kogo tam nie było! Było czerpanie z Chopina, Griega (chyba możemy ostatecznie uznać, że moje założenie, aby nie odwoływać się do norweskiego klasyka, zakończyło się niepowodzeniem…), Skriabina, Ravela i Debussy’ego, wspaniale zresztą zróżnicowanych, aż po około-gershwinowskie grepsy. Wszystko to zdradzało zresztą znakomite rozpoznanie przez kompozytora możliwości fortepianu, co – wydawałoby się – jest już sztuką zapomnianą i od dawna niepraktykowaną. Co ciekawe, takie odczytanie Invocation… wynika wyłącznie z analizy materiału muzycznego i nadbudowanych na nim tropów i skojarzeń – jest to druga z cyklu czterech Invocations op. 52, zainspirowanych, przynajmniej w warstwie tytułów, żywiołami, co zaprowadzi nas niedługo do kolejnego ważnego dla norweskich twórców tropu.

 

Zanim do tego dojdzie, chciałbym pochylić się nad kolejnym utworem, który znalazł się w programie. Surrealistyczny The Age of Wire and String Rolfa Wallina powstał z inspiracji postmodernistycznym zbiorem opowiadań Bena Marcusa, czerpiąc z niego nie tylko tytuł, ale również strukturę – składa się z ośmiu części/epizodów o sugestywnych tytułach (Leg of Brother Who Died Early, Food Costumes of Montana, Snoring, Accidental Speech, aby nie pozostać gołosłownym). Flow Unit – w składzie: Ewa Liebchen (flety), Julian Paprocki (klarnety), Anna Kwiatkowska (skrzypce), Aleksandra Demowska-Madejska (altówka), Adam Kośmieja (fortepian) i wspomniany już Mikołaj Pałosz (wiolonczela) pod dyrekcją Martyny Zakrzewskiej – poradził sobie doskonale z oddaniem mozaikowej formy utworu, przywodzącej na myśl świat przedstawiony u Marcusa – złożony, skomplikowany do granic możliwości ludzkiej percepcji, pozornie chaotyczny.

 

Ostatnim punktem programu były Arctic Creatures Tine Surel Lange, kompozytorki młodego pokolenia, na pięcioro wykonawców (tu znów Flow Unit) z wideo. Twórczyni we wstępie sama mówi: „Zachodzi ewolucja. Podczas gdy zmieniamy – i być może niszczymy – podstawy naszego życia na tej planecie, formuje się nowy gatunek, który przyjmuje te zmiany jako podstawy swojego życia. Co jest przez nas opisywane jako katastrofy naturalne, dla nich jest potencjalnym żerowiskiem”. Utwór jest komentarzem do planowanego na przestrzeni kolejnych trzydziestu lat zrzutu odpadów wydobywczych w Repparfjorden, stanowiąc świetny przykład postawy młodych twórców, dla których sztuka zawsze może być świadectwem postawy politycznej, obyczajowej czy społecznej. To był chyba najsłabszy punkt programu, choć maestrii wykonawców nie sposób było cokolwiek zarzucić. Niedostatków dopatrywałbym się raczej w samym utworze – nie zawsze zrozumiałym, trochę przeciągniętym, przez co przekaz sprawiał wrażenie powtarzanego raz za razem i wpychanego odbiorcom do głowy. Ten prosty pomysł – wywodzący się w linii prostej od Nachtmusik, obecnej w twórczości Bartóka, Hindemitha czy Bacewicz – pozwolił na całkowitą immersję w charakter dzieła.

 

Koncert ten w kontekście następnego dnia mógł wydać się cokolwiek konserwatywny, zarówno w kwestii technik wykonawczych, programu i wykorzystania zdobyczy muzyki współczesnej w zakresie performance’u i teatralności. Scena została bowiem oddana wykonawcom związanym z norweskim BIT20 Ensemble, reprezentowanym jednak jedynie przez czworo z dwudziestu muzyków: Thorolfa Thuestada (elektronika), Ingelę Øien (flety), Owena Weavera (perkusja, performance) i Alwynne Pritchard (głos, performance). Koncert znów otwarty został utworem solowym – Scoccare Mortena Eide Pedersena na flet. Instrument ten raczej nie kojarzy się z tytułowym strzelaniem, ale gdyby wykorzystać rozszerzone techniki artykulacji, jak frullato, glissanda czy uderzanie w klapy – dlaczego nie?Ten utwór był jedynym, w którym nie zostały wykorzystane media audiowizualne czy elementy teatru, jakby zespół chciał wybadać grunt i dopiero później pozwolić sobie na wszelkie ekstrawagancje. 

 

Swrd Mai Ratkje na perkusję, sopran i elektronikę zaprezentował, wydaje się, motyw przewodni całego koncertu: dezintegrację. Wyjęcie danej sytuacji czy frazy z kontekstu i rozkładanie jej na czynniki pierwsze, by zbadać każdy z elementów po kolei bądź też, sugerując się słowami kompozytorki, otrzymać dzieło, które gryzie własny ogon, by rozpaść się na drobne pozostałości, w niczym nieprzypominające tego, czym były wcześniej. Zapętlone, zniekształcane i rwane przez elektronikę frazy utwierdzały w takim właśnie odbiorze. Rzeczywiście, still waters run deep

 

Wielką zaletą koncertów muzyki współczesnej jest możliwość posłuchania utworów, nawet jeśli nie w wykonaniu kompozytora, to w jego obecności. I tak też było teraz, nawet dwa razy: Thorolf Thuestad, pozostający poza blaskiem sceny (ale w blasku monitorów, zza których sterował elektroniką), napisał I’m afraid I can’t do that na głos i werbel. Dlaczego tak zachwalam tę możliwość? Ano dlatego, że wykonanie w obecności kompozytora, nawet – a może zwłaszcza? – będącego dobrym znajomym, a niekoniecznie groźną, ustawioną na cokole figurą, zawsze będzie inne. Ostrożniejsze, a jednak pełne swobody, z pewnością, że twórca czuwa i nie dopuści do żadnego fałszywego ruchu, nawet przy ekstremalnym testowaniu tekstu i ekspresji przez wykonawców. I, podobnie jak w poprzednim utworze, czuć było doskonałą chemię między nieprawdopodobnie wręcz charyzmatyczną wokalistką a perkusistą.

 

Depart Rolfa Wallina na flet (choć z dość istotnymi elementami teatralności, spotęgowanymi przez rekwizyty w postaci krzeseł czy wiekowej walizki, jak również samej prezencji flecistki-aktorki) obrazuje – w dosłowny, ale przejmujący sposób – emocje związane z opuszczaniem. Czy tylko miejsc? Kompozytor napisał ten utwór jako pożegnanie San Diego, gdzie w połowie lat 80. spędził rok, studiując. I w tym jednym, niedługim utworze Wallin w lapidarny i niezwykle sugestywny sposób ujął wszystkie składowe odjazdów, odejść, wyprowadzek – pozostawienie części samych siebie w danym miejscu, sprzeczne emocje, a w końcu sam moment, w którym czyjaś nieobecność staje się rzeczywista i dotkliwa. Wszystkie te niełatwe do opisania (i do samego przeżycia) kwestie zostały przez kompozytora rozłożone i uporządkowane, jak narzędzia chirurgiczne na stole. A więc znów dezintegracja.

 

Druga część koncertu przeniosła akcent na performance, dzięki któremu można było podziwiać więcej efektów współpracy Weavera i Pritchard, która napisała dla perkusisty Unwriting: Part 1 (Departure) na performera, wideo i elektronikę – utwór miejscami nieczytelny, choć mimo to wciągający.

 

Po Elektrze 2 Knuta Vaage na flet i live electronics, wykonanej brawurowo przez Ingelę Øien, stanowiącej pewne echo Scoccare, za stołem ustawionym na scenie zasiadła Alwynne Pritchard, skutecznie zacierając granicę między muzyką a teatrem. Anti-Internet Piece Tronda Reinholdtsena jest bowiem przeznaczony wyłącznie performerowi, bez wykorzystania mediów audiowizualnych, za to jest wykonywany z rekwizytami w postaci trzech misek, których zawartość (woda, ziemia i mąka), stopniowo rozrzucana na wszystkie strony, ma znaleźć się na scenie – i performerze – wraz z trwaniem jego monologu. Monologu? Bardziej tyrady, niedającej wytchnienia tak mówcy, jak słuchaczom, momentami kompletnie niezrozumiałej, czasem jedynie markowanej. Dało to silne poczucie utkwienia w sytuacji, wymagającej utrzymywania kamiennej twarzy i niezachwianej pewności w wykonywanych czynnościach, jakkolwiek absurdalne, nieadekwatne czy wręcz głupie by się nie wydawały. Brzmi podejrzanie znajomo w świecie, w którym każdy jest światłym i przebojowym ekspertem w każdej materii. Zupełnym przypadkiem ten świat jest obecnie całkowicie zaklęty w wirtualnej rzeczywistości (wirtualnym szaleństwie, cytując klasyka), która daje każdemu prawo do wypowiadania swojej opinii. Uzasadnionej, podpartej wiedzą czy też nie – wszystko jedno. Tym sposobem performerka również stała się wychylającą się zza każdego internetowego rogu gadającą głową.

 

W opisie wydarzenia, jak również we wprowadzeniach Martyny Zakrzewskiej i Krzysztofa Kwiatkowskiego wielokrotnie przemykała się myśl o bliskości Polski i Norwegii. W rzeczy samej – przemyślenia i obawy norweskich twórców bardzo często trafiały w czułe punkty, które nietrudno znaleźć też u nas. Chociaż czy w erze galopującej globalizacji wyszukiwanie punktów stycznych nie staje się coraz łatwiejsze? Tak czy inaczej, warto skonfrontować własne odczucia z mentalnością, panującą w – mimo bliskości – odmiennej kulturze.

 

 
Bibliografia:
https://ratkje.no/2018/09/a-highway-in-state-space/
https://thequietus.com/articles/25480-maja-ratkje-interview
https://aventa.ca/rolf-wallin-the-age-of-wire-and-string-2005-appearances-2002/
https://tinesurellange.com/Arctic-Creatures-Repparfjord
https://www.15questions.net/interview/fifteen-questions-interview-tine-surel-lange/page-1/
https://ratkje.no/2001/10/swrd/
https://www.wisemusicclassical.com/work/13235/Depart--Rolf-Wallin/
https://glissando.pl/tekst/trond-reinholdtsen-czlowiek-opera/
https://www.amuz.krakow.pl/wydzialy/wydzial-ii-instrumentalny/katedra-perkusji-i-muzyki-wspolczesnej/aktualnosci-23/perspektywy-muzyki-norweskiej/

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.