Pieśń jest gatunkiem najbliższym człowiekowi. [Rozmowa z Urszulą Świerczyńską]
O nominowanej do nagrody Fryderyka 2025 w kategorii Album Roku Muzyka Kameralna – Wokalna płycie „Hear The Time”, inspiracjach fortepianowych, duchowych oraz ewolucji języka muzycznego opowiada pianistka Urszula Świerczyńska.
rozmawia Maja Kuzińska
Na płycie „Hear The Time” możemy usłyszeć plejadę wspaniałych polskich muzyków – Jakuba Jakowicza, Tomasza Strahla, Dorotę Całek, Alicję Wołyńczyk-Raniszewską i Panią. Nagrany repertuar jest różnorodny, ale posiada wspólny mianownik: jest to polska, kameralna muzyka wokalna. Jak się narodził pomysł na tę płytę?
Myślę, że sam tytuł płyty jest odpowiedzią na to pytanie: hear the time, czyli usłysz czas. Pandemia, wybuch wojny w Ukrainie i związany z tymi wydarzeniami niepokój skłonił mnie i wokalistkę Dorotę Całek do zanurzenia się najpierw w pieśni Aleksandra Zarzyckiego, polskiego kompozytora urodzonego we Lwowie, byłego dyrektora Instytutu Muzycznego (poprzednika Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina). Od wielu lat również zajmuję się twórczością urodzonego w 1881 roku Lublinie, związanego z Warszawą i Dubrownikiem Ludomira Michała Rogowskiego. Z Dorotą Całek często występowałyśmy właśnie z repertuarem tych dwóch kompozytorów, zagrałyśmy wiele koncertów z pieśniami Zarzyckiego i Rogowskiego, które naturalnie stały się później częścią płyty. W połączeniu z utworami Marcina Tadeusza Łukaszewskiego i Mariana Sawy płyta „Hear The Time” przedstawia przekrój najciekawszych, ale mniej znanych pieśni polskich od XIX wieku do współczesności.
Ale to jednak utwory Ludomira Michała Rogowskiego pochłaniają Panią najbardziej, jest Pani prawdziwą specjalistką od jego twórczości.
Dziękuję, że mnie pani tak nazwała, chociaż nie czuję się specjalistką. Cały czas odkrywam coś nowego w twórczości Rogowskiego. Istotnie już od 20 lat zajmuję się tym kompozytorem, obecność jego utworów na płycie również ma na celu jego upamiętnienie.
W 2020 roku wydałam solową płytę z fortepianowymi dziełami Ludomira Michała Rogowskiego. Z perspektywy pianistycznej najbardziej fascynuje mnie ewolucja języka muzycznego i faktury fortepianowej u tego kompozytora.
Na co jeszcze zwrócił Pani artystyczną uwagę Rogowski?
Myślę, że na kolorystykę. Jest ona bardzo bliska utworom impresjonistycznym, mocno przypomina tę, którą posługiwał się Claude Debussy. Trudno odnaleźć taką kolorystykę w polskiej twórczości. Często mówimy, że impresjonistą był np. Karol Szymanowski, ale to już jest inna estetyka, odległa do szkoły paryskiej.
Na płycie „Hear The Time” można odnaleźć również pieśni innego polskiego kompozytora – Mariana Sawy. To niezwykle ciekawe, ponieważ gdy myślimy o Sawie, na pewno gatunek pieśni nie jest naszym pierwszym skojarzeniem, raczej przychodzi nam do głowy jego twórczość organowa.
To prawda, nie jest to kompozytor kojarzony z awangardowymi pieśniami. Utwory zamieszczone na płycie są ich premierowym nagraniem. Szczególnie interesujący jest rozwój faktury w tych pieśniach. Partia fortepianowa nie jest tutaj tylko akompaniamentem,
a równoważnym głosem. Ciekawe jest również, że Marian Sawa nie napisał tych utworów na określony głos, np. sopran lub tenor, tylko po prostu na głos. Mógłby je wykonywać
z powodzeniem kontratenor.
Jeśli jesteśmy już przy temacie wykonawstwa, muszę zapytać jakie to przeżycie nagrywać płytę z tak wspaniałymi muzykami? Jak się Pani grało?
Emocje były nieprawdopodobne! Niewiele pamiętam z tego (śmiech), ale to było coś naprawdę wspaniałego. Nie dość, że Jakub Jakowicz, Tomasz Strahl, Dorota Całek i Alicja Wołyńczyk-Raniszewska to są muzycy wysokiej klasy, to jeszcze po raz pierwszy nagrywałam utwory na strunach fortepianu. Mówię tu o pieśniach jedynego żyjącego kompozytora na płycie, czyli Marcina Tadeusza Łukaszewskiego. Zawsze brakowało mi na fortepianie możliwości lekkiego przedłużenia dźwięku, które jest możliwe na instrumencie dętym czy smyczkowym. Grając na strunach fortepianu mamy możliwość modelowania dźwięku po jego wydobyciu, które rzadko jest możliwe w pianistyce. Grałam podwójnym plektronem, czyli kostkami do gitary oraz pałką do wibrafonu, uderzając w najniższą strunę basową. Część partii wykonywałam na stojąco, część na siedząco. Czułam się, nawiązując do tekstu jednej z pieśni, „jak na cienkiej pajęczynie, którą spija nocny motyl”, przybierając pozycję do wykonywania tych partii. Przez chwilę czułam się jak perkusistka i smyczkowiec, dzięki kontaktowi ze struną.
Widać, że to granie kameralistyczne bardzo Panią cieszy. Czy w najbliższej przyszłości planuje Pani skupić się wyłącznie na graniu zespołowym, czy będziemy mogli również usłyszeć Panią w solowym repertuarze?
Myślę, że żeby być dobrym kameralistą lub pedagogiem, trzeba również grać solowo i nie rezygnować z tego. To jest zupełnie inne myślenie. Jeżeli gramy solowo, rozwijamy własne, indywidualne umiejętności, natomiast grając z innymi muzykami, wspólnie tworzymy brzmienie. Ja bardzo lubię wydobywać różnorodne barwy z fortepianu, używać ekstremalnej dynamiki. Grając z wokalistką jest to niemożliwe, ponieważ musiałaby ona krzyczeć. Sednem kameralistyki jest zrozumienie drugiego muzyka. Uwielbiam grać zespołowo, ale czuję też, że nie można się tylko do tego ograniczać, trzeba również działać jako solista.
A w praktyce solowej jakiego repertuaru możemy się spodziewać u Pani w najbliższym czasie?
Powrotu do korzeni romantycznych i neoromantyzmu. Od lat pracuję nad repertuarem Aleksandra Zarzyckiego, który jeszcze nigdy nie został nagrany. Jeśli natomiast chodzi
o kameralistykę – fascynuje mnie barwa organowa, poszukuję w fortepianie pierwiastka artykulacji organowej. Bardzo chciałabym nagrać duet Mariana Sawy na fortepian i organy właśnie.
A oprócz organów jakieś jeszcze instrumenty poza fortepianem Panią fascynują?
Skrzypce i wokal. Granie z wokalistami to jedna z moich największych pasji.
Zdecydowanie słychać to na płycie „Hear The Time”, która jest w całości poświęcona utworom wokalnym.
Pieśń jest gatunkiem najbliższym każdemu człowiekowi. Towarzyszy nam od dzieciństwa. Na płycie chcieliśmy przedstawić jej wielowymiarowość – od romantycznej, do tak awangardowej i rozbudowanej jak utwory Marcina Tadeusza Łukaszewskiego, które można wręcz nazwać małymi poematami muzycznymi.
To prawda, podczas słuchania płyty możemy zaobserwować, jak ewoluował ten gatunek w twórczości polskich kompozytorów. Co niespotykane i może zaskakujące – w utworach Marcina Tadeusza Łukaszewskiego pojawia się również saksofon!
Jest to prawykonanie tych pieśni. Skład wydaje się osobliwy, jak na muzykę klasyczną, ale od saksofonu do głosu wcale nie jest daleko, a od głosu do pieśni – najbliżej jak się da.
„Hear The Time” to płyta niezwykle ciekawa, doceniona na wielu konkursach w kraju
i na świecie oraz wyróżniona nominacją do nagrody Fryderyka 2025 w kategorii Album Roku Muzyka Kameralna – Wokalna. Czy będzie szansa usłyszeć ten repertuar na żywo?
Mam nadzieję! Proszę śledzić moją stronę Facebookową. Tam zamieszczam aktualne informacje koncertowe.