Akordeonowe K2 [rozmowa z Klaudiuszem Baranem]

08.06.2021

Maj 2021 – niedawno nakładem wydawnictwa DUX ukazała się solowa płyta akordeonowa prof. Klaudiusza Barana, po raz pierwszy zestawiająca ze sobą trzy wyjątkowo wirtuozowskie i poruszające utwory na ten instrument.

Z prof. Klaudiuszem Baranem rozmawia Maja Baczyńska

 

Na Pana najnowszej płycie znajdują się trzy szczególne w literaturze akordeonowej kompozycje: napisana w 1972 r. sonata Nr 3 Władysława Zołotariowa (1942–1975), sonata op. 13 Aleksandra Nagajewa (ur. 1947) z 1977 r. i sonata z 1981 r. Albina Repnikowa (1932–2007). Dlaczego dopiero teraz w historii fonografii powstało takie nagranie?

Historia jest trochę dłuższa, niżby się wydawało. To są utwory, na które w którymś momencie mojej drogi artystycznej natrafiłem i poczułem, że ta muzyka jest mi szczególnie bliska. I (tak, jak napisała we wstępie do albumu prof. Elżbieta Rosińska, akordeonistka i pedagog uczelni gdańskiej) rzeczywiście nie było dotąd zestawienia tych trzech sonat na płycie, chociaż myślę, że mają one ze sobą spory związek. Chodzi już nie tylko o kontekst przyjaźni Nagajewa i Zołotariowa, lecz także o autobiograficzne odniesienia w utworach Repnikowa. Są to zarazem kompozycje dość monumentalne jak na literaturę akordeonową, mają w sobie rys tragizmu; nastrój mroczny (m.in. odniesienia do średniowiecznej sekwencji „Dies irae, dies illa”), wschodnia estetyka… Ta treść bardzo do mnie przemawia. Nie ukrywam jednak, że nagrania te są sprzed kilku lat. Niemniej, gdy do nich po pewnym czasie wróciłem, na nowo stały się dla mnie bardzo osobiste.

 

Zdaje się, że część nagrań powstawała w roku 2007, a część w 2013 i 2015.

Ten proces trwał długo, ale cieszę się z tego, bo to muzyka głęboka i po kilku latach mogłem do niej podejść z innym bagażem doświadczeń. Jedno nagranie nawet w tym czasie zaginęło i należało je zrobić raz jeszcze, ale właśnie dzięki temu udało mi się dojść do pewnej dojrzałości interpretacyjnej.

 

Rozumiem więc, że dystans czasowy pomiędzy tymi nagraniami sprzyjał rewizji Pana interpretacji, choć słabość do tej muzyki pozostała niezmienna.

Będąc jeszcze studentem, lubiłem grywać większe formy, które mają swoją dramaturgię. Nie czułem się wtedy tak swobodnie w miniaturach, w mozaikowym programie, ale już budowanie form cyklicznych było mi bliższe. Te sonaty mają akurat wielki ładunek emocjonalny, może więc i skrawek rosyjskiej duszy jest we mnie.

 

Rzeczywiście, znajdujemy tu odwołania do losu ludzkiego, pojawia się motyw śmierci dziecka, jeden z kompozytorów popełnił nawet samobójstwo... Czy w taką muzykę trzeba wejść całym sobą, czy wręcz przeciwnie – mieć mocne nerwy i wykonywać ją „na zimno”?

Jestem absolutnie przekonany, że tej muzyki nie da się zagrać „na zimno”. Wymaga ona autentyzmu, bo dotyka bardzo uniwersalnych wartości. Znając jeszcze pozamuzyczne treści związane z Zołotariowem czy Repnikowem, moim zdaniem nie da się przejść obok tej muzyki obojętnie, zawsze gdzieś tam to nas dotyka. To oddziałuje na słuchacza, a na interpretatora, który jest wewnątrz materiału muzycznego, tym bardziej.

Ta płyta rezonuje też z obecnymi nastrojami społecznymi. Jesteśmy przytłoczeni pandemią, a tu jeszcze taka mroczna płyta. Jak dotrzeć do współczesnego odbiorcy z tego rodzaju albumem?

Choć zbieżność jest w tym wypadku przypadkowa, można do tego podejść tak, że życie jest kruche i warto doceniać to, co w nim jest. Bardzo ciekawa jest czwarta część w III sonacie Zołotariowa z obszernym cytatem z „Verklärte Nacht” Schönberga, w której pod koniec akordy es-moll, jak cmentarne dzwony, w końcu zostają rozjaśnione przez akord D-dur. Nadzieja jednak nie umiera, ani człowiek i jego dusza. Rosja sowiecka, w której powstawały te utwory, niespecjalnie liczyła się z jednostką, jednakże tutaj widzimy próbę zaistnienia pomimo wszystko.

 

I ponad systemem.

System pożera jednostki, a jednostki to są żywi ludzie, to są dusze, to są właśnie ci kompozytorzy, którzy w tamtym trudnym czasie tworzyli. I ta wypowiedź, bardzo ludzka, w tym kontekście jest znakiem szczególnym.

 

Czy jest to więc płyta tylko dla koneserów, czy jednak dla szerszego kręgu odbiorców?

To dobre pytanie. Dla akordeonistów to może być cenna pozycja, bo mało jest na rynku takich nagrań. Może Repnikow nie jest tak znany, jak powinien, ale już sonaty Zołotariowa czy Nagajewa to są pozycje imponujące, nie tylko jeśli chodzi o wymagane tu umiejętności warsztatowe, lecz także o emocje i interpretację. Sonata Zołotariowa to takie akordeonowe K2.

 

Przywołana już wcześniej Elżbieta Rosińska zaznaczyła, że ta literatura wymaga artysty kompletnego. Czy Pan Profesor uważa się za takiego artystę kompletnego, skoro zdecydował się na tak ambitną płytę?

Za każdym razem muszę się od nowa otworzyć na daną kompozycję, nie ma kluczy do utworów, to takie „muzyczne safari” – nigdy nie wiem, co mnie spotka. To nie jest przewidywalne, lubię, gdy przede mną nowe nieznane, zupełnie inne wyzwania. Kompletność może nie jest tu dobrym słowem, ale rzeczywiście zgodzę się, żeby oddać ducha tej wyjątkowej muzyki, trzeba dysponować świetnym opanowaniem instrumentu i przede wszystkim muzyczną dojrzałością i pokorą. I to nie jest mój ostatni pomysł na rosyjskie sonaty. Mam na oku jeszcze jednego rosyjskiego kompozytora, po tej płycie zamarzyła mi się kolejna, ale jeszcze nie zdradzę jaka. A wydawało mi się, że ta muzyka jest już za mną, że to jest kawałek historii… Ale chyba jednak nie.

 

Życzę zatem, aby zdarzyło się to jak szybciej, już nie na przestrzeni lat, może nie w dwóch rzutach, ale w jednym rzucie…

Troszkę zintensyfikowałem swoje działania fonograficzne i bardzo się z tego cieszę, czas pandemiczny mnie do tego zdopingował. Najważniejszy w tym procesie jest moment dzielenia się muzyką i jeśli nie można tego zrobić na koncercie, to chociaż fonograficznie.

 

Prof. dr hab. Klaudiusz Baran – akordeonista, bandoneonista, kameralista, pedagog, profesor doktor habilitowany. Ukończył Akademię Muzyczną im. Fryderyka Chopina w Warszawie (obecnie UMFC) w klasie Jerzego Jurka (1995) oraz studia w Conservatoire Paul Dukas w Paryżu pod kierunkiem Maxa Bonnaya. Jako pedagog związał się z macierzystą uczelnią, gdzie od 2002 r. pełnił kierownicze funkcje, po tę najważniejszą – rektora (od 2016 r.). Wartość jego muzycznych kreacji była wielokrotnie doceniana w entuzjastycznych recenzjach, nagrodach na konkursach instrumentalnych, nominacjach i nagrodach artystycznych. W roku 2003 jako pierwszy akordeonista otrzymał nagrodę Fryderyk w kategorii album roku – muzyka kameralna, za album „Astor Piazzolla – Tango” nagrany dla wytwórni Sony Classical, a w 2020 r. kolejne dwie statuetki w kategoriach: album roku – muzyka symfoniczna oraz najwybitniejsze nagranie muzyki polskiej, za album „100 na 100. Muzyczne dekady wolności”. Współtworzył i był liderem najsłynniejszych formacji tangowych, takich, jak Tangata Quintet czy Machina del Tango, kreujących kulturę tanga w Polsce.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.