Uporządkować żywioł za pomocą organów [rozmowa o żydowskiej liturgii z dr. Jakubem Stefkiem]

28.09.2023

O muzyce synagogalnej, ratowaniu ginących tradycji, o tym jakie miejsce w żydowskiej liturgii zajmują organy i co znajdziemy w Antologii Gerszona Efrosa Z dr. Jakubem Stefkiem rozmawia Teresa Wysocka. Utwory o których mowa w wywiadzie można usłyszeć podczas koncertów w ramach projektu Muzyczny Świat Gerszona Efrosa

Teresa Wysocka: Jak ludzie przyjmują muzykę żydowską?

 

dr. Jakub Stefek: Przede wszystkim mało kto wie, że taka muzyka w ogóle istniała, i z tego powodu zainteresowanie jest duże. Niestety w Polsce nikt nie wie nic o muzyce synagogalnej, a taka muzyka nurtu judaizmu reformowanego – wykorzystująca śpiew kantora, chóru i grę na organach – jest niezwykle ciekawa. Jeśli więc ktokolwiek dowiaduje się o niej, to jest tym bardzo zainteresowany. Kiedy pozna się tę całą ideę, to jest to również ciekawy fenomen społeczny – ta myśl ideowa, która za tym stoi.

 

W jaki sposób organy zostały włączone do liturgii żydowskiej?

 

Judaizm reformowany narodził się na początku XIX wieku i wśród wielu postulatów zawierał włączenie muzyki chóralnej i organowej do przebiegu liturgii. Miało to upodobnić jej przebieg do liturgii chrześcijańskiej i, wraz z wieloma innymi działaniami, stanowić dowód na równość wszystkich obywateli poprzez ukazanie podobieństw w stylu życia. Trochę trwało, zanim ten rodzaj muzyki na dobre przyjął się w judaizmie, ponieważ tam nie ma centralnego autorytetu, który zadekretowałby pewne zmiany czy wprowadził coś nowego od zaraz. Każda wspólnota w swoim czasie i swoim zakresie wprowadza zmiany, więc to zawsze długo trwa. Dopiero mniej więcej w połowie XIX wieku ten nurt zaczął coraz bardziej zyskiwać na popularności i na przełomie XIX i XX wieku zaczęto budować w większych miastach nowe synagogi, w których od początku funkcjonowała też nowa muzyka.

 

Skąd wywodzi się ten nurt? Gdzie narodził się pomysł?

 

Narodziło się to w Niemczech i promieniowało do nas z zachodu. Coraz liczniejsze grono żydów odnajdywało się w judaizmie reformowanym. Zakładano w synagogach chóry, instalowano organy, w niektórych fisharmonie. Ten rozwój na terenie Niemiec zatrzymała Noc Kryształowa. Pod synagogę przybywała nocna brygada, która ją podpalała, miejscowa straż pożarna nie podejmowała działań i wszystko płonęło w ciągu jednej nocy. W wyniku Zagłady na ziemiach polskich ta tradycja zanikła zupełnie. Gminy żydowskie nadal działają prężnie, ale są raczej niewielkie. To grupy ortodoksyjne albo bardziej liberalne, ale na tyle małe, że nie ma mowy o chórze, a tym bardziej o organach. W samych Niemczech jest tylko jedna synagoga, w której ta muzyka jest grana, i to właśnie Synagoga Pestalozzistrasse w Berlinie, w której pracuję. Wybrano ją po wojnie jako jedyne miejsce do kultywowania tej tradycji.

 

Czy da się jeszcze uratować tę tradycję?

 

Warto zwrócić uwagę, że nawet w szkole niewiele uczymy się o kulturze żydowskiej. Na początku dowiadujemy się o Kazimierzu Wielkim, a potem Żydzi pojawiają się tak naprawdę dopiero podczas II Wojny Światowej. O samej liturgii żydowskiej też niewiele wiemy. Studenci w uczelniach rabinackich, którzy później zostają kantorami lub rabinami, całkiem dużo wiedzą na temat różnych religii i mają szeroką wiedzę. Z naszej strony, nawet w przypadku księży i duchowieństwa, wiedza ta jest niewielka. Na lekcjach religii można byłoby uczyć młodzież szerzej o tej kulturze, a przynajmniej wprowadzić w temat religijnej różnorodności – chociażby po to, aby pokazać zasadnicze podobieństwa, ale i różnice.

 

W jaki sposób prowadzisz poszukiwania archiwaliów, nut i tekstów?

 

Część muzyków żydowskich przed I i II Wojną Światową wyemigrowało, a ci, którzy pozostali w Europie, w większości zginęli. Ich nuty zostały zniszczone, więc te okrutne działania przyniosły swój skutek i praktycznie zniszczyły część żydowskiej kultury. Czasami jednak w opracowaniach pojawia się wzmianka o tym, że nuty pewnego kompozytora się nie zachowały, a okazuje się, że jednak wciąż istnieją. Kiedy rozpoczyna się poszukiwania w bibliotekach czy wydawnictwach, to można je odnaleźć. W wielu przypadkach dotarcie do nich wcale nie jest trudne, nie trzeba prowadzić wykopalisk archeologicznych, wystarczy trochę poszukać i poczytać. Właśnie z tego powodu jestem tak mocno zdziwiony, że nikt tego wcześniej nie zrobił, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Wśród organistów lub muzyków nikt nie słyszał o muzyce synagogalnej. To jest bardzo zastanawiające. Teraz coraz częściej instytucje związane z kulturą żydowską odzywają się do mnie z pytaniem lub prośbą o informacje. Po trzech latach pracy w synagodze wiem już całkiem dużo na jej temat, również pod kątem wykonawczym.

 

Skoro ta muzyka jest tak mało znana, to skąd Ty o niej wiesz?

 

Kiedyś czytałem książkę Mariana Fuksa i tam były wzmianki, że w Wielkiej Synagodze na Tłomackiem były organy. Dla muzyka czymś naturalnym jest ciekawość, jakie to były utwory oraz na czym były wykonywane. To był pierwszy impuls. Potem moja znajoma organizowała koncert muzyki żydowskiej i poprosiła mnie o wykonanie akompaniamentu organowego do kilku utworów. Zauważyliśmy, że połączenie żydowskich melodii z organami bardzo dobrze brzmi, zaczęliśmy więc szukać możliwości dalszych wspólnych występów. Wtedy postanowiłem sprawdzić, gdzie były żydowskie wspólnoty i synagogi, żebyśmy mogli prezentować nasze utwory w większej liczbie miejsc. Okazało się, że synagogi były dosłownie wszędzie. W każdym mieście, miasteczku czy nawet wsi. To były kolejne przyczynki do pochylenia się nad tym dziedzictwem.

 

To ciekawe, że niewielki impuls spowodował, że zająłeś się tym tematem.

 

Profesor Jagna Dankowska powiedziała mi, że byłby to świetny temat na doktorat i zacząłem pisać o tym pracę. Nawiązałem kontakt z gminą żydowską w Berlinie, chcąc odwiedzić synagogę i pozyskać materiały. Chciałem zobaczyć, jak muzyka synagogalna funkcjonuje we właściwym kontekście. Zorganizowaliśmy koncert z dyrektorem muzycznym, który zapytał mnie, czy chciałbym być zastępcą organisty przy liturgiach, więc teraz jeżdżę tam w każdy weekend i gram do liturgii. Jest tam profesjonalny zespół ośmiu śpiewaków i kantorzy. Po trzech latach przerobiłem już cały rok liturgiczny i wszystkie święta – mimochodem, powoli zaczynam zapamiętywać wszystkie modlitwy. Organy są na tyle ważnym elementem liturgii, że spajają wszystkie pozostałe elementy. Oczywiście pojawiają się pewne zmiany czy dodatkowe modlitwy, pewne rzeczy się opuszcza, inne dodaje, a wszystko to zależy od konkretnego dnia czy różnych okazji w roku liturgicznym. Inaczej gra się w szabat, inaczej na początku nowego miesiąca itd. Wszystko znajduje odzwierciedlenie w liturgii, wszystko się wtedy poznaje, a jest to naprawdę bardzo ciekawe. Myślę, że wiele tematów w różnych dziedzinach czeka na odkrycie, tematy leżą na ulicy, choć w takich działaniach potrafią być ukryte pułapki. Często bierze się na warsztat zapomniane czy niewykonywane utwory, ale kiedy się je gra, okazuje się, że nie zawsze są one arcydziełami. Z jakichś powodów nie były one grane i wydawane, a kompozytor nie zaistniał w szerszej świadomości. Jednak w przypadku muzyki synagogalnej nie była to wina artystów czy kompozycji, a po prostu wojny. W zeszłym tygodniu nagrywaliśmy utwory z antologii Gerszona Efrosa i jest to kawał dobrej muzyki. Moim kolejnym osobistym odkryciem jest kantor Leo Low, posługujący w wielkich synagogach w Wilnie, Budapeszcie i w Warszawie, który również wyemigrował do Ameryki – jego utwory są rewelacyjne.

 

Jak wygląda przygotowanie do takiej liturgii?

 

Najistotniejsze jest zrozumienie danego utworu. Trzeba się dowiedzieć, na jakie święto był przeznaczony i jaka jest jego treść. Bardzo istotny jest sposób, w jaki muzyka łączy się z warstwą tekstową. Wszystko ma swoje odzwierciedlenie i jest naprawdę mocno ze sobą związane. Trzeba zrozumieć warstwę tekstową i kontekst, rozumieć miejsce utworu w liturgii czy kalendarzu liturgicznym, dopiero wtedy można pracować nad jego interpretacją. Kontekst jest tutaj najważniejszy. Próby mamy w każdym tygodniu, a przed ważniejszymi świętami nawet częściej. Ta praca jest bardzo intensywna, ponieważ muzyka chóru, kantora i organów na każdą okazję liczona jest w dziesiątkach stron, a na święto Jom Kipur – w setkach stron. Muszę ją bardzo dobrze znać, bo podczas liturgii prowadzenie chóru od organów to również moje zadanie. Synagoga powoli zaczyna myśleć o budowie nowych organów piszczałkowych, ale to na razie odległe plany.

 

Dlaczego organy są dzisiaj kojarzone raczej z kościołami chrześcijańskimi, a nie synagogami?

 

Generalnie rzecz biorąc, kiedy narodził się judaizm reformowany i stwierdzono, że liturgia w jakiś sposób upodobni się do kościoła czy do zboru, tak jak mówiłem na początku, wprowadzono do synagog organy oraz chóry. Jednocześnie pierwsza połowa XIX wieku to narodziny badań muzykologicznych. Wtedy pierwszy raz zaczęto w jakiś sposób systematyzować utwory, ale też zajmować się folklorem. To samo dotyczyło pieśni synagogalnych. Do 1800 roku były one przekazywane prawie wyłącznie w tradycji ustnej, dopiero potem zaczęto je spisywać. Abraham Idelsohn, który urodził się w Lipawie, a potem wyemigrował do Palestyny, był swego rodzaju nestorem wszystkich badaczy muzykologów, jeżeli chodzi o pieśń synagogalną. Narodziły się wtedy dwa sposoby postępowania. Pojawili się badacze, którzy jeździli i spisywali wszystkie tradycje, a potem analizowali je i porównywali. Z drugiej strony byli muzycy na stałe związani z jakąś synagogą, którzy tworzyli własne antologie muzyczne; opracowania pieśni, modlitw na szabat i święta, dopisywali do melodii partię chóralną i organową i w jakiś sposób je aranżowali. Najistotniejszym elementem było to, że pieśni synagogalne miały dotychczas charakter swobodny, quasi-improwizowany, a trzeba było to połączyć z jakimś metrum, rytmem i harmonią. Kompozytorzy i kantorzy w różny sposób stosowali te rozwiązania, więc pojawiły się zbiory takie jak u Louisa Lewandowskiego w Berlinie, który stworzył całą antologię i opracował wszystko od początku do końca na każdą okazję. Gerszon Efros również wszystko zbierał i kolekcjonował. Do tej pory w różnych latach wydawano wiele antologii i materiału jest bardzo dużo. Gerszon Efros zebrał to wszystko i przekazał innym w antologii.

 

Czy myślałeś, żeby samemu napisać o tym książkę?

 

Myślałem o tym, moja praca doktorska jest napisana na temat muzyki synagogalnej na organy solo. Są to zwykle preludia pisane z myślą o rozpoczynaniu liturgii w konkretne święto albo inne utwory inspirowane tą tradycją. Teraz myślę, żeby dopisać komponent o muzyce chóralnej i przedstawić w niej większą liczbę kantorów i kompozytorów.

 

Czym różnią się organy synagogalne od tych, jakie dzisiaj są obecne w kościołach?

 

Generalnie są to te same instrumenty. Kiedy zaczęto budować pierwsze organy, nie różniły się one niczym od organów instalowanych w kościołach. Ponieważ nie było żydowskich organistów, najczęściej zatrudniano chrześcijan. Odbywały się burzliwe dyskusje, czy chrześcijanom wolno grać w szabat albo czy nie jest to praca zakazana żydom tego dnia. Żydowskich organmistrzów nie było, więc co do zasady te instrumenty nie różniły się niczym od instrumentów stawianych w kościołach. Dopiero w latach 20. XX wieku zaczęły pojawiać się pomysły, w jaki sposób stworzyć organy typowo żydowskie, żeby odróżniały się od organów w kościołach chrześcijańskich. Brzmienia „trąby świątynne” albo „orientalische register” miały wyróżniać instrumenty synagogalne. Gdyby ta historia miała szanse się rozwijać jakieś 20 lat dłużej, to pewnie zaistniałyby typowo żydowskie organy, ale to się nie wydarzyło. W synagogach nie ma więc organów, ponieważ prawie wszystkie zostały zniszczone, ale jeśli weźmiemy instrument z danego okresu czy reprezentatywny dla danego terenu, to będzie to podobna estetyka brzmienia, która mogła być obecna w danej synagodze. Co ciekawe, instrumenty elektroniczne przy obecnej technologii bardzo dobrze imitują i rekonstruują dźwięk historycznych organów. Dlatego dziś możemy wskrzesić organy synagogalne.

 

Skoro kantorów było wielu, dlaczego tak bardzo zainteresował Cię akurat Gerszon Efros?

 

Antologia Gerszona Efrosa przez wiele lat była kanonem kształcenia kantorów, zwłaszcza w Ameryce, ale dzisiaj już tak nie jest i kiedy rozmawiam z niektórymi kantorami, to twierdzą, że słyszeli o Efrosie, ale jakoś się nim nie zainteresowali. Jest to więc bardzo ciekawa historia. Efros osiadł w Nowym Jorku, zrobił tam dużą karierę. Wciąż chodził po antykwariatach, odwiedzał innych kantorów i zbierał materiały. Nawet prezydent Eisenhower napisał mu list na urodziny, w którym dziękował za wysiłki w ratowaniu kultury żydowskiej. Lubię czytać historie kompozytorów czy różnych twórców, bo zawsze czegoś ciekawego można się z tej historii nauczyć. Jest to dobry sposób na opowiadanie o muzyce żydowskiej. Na koncerty przychodzą ludzie, którzy mają bardzo małe pojęcie o tej kulturze lub nie mają go wcale. Dodatkowo spotykają się z tradycją muzyczną, o której istnieniu wcześniej nie wiedzieli, więc z jednej strony po prostu słuchają dobrej muzyki w dobrym wykonaniu, ale z drugiej każdy powinien wynieść coś dla siebie. My staramy się opowiadać o czymś, co ma w sobie jakiś uniwersalny rys. Muzyka żydowska czasami wydaje się melancholijna i przytłaczająca, ponieważ często patrzymy na nią przez pryzmat II Wojny Światowej, a w tej muzyce dużo jest elementów tęsknoty za ziemią obiecaną, dużo żałoby po zburzeniu świątyni jerozolimskiej i zaniku judaizmu biblijnego, tęsknoty człowieka do Boga lub ogólnie za czymś innym, co się straciło. Jest to bardzo uniwersalne dla każdego, więc kiedy opowiemy, że dany program czy jego elementy mówią o tęsknocie, a więc o czymś znanym każdemu człowiekowi, to słuchacze zupełnie inaczej do tego podchodzą. Zaczynają się interesować, nawet nie rozumiejąc języka. Udziela się im ten nastrój, mówimy o uniwersalnych wartościach, które niesie ta muzyka. Gerszon Efros nie tylko zebrał utwory, ale również przez świadomość tego, że to może zaniknąć, ocalił je od zapomnienia. Życie w Ameryce i nagromadzenie imigrantów z różnych stron świata mu to umożliwiło. Każdy może wyciągnąć z tego coś dla siebie. Muzyka synagogalna ma za zadanie wprowadzić wiernych w określony nastrój modlitewny. Na każde święto jest zupełnie inny rodzaj melodii. Nawet jeśli modlitwy są te same, to są zupełnie inaczej grane, pojawiają się inne motywy, są określone skale, których używa się tylko w danym momencie – ta muzyka jest dopasowana do charakteru i nastroju danego święta. Dzięki temu nawet jeśli ktoś nie jest żydem czy nie wierzy w Boga i nie przychodzi do synagogi dla aspektu modlitewnego, to ta muzyka służy zbudowaniu odpowiedniego nastroju, który od razu się czuje. Nawet osoby innych wyznań czy niewierzące czują klimat tej muzyki.

 

Masz w planie zająć się również innymi tematami, poruszyć coś innego, co zostało zapomniane?

 

Wydaje mi się, że tematem, po który można by sięgnąć, jest wątek ziem zachodnich, odzyskanych. Zaczyna to być modny temat. My, wychowani we Wrocławiu czy w Szczecinie, uznajemy to za coś normalnego, ale dla innych zderzenie tej polskości i niemieckości jest bardzo fascynujące. Podobno pojawiają się o tym książki i reportaże. Okazuje się, że dużo tradycji muzycznych zostało przywiezionych z innych miejsc i przez długi czas również u nas je kultywowano. Na przykład niedaleko Szczecina mieszkał autor jedynego podręcznika do gry na cymbałach i jedynego w Polsce podręcznika budowy cymbałów. Okazuje się, że bardzo dużo tych elementów zostało zaszczepionych w pierwszych latach po transformacji. Natomiast w obszarze muzyki żydowskiej istnieje wiele pomysłów, które nie zostały zrealizowane, a w pismach widoczne są o tym wzmianki. Na przykład idea żydowskich organów i ich brzmień. Niektórzy kompozytorzy pisali, że można by ich utwory zorkiestrować, bo pisali je z myślą o większym aparacie wykonawczym, większej obsadzie, jeszcze bardziej podkreślającej koloryty i niuanse. W obszarze tej muzyki można jeszcze bardzo dużo odkryć. Podobno spore archiwum tych utworów jest w Odessie.

 

Skąd wzięły się organy w żydowskiej kulturze? Wspominałeś, że już w Piśmie Świętym jest wzmianka o instrumentach podobnego typu jak dzisiejsze organy.

 

W judaizmie biblijnym muzyka instrumentalna przynależała do Świątyni Jerozolimskiej. Biblia i Talmud zawierają wiele opisów zarówno instrumentów, jak i praktyki wykonawczej. Według Talmudu w Świątyni znajdowała się magrefa, która dźwiękiem oraz konstrukcją miała przypominać greckie organy. Po zburzeniu Świątyni w 70 r. n.e. muzyka instrumentalna w liturgii zanikła, a wraz z nią organy (jeśli faktycznie były tam obecne). Kapłani, składanie ofiary i ołtarze – te elementy były wciąż kultywowane w świątyniach chrześcijańskich. Wiele wieków później dołączyły do nich organy. Nie wiem, czy dołączono je jako element nawiązujący do starożytnego kultu w Świątyni Jerozolimskiej, być może to nadinterpretacja, a może coś faktycznie w tym jest. Kiedy na początku XIX wieku organy zaczęto stawiać w synagogach, odwoływano się do ich żydowskiego, świątynnego rodowodu, mimo że już powszechnie kojarzyły się silnie z przestrzenią kościoła. Więc – czy w chrześcijaństwie pojawiły się na wzór judaizmu, czy później w judaizmie na wzór chrześcijański? Każda odpowiedź będzie tu poprawna! Kompozytor Arno Nadel powiedział, że organy nie są ani typowo żydowskie, ani chrześcijańskie, bo zależy co się na nich gra. Jest to dosyć rozsądne.

 

Myślałeś o tym, żeby bardziej zaangażować się w kulturę żydowską? Uczyć się języka itp.

 

Po tak długim czasie spędzanym w synagodze rozpoznaję już żydowskie modlitwy, a nawet w myślach odmawiam je razem z wiernymi. Jest to język na tyle melodyjny i wpadający w ucho, że choć nie mogę powiedzieć, że znam całą liturgię na pamięć, to część na pewno.

 

Co oznacza muzyka atonalna w kontekście muzyki synagogalnej?

 

Pieśń synagogalna narodziła się z recytacji. Już w starożytności wśród męskiej części żydów nie było analfabetyzmu, ponieważ każdy żydowski chłopiec po obrzędzie Bar micwy ma obowiązek czytać Torę, musiał więc nauczyć się czytać, a Torę czyta się na głos. Oprócz tego używa się tam pewnych zwrotów czy melizmatów – i w momencie, kiedy się to odczytuje, niektóre sylaby wymawia się wolniej, a inne bardziej potoczyście. Stąd narodziła się recytacja modlitewna, zamieniona potem na melorecytację, z której powstała pieśń. Bardzo często, kiedy wchodziło się do synagog, słychać było fragment, który wykonuje cała wspólnota, każdy w swoim tempie. Przywodzi to na myśl nie konkretne dźwięki, ale niemal jazgot czy harmider. Jest to po prostu jakieś nieuporządkowane zawodzenie, bo każdy śpiewa po swojemu. Jednym z elementów judaizmu reformowanego było to, żeby taki śpiew ucywilizować, aby w momencie, kiedy do synagogi przychodzi ktoś nieżydowskiego wyznania, nie doznał on szoku, że wyprawia się tam jakieś pandemonium wśród nieokrzesanych ludzi. Chciano uporządkować ten żywioł za pomocą organów. W ortodoksyjnych synagogach ten śpiew wciąż tak wygląda. W niektórych publikacjach fragmenty pieśni synagogalnych porównuje się do fragmentów chorału gregoriańskiego. Wykazują one bardzo duże podobieństwa. Różnica jest taka, że chorał został skodyfikowany, rozpowszechniony i wykonywany wspólnie przez wykwalifikowane osoby, a muzyka synagogalna wciąż była żywiołem.

 

Jak wyjaśniłbyś, czym jest muzyka żydowska komuś, kto nigdy o niej nie słyszał?

 

Po pierwsze jest to sposób na komunikowanie się człowieka z Bogiem, to jest jej pierwsze zadanie. Drugim elementem jest zapis idei, którą mieli ludzie tworzący ją; połączyć starożytne pieśni ze współczesnym sobie światem i współczesnym językiem muzycznym. Jest to praca na rzecz zrozumienia, na rzecz piękna, które jest w stanie zachwycić każdego lub każdego wprowadzić w religijny nastrój. Muzyka, którą prezentujemy, to najlepszy sposób na to, jak połączyć starą tradycję z tendencjami obecnie modnymi i popularnymi, zrozumiałymi dla każdego. Jest to połączenie starego z nowym. Moim zdaniem – perfekcyjne.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.