Devon Osamu Tipp: Grając na Shakuhachi dowiaduję się więcej o sobie

04.05.2022
Devon Osamu Tipp Fot. Alison Sacriponte

O historii fletu shakuhachi, japońskiej muzyce tradycyjnej oraz koncercie z Warszawską Grupą Gamelanową z amerykańskim kompozytorem i wykonawcą Devonem Osamu Tippem rozmawia Agnieszka Cieślak-Krupa.

Agnieszka Cieślak-Krupa: Wspaniale było gościć Cię w marcu Warszawie! Mam nadzieję, że dobrze wspominasz swoją pierwszą wizytę w Polsce i że udało Ci się spróbować większości tradycyjnych polskich potraw. Ponieważ flet shakuhachi nie jest u nas dobrze znany, powiedz nam na wstępie kilka słów o tym instrumencie. Kiedy i dlaczego zdecydowałeś się na naukę gry na shakuhachi?

 

Devon Osamu Tipp: Dziękuję za świetne przyjęcie – miałem okazję poczuć atmosferę miasta i spróbować lokalnego jedzenia. Barszczu nigdy dość! (śmiech) Ale jesteśmy tu dzisiaj, aby porozmawiać o muzyce. Shakuhachi to japoński bambusowy flet z pięcioma otworami. Po raz pierwszy zetknąłem się z tym instrumentem słuchając słynnego w późnych latach 90-tych nagrania The Soloists of Ensemble Nipponia. Płyta wydana pierwotnie przez Nonesuch Records w 1976 roku zawiera kilka tradycyjnych utworów na japońskie instrumenty oraz jedną kompozycję autorstwa Miki Minoru. Największe wrażenie zrobił na mnie tradycyjny solowy kawałek na shakuhachiKumoi Jishi (jap. 雲井獅子1) w wykonaniu Kōhachiro Miyata (宮田耕八郎). Uderzyło mnie brzmienie instrumentu – nigdy czegoś takiego nie słyszałem! Melodia na długo utkwiła mi w pamięci, chociaż po raz pierwszy szansę zobaczenia shakuhachi na żywo i zagrania na tym instrumencie otrzymałem dopiero 12 lat później, kiedy kompozytorka, flecistka i thereministka Elizabeth Brown zaczęła uczyć na mojej macierzystej uczelni, Montclair State University. W 2014 roku otworzyła klasę shakuhachi, a ja wreszcie zacząłem pobierać lekcje (najpierw kompozycji, później shakuhachi), chcąc w ten sposób nawiązać bezpośredni kontakt z moim własnym japońskim dziedzictwem. Dodatkowo, jako kompozytor, uznałem brzmienie i tempo muzyki tradycyjnej, szczególnie solowy repertuar honkyoku (本曲, muzyka oryginalna) za niezwykle fascynujący.

1 Wszystkie oryginalne nazwy podawane w nawiasach pochodzą z języka japońskiego.

Czy możesz opowiedzieć nam trochę więcej o pochodzeniu i historii shakuhachi? Czy dziś jest to instrument popularny głównie w Japonii czy również poza nią?

Shakuhachi po raz pierwszy przybył do Japonii w VII lub VIII wieku jako część dworskiej orkiestry gagaku (雅楽, elegancka muzyka), która uznawana jest za jeden z najstarszych rodzajów muzyki orkiestrowej na świecie i znajduje się na liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Shakuhachi, który był częścią orkiestry gagaku, był jednak krótszy niż większość współczesnych instrumentów, miał sześć otworów tonowych zamiast pięciu oraz węższą komorę rezonansową. W repozytorium Shōsōin w świątyni Tōdaiji w Nara w Japonii znajduje się osiem takich prototypów shakuhachi. Jednak instrumenty, jakie znamy dzisiaj, oraz repertuar, którego uczy się i najczęściej wykonuje wielu z nas grających w stylu Kinko (琴古), wywodzą się z japońskiego okresu Edō (1603–1868).

Shakuhachi ma swoje korzenie w solowym repertuarze żebraczych mnichów z nieistniejącej już gałęzi buddyzmu ezoterycznego Fuké-shū (普化宗). Mniej więcej w tym samym czasie był również obecny w muzyce sōkyoku-jiuta (箏曲地歌) i sankyoku (三曲). Te dwa gatunki to przede wszystkim muzyka kameralna, łącząca shamisen (三味線), koto (), kokyū (胡弓, 3-strunowe skrzypce) i głos. Kokyū został ostatecznie zastąpiony przez shakuhachi, jednak nie wymarł całkowicie i do dziś jest wykorzystywany przy wykonywaniu sankyoku. Podczas gdy sankyoku sugeruje obecność trzech wykonawców, utwory z tego gatunku mogą być wykonywane jako solo, duety lub tria, co pozostawia pewną elastyczność w sposobie interpretacji. Tak więc shakuhachi zasadniczo odgrywał rolę zarówno w utworach solowych, jak i zespołowych od XIX wieku, a może już pod koniec XVIII wieku. Niektóre honkyoku, takie jak Kumoi Jishi (雲井獅子), Azuma no Kyoku (吾妻の曲) i Shika no Tōne (鹿の遠音) istnieją zarówno jako utwory solowe, jak i duety.

W XX wieku shakuhachi zaczął pojawiać się już w wielu różnych zespołach, choć oczywiście nie stało się to z dnia na dzień. Kilka ważnych przykładów wychodzenia shakuhachi poza ramy tradycyjnej muzyki japońskiej można usłyszeć na wydanej przez Verve Records płycie Music for Zen Meditation (1964) z Tonym Scottem (1921–2007), Świętej Pamięci Żywym Skarbem Narodowym Hōzanem Yamamoto (山本邦山, 1937–2014) i Shin'ichi Yuize (唯是 震一, 1923­­–). Trzy lata później Filharmonicy Nowojorscy zlecili Tōru Takemitsu (武満徹, 1930–1996) napisanie przełomowego w jego karierze koncertu podwójnego November Steps (1967) na shakuhachi – w wykonaniu Katsuya Yokoyama (横山勝也,1934­–2010), biwę (rodzaj lutni w kształcie gruszki) – w wykonaniu Kinshi Tsuruta (鶴田錦史,1911–1995), oraz orkiestrę symfoniczną.

Na początku lat 70. japońscy kompozytorzy, tacy jak Motohiko Adachi (安達元彦), Toshi Ichiyanagi (一柳慧) czy Ryōhei Hirose (廣瀬量平), pisali utwory na duże zespoły składające się z różnych japońskich instrumentów, z uwzględnieniem koto, shamisenu, perkusji, czy shakuhachi. Nie jestem pewien, kiedy powstał pierwszy utwór przeznaczony na instrumenty japońskie oraz zachodnie (nie sądzę, żeby chodziło o November Steps), ale staje się to coraz bardziej powszechne. Hōzan Yamamoto wielokrotnie aranżował i wykonywał na shakuhachi kompozycje jazzowe, a nawet wydał longplaya, który składa się w całości z coverów bossa-novy. Grał też na niektórych longplayach aranżacje Bacha – jego dorobek kompozytorski i płytowy jest niezwykle obszerny.

 

Powiedziałbym, że począwszy od lat 70-tych i 80-tych shakuhachi stało się dość popularne w Stanach Zjednoczonych. Obecnie istnieje Europejskie Towarzystwo Shakuhachi (European Shakuhachi Society), Międzynarodowy Festiwal Shakuhachi w Pradze (International Shakuhachi Festival Prague), Letni Obóz Shakuhachi Gór Skalistych w Kolorado (Shakuhachi Summer Camp of the Rockies in Colorado) i wiele inne tego typu wydarzeń. Shakuhachi stał się również niezwykle popularny w Chinach. Jeżeli ktoś chciałby zdobyć więcej informacji na ten temat, polecam film dokumentalny z 2019 roku zatytułowany Shakuhachi: One Sound, One Life (尺八・一音イ一世).

 

W porównaniu z innymi rodzajami fletów, czy możesz powiedzieć, że jest to trudny instrument? Jak długo zajęło Ci opanowanie podstawowych technik gry, kim byli Twoi nauczyciele?

 

Jestem zdania, że wszystkie instrumenty są trudne i każdy z nich prezentuje własne osobliwości i wyzwania. Jednak pomimo tego – tak, powiedziałbym, że shakuhachi to wymagający instrument i myślę, że bezpiecznym byłoby stwierdzenie, że w swojej nauce osiągnąłem punkt, w którym mogę występować publicznie na koncertach. Studiowałem głównie z nowojorskimi muzykami, Ralphem Samuelsonem i Elizabeth Brown. Myślę, że zajęło mi ponad dwa lata, aby opanować konsekwentne wytwarzanie dźwięku, a wciąż uczę się prawidłowego poruszania głową i palcami podczas grania! (śmiech) Widzisz, muzycy shakuhachi zazwyczaj nie używają języka do wzbudzenia dźwięku, a vibrato wytwarzają za pomocą głowy, a nie brzucha, jak na większości zachodnich instrumentów dętych drewnianych. Dlatego powtarzam, że wciąż uczę się poruszać moją głową.

 

Nie sądzę, że shakuhachi jest instrumentem, na którym grę można całkowicie opanować. Jasne, istnieją tytuły dai shihan (大師範, mistrz, wielki mistrz), ale tak naprawdę to nie o to chodzi w grze na shakuhachi, przynajmniej dla mnie. Za każdym razem, gdy biorę do ręki instrument, towarzyszy mi nieco inne uczucie – mam ochotę raczej zacząć z nim rozmowę. Studiując zarówno muzykę tradycyjną, jak i współczesną, mogę dowiedzieć się więcej o sobie, czasem nawet o jakimś drobnym aspekcie moich japońskich korzeni, aczkolwiek sprzed 300 lat… Jeśli podchodzisz do gry na instrumencie z zamiarem osiągnięcia mistrzostwa, wypracowanie tego rodzaju związku z tworzeniem muzyki staje się trudniejsze, ponieważ Twój cel nie pokrywa się tak dobrze z ideą samopoznania.

Japanese shakuhachi flute

Ten rodzaj motywacji do gry jest wyraźnie widoczny podczas Twoich koncertów, słucha się ich z ogromną przyjemnością. Chciałbym zapytać z ciekawości, ile instrumentów posiadasz i gdzie można obecnie kupić shakuhachi – czy produkowane są wyłącznie w Japonii?

 

Większość profesjonalnych wykonawców posiada wiele fletów o różnej długości, innym wystarcza tylko jeden instrument. Flet, który jest najczęściej wykorzystywany, określany jest jako 1.8 shakuhachi. „1” odnosi się do słowa shaku (), jednostki miary odpowiadającej około 30,3 cm. „8”, czyli hachi (),odnosi się do innej jednostki miary, słońca ( ), liczącej około 3 cm. Nazwa shakuhachi składa się zatem z jednostek długości. Jeśli dodasz słońce/shaku do fletu, będzie on dłuższy i będzie wytwarzał niższe dźwięki, i odwrotnie. Tak więc istnieją shakuhachi tak krótkie jak 1.1 oraz tak długie jak 3.1. Ja obecnie posiadam shakuhachi 1,6, 1,7, 1,8, 1,9 i 2,1. Jednym z powodów, dla których wykorzystujemy flety o różnej długości, jest potrzeba dostosowania się do śpiewaków podczas wykonywania tradycyjnej muzyki kameralnej – przykładowo, jeśli tessitura utworu jest dla śpiewaka trochę za wysoka, możemy użyć nieco dłuższego fletu, a wtedy zmiana rejestracji ułatwi zadanie śpiewakowi. Niektóre współczesne kompozycje są napisane na flety o określonej długości, podczas gdy dany wykonawca może preferować grę na instrumencie o innej długości.

 

Shakuhachi są obecnie produkowane na całym świecie, nie tylko w Japonii. Jest wielu wiodących producentów tego instrumentu w Stanach Zjednoczonych, takich jak Perry Yung i Monty Levenson i myślę, że jest też kilku w Europie. Dodam również, że na komuso.com dostępnych jest wiele darmowych i łatwo dostępnych informacji o shakuhachi, w tym długa lista wykonawców, informacje o utworach, twórcach instrumentów z całego świata, a także lista nauczycieli dostępnych w danym kraju

 

Widzę, że mamy w Polsce kolejną niszę do zapełnienia. (śmiech) Oprócz tego, że jesteś utalentowanym wykonawcą, jesteś także niezwykle płodnym kompozytorem dość niekonwencjonalnej muzyki. Czy piszesz dużo utworów na shakuhachi? Czy jest to raczej instrument solowy, czy shakuhachi jest równie popularny w muzyce kameralnej?

 

Piszę dosyć regularnie na shakuhachi od 2016 roku, jednak nadal uważam, że komponowanie muzyki solowej na ten instrument jest trudne. Większość tradycyjnego repertuaru solowego jest na tyle fascynująca, że ​​staram się nie pisać na shakuhachi; po prostu nie jestem pewien co jeszcze mógłbym zaoferować w tym zakresie. Wolę pisać na grupy shakuhachi, zespoły, których częścią jest shakuhachi bądź na shakuhachi i elektronikę. Tradycyjny repertuar jest ciekawszy niż wszystko to, co miałbym do powiedzenia bez elektroniki bądź wykorzystując shakuhachi jako część zespołu. Na początku 2021 roku zacząłem improwizować z elektroniką przetwarzaną na żywo i stwierdziłem, że jest to bardzo naturalne przedłużenie moich regularnych rozmów z shakuhachi. Wszystkie utwory, które jak dotąd napisałem w 2022 roku, przeznaczone są na zachodnie instrumenty, ale niemalże wszystkie mają fragmenty, które komponowałem przy użyciu shakuhachi.

 

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że shakuhachi zmienił mój stosunek do komponowania. W 2018 roku napisałem utwór dla Elizabeth Brown zatytułowany Pale Blue Dot na shakuhachi i taśmę. Każdy dźwięk, który można usłyszeć na taśmie, był wykonany przeze mnie, a następnie przetworzony i zmieniony w Abletonie. Następnie próbowałem napisać muzykę utrzymaną w stylu kompozycji, które lubi wykonywać Elizabeth. Myślę, że to było jakieś dwa miesiące wcześniej, kiedy Elizabeth wykonała mój Self Portrait z 2016 roku na shakuhachi, preparowane trio smyczkowe i fortepian, ale ten utwór został napisany dla Adama Robinsona, innego świetnego wirtuoza shakuhachi i mojego bliskiego przyjaciela (również studenta Ralpha Samuelsona). Mniej więcej w tym czasie uderzyło mnie, jak bardzo osobowość wykonawcy wpłynęła na sposób, w jaki napisałem utwór. Powiedziałbym, że po tych dwóch doświadczeniach naprawdę zacząłem rozumieć, co oznacza prawdziwa współpraca. Od 2019 roku coraz częściej staram się grać na jakimś instrumencie wszystko, co piszę. Nadal mam fagot, którego jeszcze czasami używam, ale rzadko podczas występów publicznych, zachodni flet koncertowy i klarnet, który pozwala mi odkrywać wiele rodzajów dźwięków, a tym samym prowadzić lepsze, bardziej znaczące dyskusje o tym, jak pisać dla nowych wykonawców. Wydaje mi się jednak, że najczęściej eksperymentuję z shakuhachi i zastanawiam się, czy pewne rzeczy, które na nim robię, mogą przełożyć się na inne instrumenty, nie tylko dęte drewniane i blaszane, ale również smyczkowe. Dotychczasowe rezultaty są bardzo interesujące i chociaż nie zawsze jest to tłumaczenie bezpośrednie, jest to dla mnie niezwykle satysfakcjonujący proces.

Japanese shakuhachi flute

Podczas swojego pobytu w Warszawie zagrałeś koncert razem w Warszawską Grupą Gamelanową. Czy trudno było ułożyć program, który łączyłby te dwa muzyczne światy, Japonię i Indonezję? Czy były jakieś konkretne utwory, które chciałeś przedstawić warszawskiej publiczności?

 

Program koncertu zbudowaliśmy wokół Cloudrest Elizabeth Brown z 2010 roku na gamelan, głos i shakuhachi. To nie jedyny utwór wykorzystujący taką instrumentację, ale dla mnie szczególnie wyjątkowy ze względu na to, że zawiera elementy zarówno tradycyjnej muzyki indonezyjskiej, jak i japońskiej. Na przykład gesty w linii melodycznej shakuhachi są czasami zapożyczone z muzyki honkyoku, a niekiedy w pewien sposób zmodyfikowane, co sprawia, że mają w sobie ekscytującą nową energię. Dodatkowo, schematy powtarzane przez gamelan nawiązują do tych, które można usłyszeć w niektórych tradycyjnych utworach na ten zespół instrumentów. Muzycy, którzy wykonywali muzykę tradycyjną, wychwytują te drobiazgi i to ułatwia im naukę utworu. Utwór powstał, gdy Elizabeth przebywała na rezydencji artystycznej z Gamelan Son of Lion (amerykańskim zespołem gamelanowym z siedzibą w Nowym Jorku, specjalizującym się w wykonywaniu nowej muzyki – przyp. tłum.). Nauczyła się wtedy wykonywać część ich repertuaru i pracowała regularnie z członkami zespołu, aby wyczuć, co stanowi dla nich wyzwanie, a co jest idiomatyczne. Ostatecznie sama zarejestrowała wszystkie poszczególne partie kompozycji i przygotowała nagranie, które muzycy mogli wykorzystywać jako punkt odniesienia podczas nauki.

Ponieważ Cloudrest ma pewne cechy wspólne zarówno z tradycyjną muzyką indonezyjską, jak i japońską, utwór jest nieco łatwiejsze w odbiorze, a także łatwiej zestawić go z innymi pozycjami w programie. Dawid Martin (kierownik artystyczny Warszawskiej Grupy Gamelanowej – przyp. tłum.), wybrał cały repertuar gamelanowy, w tym Lancaran Samuel (1981) Lou Harrisona, Homecoming Michaela Asmary, Accumulation Daniela Schmidta oraz Las Kaliny Świątnickiej-Dominici. W drugiej części programu znalazło się wspomniane Cloudrest Elizabeth Brown, tradycyjna melodia Kumoi Jishi oraz The Universal Flute Henry'ego Cowella. Cowell był nauczycielem kompozycji Harrisona i wywarł duży wpływ na jego twórczość, uznaliśmy więc, że należy wykonać jego kompozycję z 1946 roku. Wydaje mi się, że utwór Cowella jest także pierwszym utworem nie-japońskiego kompozytora na shakuhachi solo, ale mogę się mylić… Wracając jeszcze do Harrisona, Daniel Schmidt poznał go w 1975 roku w Center for World Music w kalifornijskim Berkeley i we dwoje zorganizowali w tym samym roku koncert muzyki gamelanowej. Dla mnie osobiście ważne było również podzielenie się częścią tradycyjnego repertuaru shakuhachi. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia na Ukrainie, uznałem za stosowne wykonanie Kumoi Jishi, dzieła, które przedstawia mityczne stworzenie przybywające z niebios, niosące ze sobą dobre wieści.

 

Zostało to bardzo dobrze przyjęte przez publiczność. Czy w najbliższych czasie planujesz jakieś nowe projekty z wykorzystaniem shakuhachi?

 

Przed końcem maja chciałbym nagrać utwór, który napisał dla mnie mój przyjaciel. Mam nadzieję, że wydam go na nowym albumie w serwisie bandcamp lub opublikuję na YouTubie, ale wciąż muszę jeszcze nad nim trochę popracować, zanim będę mógł podzielić się nim z publicznością.

 

Na koniec pytanie w imieniu tych, którzy nigdy wcześniej nie mieli styczności z shakuhachi – jakich kompozytorów bądź jakie płyty lub utwory poleciłbyś na początek przygody z tym instrumentem?

 

Jeśli chodzi o tradycyjnych japońskich instrumentalistów, śledzę raczej indywidualnych wykonawców niż kompozytorów. Najpierw poleciłbym posłuchać utworów honkyoku w stylu Kinko, nagranych przez Świętej Pamięci Żywy Skarb Narodowy Goro Yamaguchi (山口五郎) i/lub Reibo Aoki II (二世青木鈴慕), albo niektórych utworów kameralnych sankyoku. Akiko Fujimoto (藤本昭子), grający na shamisenie/koto, ma niesamowity kanał na YouTubie, gdzie można znaleźć godziny niesamowitych występów, które moim zdaniem powinien obejrzeć każdy, kto interesuje się tradycyjną muzyką japońską. Podobnie Jumei Tokumaru (徳丸十名) ma kilka filmów z ostatnich recitali (również na YouTubie), które są po prostu znakomite. Jeśli ktoś jest zainteresowany bardziej współczesną muzyką, istnieje stosunkowo nowa grupa o nazwie Shakuhachi 5, która gra dużo muzyki na duety, tria, kwartety i kwintety shakuhachi, co brzmi naprawdę wyjątkowo. Niektóre ich wykonania są dostępne na Vimeo za niewielką opłatą i są warte każdego grosza! Każdy członek Shakuhachi 5 jest także znakomitym solistą i warto sprawdzić jego indywidualny dorobek.

Istnieje także znacząca liczba jazzowych albumów crossoverowych. Świętej Pamięci Żywy Skarb Narodowy Hōzan Yamamoto grał na wielu z tych albumów, takich jak Silver World (1974) i Harlem Nocturne (1969), by przytoczyć chociaż dwa przykłady. Za życia Yamamoto współpracował z wieloma różnymi muzykami, w tym z Ravim Shankarem, Garym Peacockiem i Jean-Pierre'em Rampalem.

 

Jeśli chodzi o konkretnych kompozytorów, którzy pisali na shakuhachi: naprawdę przemawia do mnie muzyka Elizabeth Brown. W swoich kompozycjach na shakuhachi pokazuje, że naprawdę rozumie niuanse tradycji i prowadzi fantastyczny dialog z aspektami zachodniej muzyki współczesnej, co skutkuje piękną nową muzyką hybrydową, którą trudno opisać. Inni kompozytorzy, których muzykę na shakuhachi uważam za naprawdę poruszającą, to Frank Denyer i jego Quite White oraz Unnamable, oba utwory napisane dla Yoshikazu Iwamoto (岩本由和), oraz Frances White i jego Centrebridge na dwa shakuhachi i taśmę.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji:

Teresa Wysocka , teresa.wysocka [at] prestoportal.pl +48 579 667 678

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.