Sacrum czy już profanum? [baletowe Requiem w Operze Śląskiej]

28.03.2021
fot. Krzysztof Bieliński

Gdy pierwszy raz usłyszałem w październiku o pomyśle przedstawienia baletowego do muzyki „Requiem” Mozarta, pomyślałem sobie, że to profanacja. No bo jakże to do mszy żałobnej tworzyć taniec. Do mszy? Przecież nie wypada. Co ludzie powiedzą?

Potem była konferencja prasowa i rozmowy z twórcami. Wszyscy zgodnie mówili, że w dobie pandemii spektakl ten ma nieść przesłanie nadziei i umocnienia. Że dedykują go wszystkim tym, którzy walczą z koronawirusem, czy to jako chorzy, czy też jako służby medyczne. Choreograf Jacek Tyski zapytany, czy nie obawia się niezrozumienia i pewnego rodzaju naruszenia granic, odpowiedział mi, że przecież muzyka i taniec są ze sobą spójne, a jego choreografia nie zawiera nic gorszącego. Tak więc byłem bardzo ciekaw tej premiery. Niestety… Wirus pokrzyżował plany. Do premiery w październiku nie doszło. Nowa data pojawiła się z początkiem marca. 20 marca powinno wszystko się udać. Niestety znów kolejny raz na przeszkodzie stanął wirus. Organizatorzy zdecydowali się więc na akt wręcz desperacki. Skoro wszystko ma się zamknąć właśnie 20 marca, robimy premierę 19. Pomysł się powiódł i tak z zachowaniem wszelkich rygorów sanitarnych zasiedliśmy na widowni w oczekiwaniu na arcydzieło lub profanację…

„Requiem” Wolfganga Amadeusza Mozarta to chyba najbardziej uduchowione dzieło w jego twórczości. Choć kompozytor miał już na swoim koncie niejedną mszę, to jednak w tej można wyczuć jego ścieranie się ze świadomością bliskiej śmierci. Kiedy więc słucha się „Requiem” wiedząc o tym, jaki był proces jego powstawania, człowiek musi się zastanowić nad sobą.

I chyba dobrze się stało, że premiera odbyła się jednak w marcu, a nie, jak wcześniej planowano, w październiku. W samym środku Wielkiego Postu, dzieło to nabrało bardzo eschatologicznego wymiaru. Od pierwszych chwil obrazy poruszały.


fot. Krzysztof Bieliński

Jeszcze nim zabrzmiały pierwsze dźwięki muzyki, pojawił się chór. Ubrany w kostiumy z kapturami, przypominające mnisze habity. Chór zajął miejsce z przodu sceny oraz na pierwszym balkonie. Miało się wrażenie, że stajemy się częścią tego dzieła, że granice między sceną a widownią są zatarte. Wreszcie podniosła się kurtyna ukazująca bardzo wymowną, symboliczną scenografię. Rama jakby grobowca i płyta położona w centrum sceny. Przed nią tancerze baletu.

W tym momencie już wiedziałem – profanacji tutaj nie będzie. Co najwyżej prowokacja do przemyśleń. Świetna choreografia Jacka Tyskiego ukazała widzom obrazy, z którymi zmagamy się wszyscy. Szamotanina z codziennością, nasza walka pomiędzy dobrem a złem, upadki, wreszcie poszukiwanie wyzwolenia, powstawanie ze swoich słabości. W momencie gdy w tle pojawił się symbolicznie krzyż, pochylony nad płytą sceny, miałem wrażenie jakby zrywał on z ludzi okowy śmierci. Dies Irae – dzień gniewu, balet tańczy, będąc jakby w amoku, ogarnięty półmrokiem. Tancerze upadają i podnoszą się – jak w życiu. Wreszcie świetlista smuga wskazuje im drogę w stronę krzyża. Solista zrzuca z siebie stare szaty – kolejny biblijny symbol. Balet na dźwięk słów „Hosanna” rzuca się w stronę otwartego na wpół grobowca. Gdy wreszcie padają słowa Agnus Dei – balet tworzy figurę unoszącą solistkę w stronę światła płynącego z góry. Człowiek zostaje wyzwolony.

Piękne. Po prostu piękne przedstawienie, pełne symboli i swoistej mistyki. Jest to dzieło warte zobaczenia wielokrotnie. Publiczność nagrodziła artystów długą owacją na stojąco. Słowa wielkiego uznania należą się wszystkim, ale szczególnie solistom i całemu baletowi, który przez prawie godzinę wykonał cudowną pracę, przenosząc widza w bardzo mistyczne połączenie muzyki i obrazu. Jak zwykle doskonale przygotowany chór Opery Śląskiej pod batutą Krystyny Krzyżanowskiej-Łobody całą swoją partię wykonywał z pamięci.

Było to bardzo emocjonalne przeżycie, co też widzowie mocno podkreślali w drodze do szatni. Żal tylko, że dzieło to trwa niecałą godzinę, gdyż takiego piękna nie chce się przerywać. Serdecznie gratuluję wszystkim realizatorom, którzy stworzyli nowy wymiar odbioru tak wielkiego dzieła Mozarta.

Ks. Adrian Nowak

Wykonawcy:
Balet Opery Śląskiej
SOLO: Kyoko Ishihara, Thaís Henrique Rocha, Douglas De Olivieira Ferreira, Karol Pluszczewicz, Christina Janusz, Monika Latusek, Keisuke Komori, Mitsuki Noda, Małgorzata Timofiejew, Ai Okuno, Keisuke Sakai, Krzysztof Szczygieł, Clara Ushizaka, Maja Liszczyk
Zespół: Ellen Bremer, Douglas de Oliveira Ferreira, Artur Dmochowski, Michalina Drozdowska, Sara Guarnieri, Thais Henrique Rocha, Kyoko Ishihara, Christina Janusz, Anna Kmiecik-Sokalla, Keisuke Komori, Paweł Kranz, Sylwia Kubacka-Werner, Aleksandra Lach, Monika Latusek, Maja Liszczyk, Katarzyna Nalepa, Mitsuki Noda, Patryk Nowacki, Ai Okuno, Karl Picuira-de Pimodan, Karol Pluszczewicz, Keisuke Sakai, Krzysztof Szczygieł, Małgorzata Timofiejew, Clara Ushizaka, Dominika Woszek
Soliści:
Sopran – Ewelina Szybilska, Anna Wiśniewska-Schoppa
Alt – Anna Borucka
Tenor – Maciej Komandera, Andrzej Lampert, Adam Sobierajski
Bas – Bogdan Kurowski, Zbigniew Wunsch
oraz Chór i Orkiestra Opery Śląskiej
Realizatorzy:
Kierownictwo muzyczne: Franck Chastrusse Colombier
Choreografia: Jacek Tyski
Scenografia: Dagmara Walkowicz
Kostiumy: Marta Koncewoj
Reżyseria światła: Paweł Murlik
Projekcje multimedialne: Piotr Bednarczyk
Asystent dyrygenta: Jan StańczykAsystenci choreografa: Magdalena Ciechowicz, Karolina Jupowicz-Doroszewska, Anna Kmiecik-Sokalla, Marcin Krajewski
Charakteryzacja i stylizacja fryzur: Marek Bryczyński
 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Dodaj komentarz