(Nie)tylko dla osób z poczuciem humoru [o filmie „Barbie”]

07.09.2023
barbie

Nie jestem fanem dzielenia zabawek i w ogóle zabaw na te, które bardziej pasują do dziewczynek lub są bardziej chłopięce. W każdej zabawie jest coś, co może być interesujące i rozwijające dla obu płci. Wiadomo, że lalkami częściej bawią się dziewczyny i to jest kulturowo uzasadnione, natomiast chłopcy też lubią lalki, co więcej, zabawa nimi to dla nich niezła nauka wrażliwości.

Reprezentuję pokolenie, w którym lalka Barbie święciła triumfy. Była ogólnodostępna, nie była jedynie marzeniem. Nikt nie analizował jej figury, koloru włosów i perfekcyjnej twarzy. Przyjmowaliśmy ją jako dobrodziejstwo, powiew innego, „lepszego” świata. Wraz z upływem lat Barbie stawała się zarówno synonimem nierealnego piękna, jak i niedoścignionego wzoru. Spory o Barbie trwają do dzisiaj: czy nie za piękna?, czy nie za chuda?, czy nie zbyt plastikowa?

 

I wtedy pojawia się ona, Greta Gerwig – kobieta, scenarzystka i reżyserka, która postanawia opowiedzieć historie Barbie niejako na opak. Jesteśmy w Barbielandzie, idyllicznej krainie, w której wszystko jest cudownie różowe, kobiety-lalki rządzą, a Kenowie odgrywają rolę dekoracyjną. W pewnym momencie świat Barbie (Margot Robbie) dramatycznie się zawala za sprawą cellulitu i płaskostopia. By wyleczyć się z tych prymarnych, bardzo niemile widzianych przypadłości, Barbie w asyście Kena (absolutnie wspaniały Ryan Gosling) rusza na podbój świata realnego, by sprawdzić, w czym tkwi źródło jej problemów.

 

Można rozpatrywać ten film jako feministyczny manifest. Można analizować go pod kątem odwiecznej walki męskie–żeńskie. Wreszcie można jako smutną refleksję, że klasyczny patriarchat to jednak najgorsze, co nas spotkało. Ale czy trzeba? Otóż nie. Dla mnie to komedia, na której bawiłem się doskonale. Bawiłem, bo dialogi są świetne. Bawiłem, bo film jest perfekcyjnie zagrany. Bawiłem, bo świat tak daleki okazał się tak bliski. „Barbie” to komediodramat z perfekcyjnym, bardzo inteligentnie rozegranym zakończeniem. Największym sukcesem „Barbie” jest świetnie skrojony scenariusz, za którym stoi sama Gerwig wraz z Noahem Baumbachem. Po raz kolejny potwierdza się fakt, że 80% powodzenia filmu to scenariusz. Reszta to tylko kwestia wyobraźni.

 

Po seansie rozmawiałem z wieloma osobami, które film oglądały. Kobiety płakały, bo to też wzruszająca momentami historia, mężczyźni – często obojętnie – mówili o dobrej energii. Ja ten film odbieram z przymrużeniem oka. Pierwszy raz, od dawien dawna, doświadczyłem 2-godzinnej rozrywki, pozbawionej zbędnej interpretacji. Przyjąłem konwencję reżyserki, bardzo dobrze się w niej odnalazłem i doszedłem do wniosku, że naprawdę nie trzeba się silić na wielkie i monumentalne dzieła. Wystarczy w mądry – i w lekki przede wszystkim – sposób opowiedzieć historię uniwersalną. Z ogromną przyjemnością i niecierpliwością czekam na kolejny film tej reżyserki.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji:

Teresa Wysocka , teresa.wysocka [at] prestoportal.pl +48 579 667 678

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.