Przełom w polskiej fonografii [płyta „Farewells” Jakuba Józefa Orlinskiego i Michała Biela]

10.06.2022
Przełom w polskiej fonografii [płyta „Farewells”  Jakuba Józefa Orlinskiego i Michała Biela]

Za nami wyjątkowe wydarzenie – prezentacja najnowszego, zaskakującego albumu Jakuba Józefa Orlinskiego i Michała Biela w warszawskim Kinogramie. Płyta została zatytułowana „Farewells” i nagrana w technologii Dolby Atmos. W ten sposób po raz pierwszy w Polsce dokonano tego rodzaju odsłuchu w kinie.

Kinogram to miejsce doskonale przystosowane do tego rodzaju wydarzeń. Możliwość projekcji w technologii Dolby Atmos to nie wszystko – do dyspozycji pozostają też wygodne fotele i stoliki, na których z rozkoszą można postawić lampkę wina. Organizatorzy spotkania zadbali także o to, aby podczas słuchania utworów z płyty światło w sali kinowej było zgaszone, dzięki czemu można się było prawdziwie zasłuchać i docenić jakość nagrania, a także bodaj pierwszy raz skupić się w sali kinowej nie na zmyśle wzroku, ale słuchu. Ponadto rozmowę z artystami poprowadził Piotr Metz i uczynił to, jak zawsze, bardzo rzetelnie, z elegancją i z poczuciem humoru. Jego gośćmi byli nie tylko Jakub Józef Orliński i Michał Biel, lecz także reżyser dźwięku Mateusz Banasiuk, który opowiedział o kulisach nagrań.

 

Muszę przyznać, że byłam pozytywnie zaskoczona również samą konwencją spotkania. Na otwarcie wyświetlono making of z produkcji albumu oraz krótki film informacyjny na temat technologii Dolby Atmos. Następnie Banasiuk zrobił na prośbę Metza miniwykład o słuchaniu muzyki w systemie 5.1, w której mamy szansę dobierać dźwięk z różnych stron, niczym w rzeczywistości; dzięki temu, że dźwięk wędruje kolejno przez pięć głośników, można ulec wrażeniu, że doświadczamy muzyki na żywo. I muszę powiedzieć, że wywołało to we mnie wiele refleksji. Z jednej strony dosłownie rozpływałam się, słuchając kojącego kontratenoru Orlińskiego (przy tym fascynująco wypada porównanie jego interpretacji barokowej muzyki nagranej na poprzednich płytach z wykonaniem utworów XX-wiecznych czy współczesnych); zachwycała mnie też ekspresja partii fortepianowej w wykonaniu Biela, a słuchanie tego wszystkiego w tak komfortowych warunkach było niczym relaksacja. Z drugiej – odsłuch trwał wyjątkowo długo, a był przerywany rozmową z artystami. Nie czułam się zatem ani jak na koncercie, ani jak na spotkaniu promocyjnym. Co udałam się w podróż w głąb muzyki, to mnie przywoływano z powrotem i już sama nie wiedziałam, które wrażenie jest we mnie silniejsze, czy potrzeba słuchania, czy dowiadywania się czegoś więcej o tym, czego słucham. Dodatkową trudność stanowił fakt, że sala kinowa uniemożliwiała dokładne oświetlenie twarzy rozmówców, przez co niełatwo było skupić na nich swoją uwagę, należało wytężać wzrok, aby ich w półmroku dostrzec – pozostawiało to uczucie niedosytu. Jednak to wszystko, oczywiście, nie miało najmniejszego znaczenia wobec walorów niesionych przez pozostałe okoliczności. Bardzo interesująca okazała się historia związana z projektem. Orliński i Biel zaczęli ze sobą grać przy okazji nauki w Juilliard School, z początku pragnęli wykonywać utwory kompozytorów z różnych krajów, jednak z czasem skupili się wyłącznie na polskiej muzyce z Karolem Szymanowskim (1882–1937) i jego budzącymi nostalgię „Pieśniami kurpiowskimi” na czele. Co ciekawe, grają teraz wiele koncertów jako duet, a ich trasa sprzyja promocji polskiej muzyki, w tym utworów Henryka Czyża (1923–2003), Pawła Łukaszewskiego (ur. 1968), Mieczysława Karłowicza (1976–1909) czy Tadeusza Bairda (1928–1981). Uniwersalny tytuł płyty „Farewells” stał się najwyraźniej kluczem do zwrócenia uwagi na tych polskich twórców, którzy pozostają mniej znani na Zachodzie. Przypomnijmy, że płyty Orlińskiego ukazują się nakładem wytwórni Warner & Erato i że pracuje na to cały sztab promocyjny, umiejąc zarówno wykorzystać, jak i osiągnąć sukces – już pomijając fakt zawrotnej kariery przesympatycznego śpiewaka, okładka jego nowej płyty wygląda niczym plakat hollywoodzkiego filmu (co jednych oczaruje, a drugich być może rozśmieszy), dobór repertuaru ukazuje natomiast cały wachlarz możliwości artystów, a także bogactwo polskiej muzyki. Zaskakujące jest także to, jak pięknie brzmi kontratenor w połączeniu z fortepianem np. w kultowej „Prząśniczce” Stanisława Moniuszki (1819–1872) czy – uznanej tu przez artystów za jeden z najpiękniejszych utworów kompozytora, którego 150. rocznicę śmierci obchodziliśmy 4 czerwca – „Łzie”. Jakub Józef Orliński ma idealną dykcję, śpiewając opowiada historie, śpiewa emocjonalnie, ale i precyzyjnie, i wydaje się doskonale zgrany z Michałem Bielem. A ten ostatni gra z kolei z takim uczuciem, że momentami tęskni się, aby posłuchać i jego solowej płyty. Szczególnie wzrusza „Jesień” Łukaszewskiego do słów Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, jeden z ulubionych utworów artystów, co sami przyznali podczas rozmowy z Metzem.

 

Jeśli do czegokolwiek miałabym się w tym wszystkim przyczepić, to jedynie do making of – bardzo porządnie zrealizowany, lecz artystycznie daleki od dopracowanej koncepcji płyty. Czysto użytkowy, a w sali Kinogramu aż chciałoby się zobaczyć coś na miarę produkcji z konkursu DocFilmMusic organizowanego w ramach Krakowskiego Festiwalu Filmowego, choćby w mikrowymiarze. Cóż, trudno się spodziewać cudów, jeśli podczas spotkania nie pojawiły się nawet nazwiska jego twórców, reżysera, operatora i montażysty Poza Szekspirem („Cztery sonety miłosne” Tadeusza Bairda) nie wymieniono też autorów tekstów nagranych utworów (w moim odczuciu nagminnie powtarzany błąd w środowisku muzycznym – przecież utwór słowno-muzyczny ma zwykle dwóch twórców). To było ewidentnie święto wykonawców (i to najwyższej klasy). Jednakże podsumowując całość, muszę przyznać, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń tego sezonu, które absolutnie powinno zostać docenione na rynku fonograficznym. Jeśli na cokolwiek narzekam, to wyłącznie dlatego, że wydarzenie ogromnie mnie, jako słuchaczkę, zaangażowało. Przewiduję szereg nagród dla „Farewells” i jestem pełna uznania dla Warnera za to przedsięwzięcie, wyznaczające nowy kierunek w fonografii (w nagrywaniu i prezentacji muzyki klasycznej!), brawo. I przyznam, że niecierpliwie czekam na kolejną odsłonę Jakuba Józefa Orlińskiego, który w każdym kolejnym projekcie daje się poznać od nowej strony. Nie zdziwię się, jeśli wkrótce ukaże się na DVD musical jakiegoś pomysłowego kompozytora, w którym Orliński nie tylko by śpiewał, lecz także tańczył swój ukochany breakdance. To w końcu artysta bezpretensjonalny, pod niemal każdym względem predestynowany do wielkiej kariery, i co ważneodważny.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.