Artur Koza: Trzeba czerpać radość z tego, co się robi

27.09.2026

 

W zespole profesjonalnym pochylamy się w zdecydowanej większości nad interpretacją, wyrazem, zrozumieniem, precyzją. W zespole amatorskim czy półamatorskim rezygnuję z języka, pełnego technicznych detali. Tam koncentruję się bardziej na zgraniu, na zrozumieniu treści materiału – o życiu pomiędzy śpiewem zawodowym a amatorskim i o wyzwaniach stojących za jednym i drugim opowiada Artur Koza, kierownik chóru Filharmonii Łódzkiej.

 

rozmawia Szymon Paruzel

 

Program Chóru Filharmonii Łódzkiej na sezon 2026/27 obejmuje dzieła uznane i cieszące się wielką popularnością: Stworzenie świata Haydna, motety Bacha, IX symfonia i Missa solemnis Beethovena… Zakładam jednak, że zamysłem nie było zaprezentowanie wiązanki chóralnych hitów - jaki był więc klucz doboru?

 

Szczerze powiedziawszy, nie zakładałem żadnego klucza, chociaż jest to mój piąty sezon w Filharmonii, który chciałoby się może jakoś symbolicznie podsumować jako pewien osobny etap. Gdy pracowaliśmy nad programem z dyrektorem Pawłem Przytockim, każdy z nas miał pewne propozycje. Najbardziej oczywista była IX symfonia i Missa solemnis, w związku z przypadającą na przyszły rok dwusetną rocznicą śmierci Beethovena. Ten pierwszy utwór zabrzmi u nas w styczniu, drugi – na koniec sezonu. Tutaj więc klucz zaistniał.

 

Stworzenie świata, natomiast… To było moje marzenie od długiego czasu. Wykonamy je na otwarcie nowego sezonu, przy czym jest to szczególna okazja, ponieważ sięgnąłem po wersję angielską, ale poprawioną przez maestro Paula McCreesha, który dopasował tekst do arii, chórów i, w szczególności, recytatywów. Będzie to więc pewna ciekawostka.

 

Z dyrektorem Przytockim lubimy sięgać po piękne, ale też wymagające utwory, które rzadko pojawiają się na afiszach. Peer Gynt w pełnej oryginalnej wersji, na przykład, będzie do posłuchania w listopadzie, Oberto Verdiego... Moim pomysłem była Symfonia morska Vaughana Williamsa: wspaniały, monumentalny utwór oratoryjny, rzadko wykonywany w Polsce. Inna sprawa, że mam słabość do muzyki brytyjskiej, więc zawsze staram się coś z niej zaproponować publiczności. Poza tym, faktycznie, dużo będzie hitów: Pasja Janowa Bacha, którą od dawna chcieliśmy wykonać. Co do Bacha, będę mógł w tym sezonie zrealizować kolejne moje marzenie: motety z towarzyszeniem zespołu muzyki dawnej, Altberg Ensemble. W Łodzi nie tak często można usłyszeć takie utwory w nurcie wykonawstwa historycznego. Mamy też zaplanowane koncerty stricte chóralne: Requiem Duruflé połączymy z motetami Poulenca.

 

 

Zaczepię się muzyki brytyjskiej. Czy są plany, aby wystawić utwory Brittena, na przykład War Requiem?

 

Britten już się u nas pojawiał, na przykład Święty Mikołaj w zeszłym roku. War Requiem też jest projektem, który bardzo chciałbym zrealizować, sam kilkakrotnie w nim śpiewałem w różnych realizacjach. Dla filharmonicznego chóru może być on jednak problematyczny, ze względu na wielkość obsady. Tym niemniej, marzę, aby kiedyś ten utwór w Łodzi usłyszeć.

 

 

Zawiesiłem też oko na Misa a Buenos Aires w Gdańsku. Czy planujecie Państwo więcej wycieczek w tym kierunku estetycznym?

 

W tym sezonie raczej nie. Ale nigdy nie uciekam od takich crossoverowych projektów. Najlepszym przykładem na naszą otwartość na mniej standardowe projekty jest nasza ostatnia płyta (Jidzie burzo! - przyp. red.), w której eksperymentujemy z muzyką ludową i rozrywkową w połączeniu z kwartetem smyczkowym. Co do Misa a Buenos Aires, jestem otwarty na różne estetyki. W trakcie naszych koncertów a cappella zdarzało nam się już wykorzystywać niestandardowe instrumenty: dzwonki, kieliszki… Tak naprawdę, planowanie każdego sezonu jest dla mnie wielkim wyzwaniem. Mamy możliwość wykonania około dziesięciu takich koncertów, a repertuar jest ogromny!

 

 

Zdarzają się Panu projekty, w których materiał spotyka się z oporami czy niechęcią zespołu albo publiczności?

 

Publiczność raczej przyjmuje nasze projekty entuzjastycznie. Ale zdarzają się projekty, w których po pierwszej próbie widzę brak przekonania niektórych artystów, choćby ze względu na to, że materiał jest mniej znany i wymaga dużo uwagi, zwłaszcza w kwestiach językowych, wykonawczych, a nawet poznawczych, gdy utwór jest złożony. 

 

A czasami odwrotnie, repertuar jest wręcz zbyt prosty dla zawodowca. Tak było ze Świętym Mikołajem, którego Britten napisał z myślą o amatorach. Takie utwory jesteśmy w stanie zaśpiewać po jednej czy dwóch próbach. Ale czy Britten, czy Misatango, okazały się bardzo satysfakcjonujące, zwłaszcza gdy muzycy usłyszeli je w pełnym składzie.

 

 

Wspomniał Pan o Jidzie burzo! – w tej płycie widzę elementy Pańskiego wyrazistego prowadzenia chóru FŁ. Czy spodziewał się Pan aż takiego sukcesu tego nagrania? I czy planuje Pan coś podobnie elektryzującego w niedalekiej przyszłości?

 

W ogóle się nie spodziewałem. Zamawianie nowych kompozycji zawsze wiąże się z pewnym ryzykiem, chociaż tutaj wiedziałem, że za nowe utwory odpowiadają twórcy wielkiego formatu, w przypadku których o rezultaty nie trzeba się obawiać. Tymczasem i tak nas zaskoczyli! Byłem zauroczony tym, jak dużo pomysłów, treści i emocji byli w stanie wydobyć z prostych ludowych melodii.

 

Moja wizja prowadzenia chóru polega na tym, że nie możemy się ograniczać do repertuaru wyłącznie oratoryjnego. Staram się więc proponować koncerty na sam chór czy z zaproszonymi gośćmi.

 

 

A repertuar współczesny, ale bardziej awangardowy, „warszawsko-jesienny”?

 

O ile faktycznie wykonywaliśmy w Łodzi dużo utworów nowych, często nawet wykorzystujących nowe technologie, na przykład sztuczną inteligencję czy elektronikę, to wszystkie te projekty były dość mocno osadzone w tradycyjnym języku muzycznym. Mam wrażenie, że choć w Polsce powstaje bardzo duża ilość dobrej muzyki awangardowej czy do awangardy się odnoszącej, to częściej jest ona instrumentalna czy kameralna. Choć, oczywiście, nie znaczy to, że z tego typu muzyką chóralną się nie spotykałem. Przeciekawie jest obserwować reakcje śpiewaków na takie utwory. Bardzo często są to utwory trudne wykonawczo, jeśli chodzi o wysokości dźwięków, rytm, artykulację, czy nawet zgranie zespołu. Muzyka ta jest dźwiękowym obrazem naszego współczesnego świata a my, artyści, powinniśmy po nią sięgać i jak najdokładniej ten obraz przedstawić. 

 

 

 

 

A jakie wykorzystuje Pan okazje w zakresie edukacji muzycznej czy popularyzacji muzyki poprzez filharmonię?

 

Chór koncentruje się głównie na działalności koncertowej. Nie jest jednak tajemnicą, że jestem wielkim zwolennikiem popularyzacji muzyki klasycznej. Cudowną możliwość ku temu mam dzięki CZYŻby Orkiestrze.

 

 

Jak scharakteryzowałby Pan różnice w pracy między Chórem Filharmonii Łódzkiej a CZYŻby Orkiestrą?

 

Główne różnice to sposób pracy i komunikacja z wykonawcami. Pierwsza z nich dotyczy efektu końcowego, który chcemy uzyskać. Od zespołu zawodowego oczekuje się jak najdoskonalszego wykonania dzieła w ciekawej interpretacji. Zespół amatorski ma trochę odmienny cel. Od CZYŻby Orkiestry nie wymagam wykonania perfekcyjnego, tylko chcę, aby nasi artyści jak najlepiej zrozumieli i poczuli wykonywane dzieło oraz zagrali je możliwie najlepiej – na tyle, na ile pozwalają im ich umiejętności. W kwestii komunikacji, w zespole profesjonalnym pochylamy się w zdecydowanej większości nad interpretacją, wyrazem, zrozumieniem, precyzją. W zespole amatorskim czy półamatorskim rezygnuję z języka, pełnego technicznych detali. Tam koncentruję się bardziej na zgraniu, na zrozumieniu treści materiału. 

 

 

A entuzjazm wobec wykonywania muzyki? Czy objawia się on w innych aspektach niż u zawodowych muzyków?

 

Myślę, że entuzjazm jest tak samo obecny zarówno u zawodowych muzyków jak i amatorów. Różnica polega jednak na tym, że u amatorów emocje są często spontaniczne, żywiołowe. Zawodowy muzyk jest w stanie każdą emocję zaplanować i użyć wszystkich dostępnych środków technicznych, które posiada, aby przekazać ją słuchaczowi, podobnie jak aktor.

 

Dla amatorów muzyka jest często okazją do oderwania się od rzeczywistości. Dla nas, zawodowców, staje się elementem codzienności. Uważam jednak, że dobrze jest umieć wykrzesać z siebie pewną spontaniczność i „dziecięcy” entuzjazm nawet jako profesjonalista. 

 

 

Da się wykonywać ten zawód bez takiej umiejętności?

 

Chyba żadnego się nie da, jeśli się chce go wykonywać na naprawdę wysokim poziomie. Trzeba czerpać radość z tego, co się robi. Dla jednych będzie to wychodzenie na scenę i wykonywanie utworów dla publiczności, dla innych może to być na przykład tworzenie aplikacji.

 

 

A co Pan planuje teraz wobec CZYŻby Orkiestry?

 

Postanowiłem wykonać krok naprzód. Do tej pory skupialiśmy się na mniejszych formach, wypracowaniu pewnej zespołowej świadomości, zgraniu, słuchaniu siebie nawzajem. Teraz chciałbym przygotować większe formy. Oczywiście, nie będzie to cała symfonia czy opera, ale na pewno materiał, który będzie wymagał znacznie więcej pracy i zaangażowania. 

 

 

Wspaniała inicjatywa. O ile chórów amatorskich jest sporo, tak jednak orkiestry dalej nie są aż tak liczne.

 

To prawda. Jednak powołanie niezawodowej orkiestry jest dużo bardziej skomplikowane. Wymaga innej przestrzeni i infrastruktury. Ważne jest też zbudowanie odpowiedniego składu i przygotowania aranżacji. Efekt jednak jest wart tych starań. Dzięki tej orkiestrze mieliśmy napływ nowych słuchaczy i gości. Na nasze koncerty przychodzili ludzie, którzy nigdy wcześniej nie byli w filharmonii. Widok mamy, brata czy przyjaciela na scenie sprawia, że miejsce to zaczyna się nowym słuchaczom dobrze kojarzyć, chcą do filharmonii wracać. 

 

 

Bo to jednak jest różnica, gdy widzimy na scenie dobrze nam znaną bliską osobę, nawet jeśli wykonuje utwór tej trochę strasznej i nieznanej muzyki klasycznej, a nie zawodowego muzyka, który w swoim skupieniu jest mimo wszystko bardzo wzniosły i trudno nam sobie wyobrazić, że wraca do domu i wynosi śmieci.

 

Tak! (śmiech) To buduje inną relację odbiorcy z muzyką. Zmienia punkt widzenia i przybliża mu muzykę. Powoduje też większe zaangażowanie. To piękny i bardzo naturalny sposób budowania więzi między odbiorcą i muzyką.

 

 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

 

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.