Wąż w jednym kawałku [Leonora Armellini na Festiwalu Eufonie]

29.11.2023
Leonora Armellini na Festiwalu Eufonie

V Międzynarodowy Festiwal Muzyki Europy Środkowo-Wschodniej Eufonie miał dwa różne oblicza. Jedno typowo klasyczne, a więc koncerty z udziałem wspaniałych solistów i orkiestr symfonicznych, i drugie – ewidentnie romansujące z muzyką folkową. Ja wybrałam się na koncert jednej z ulubionych pianistek, znanej mi do tej pory tylko z dwóch Konkursów Chopinowskich w Warszawie, Leonory Armellini. Towarzyszyła jej Orkiestra Symfoniczna Radia i Telewizji Słoweńskiej pod batutą Thomasa Sanderlinga.

Wieczór był pełen wrażeń, nie tylko muzycznych. A zacząć trzeba od tego, że nareszcie usłyszałam Leonorę w innym niż chopinowski repertuarze. I proszę o więcej.

 

Na rozgrzewkę orkiestra zagrała krótki utwór Niny Šenk, współczesnej słoweńskiej kompozytorski, opatrzony angielskim tytułem Shadows of Stillness (Cienie bezruchu). Nastrojowa, wyciszona kompozycja, wykorzystująca grę barwami instrumentów, nie zapowiadała fajerwerków, które miały nastąpić za chwilę. A te musiały nastąpić, gdy na estradę wkroczyła Ona – temperamentna, radosna Włoszka w zabójczo błyszczącej kreacji podkreślającej krojem wszelkie wizualne atuty artystki. Bardzo czekałam na jej występ, ponieważ była to dla mnie pierwsza okazja, by usłyszeć ją na żywo grającą coś innego niż utwory Chopina. O tym, że Armellini jest ich znakomitą interpretatorką, wiedzą zapewne wszyscy miłośnicy warszawskiego konkursu – ja pamiętam ją jeszcze z 2010 roku, gdy nie występowała w finale, ale już wtedy dała się zauważyć jako niezwykle muzykalna, grająca w osobistym, niepowtarzalnym stylu pianistka. Ostatni konkurs przyniósł jej V nagrodę i niekwestionowaną sympatię większości fanów konkursu. Na poniedziałkowym koncercie zgodnie z wolą organizatorów zagrała I Koncert fortepianowy Ferenca Liszta. A Liszt to jednak inna muzyka. Choć także romantyk, wirtuoz, a przecież także dobry znajomy Chopina – operuje inną frazą, fakturą, inaczej łączy wątki wirtuozowskie i liryczne, a orkiestra jest bardziej partnersko potraktowana.

 

Z początku miałam lekkie obawy o proporcje. Włoska pianistka przyzwyczaiła słuchaczy do kultury dźwięku bez względu na wszystko, obce jest jej epatowanie decybelami. Słoweńska orkiestra co prawda grała dość kulturalnie, ale bywały momenty, kiedy ją ponosiło i przykrywała nieco fortepian. Armellini zaś – pozostała sobą. Obdarzona instynktem kameralistki bardzo czujnie współpracowała z kolejnymi muzykami grającymi motywy solo, znalazła też, nie wiem nawet na ile świadomie, sposób na poradzenie sobie z masą orkiestry za pomocą… obezwładniającego legato. Jej frazy zdawały się nie mieć końca, mogłam je sobie wyobrazić jako kolejne zakola wijącego się węża. Leonora Armellini posiada talent łączenia ze sobą pozornych sprzeczności. Z jednej strony „szanuje swój czas”, daje sobie tego czasu mnóstwo, delektuje się ciszą i momentami zawieszenia. Z drugiej nawet po najdłuższej pauzie czy fermacie podejmuje narrację w duchu kontynuacji. Jej wąż jest zawsze w jednym kawałku, logiczny i konsekwentny. Dodać trzeba, że nawet w lirycznych motywach instrumenty z orkiestry nie były w stanie przejąć tego sposobu narracji od solistki, co po prostu jest domeną orkiestrowego „czołgu” – przyznaję to z żalem i skruchą jako muzyk, który zagrał dziesiątki koncertów w różnych orkiestrach, z dyrygentem i bez.

Leonora Armellini na Festiwalu Eufonie

 

Występ Armellini dał mi sporo do myślenia w kwestii, która od lat mnie fascynuje – brzmienie fortepianu. Nie ukrywam, jestem fanką instrumentów włoskiej marki Fazioli, taki też wybrała pianistka podczas ostatniego konkursu. Tym razem grała na steinway’u – który brzmiał jak fazioli. Pod jej drobnymi dłońmi wszystko, co miało być perliste, było w stopniu niezwykłym. Tam, gdzie wyciągała poszczególne linie z wielogłosowej faktury – każda miała jakby odrębną barwę. A przecież to fazioli jest instrumentem-kameleonem, który daje niezwykłe wręcz możliwości kształtowania kolorów. Który brzmi inaczej zależnie od tonacji, od harmonii. Czy długie godziny spędzone z tym fortepianem są kapitałem, który promieniuje później na wszelkie wykonania w przyszłości, nawet na innych instrumentach? A może instrument w ogóle nie ma tu nic do rzeczy i wszystko jest kwestią wyobraźni muzyka i jego determinacji, by własne wizje zrealizować – niezależnie od tego, czy fortepian „współpracuje”, czy niekoniecznie?

 

Publiczność nagrodziła artystkę długimi brawami, za które odwdzięczyła się oczywiście bisem. Po cichu liczyłam na więcej Liszta, ale jej wybór padł na chopinowskiego walca, którym potwierdziła raz jeszcze swój muzyczny rozwój – jej interpretacje są coraz swobodniejsze, zalotniejsze, sprawność techniczna coraz bardziej wtapia się w tło jako element oczywisty, ale niewart eksponowania jako osobny walor. Mam nadzieję, że nieraz jeszcze będziemy podziwiać uroczą Włoszkę w Polsce, w „jej” warszawskiej filharmonii, w której czuje się jak w domu. Chętnie usłyszę ją ponownie w innym niż chopinowski repertuarze. Sądzę, że nie tylko ja, niech pamiętają o tym organizatorzy festiwalu Eufonie, ale też innych. Nawiasem mówiąc, początkowo planowany był występ dobrego znajomego Armellini, Alexandra Gadjieva, usłyszeliśmy ją więc niejako w zastępstwie i był to trafny wybór.

 

Po przerwie zabrzmiały dwa utwory Andrzeja Panufnika – Kołysanka i Sinfonia Rustica. Szczególnie urzekła mnie Kołysanka, dzieło oparte na ciekawym pomyśle „rozmycia” melodii i harmonii za pomocą wciąż powtarzanych glissand, co daje efekt nieostrego obrazu, który faktycznie ma w sobie coś kojącego. Wykonanie obu kompozycji poprzedziła mała uroczystość, która trochę zmąciła mój bardzo pozytywny odbiór całego wydarzenia. Otóż postanowiono wyróżnić medalem Gloria Artis syna Andrzeja Panufnika, Jeremiego, w uznaniu zaangażowania w promowanie kultury polskiej oraz za przekazanie do kraju bezcennego archiwum ojca. W imieniu ministra Glińskiego aktu dekoracji dokonał dyrektor Narodowego Centrum Kultury. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie była to… niespodzianka. Nie miałam okazji spytać samego uhonorowanego medalem bohatera, jak czuł się na estradzie filharmonii w pogniecionych, codziennych szarych spodniach i wiśniowej, równie wygniecionej sportowej koszuli, do której kieszonki przypięto odznaczenie. Myślę, że wiedząc z wyprzedzeniem o tym, jaki honor go czeka, zdobyłby się na włożenie chociaż marynarki. Bardzo swobodnie wypowiedział się w zaimprowizowanym (po angielsku) podziękowaniu, w żaden sposób nie okazując zmieszania, ale sądzę, że sam czułby się wtedy lepiej. W każdym razie po widowni przeszedł szmer komentarzy na temat niestosownego stroju, a mnie osobiście aż coś zakłuło na widok medalu zdobiącego koszulę. Czy nie dało się pożyczyć marynarki od kogokolwiek na zapleczu albo po prostu zasugerować wyróżnionemu galowego ubioru z wyprzedzeniem – pozostanie zakulisową tajemnicą organizatorów.

 

Koncert pozostawił po sobie ogólnie pozytywne wrażenie. Rozglądając się po widowni, nie zauważyłam wielu stałych bywalców, pojawili się za to słuchacze, dla których ewidentnie była to okazja wyjątkowa, co podkreślały wyszukane stylizacje – z balową suknią włącznie. Pojawiły się osoby młode, niektóre beztrosko spóźnione wkroczyły na widownię w trakcie oklasków po koncercie Liszta… atmosfera była więc taka, jaką każdy sam sobie wykreował. Niestety, nie udało się zapełnić całej sali, może już sezon grypowy zebrał żniwo, choć trzeba przyznać, że wyjątkowo prawie nie zdarzało się kaszlanie w najcichszych momentach. Nikomu nie zadzwoniła komórka, nikt nie wyskoczył z brawami po pierwszej części koncertu – znaczy to, że festiwal spełnia również rolę edukacyjną i z roku na rok misja ta przynosi coraz lepsze efekty. Życzę więc organizatorom świetnych pomysłów na przyszłość i nieustającego rozwoju. Do zobaczenia za rok!

 

Posłuchaj rozmowy z Leonorą Amellini w ramach Podcastów Kulturalnych: https://audycjekulturalne.pl/leonora-armellini/

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.