Między średniowieczem a współczesnością [„Nieszpory sycylijskie” Verdiego w Arte TV]

10.02.2022
„Nieszpory sycylijskie” Verdiego w Arte TV

Telewizja ARTE to prawdziwa kopalnia wydarzeń kulturalnych. Każdy miłośnik sztuki znajdzie tu coś dla siebie. A co najważniejsze, aplikacja na telewizory smart jest całkowicie za darmo.

Nie ukrywam, że skusiło mnie to do przejrzenia pokaźnych zasobów, które oferuje ten kanał. Oprócz spektakli i koncertów zarejestrowanych co jakiś czas pojawia się także transmisja na żywo… Tak było 21 stycznia. Podczas przeglądania zawartości koncertowej rzuciło mi się w oczy, że właśnie tego dnia na żywo z teatru w Palermo odbędzie się transmisja opery „Nieszpory sycylijskie” Giuseppe Verdiego. Szczerze się przyznam, że jest to jedna z nielicznych oper, których dotychczas nie widziałem.

 

Akcja dzieła opiera się dość luźno na historycznych wydarzeniach, które miały miejsce w 1282 r., kiedy to Sycylia znalazła się pod okupacją francuską. Cały kontekst historyczny, chociaż dość zawiły i ciekawy, sprowadza się do tego, że umęczeni okupacją Andegawenów Sycylijczycy rozpoczęli powstanie zbrojne w poniedziałek wielkanocny 30 marca 1282 r. Sygnałem do rozpoczęcia powstania miało być bicie dzwonów na nieszpory – modlitwę wieczorną Kościoła. Dla ścisłości historycznej wspomnę tylko, że powstanie zamieniło się w krwawą rzeź Francuzów, a ostatecznie doprowadziło do przegnania okupanta. 30 sierpnia 1282 r. Piotr III Aragoński przybył na wyspę i koronował się także na króla Sycylii. Tyle wątków historycznych.

 

Wspomniałem, że opera dość luźno wiąże się z tymi faktami. W rzeczywistości jest to opowieść o miłości do ojczyzny oraz – jak to zwykle w operze bywa – do kobiety. W Palermo władzę sprawuje książę de Monfort. Wychodząca z kościoła księżniczka Helena zostaje zmuszona przez francuskiego żołdaka do zaśpiewania pieśni. Śpiewa starą sycylijską pieśń wolności. Sama jest w żałobie po zamordowaniu jej brata przez Francuzów. Zakochany w księżniczce Henryk przysięga pomścić jej brata. Okazuje się jednak, że Henryk jest synem de Montforta, co mocno komplikuje plan zemsty.

 

Verdi ukończył „Nieszpory Sycylijskie” w 1855 r., a więc w czasach bardzo burzliwych dla Italii. Cenzura nakazała wycięcie sporych fragmentów opery. Ukazanie „Nieszporów sycylijskich” w pełnej krasie możliwe stało się dopiero po powstaniu nowego Państwa Włoskiego w 1861 r. Co ciekawe, wystawiane są dwie wersje. Oryginalna napisana w języku francuskim i jej włoskie tłumaczenie, dokonane przez samego Verdiego.
 

Nieszpory sycylijskie” w reżyserii Emmy Dante

A teraz kilka słów o spektaklu prezentowanym na kanale ARTE. Emma Dante, niezwykle utytułowana reżyserka teatralna i filmowa, ceniona we Włoszech scenarzystka i producentka, łączy wydarzenia historyczne z XIII w. z powstaniem społeczeństwa sycylijskiego, które miało miejsce w latach 90. XX w. Dzięki temu zrywowi przywrócono do działalności zamknięty przez 20 lat Teatro Massimo w Palermo – z którego transmitowano ów spektakl.

 

Do czego doprowadza taki zabieg realizatorski? Cóż. Muszę przyznać, że do moich wielu zdziwień podczas oglądania przedstawienia. Otóż żołnierze francuscy mają na sobie mundury w stylu dresów z lat 90., tak powszechnie wtedy lubianych i noszonych. Stroje sycylijczyków z kolei nawiązują stylem do bliżej nieokreślonego stylu mody średniowiecznej.

Gdy w tekście pojawia się wzmianka o piciu wina, żołdacy wypijają jakiś napój z puszki, a na scenie odbywa się wielkie grillowanie. Dziwne? Dla mnie bardzo.

 

Drugi akt rozpoczyna się następującą sceną: oto pięć kobiet myje swoje długie włosy w baliach. Co raz któraś spektakularnie rozchlapuje wodę po scenie. Dopiero późniejsze pojawienie się nad sceną łodzi z powracającym Procidem uświadomiło mi, że miał być to symbol wzburzonego morza – lub też wzburzonych dziejów Sycylii. Totalnym jednak szokiem był dla mnie finał trzeciego aktu, w którym wspomniani francuscy żołnierze w swoich dresach napadają na kobiety po czym nagle opuszczają swoje spodnie, celując do kobiet z pistoletów. W takich okolicznościach schodzą ze sceny. Prawdopodobnie miało to symbolizować napaść na owe kobiety, w wiadomo jakim celu. Choć mogę się mylić.

 

Dobrze. Czas więc na pozytywy, bo na szczęście tych również jest sporo w niniejszej realizacji.

 

Verdi w maseczkach

Po pierwsze muzyka. Włosi jak nikt potrafią grać Verdiego i to słychać także tutaj. Świetnie prowadzona orkiestra pod batutą Omera Meir Wallbera gra pewnie i pięknie. Verdi brzmi bardzo dramatycznie, oddając klimat dzieła. Wszelkie niuanse muzyczne wydobyte zostały przez dyrygenta wyśmienicie. Uwielbiam słuchać Verdiego tak dokładnie przemyślanego i zinterpretowanego. Dodatkowy szacunek należy się zespołowi, który cały spektakl gra w maseczkach, podobnie jak chór występujący na scenie – co też staje się pewnym symbolicznym przeniesieniem do współczesności, a więc dopełnia koncepcji realizatorskiej.

 

Wielkim plusem jest także obsada. W roli Heleny wystąpiła Selene Zanetti - świetny włoski sopran dramatyczny. Niezwykle krystaliczny śpiew. Mimo symbolicznej scenografii artystka świetnie odnajduje się w roli, śpiewając swoją partię bardzo zdecydowanie.

Partneruje jej w roli Henryka Leonardo Caimi, tenor niezwykle rozchwytywany przez włoskie teatry, a polskim widzom znany także z ról w Operze Narodowej w Warszawie. Jego bogata barwa pozwala mu śpiewać zarówno role dramatyczne, jak i liryczne, z czego, trzeba przyznać, wychodzi obronną ręką także w „Nieszporach…”.

I wreszcie Procido. W tej roli wystąpił genialny Erwin Schrott. Zasadniczo to nazwisko mówi już wszystko. Urugwajski bas-baryton czaruje swoim głosem. To kolejna postać w świecie opery, o którą biją się największe teatry operowe świata. Schrott śpiewa basem o bardzo głębokiej barwie. Już jego pierwsze pojawienie się w łodzi na początku drugiego aktu wywołuje burzę oklasków. To zdobywca wielu prestiżowych nagród – od słynnego konkursu Operalia, którego inicjatorem jest sam Plácido Domingo, rozpoczynając. To właśnie na tym konkursie w 1998 r. Schrott zdobył główną nagrodę. Jego interpretacja Procida to kolejna wielka rola w dorobku artysty.

Trochę rozczarował mnie Mattia Olivieri w roli de Montforta. Choć wydaje się, że partia jest zaśpiewana jak najbardziej poprawnie, to jednak czegoś tej roli brakuje. Owszem – świetnie wykonał arię w trzecim akcie i scenę, w której gdzie Henryk dowiaduje się, że jest synem de Montforta. Jednak w pozostałych scenach nie porywa na tle wspomnianych wcześniej śpiewaków.

 

Spektakl jest wart obejrzenia głównie dla urody samego dzieła Verdiego. Na pewno jest on w tej realizacji bardziej przejrzysty dla Sycylijczyków zasiadających na widowni niż dla nas, oglądających go przed telewizorami. Jednak porywająca muzyka oraz wspomniane partie wokalne bronią tę realizację.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.