Harmonijka ustna – instrument Dzikiego Zachodu [rozmowa z Evą Hurt]

10.07.2021

Harmonijka jest trwale kojarzona z popularnym wizerunkiem kowboja, grającego swoje rzewne, śpiewne melodie, aby uśmierzyć wieczorne godziny i uspokoić bydło po zatrzymaniu stada na noc. Na szlaku przez prerię miało się niewiele opcji rozrywki innych niż poezja, taniec i muzyka, nic więc dziwnego, że z Dzikiego Zachodu wyszły setki piosenek opowiadających o życiu kowboja, wyczynach słynnych bandytów i innych aspektach egzystencji na pograniczu.

Eva Hurt od ponad 10 lat regularnie koncertuje w Europie oraz Wielkiej Brytanii.
Występuje jako śpiewaczka oraz wirtuoz harmonijki chromatycznej.
Jest to pierwsza polska harmonijkarka klasyczna, której udało się zdobyć międzynarodowe uznanie. Ukończyła Akademię Muzyczną im. Karola Szymanowskiego w Katowicach w klasie prof. Krystyny Świder oraz prywatne studia u Zygmunta Zgrai – uznanego zarówno w kraju, jak i za granicą polskiego kompozytora współczesnego, wspaniałego wirtuoza i nauczyciela gry na harmonijce.
W 2007 r. artystka przeniosła się do Londynu, aby kontynuować studia muzyczne w Morley College u prof. Mary Mogil, w Trinity Laban Conservatoire of Music and Dance u prof. Margaret Gobble, a także prywatnie u prof. Jamesa Hughesa i Juliana Jacksona oraz University of Cambridge – podyplomowe studia interdyscyplinarne (muzyka, literatura piękna, architektura oraz sztuki plastyczne).


Dorota Pietrzyk: Co skłoniło Cię do zainteresowania się tak niezwykłym instrumentem?

Eva Hurt: Harmonijka była pierwszym instrumentem, który był obecny w moim rodzinnym domu. Dziadek i pradziadek grali na tych instrumentach znane melodie, tak że i ja podchwyciłam entuzjastyczne podejście do tego instrumentu.
 

Czy grając na typowym instrumencie bluesmanów z Dzikiego Zachodu, włączasz do swojego repertuaru utwory stamtąd?

Jak najbardziej! Lubię bluesa i chętnie go grywam, w tym melodie z Dzikiego Zachodu. Jednakże nie jest to główny nurt w mojej praktyce wykonawczej. W swoim repertuarze mam muzykę klasyczną, np. Fryderyka Chopina, Wolfganga Amadeusza Mozarta,
Witolda Lutosławskiego, Dmitria Szostakowicza, ale też rozrywkową, chociażby Scotta Joplina,Tootsa Thielemansa, Andrzeja Kurylewicza czy Krzesimira Dębskiego.

 

Co najbardziej pociąga Cię w muzyce amerykańskiej?

Muzyka amerykańska ma różne oblicza – jak kobieta w arii „La donna e mobile”. (śmiech) Piosenki rdzennych mieszkańców Ameryki – Indian mają dużą wartość zarówno artystyczną, jak i pedagogiczną. Muzyka tworzona przez niewolników afrykańskiego pochodzenia, czyli negro spirituals, jest również bardzo urzekająca i zapada w pamięć. A ponieważ Ameryka Północna jest też tyglem kulturowym ze Starego Świata, wydaje się to idealnym miejscem do poznawania muzyki oraz odkrywania korzyści z przenikania się i wzbogacania rożnych kultur.
 

Czy wolisz do wykonywania tej muzyki jakiś inny instrument, np. swój piękny sopran, czy jesteś wierna harmonijce?

Harmonijka zawsze była i będzie dla mnie królową wśród instrumentów; razem z moim głosem tworzy nierozerwalną parę, na którą zawsze mogę liczyć. Z harmonijką w kieszeni i głosem przy sobie mogę przemierzyć cały świat. Nie ma żadnych granic ani utrudnień (nawet w dobie COVID-19) w podróżowaniu z tymi dwoma instrumentami. Ponieważ otrzymałam formalne wykształcenie w szkołach muzycznych oraz na Akademii Muzycznej, naturalne jest, że jestem w stanie posługiwać się również fortepianem na bardzo wysokim poziomie, choć nie jest to jakaś szalona miłość, raczej praktyczna alternatywa. Jest jeszcze inny instrument, który bardzo cenię i potrafię na nim grać na nieco niższym poziomie – gitara klasyczna. To piękny instrument, któremu na szczęście po wielu przeciwnościach znalazł zasłużone miejsce w panteonie instrumentów poważanych. Mam nadzieję, ze harmonijka chromatyczna wkrótce do niego dołączy. Co prawda jest to instrument relatywnie młody, mający nieco ponad 100 lat od wynalezienia w formie ostatecznej, ale już doczekał się zainteresowania ze strony uznanych kompozytorów współczesnych. Myślę, że warto tu wymienić takie nazwiska, jak John Williams, którego temat „Imperial March” z „Gwiezdnych wojen” oraz „Lista Schindlera” są właśnie na harmonijkę; czy Nino Rota, który z kolei umieścił ten instrument w melodii z filmu „Ojciec chrzestny”; pojawia się ona również u Ramina Djawadiego w „Grze o tron”; u Hansa Zimmera w „Piratach z Karaibów”; u Jamesa Hornera w „Titanicu” czy „Walecznym sercu”. Z polskich kompozytorów współczesnych komponujących na harmonijkę warto też wymienić Zygmunta Zgraję, którego zarówno kunszt kompozytorski, jak i znajomość instrumentu plasują na samym szczycie w światowej lidze. Skomponował on m.in. monumentalne dzieło „Concert Phantasy" na harmonijkę chromatyczną i orkiestrę symfoniczną. Jego harmonijkę słyszymy m.in. w polskiej muzyce filmowej: „Sławna jak Sarajewo”, „Budniokowie i inni”, „Siekierezada” czy „Grzeszny żywot Franciszka Buły”.
 

Harmonijka przywędrowała do Ameryki z Chin. Czy w tej muzyce słychać jeszcze wpływ dalekiej Azji?

Myślę, że jak najbardziej. Powstał nawet specjalny model zdolny naśladować techniki typowe dla chińskich instrumentów, na którym z ogromnym sukcesem koncertuje Brendan Power. Harmonijki w różnych formach są w Chinach niezwykle popularne, a koncerty harmonijkowe przyciągają liczną publiczność, która jest w stanie wypełnić miejsca w filharmonii po brzegi. Podobnie jest też w Indiach. Tam harmonijka jest instrumentem poważnym i poważanym. W Stanach, o ile mi wiadomo, istnieje silny ruch harmonijkowy, który również przyciąga wielu słuchaczy. W Niemczech harmonijka też ma się świetnie, choćby z tego powodu, że właśnie w tym kraju w 1821 r. zegarmistrz Christian Bushman skonstruował i opatentował współczesne formy harmonijki diatonicznej i chromatycznej.
 

Będąc także pedagogiem, uczysz grać na harmonijce osoby od lat pięciu do stu pięciu. Co Cię najbardziej w tej pracy zadziwia?

Niezaprzeczalnym faktem w każdej grupie wiekowej jest to, że grający na harmonijkach mają lepsze zdrowie, w szczególności jeśli chodzi o górne drogi oddechowe. Prawie nigdy nie zapadają na poważniejsze choroby typu zapalenie płuc czy oskrzeli. Jest medyczne udowodnione, że gra na harmonijce przynosi korzyści zdrowotne. Zajęcia z gry są zapisywane pacjentom w formie terapii rehabilitacyjnej. Sama rzadko choruję, tak więc jestem żywym i chodzącym przykładem właściwości medycznych tego instrumentu.

Jaki repertuar lubią grać Twoi uczniowie?

Moi uczniowie, zwłaszcza najmłodsi, lubią melodie zarówno z muzyki klasycznej, jak i z Dzikiego Zachodu. Mają też zaufanie do mnie, że przedstawię im pełną paletę możliwości, nie omijając żadnego gatunku, który ma wartość edukacyjną.
 

A Ty? Co grasz, gdy np. jest Ci smutno?

Gdy dopada mnie melancholia, sięgam po wesołe melodie z amerykańskiego repertuaru, np. „Yankee Doodle” albo „Home on a Range”, których nauczył mnie jeszcze mój dziadek. Harmonijka sama w sobie jest tak pozytywnym instrumentem, że wyciągnie człowieka z największej chandry, nawet gdy gra pojedynczą nutę. Kiedy słyszę dźwięk drgających trzcinek wydobywających melodie, zapominam o całym świecie i troskach. Zdarzyło mi się nawet spalić czajnik i kilka garnków z powodu zatopienia się w grze. (śmiech)
 

Jesteś multiinstrumentalistką. Czy możesz wskazać swoje preferencje muzyczne i ulubione instrumenty, na których grasz?

Jak już wspominałam wcześniej – harmonijka, harmonijka i harmonijka. Cudowny instrument zaklęty w małym pudełeczku. Skala skrzypiec czy fletu, możliwości techniczne gitary lub fortepianu. Wszystko w jednym. Owszem, przepadam też za gitarą i lubię fortepian. Pierwsze kroki w szkole muzycznej pierwszego stopnia stawiałam w klasie akordeonu. Jednak pozostanę wierna harmonijce, ponieważ jest instrumentem urzekającym i nietuzinkowym.
 

Czy komponujesz? Jeśli tak, to jak to się odbywa(na który instrument)?

Moje kompozycje w początkowym okresie były głównie na głos i gitarę. Później pojawiły się drobne utwory na kwartet smyczkowy, klarnet oraz fortepian. Jednakże od jakichś 10 lat moim głównym nurtem stało się komponowanie na harmonijkę chromatyczną. Są to w przeważającej liczbie utwory dla moich uczniów, które zostały opublikowane w kilku podręcznikach. Pojawiają się też utwory, które komponuję dla siebie i dla zaawansowanych graczy. Na mojej drugiej płycie, „My First Harmonica Album”, są również moje własne kompozycje. Na albumie, nad którym obecnie pracuję, również pojawiają się już tradycyjnie moje utwory, w tym inspirowane Dzikim Zachodem.
 

Jak inspirujesz się muzyką Dzikiego Zachodu?

Inspiracje muzyką Dzikiego Zachodu przybierają u mnie różne formy. Czasami są to teksty utworów, które napędzają moją wyobraźnię do tworzenia na podobne tematy, np. „Nobody Knows the Trouble I've Seen”. Innym razem są to zapożyczenia z muzyki Indian lub osiadłych kolonizatorów, które pojawiają się w moich utworach. Kiedy indziej włączam do mojego repertuaru utwory w oryginalnej postaci, aby urozmaicić program i dodać mu nieco pikanterii.

 

Z kim współpracowałaś jako muzyk oraz wykonawca?

Miałam przyjemność pracować z wybitną brytyjską kompozytorką Sarą Watts, której utwory prezentowałam na koncertach „Cztery pory roku” w Londynie. Poza tym Sara zaprosiła mnie do swojego projektu „Summer Camp with Music”, gdzie uczyłam gry na harmonijce chromatycznej. Jeśli chodzi o wybitnych polskich artystów, to wspomniałabym takie nazwiska, jak: Jerzy Głybin, Anna Pietrzak, Gabriel Chmura, Janusz Kohut czy koleżanka z zespołu Miraż Ania Wyszkoni. Ze świata rozrywkowego z kolei miałam przyjemność współpracować z legendarnym gitarzystą zespołu Kajagoogoo, Steve'em Askew, który dbał o dźwięk na koncertach z moim udziałem w The Stables Theatre w Milton Keynes. Z kolei realizacją nagrań na mojej drugiej płycie zajął się Tim Sanders (saksofonista Erica Claptona i Davida Gilmoura), a masterował ją Denis Blackham (znany z koprodukcji krążków Led Zeppelin czy Jimiego Hendrixa).
 

To może jeszcze słówko o Twoich sukcesach?

W 1995 r. zostałam wokalistką zespołu Miraż, w którym miałam możliwość rozwijania swojego talentu wokalnego pod czujnym okiem pani Elżbiety Biskup. Wkrótce po tym wygrałam konkursy poezji śpiewanej w Raciborzu i Andrychowie, potem wystąpiłam w estradowej wersji „Bastien und Bastienne” Mozarta, a podczas studiów zostałam wybrana do obsady w operach „Così fan tutte”, „Le nozze di Figaro” oraz „La Bohème”, które były wystawiane w Operze Śląskiej w Bytomiu oraz Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego w Katowicach. Mieszkając już w Anglii, zagrałam w operze „Dydona i Eneasz” w Rochester, jednak w 2012 r. zdecydowałam się na karierę typowo solową. Wydałam dwie płyty: „From Lotti to Puccini” z dziełami wokalnymi i „My First Harmonica Album” z dziełami oryginalnymi oraz adaptowanymi na harmonijkę chromatyczną. Wydałam cztery podręczniki do gry na harmonijce „Triola”. Jako solistka dwukrotnie wygrałam National Harmonica League Festival w Bristolu, zdobyłam też wyróżnienie w kategorii gry zespołowej na World Harmonica Festival w Trossingen. Występowałam w wielu miejscach, zarówno znanych, jak i bardziej kameralnych – w Anglii, Norwegii, Niemczech i Polsce, m.in. w Victoria & Albert Museum w Londynie, The Stables Theatre w Milton Keynes, Folk House w Bristolu, Hillscourt w Birmingham, a także w polonijnych świątyniach sztuki: POSK-u, Ognisku Polskim i Klubie Orła Białego. Sześć lat temu powstał mój zespół Eva Hurt Ensemble, w którym jestem wokalistką i gram na harmonijce.
 

A jak sobie radzisz w Londynie, który stał się Twoim domem? Myślisz o wyprawie na Dziki Zachód?

Tak, Londyn jest teraz moim domem, lecz dzielę czas pomiędzy dwa kraje – Polskę i Anglię. W obydwu tworzę projekty oraz regularnie występuję. Londyn jest pod pewnymi względami miejscem podobnym do Dzikiego Zachodu, w tym sensie, że jest prawdziwym tyglem kulturowym. Klimat co prawda nie jest aż tak gorący, ale w metrze bywa upalnie , tak jak na Dzikim Zachodzie. (śmiech) Każdego dnia mogę włączyć radio i posłuchać audycji w rożnych dialektach i językach. Jednakże na prawdziwy Dziki Zachód chętnie bym się wybrała i czekam tylko na koniec pandemii, aby zaplanować zwiedzanie świątyń muzycznych i kulinarnych oraz podziwianie dzikiej przyrody.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Dodaj komentarz