Koncert dla Chaplina i początek sezonu w Filharmonii Łódzkiej
Koncert inaugurujący sezon artystyczny 2026/2027 Filharmonii Łódzkiej okazał się imponującą zapowiedzią tego, co nas, jako publiczność, czeka. Była muzyka polska, kompozycje mniej oczywiste, światowej sławy solista i orkiestra w pełnym składzie.
Monika Fiszer
Wieczór rozpoczęła „Symphonie de chambre” (Symfonia kameralna) Aleksandra Tansmana. To utwór pełen kontrastów, którego części różnią się nastrojem, a gdzieniegdzie można usłyszeć jazzujące brzmienia. To nie jest mój ulubiony kompozytor, jego muzyka nie jest znana, ale rozumiem tę decyzję dyrektora artystycznego. Tansman, urodzony w Łodzi, jest kompozytorem, którego twórczość szczególnie dobrze pasuje do miejsca inauguracji. Jego muzyka przypomina, że polska kultura muzyczna nie ogranicza się do kilku najbardziej znanych nazwisk. Jest w niej wiele historii, wpływów i dzieł, które warto przywracać publiczności. Tansman jest łącznikiem historii miasta i polskiej kultury muzycznej.
Brytyjczyk, któremu w duszy gra Polska
Kolejnym punktem programu był II Koncert fortepianowy, także Aleksandra Tansmana. Przy fortepianie zasiadł Jonathan Plowright – brytyjski pianista znany z popularyzowania muzyki polskiej na światowych scenach. Koncert Tansmana był dedykowany Charliemu Chaplinowi. To utwór pełen energii, wielu zmian rytmu i nastrojów. Nie brakuje w nim również wpływów jazzu. Po wykonaniu utworu entuzjastycznie oklaskiwany Plowright zagrał w prezencie dla łódzkiej publiczności kompozycję I.J. Paderewskiego, melodyjną i melancholijną. Pianista wydobył z niej emocje, wyciszając atmosferę sali i pozostawiając słuchaczy z muzyką zupełnie inną niż ta, którą usłyszeli chwilę wcześniej.
Lutosławski na zakończenie
Po przerwie orkiestra w pełnym składzie wykonała IV Symfonię Witolda Lutosławskiego. To ostatnie dzieło symfoniczne kompozytora, które składa się z dwóch głównych części stopniowo budujących napięcie i prowadzących słuchacza ku bardziej intensywnemu finałowi. Wymaga wsłuchiwania się w zmiany nastroju, relacje między instrumentami i pojawiające się napięcia. Nie daje się łatwo opisać, dlatego warto było być na widowni, żeby doświadczyć tej muzyki.
Inauguracja połączyła więc dwa ważne elementy: muzykę polską i potrzebę jej dalszego odkrywania. I ten kierunek będzie widoczny również w kolejnych miesiącach.
Znane nazwiska i muzyczne odkrycia
W repertuarze znalazło się miejsce zarówno dla Mozarta, Beethovena i Rachmaninowa, jak i dla kompozytorów, których muzyka rzadziej pojawia się na koncertowych afiszach. Ważny jest tu także łódzki wątek. W sezonie usłyszymy utwory Grażyny Bacewicz, Pawła Kleckiego i Artura Rubinsteina.
Ciekawie zapowiada się koncert „Klecki nieznany”, podczas którego zabrzmi polskie prawykonanie II Kwartetu smyczkowego Pawła Kleckiego. Obok niego wykonane zostaną utwory Grażyny Bacewicz i Ludwiga van Beethovena. Będzie można także posłuchać popularnych i lubianych kompozycji, jak choćby „Peer Gynta” i „Dziadka do orzechów”. W repertuarze znalazło się więc miejsce zarówno na dobrze znane muzyczne przeboje, jak i na utwory, które mogą być dla słuchaczy nowym doświadczeniem.
Młodzi wykonawcy i światowe gwiazdy
Ważne miejsce w sezonie zajmą młodzi artyści. Nieoficjalne otwarcie sezonu, czyli koncert „Blask młodości” 11 września, już zapowiadało ten kierunek. W programie znalazło się na przykład „Matinée młodych wirtuozów”, czy „Geniusz Mozarta” grany przez uczniów i uczennice szkół muzycznych, a kolejne koncerty dadzą młodym muzykom okazję do zaprezentowania się na scenie Filharmonii Łódzkiej.
Na scenie pojawią się także artyści o ugruntowanej międzynarodowej pozycji, m.in. Dalibor Karvay (nowy rezydent artystyczny), Bomsori Kim i Rafał Blechacz. Zestawienie różnych pokoleń wykonawców pokazuje, że miejsce na scenie znalazło się zarówno dla artystów rozpoczynających swoją drogę, jak i dla tych, którzy od lat są obecni na światowych estradach.
Nie tylko muzyka klasyczna
Filharmonia Łódzka nie ogranicza się jednak do tradycyjnego repertuaru symfonicznego. W sezonie pojawi się również jazz. Już w listopadzie jazzowy charakter zyska Moniuszko, w styczniu odbędzie się prawykonanie „Suity 4FUSION”, opartej na motywach utworów Herbiego Hancocka, Chicka Corei i Joe Zawinula. Niedługo później saksofon zabrzmi zarówno w utworach jazzowych, jak i klasycznych, a w lutym organy pokażą swoje mniej oczywiste, jazzowe oblicze.
Nie zabraknie także muzyki filmowej. W programie znalazły się kompozycje z filmów Andrzeja Wajdy, muzyka z serii o Harrym Potterze; będą utwory towarzyszące projekcjom filmów niemych. Swoje miejsce znalazła również muzyka z gier komputerowych. Tak szeroki program sprawia, że do Filharmonii można przyjść z bardzo różnych powodów.
Więcej niż sam koncert
Polecam też zwrócić uwagę na spotkania przedkoncertowe, które będą towarzyszyć wielu wydarzeniom. To dodatkowa możliwość poznania kontekstu wykonywanych utworów, informacji o kompozytorach, czy historii powstania dzieł.
Czasem wprowadzenie może zmienić nasz odbiór muzyki. Utwór, który wcześniej wydawał się trudny lub odległy, może stać się bardziej zrozumiały, gdy wiemy, w jakich okolicznościach powstał i na co warto zwrócić uwagę.
Takie spotkania mogą być szczególnie przydatne dla osób, które zaczynają swoją przygodę z muzyką klasyczną. Nie trzeba przecież znać całej historii muzyki, żeby czerpać przyjemność z koncertu. Czasem wystarczy odpowiedni kontekst.
Warto więc zajrzeć do repertuaru Filharmonii Łódzkiej i sprawdzić, co nas najbardziej zainteresuje. Może będzie to kompozytor, którego dotąd nie znaliśmy, może nazwisko ulubionego wykonawcy, a może koncert wykraczający poza nasze dotychczasowe muzyczne przyzwyczajenia.