Grzegorz Niemczuk: Muzyczna inteligencja Chopina ciągle mnie zaskakuje
Gdzie uprawia gimnastykę duszy przed wyjściem na scenę i na który koncert ze swojej obecnie trwającej trasy koncertowej czeka najbardziej? Pianista Grzegorz Niemczuk rozmawia z Mają Kuzińską o swoim europejskim tournée.
Chciałam zacząć od pytania o Pana imponującą trasę koncertową – 36 koncertów, aż 15 w Polsce. Jak Pan zachowuje świeżość emocjonalną i wykonawczą względem utworów wielokrotnie powtarzanych?
To jest bardzo dobre pytanie, ponieważ to problem każdego bardzo aktywnego wykonawcy. Mając tak dużo koncertów, można sobie pozwolić na to, aby granie utworów w całości odbywało się wyłącznie na scenie, natomiast praca w domu to tylko nieustanne dopracowywanie szczegółów, najczęściej chłodne i pozbawione emocji. Artystyczną interpretację i warstwę emocjonalną ciągle udoskonalam bez fortepianu, w głowie. Dlatego gdy wykonuję muzykę na scenie dla ludzi, wówczas swego rodzaju tęsknota za wykonaniem utworu w całości zostaje zaspokojona i pojawia się świeżość i radość. Już dawno zauważyłem, że mam mniejszą przyjemność z grania utworu w całości dla samego siebie, niż z dzielenia się tym wykonaniem z innymi. Oczywiście czym innym jest nauka nowych utworów, ale moje obecne programy składają się z kompozycji, które gram już od kilku lat, więc są one bardzo dobrze zakotwiczone w pamięci.
Możliwe również, że ta świeżość wychodzi z tego, że każdy koncert jest kreacją samą w sobie, a nie odtwarzaniem tego samego na nowo po raz kolejny. Jest przeżywaniem emocji, które kompozytor zawarł w utworze. Tak jak aktorzy teatralni za każdym razem tak samo przeżywają emocje granych postaci. Mogę podać przykład etiudy „Rewolucyjnej”, którą wykonywałem publicznie już kilkaset razy i za każdym razem tak samo mnie porusza. Dlatego że czuję emocje Chopina targanego dramatem, który się wtedy w jego życiu wydarzył.
Kraje, w których będzie Pan koncertował, to: Austria, Czechy, Francja, Niemcy, Norwegia i Szwajcaria, ale to w Polsce odbędzie się najwięcej koncertów –- nasi czytelnicy będą mieli okazję spotkać się z Panem aż 15 razy! Czy na jakiś koncert czeka Pan szczególnie?
Koncerty w Polsce są dla mnie najważniejsze, a to dlatego, że przez wiele lat praktycznie w ogóle tu nie występowałem. Na każdy koncert bardzo się cieszę, ale jeden występ szczególnie mnie elektryzuje i wzrusza. Jest to mój debiut w Filharmonii Narodowej, już 19 kwietnia. Mam osobistą historię związaną z tym miejscem: otóż dwukrotnie brałem udział w Międzynarodowym Konkursie Chopinowskim i dwa razy kończyłem go już na etapie eliminacji, w związku z tym nigdy nie było mi dane wystąpić dla szerokiej publiczności sali koncertowej filharmonii podczas konkursu głównego. Choć trudno w to uwierzyć, nigdy nie marzyłem, żeby wygrać ten konkurs, ale chciałem po prostu wyjść i zagrać mojego Chopina w tej pięknej sali i szczególnych okolicznościach. Nigdy się to nie udało, więc dlatego tegoroczny debiut będzie dla mnie wręcz symboliczny. Nie da się ukryć, że w Polsce zrobienie kariery bez Konkursu Chopinowskiego graniczy z cudem.
Jestem jeszcze bardzo ciekawy dwóch miejsc – Filharmonii w Szczecinie (15.04.2026 r.) oraz Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku (20.04.2026 r.). Są to bardzo interesujące sale, pod względem akustycznym, tamo również będą moje debiuty.
Śledził Pan ostatni Konkurs Chopinowski? Miał Pan jakichś swoich faworytów?
Niestety, nie śledziłem, gdyż miałem wtedy bardzo ważne koncerty, takie jak m.in. debiut w lipskim Gewandhausie czy Liederhalle w Stuttgarcie. Kibicowałem mocno wszystkim Polakom, natomiast prawdziwie zachwyciła mnie Chinka Tianyao Liu. Chcę jednak podkreślić, że to nie znaczy, że inni mniej mi się podobali, tylko po prostu nie miałem czasu słuchać. Może nadrobię to w przyszłości, bo nagrania są nadal dostępne w Internecie. Mam takie przemyślenia, że na konkursie młodzi ludzie boją się tak naprawdę w pełni wyrażać swoją osobowość – mają nauczycieli, nierzadko siedzących w jury, i ich wykonania są często ostrożne emocjonalnie, nastawione na zdobycie jak największej ilości punktów, a nie otwieranie swoich serc. Z perspektywy czasu widzę, że to chyba był mój największy błąd w eliminacjach – granie ze zbyt otwartym sercem.
To zawsze jest kontrowersyjna sprawa –- grać pod gusta, zgodnie z zasadami wykonawstwa muzyki Chopina, czy być wiernym własnej wrażliwości, skoro to na koncert konkretnego artysty przychodzi publiczność. No właśnie, chciałam zapytać o Pana dwa programy koncertowe: „Słynne Sonaty Fortepianowe” oraz „Wielcy Romantycy”, - czy któryś z tych programów jest Panu bliższy?
Wszystkie te utwory kocham, ale zdecydowanie bliższe są mi „Słynne Sonaty Fortepianowe” ze względu na to, że są wieloczęściowe, a więc pozwalają na szeroką wypowiedź artystyczną. Dwie sonaty Chopina są moimi ulubionymi utworami, prezentacja ich podczas jednego wieczoru to intensywne przeżycie – zarówno dla mnie, jak i dla publiczności.
Program „Wielcy Romantycy” rozpoczął się od pomysłu zorganizowania „Urodzin Chopina”, czyli czegoś w rodzaju muzycznej imprezy, na której pojawiają się wybitni goście, tacy jak: Beethoven, Grieg, Schubert, Mendelssohn, Schumann, Verdi, Brahms czy Liszt – to taki kalejdoskop fortepianowej muzyki romantycznej. Ponieważ niektóre miasta miały już zajęte terminy w lutym, marcu, dlatego projekt ten, już pod nazwą „Wielcy Romantycy”, zaprezentuję jeszcze w kwietniu (Filharmonia Zielonogórska 16.04 oraz Oratorium Marianum we Wrocławiu 17.04) i w czerwcu (Aula UAM w Poznaniu 8.06, MCK w Płońsku 9.06 oraz CKK Jordanki w Toruniu 17.06).
Powiedział Pan, że kocha Pan grać Chopina. - Ddomyślam się, że jest to miłość prawdziwa i zostanie już na całe życie. Jestem jednak ciekawa, czy coś Pana jeszcze zaskakuje w jego utworach?
Oczywiście! W utworach Chopina ciągle odkrywam coś nowego. Teraz zauważam to bardzo namacalnie. Przykład? W czasie pandemii stworzyłem filmy-analizy na platformie YouTube o prawie wszystkich utworach Chopina. Te filmy już dzisiaj, po pięciu latach, wymagałyby pewnych dopowiedzeń, rozwinięć, właśnie dlatego, że w tych utworach nieustannie odkrywam coś, o czym wtedy jeszcze nie wiedziałem. Muzyczna inteligencja Chopina ciągle mnie zaskakuje – tak bym to ujął w jednym zdaniu.
Jest Pan specjalistą od romantyzmu, - czy jest jeszcze jakaś inna epoka, może nawet kontrastująca, która również Pana tak fascynuje?
Klasycyzm bardzo mnie pociąga, ponieważ mamy aż trzech głównych przedstawicieli i każdy z nich jest zupełnie inny. Chodzi mi po głowie taka myśl, żeby stworzyć również program pt. „Wielcy Klasycy” i zaprezentować te różnice, bo to są naprawdę zupełnie inne światy. Bardzo lubię Mozarta, to jeden z moich ulubionych kompozytorów do grania, choć nie jest zbyt wdzięczny. Praca nad szczegółami w jego muzyce trwa bardzo długo, a potem efekt jest taki, że utwór brzmi, jakbym się go nauczył tydzień temu. Taki urok Mozarta.
Oprócz grania,, podczas koncertów dużo opowiada Pan o muzyce. Czy literatura romantyczna pomaga Panu lepiej zrozumieć muzykę epoki?
Zgadza się, na moich koncertach jest dużo mówienia, czasem myślę, że nawet zbyt dużo. Najczęściej słyszę od publiczności, że jest im to bardzo potrzebne i dużo głębiej przeżywają wtedy słuchane utwory, ale zdaję sobie sprawę, że niektórym może to przeszkadzać i woleliby po prostu słuchać muzyki. Trudno jest w życiu znaleźć złoty środek.
Wracając do Pani pytania, muszę przyznać, że wychowałem się na książkach, których w młodości przeczytałem setki, i faktycznie literatura romantyczna zawsze najbardziej mnie pociągała. Ale nie tylko literatura wzbogaca muzykę, każdy inny rodzaj sztuki tworzy jej pełniejszy obraz. Często porównuję muzykę do malarstwa, architektury, rzeźby – to wszystko są środki wyrazu, tylko forma jest inna. Różne sztuki powinny się nawzajem uzupełniać i inspirować.
Bardzo lubię pójść przed koncertem do pobliskiej galerii sztuki, staram się to robić, aby pobudzić duszę. To bardzo ciekawe, bo różne muzea mają odmienne pomysły na rozmieszczenie obrazów. Mój koncert „Wielcy Romantycy” można właśnie nazwać takim spacerowaniem i oglądaniem obrazów romantycznych, jeden po drugim.
To już wiemy, gdzie będzie można Pana znaleźć przed koncertem w Filharmonii Narodowej w Warszawie. A czy zgodziłby się Ppan z tezą, że w dobie powszechnej globalizacji i nadmiaru AI, nasze doświadczenie muzyki klasycznej na żywo jest jeszcze bardziej potrzebne, niż było np. jeszcze 10 lat temu?
Tak, zdecydowanie. Myślę, że to, co się dzieje i będzie działo, jest nawet trochę przerażające. Sztuczna inteligencja jest sztuczna nie tylko z nazwy i generuje ogromną ilość nieprawdy. To jest nowy problem filozoficzny – muzyka generowana przez sztuczną inteligencję: to jeszcze sztuka czy już nie? Myślę, że teraz potrzebujemy filozofów, którzy będą o tym pisać. Uważam, że wszystkie dziedziny sztuki, zwłaszcza malarstwo i muzyka, powinny poczuć misję, żeby przeciwstawić się temu i pokazać, że prawdziwe emocje, takie głęboko ludzkie, mogą być oddane tylko przez człowieka. To jest coś, co nas odróżnia od sztucznej inteligencji. Nie mamy z nią szans w wielu rzeczach, ale w emocjach - to ona nie ma szans z nami.
Dziękuję za rozmowę, proszę na koniec powiedzieć, gdzie najłatwiej jest znaleźć informacje o Pana występach?
Najłatwiej na mojej oficjalnej stronie internetowej – tam jest stale uaktualniany kalendarz koncertowy oraz możliwość zakupu biletów. Również dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam wszystkich czytelników magazynu „Presto”.