(Nie)zapomniana twórczość Karola Rathausa [rozmowa z Aleksandrą Hałat]

30.03.2021
fot. z archiwum Artystki

Dwa lata temu dr Aleksandra Hałat rozpoczęła projekt w ramach zespołów badawczych Wydziału Sztuki i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego, którego celem było premierowe nagranie dzieł archiwalnych oraz prezentacja nieznanych utworów jednego z najwybitniejszych polskich kompozytorów emigracyjnych Karola Rathausa (1895–1954). Pianistka zaprosiła do współpracy takich muzyków, jak: Piotr Lato, Marcin Hałat oraz Marcin Mączyński. Rezultatem projektu jest płyta Karol Rathaus – Piano Trios, wydana przez wydawnictwo DUX.

O odkrywaniu dzieł tego mało znanego kompozytora z Aleksandrą Hałat rozmawia Magdalena Burek.

Magdalena Burek: Kiedy powstał pomysł na projekt nagrania muzyki Karola Rathausa?

Aleksandra Hałat: Pomysł narodził się w 2018 r., kiedy weszłam na stronę internetową Karol Rathaus Papers (to strona archiwum twórczości Karola Rathausa, które znajduje się w Queens College w University of New York). Szukałam utworów na skrzypce i fortepian dla mnie i mojego męża. Wtedy poznałam tria fortepianowe Karola Rathausa, jak i inne utwory, manuskrypty, korespondencje, nagrania. Osobą, która w l. 80. XX w. zatroszczyła się o zachowanie dokumentów po Karolu Rathausie, był Lev Deych, profesor fizyki. To on stał się pośrednikiem między mną a wnuczką kompozytora Jane Tager-Rathaus. Jest on również producentem filmu „Discovering Karol Rathaus”, zdjęcia są realizowane obecnie w USA. Potem plan filmowy przeniesie się do Wiednia, Berlina, Paryża i Londynu.

Wkrótce zaczęłam badania nad twórczością kompozytora. W ramach zespołów badawczych Instytutu Muzyki na Wydziale Sztuki i Nauk o Edukacji Uniwersytetu Śląskiego nagraliśmy trio „Serenade” op. 69 na skrzypce, wiolonczelę i fortepian w grudniu 2019 r. w składzie: Marcin Hałat – skrzypce, Marcin Mączyński – wiolonczela oraz ja – fortepian. Drugie trio nagraliśmy w Studiu Polskiego Radia w Warszawie w okresie małej „odwilży” pandemicznej latem 2020 r.

Karol Rathaus to nie jest nazwisko, które słyszy się często, nawet w kręgach osób zainteresowanych muzyką.

A szkoda, bo był niezwykle interesującym kompozytorem, erudytą, indywidualistą. Wyrastał w rodzinie, w której przywiązywano dużą wagę do muzyki, a mimo to rodzice postawili mu warunek: będziesz mógł rozpocząć studia muzyczne, gdy ukończysz wydział prawa na Uniwersytecie Wiedeńskim. I tak się stało. Karol Rathaus ukończył wydział prawa i obronił doktorat na temat Leopolda Traugutta. Wiedeń stał się miastem jego debiutu. Potem, w latach 20., przeprowadził się do Berlina, gdzie jego dziełami dyrygowali: Wilhelm Furtwängler, George Szell, Erich Kleiber, a Walter Schrank nazwał go „nadzieją nowej muzyki”. W Berlinie powstały: dwie symfonie, opera „Der Letzte Pierrot”, opera „Fremde Erde”. Rathaus kontynuował rozpoczęte w Wiedniu studia w klasie kompozycji Franza Schrekera. Dojście do władzy narodowych socjalistów zmusiło go do emigracji przez Paryż i Londyn aż do Ameryki. Jako 45-letni twórca otrzymał zaproszenie do prowadzenia Music Department w Queens College w Nowym Yorku. Jego niezwykła twórczość jest wynikiem talentu oraz szkoły Franza Schrekera, który zawsze kładł nacisk na to, żeby jego studenci pracowali nad odkryciem swojej indywidualności, a nie naśladowaniem choćby i wybitnych wzorców.

Warto podkreślić, że Karol Rathaus, będąc w Ameryce, tęsknił za miejscem swojego urodzenia, Tarnopolem. Nigdy nie zrzekł się polskiego obywatelstwa, natomiast jego korespondencja ujawnia, że świetnie posługiwał się językiem polskim.

Co spodobało się Pani w jego muzyce?

Jest ona kopalnią emocji, kontekstów, syntezą stylów, prądów schyłku XIX w. oraz XX-wiecznych

technik kompozytorskich. Kompozytor korzystał ze zdobyczy późnego romantyzmu, ekspresjonizmu, bazował na XX-wiecznych technikach kompozytorskich, nawiązywał też do klasycznych form. Przede wszystkim ta muzyka jest odbiciem kompozytora o hybrydowej tożsamości, który nieustannie poszukiwał własnego języka muzycznego. Od początku rozpoznałam narrację (ilustracyjność) jako jeden z ważniejszych elementów jego muzyki. Może to dziwnie zabrzmi, ale mam jakieś dziwne przeświadczenie, że mieliśmy się spotkać w tej wykonawczej przestrzeni.

Jaki był stosunek kompozytora do życia na emigracji?

Emigracja, a właściwie wygnanie kompozytora nastąpiło już w 1932 r., po przejęciu władzy przez narodowych socjalistów. Wraz z żoną wyjechał do Paryża, a że świat kultury i nauki nie dowierzał, że nastroje antysemickie w Niemczech utrzymają się dłużej, Rathausowie nawet się nie spakowali. W Paryżu kompozytor podjął pracę w przemyśle filmowym, co uniemożliwiało mu poświęcenie się w pełni pracy kompozytorskiej. Kolejnym miejscem jego pobytu był Londyn. Był to czas względnie spokojny, a jednocześnie bogaty w twórczość kompozytorską oraz spotkania z przyjaciółmi. Do grona znajomych państwa Rathausów należeli wówczas reżyser John Brahm, pianista Frank Osborne, dramatopisarz Bruno Frank, skrzypek Max Rostal. W listach do swojego przyjaciela Somy Morgensterna Rathaus wyraźnie mówił o swoim poczuciu wyobcowania, którego doświadczał w Londynie. Twierdził, że ma trudności z językiem, że posługuje się językiem angielskim „jak dzikus”.

W jaki sposób postrzegał samego siebie?

Przełomowym rokiem był rok 1940. Rathaus otrzymał wówczas posadę w Queens College oraz zaangażował się w pracę pedagogiczną, która wbrew wcześniejszym wątpliwościom kompozytora przyniosła mu wiele satysfakcji. Będąc w Stanach, w niewielkim stopniu zabiegał o swoją kompozytorską karierę. Jego przyjaciele, chociażby Jasha Horenstein, starali się robić wszystko, aby Karol Rathaus przezwyciężył swoją rezygnację. Z ust jego syna padły nawet słowa: „Naziści go zabili”. Zastanawiałam się, co one tak naprawdę oznaczały. Być może to, że wygnany z miejsca swojego rozwoju kompozytor nie był w stanie uzyskać takiego prestiżu, jaki osiągnął w swoim dawnym życiu. Pomimo to odczuwał radość z poczucia bezpieczeństwa swojej rodziny, z posiadania pracy oraz współtworzenia wydziału muzycznego w Queens College, jak i z amerykańskiego systemu edukacji.

Czy może Pani opowiedzieć więcej o pracy Rathausa w przemyśle filmowym?

Rozpoczęła się już w Berlinie, kiedy wraz z Fedorem Ozepem współtworzył pierwsze filmy dźwiękowe, m.in. takie, jak „Morderca Dimitri Karamasoff”. Język muzyczny stanowił dla niego element dramaturgiczny. Rathaus prezentował niezwykle ciekawy pogląd na temat użyteczności muzyki filmowej. Twierdził, że wprowadzenie nowoczesnej muzyki filmowej przygotuje szerokie masy ludzi do odbioru nowoczesnej muzyki. W Niemczech współpracował również z takimi reżyserami, jak Aleksiej Granowski czy Julien Duvivier. W Paryżu praca nad muzyką filmową pochłaniała go na tyle, że nie miał czasu na tworzenie muzyki absolutnej, chociaż to ona stanowiła trzon jego twórczości. W Londynie ponownie miał okazję współpracować z Ozepem. Powstały filmy: „Dyktator”, „Kobieta samotna” (w którym do jednej ze scen Rathaus zinstrumentował poloneza Fryderyka Chopina) oraz „Dama pikowa”. Lata 1938–1940 to okres pracy Rathausa jako kompozytora muzyki filmowej w Hollywood, który niestety przyniósł rozczarowanie. Kompozytor nie odnajdował się w tej „machinie” produkującej sztukę.

Dlaczego twórczość Rathausa po części uległa zapomnieniu?

Tułaczka twórcy oraz czas wojny, podczas której część spuścizny kompozytora zaginęła, to na pewno pierwszy powód, kolejny to usytuowanie archiwum Rathausa w Nowym Jorku. Ponadto nie wszystkie utwory zostały wydane m.in. ze względu na konflikt jego z wiedeńskim wydawcą Hansem Hansheimerem. Z kolei w USA kompozytor poddał się już własnej autokrytyce i zaniechał wszelkich starań o publikację swoich dzieł. Karol Rathaus Memorial Association (obecnie Karol Rathaus Society), do którego należeli m.in. tacy twórcy, jak Aaron Copland, Ernst Křenek oraz Artur Rubinstein, kładło nacisk na propagowanie utworów z okresu amerykańskiego. Przypuszczano, że twórczość kompozytora z lat 20. nie znajdzie odbiorców w Stanach Zjednoczonych.

Dlaczego akurat tria fortepianowe znalazły się na płycie Rathaus Trio Ensemble?

Przede wszystkim sama wartość muzyczna triów przeważyła o fakcie umieszczenia ich na płycie. Kolejny powód to chęć ukazania kompozycji dotąd niewydanych. Następny aspekt to pewna spójność pod względem tematycznym dotycząca triów, gdyż obydwa dzieła powstały w okresie życia kompozytora w Stanach Zjednoczonych w latach 1938–1954. Ostatni i chyba najważniejszy powód to zawarte w triach wyraźne wpływy muzyki polskiej, szczególnie w triu op. 53 na klarnet, skrzypce i fortepian, które powstało w 1944 r. w Ameryce. Należy podkreślić, że okres II wojny światowej był dla Rathausa czasem, w którym w szczególności ukazywał swoją przynależność do kultury polskiej.

Trio fortepianowe z 1944 r. przypomniało mi „Kwartet na koniec czasów” Oliviera Messaiena. Obaj kompozytorzy byli żydowskiego pochodzenia, tworzyli w tym samym czasie… Czy są jeszcze jakieś inne powiązania? Jaka jest historia tria z 1944 r.?

Obaj twórcy zadebiutowali w odległości 10 lat, Rathaus w Austrii, a Messaien we Francji.

To prawda, że obaj tworzyli w tym samym czasie, jednak Messaien działał w swoim rodzimym kraju, a konkretnie w Paryżu, gdzie pracował jako organista od 1931 r., natomiast Rathaus większość życia spędził w USA. Owszem, przebywał w Paryżu od 1932 do 1934 r., być może się znali, tego nie wiemy. Obaj zostali powołani do armii, Rathaus do austriackiej w czasie I wojny światowej, Messaien w czasie II wojny światowej do francuskiej. Okoliczności powstania tria oraz kwartetu są odmienne.

Trio op. 53 na klarnet, skrzypce i fortepian Rathausa powstało w Ameryce w sierpniu w czasie wakacji Rathausów w 1944 r.

W trakcie powstania warszawskiego…

Tak. Premiera miała miejsce jeszcze tego samego roku podczas koncertu polskiej muzyki współczesnej zorganizowanego przez Polish Musicians' Commitee w Times Hall w Nowym Jorku. W owym prawykonaniu brał udział sam Karol Rathaus. „Kwartet na koniec czasów” Messaiena natomiast powstał w obozie i tam odbyło się prawykonanie, współwięźniowie stali się współwykonawcami dzieła. Pomimo tak odmiennych okoliczności powstania obu dzieł, rzeczywiście można odnaleźć w nich wspólny mianownik – nastrój apokalipsy.

Czy są planowane nagrania innych utworów kompozytora?

Przygotowujemy się do nagrania drugiej płyty, która ukaże się jeszcze w tym roku. Tym razem Karol Rathaus Ensemble zaprosił do współpracy innych artystów. Ponownie ukażą się utwory kameralne, m.in. te, które powstały w Berlinie w latach 20. i później w Londynie, w Ameryce. Będą to premiery nagraniowe, ale również dzieła, które zostały już nagrane, np. „Dedication & allegro” op. 64 / „Hommage á Chopin na skrzypce i fortepian” op. 64 (1950).

Co jeszcze znajdzie się w repertuarze Karol Rathaus Ensemble? Przypuszczam, że projekt będzie miał swoją kontynuację.

Na pewno oprócz promowania twórczości Karola Rathausa checmy też wykonywać nieznaną muzykę polską, która powstała na emigracji. Zarówno w Stanach, jak i w Europie w czasie wojny znalazło schronienie wielu polskich kompozytorów: Aleksander Tansman, Antoni Szałowski, Jerzy Fitelberg, Szymon Laks. W naszym repertuarze nawiążemy do tradycji, a więc wśród wykonywanych przez nas utworów znajdzie się twórczość klasyków, choćby ze względu na neoklasyczne wpływy w twórczości Karola Rathausa. Zwrócimy swoją uwagę również na dzieła współczesnych kompozytorów muzyki kameralnej.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.