Jestem bardzo uważny na ludzi i to jest coś, co potrafi czasem dokuczyć [rozmowa z Janem Wieteską]

09.01.2024
Jan Wieteska

O nietypowych rolach serialowych, o odwadze i poczuciu odpowiedzialności za własne wybory oraz o najlepszym miejscu dla młodego aktora z Janem Wieteską rozmawia Teresa Wysocka

Jan Wieteska jest laureatem Nagrody Dziennikarzy podczas 43. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu w 2023 roku. 44 Przegląd Piosenki Aktorskiej odbędzie się w dniach 15-24 marca 2024 r. we Wrocławiu.

Jednym z powodów, dla których chciałam z Tobą porozmawiać, jest repertuar, z jakim pojawiłeś się na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej w tym roku. Zaprezentowałeś jedną z ciekawszych propozycji, szczególnie przepiękną kolędę (jedną z moich ulubionych), skąd akurat taki wybór?

 

Wybór padł na kolędę „Gdy śliczna panna”, ponieważ od zawsze mnie wzruszała. Przypomina mi dom rodzinny, w którym na Boże Narodzenie śpiewaliśmy i wciąż śpiewamy ją razem. Jest dla mnie symbolem niewinności, dzieciństwa, a także piękną historią rodzicielstwa, macierzyństwa. Rola matki jest w moim życiu bardzo ważna. Pojawia się ona również w drugiej piosence z mojego repertuaru – „Beksie” Artura Rojka, stąd połączenie wydawało mi się oczywiste. Druga piosenka opowiada o losach człowieka borykającego się z różnymi decyzjami, kiedy może chciałby być jeszcze dzieckiem, ale to już nie jest możliwe. Ostatni utwór natomiast, „Część, której masz już dość” Toma Waitsa, mówi o osobie po przejściach, która już podjęła pewne decyzje i są one bezpowrotne. Cały występ miał być o zmianach w życiu człowieka, od dziecka do dorosłego, o poczuciu odpowiedzialności za własne wybory, o błądzeniu i znajdowaniu drogi. Nie przygotowałbym jednak tak precyzyjnie skrojonego repertuaru, gdyby nie pomoc Marcina Januszkiewicza, który bacznie czuwał nad moimi pomysłami.

 

Twój występ oraz wykonanie „Mgły” Mariny Mashtaler były jednymi z bardziej nostalgicznych na tegorocznym Przeglądzie. Czy od początku wiedziałeś, że chcesz wzruszyć widzów swoim wykonaniem?

 

Mgła” jest piękna, bardzo kibicowałem Marinie i cieszę się, że wygrała. Kiedy oglądałem nagrania z Przeglądu Piosenki Aktorskiej z poprzednich lat, to najbardziej podobały mi się wyraziste, emocjonalne występy, zwykle smutne. To one zainspirowały mnie do tego, żeby samemu wystąpić w Przeglądzie. Wiedziałem od początku, że mój występ również ma iść raczej w smutną, nostalgiczną stronę. W tym roku finaliści prezentowali zróżnicowany repertuar. Nie wszystkie piosenki były o poważnej czy smutnej tematyce. I myślę, że to bardzo dobrze. To było wspaniałe doświadczenie spotkać się z tak pięknymi, wyjątkowymi, kreatywnymi ludźmi i wspólnie pracować podczas warsztatów i przygotowań do Konkursu. Podobała mi się ta różnorodność w wyrażaniu siebie. Jeśli chodzi o wzruszenia, to bardzo budujące było dla mnie uzasadnienie przyznania mi Tukana Dziennikarzy i fakt, że ktoś odczytał mój występ dokładnie tak, jak tego chciałem. Cieszę się, że udało mi się wciągnąć publiczność do mojego świata i chcieli tę kilkuminutową podróż odbyć razem ze mną.

 

Masz jakieś ulubione wykonania na Przeglądzie Piosenki?

 

Tak, ogromne wrażenie zrobiły na mnie wykonania Ralpha Kamińskiego i Marcina Januszkiewicza oraz Macieja Musiałowskiego. Wszyscy trzej mnie poruszyli i wzruszyli, więc na pewno było z kogo brać przykład i od kogo się uczyć. Na pewno stanowili dla mnie dużą inspirację do wzięcia udziału w Konkursie.

 

Jakiej muzyki słuchasz na co dzień?

 

Słucham dużo muzyki elektronicznej, np. zespół Metronomy, który gra muzykę w stylu lat 80. Uwielbiam też Abbę i tego typu klasyki. Na co dzień słucham jednak wielu utworów po polsku, dlatego że lubię śpiewać do piosenek, których słucham, a dużo łatwiej przychodzi mi to w języku polskim. Chciałbym robić coś na polskiej scenie muzycznej, więc sprawdzam, co dzieje się na rynku, co nagrywają obecnie polscy twórcy i dzięki temu mam wśród nich ulubionych artystów. Zespół Manaam czy Obywatela GC cenię na przykład z aktorskiego puntu widzenia. Są to teksty bardzo ekspresyjne i umożliwiające głęboki, wyrazisty przebieg emocjonalny. Jestem pełen podziwu dla Kory i Grzegorza Ciechowskiego za ich artystyczny dorobek. Jest też taka piosenka zespołu Aya RL – „Skóra”; absolutnie niesamowita, bardzo mocna w przekazie. To mógłby być pomysł na następny występ na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej ;)

 

Czy chciałbyś kiedyś wrócić na PPA z innym repertuarem?

 

Nie wykluczam tego. Mam wiele pomysłów na kolejne występy. Wydaje mi się, że PPA to wyjątkowa platforma, dająca przestrzeń do artystycznego wyrażenia siebie na milion sposobów, bez ograniczeń. Jest mnóstwo polskich piosenek, które chciałbym tam wykonać.

Jan Wieteska

 

W przyszłości bardziej chcesz skupić się na łączeniu muzyki i filmu czy raczej iść w jedną ze stron?

 

Zawsze chciałem być aktorem, mam wykształcenie aktorskie, a nie muzyczne, więc muzykę traktowałem do tej pory bonusowo. Mimo to zawsze interesowałem się muzyką na tyle głęboko, że nie wyobrażałem sobie swojego funkcjonowania bez niej. Zawsze lubiłem śpiewać, tańczyć, cały czas nuciłem coś pod nosem. Powoli działam w kierunku rozwoju mojej muzycznej ścieżki i bardzo chciałbym się teraz na tym skupić. Jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się zrobić kilka różnych aktorskich projektów, nawet w tym roku, więc teraz chciałbym spróbować czegoś nowego.

 

Jak wpływa na Ciebie Twój zawód? Zmienia Cię czy może pozwala na coś, na co nie mógłbyś pozwolić sobie w prawdziwym życiu?

 

W życiu prywatnym rzadko wypowiadam się na głos, a scena daje mi na to miejsce. Mogę poruszać z niej również ważne dla mnie tematy. Bardzo się cieszę, gdy mogę dać coś od siebie na scenie, bo czuję, że w życiu nie zawsze mam na to szansę i nie zawsze mam na to odwagę.

 

Czy wewnętrzna wrażliwość może czasami przeszkadzać w życiu?

 

Jestem bardzo uważny na ludzi i to jest coś, co potrafi czasem dokuczyć. W komunikacji miejskiej lub na ulicy od razu rozpoznaję potencjalne spory. Ktoś komuś zagrodził drogę, ktoś komuś nadepnął na nogę itd. To oczywiście małe rzeczy, ale często już to wprawia mnie w zakłopotanie, dyskomfort. Bo współodczuwam i często uczucia innych przedkładam nad swoje, co nie zawsze jest dobre. Znajomi z mojej szkoły na przykład wychwytują charakterystyczne cechy ludzi i potrafią je z klasą parodiować, to też ważna umiejętność dla aktora, świadcząca o uważności na ludzi. Kiedy oglądam filmy, często nie patrzę na fabułę, ale na ludzi; co robią, jak reagują. Osoby znajdujące się w moim najbliższym otoczeniu, które nie są aktorami, często interesują się głównie fabułą. Dla mnie aktorstwo jest czasem ważniejsze od fabuły. Mogę oglądać bardzo nudny film, ale ciekawią mnie emocje.

 

Mam to samo poczucie – jeśli aktorstwo jest interesujące, nawet fabuła schodzi na drugi plan. Wielu aktorów jest w gruncie rzeczy małomównych – dlaczego wybierają oni akurat ten zawód? To dosyć ciekawe połączenie.

 

Tak, to jest trochę na przekór. Bardzo pomaga mi to jednak w zachowaniu w życiu równowagi. Dzięki scenie dużo się o sobie dowiaduję i często wykorzystuję to potem w codziennym funkcjonowaniu.

 

Jestem miłośniczką języka polskiego i zauważyłam w wywiadach, że w porównaniu z niektórymi młodymi aktorami mówisz bardzo wyraźnie, akcentujesz słowa. Sam pracujesz nad dykcją czy masz kogoś, kto Cię tego uczy?

 

W szkole teatralnej miałem fantastycznego nauczyciela techniki mowy, Jerzego Łazewskiego. Kiedyś bardziej dbało się o wyraźną mowę. Myślę, że niestety jest to sprawa pokoleniowa. Nasze pokolenie często nie mówi dobrze, mówi niedbale i nie zwraca na to uwagi. Ja sam jestem jego częścią i doskonale pamiętam, jak mówiłem przed szkołą teatralną. Bardzo lubię język polski i lubię słuchać, jak mówią ludzie. Chcę dbać o język i wydaje mi się to istotne, żeby mowa miała sens. Sztuka w tym, żeby mówić tak dobrze, żeby w ogóle nie było słychać, że się starasz. Ja wiem, że czasami brzmię, jakbym te głoski wyciskał i to jest kolejny etap – usłyszeć to i nad tym pracować. Na pierwszym roku cały czas myślałem nad tym, jak coś wymówić, żeby było słyszalne. Dzisiaj myślę nad tym, jak coś wymówić, żeby nie było słychać, że kładę na to nacisk

 

Słyszałam, że mówisz w kilku językach. Masz łatwość do ich nauki?

 

Tak, ale nie mówię w nich biegle czy bez akcentu. Czasami dostaję propozycje nagrania czegoś w innym języku, na przykład na casting, i bardzo to lubię. Uczę się wtedy nowych zwrotów i wychodzę ze swojej strefy komfortu. Lubię też osłuchiwać się z językami i może dzięki temu szybko łapię pewne rzeczy. W szkole byłem typem pilnego ucznia. Przez dwa lata miałem łacinę prawniczą i nikt jej nie lubił, a ja uwielbiałem. To była dla mnie fantastyczna przygoda. Lubiłem się uczyć i nadal lubię. Mam teraz zamiar iść na kolejne studia, zastanawiam się tylko nad kierunkiem.

Jan Wieteska

 

Na jaki temat piszesz teraz pracę magisterską?

 

Na temat dramatów Harolda Pintera. Kiedyś w szkole inscenizowaliśmy na zajęciach dramat „Urodziny Stanleya”, który bardzo mi się podobał. Grałem w nim, na zmianę z dwoma kolegami, właśnie Stanleya i bardzo głęboko się z tym bohaterem utożsamiłem. Pinter pisał teksty, w których postaci wypowiadają bardzo dużo słów, ale niekoniecznie do rzeczy, niekoniecznie o tym, co myślą czy co czują. I właśnie o tym piszę pracę – dlaczego tak jest i czemu te zabiegi literackie służą. Są to dramaty pełne bólu i niespełnienia.

 

Czy lubisz czytać książki? Widzę, że nawet dzisiaj przyniosłeś ze sobą kilka.

 

Tak, często noszę je przy sobie. Teraz akurat przygotowuję się do obrony pracy magisterskiej i dlatego mam te konkretne ze sobą. Uważam, że czytanie to ważna sprawa i bardzo lubię czytać, szczególnie dramaty. Próbuję zawyżać średnią krajową, jeśli chodzi o czytelnictwo :) Staram się czytać różne i nieoczywiste dla mnie rzeczy. Lubię reportaże. Ostatnio czytałem dosyć popularną teraz książkę „Grę w klasy” Julio Cortázara. Cenię też Marqueza „Sto lat samotności”. Trochę wcześniej przeczytałem „Zbrodnię i karę” Dostojewskiego, przygotowując się do roli Raskolnikowa (reż. prof. Andrzej Domalik). To była dla mnie ważna lektura.

 

Czy trudno jest rozpocząć przygodę z aktorstwem komuś, kto nie miał w rodzinie przedstawiciela tego zawodu?

 

Nikt w moje rodzinie nie robił nic artystycznego. Jedynie mój tata grał kiedyś w zespole na akordeonie. Wydaje mi się, że komuś, kto ma w rodzinie osoby z branży, jest nieco łatwiej. Na pewno łatwiej jest zacząć, ale to, czy potem będzie się to kontynuować, zależy od danej osoby, od jej talentu i zdolności. Ja nigdy nie narzekałem, że było mi jakoś bardzo trudno. Pierwszy casting, jaki pamiętam, jeszcze w podstawówce, był do roli Kuby w „Rodzince.pl”. Długo trwało, zanim zacząłem grać jakieś role, ale wszystko potoczyło się swoim tempem. Udało mi się za pierwszym razem dostać do szkoły aktorskiej, dzięki czemu miałem płynność w graniu. Cieszę się, że to cały czas idzie do przodu.

 

Nie miałeś nacisku ze strony rodziny, żeby wybrać inny fach?

 

Kiedy wybierałem studia, rodzina proponowała mi szkoły techniczne, bo one dadzą pracę. Nie dziwię się temu podejściu. Moim zdaniem to ogromne ryzyko wykonywać artystyczne zawody. To ważne, żeby móc zapłacić za czynsz, a ten zawód bywa nieprzewidywalny. Niemniej jednak rodzina cieszyła się, że poszedłem do szkoły aktorskiej. Są ze mnie teraz bardzo dumni i pytają, gdzie można mnie zobaczyć :) Bardzo mnie to cieszy, czuję, że są w tym ze mną. Nie musiałem kryć się z moimi planami, wszyscy wiedzieli, że mam takie zamiary, ale jednocześnie zdawałem też na logistykę mediów, z której zrezygnowałem i poszedłem w aktorstwo. Gdybym się nie dostał do szkoły teatralnej za pierwszym razem, to nie wiem, czy byłbym teraz aktorem, czy miałbym tyle samozaparcia w sobie, żeby zdawać jeszcze raz.

 

Dlaczego akurat logistyka mediów?

 

Sam działam trochę w mediach i wiem od moich znajomych, jak te studia wyglądają. Bada się rynek, robi ankiety, sprawdza, jak funkcjonują media. Moim zdaniem nadawałbym się do prowadzenia komuś mediów; firmom czy prywatnym osobom.

 

Dobrze się czujesz w Warszawie czy po prostu nigdy nie myślałeś o przeprowadzce?

 

Kiedy dostałem się do szkoły teatralnej, miałem wybierać między Łodzią a Warszawą. Byłem właściwie zdecydowany na Łódź. Myślałem, że wyjadę, spróbuję czegoś nowego, w nowym mieście, poznam nowy styl życia. Jednak już kilka lat wcześniej oglądałem spektakle dyplomowe studentów z Warszawy i pomyślałem, że tutaj mam wszystko pod ręką i szkoda byłoby tego nie wykorzystać. Uświadomiłem sobie wtedy, że Warszawa daje mi dużo możliwości i dobrze się tu czuję, a to jest ważne. Dużo osób spoza Warszawy przyjeżdża do tego miasta. Kręconych jest tu wiele produkcji filmowych, choć akurat w teatrach jest mało miejsc dla aktorów. Mam duże szczęście, że mogę pracować w teatrze Ateneum, bo tam jest się od kogo uczyć. Cieszę się, że jest tam taki zespół i są fantastyczni aktorzy.

Jan Wieteska

 

Często jesteś obsadzany w rolach szaleńców czy specyficznych osobowości. Czy lubisz grać takie postaci? W spektaklu „To wiem na pewno” (reż. Iwona Kempa) grasz Beniamina i chociaż nie oglądałam tej sztuki w Teatrze Ateneum, to widziałam ją w innych teatrach i ta postać też jest troszkę przebiegła.

 

Beniamin to trudna postać i wymagająca emocjonalnie rola. Ten spektakl jest naprawdę wyjątkowy i podchodzę do niego jak do wyzwania. Iwona Kempa dała rolę Marka mojemu koledze, a wydawało mi się, że ta rola charakterologicznie bardziej pasuje do mnie, a moja do niego. Potem okazało się, że to była najlepsza decyzja, żeby obsadzić nas w takich rolach. Dzięki temu obydwaj możemy się stale w tych rolach rozwijać. Ale rzeczywiście, często dostaję role „tych złych”. Nawet moja rodzina zastanawia się, dlaczego wciąż gram albo narkomanów, albo kryminalistów. W „Ojcu Mateuszu” podpalałem las, w „Na Wspólnej” przyszedłem do szkoły z pistoletem. Lubię złożone, trudne i nieprzewidywalne postaci, ale ze względu na mój wizerunek pomyślałbym raczej, że będę grać słodkich i miłych chłopców. W pierwszym sezonie „Sexify” (reż. Piotr Domalewski i Kalina Alabrudzińska) zagrałem właśnie takiego dobrego i łagodnego chłopaka, choć w drugim sezonie moja postać trochę się komplikuje. Najbardziej brakuje mi teraz takiej iście komediowej roli.

 

Czy masz czasami poczucie, że bardziej pasowałbyś do wcześniejszych czasów?

 

Tak, myślę, że w pewnych aspektach na pewno. Bardzo lubię muzykę lat 80. i 90. Powstawały wtedy fajne rzeczy i mam ogromny sentyment do tamtych lat, mimo że nie było mnie jeszcze na świecie. Tęsknię za brakiem telefonu. W pewnym momencie bardzo dużo w życiu zmieniłem. Zrozumiałem, że byłem uzależniony od pracy, a co za tym idzie od telefonu. Oferty z różnych agencji przychodziły na maila, więc wciąż go sprawdzałem. Uznałem, że muszę to zakończyć. Wydaje mi się, że w latach minionych kontakty międzyludzkie, jak również te związane z pracą były bardziej naturalne. Poza tym mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach trochę przygasły autorytety i właśnie tych autorytetów mi ostatnio brakuje.

 

Masz na koncie wiele zawodowych osiągnięć. Czy doświadczyłeś kiedyś tego, że sukces czasami ciężko jest udźwignąć? Na przykład kiedy aktor jest szufladkowany tylko do danych ról lub kojarzony z jedną produkcją?

 

W momencie kiedy odniesie się szeroko rozumiany sukces, to nagle telefony z ofertami milkną, a każdemu wydaje się, że ta osoba ma właśnie mnóstwo propozycji. Po serialu „Sexify” chodziłem na wiele castingów. Wydawało się, że to był dobry moment na to, żeby pracować, bo wiele osób kojarzyło mnie wtedy z tym serialem, ale nic akurat nie dostawałem. Wiadomo, że mogłem się nie zgadzać charakterologicznie i nie pasować do roli, ale faktycznie – kiedy odniesie się jakikolwiek sukces, to trzeba przeczekać ten moment. Niemniej jednak gdyby nie ten serial i jego twórcy nie byłoby mnie teraz w tym miejscu.

 

Skąd pasja do gotowania?

 

Jak byłem młodszy, to oglądałem MasterChefa i tego typu programy, teraz trochę zaniedbałem gotowanie przez pracę i pisanie pracy magisterskiej. Bardzo lubię jeść i próbować nowych rzeczy, śledzić trendy restauracyjne. Moja dziewczyna dużo gotuje i teraz częściej jej w tym towarzyszę, niż sam gotuję. Gotowanie jest sztuką, łączy się ze sobą składniki trochę jak w malarstwie. To niesamowita przyjemność dla zmysłów, kiedy dostaje się piękne danie, a potem okazuje się, że też świetnie smakuje.

 

Nawiązując do malarstwa, dlaczego lubisz akurat Egona Schiele?

 

Jego obrazy są bardzo smutne, a ja mam pewien pociąg do smutku w sztuce. Egon Schiele wydaje mi się niesamowicie intrygujący ze względu na dawkę nienazwanego bólu, który niosą jego dzieła. W życiu warto szukać pozytywów, ale w sztuce ból jest często budulcem. Z bólu rodziło się wiele wartościowych i pięknych rzeczy. Oprócz tego Egon Schiele porusza też temat cielesności, który mnie bardzo interesuje.

 

Trochę jak Edward Hopper.

 

Tak, i do niego też nawiązuję w swojej pracy magisterskiej. Moim zdaniem Hopper, tak jak Pinter, ukazuje w swoich dziełach samotność. Zarówno w odosobnieniu, jak i w tłumie, co jest chyba jeszcze gorsze. Kiedy czujemy, że nie możemy się na tę drugą osobę otworzyć.

 

Nie obawiasz się, że zmienią Ci się poglądy i za kilka lat będziesz uważał co innego na dany temat?

 

Tak, ale to jest chyba wpisane w rozwój człowieka. Wydaje mi się, że często przy wywiadach ukazują się takie rzeczy i to jest normalne. Może polityków rozlicza się z tego inaczej. :) Uważam, że to dobrze, jak człowiek się zmienia… Gdybym za pięć lat powiedział coś innego na jakiś temat, to nie miałbym do siebie pretensji.

 

Myślałeś o tym, żeby reżyserować filmy czy sztuki teatralne?

 

Tak, zdecydowanie. Myślałem o tym, żeby reżyserować sztuki, bo mam doświadczenie z wymyślaniem i prowadzeniem szkolnych etiud teatralnych, jednak to kino wydaje się bardziej dynamiczne i mam wrażenie, że łatwiej byłoby mi przełożyć swoje wizje na film. Brakuje mi jednak wiedzy na temat operatorki, montażu, edycji filmu i tutaj musiałbym się bardziej podszkolić :)

 

Wspomniałeś kiedyś, że zapamiętujesz imiona większości spotkanych osób. Czy nauka tekstu przychodzi Ci równie łatwo?

 

Mam rzeczywiście dobrą pamięć, mimo że nie pamiętam różnych wydarzeń ze swojego życia. Nie mam problemu z tym, żeby nauczyć się tekstu z dnia na dzień, co bardzo pomaga w pracy na planie filmowym. W teatrze natomiast czymś świetnym jest pamięć ciała, które często naprawdę bardzo podpowiada… Dlatego chodzę teraz na kurs tańca, bo chcę mieć z tym ciałem dobry kontakt.

 

Skąd masz na to wszystko czas?

 

Hahah, tak, ostatnio nie mam go zbyt wiele :) Chodzę na pianino, bo nigdy nie grałem na żadnym instrumencie. Staram się też być aktywny fizycznie: biegam, chodzę na siłownię, ćwiczę boks tajski i chodzę na taniec. Na początku pierwszego roku w Akademii Teatralnej usłyszałem od mojego profesora Leszka Bzdyla, że moje ciało „nie widzi”, że jestem jakby od niego odłączony. Że ja swoje, a ono swoje. To mnie przeraziło, pomyślałem sobie, że nie może tak być, dlatego bardzo skupiłem się na tym, żeby to zmienić – i wydaje mi się, że to się udało. Bardzo lubię się ruszać, tańczyć i mam nadzieję, że wykorzystam to w swojej drodze aktorskiej. Wydaje mi się, że aktor musi wielu rzeczy próbować i mieć rozeznanie w wielu dziedzinach, chociaż podstawowe umiejętności.

 

Czy dobierasz muzykę lub film do konkretnej sytuacji czy nastroju?

 

Tak, nigdy o tym nie pomyślałem, ale faktycznie dobieram. Nastrajam się, na przykład do roli, muzyką i stwierdzam, że emocje, które niesie za sobą dany utwór, akurat nie są mi dzisiaj potrzebne. Ale za to inny utwór będzie jak znalazł :)

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.