Korzenne inspiracje

04.12.2023

Korzenie są związane z żywiołem ziemi. Dawniej uważane były za pożywienie najniższych warstw społecznych. Bogaci mogli raczyć się podniebnymi stworzeniami, a biednym pozostawały jedynie korzonki, będące łatwo osiągalne oraz tanie. Korzenie były i są także doskonałym materiałem do tworzenia rzeźb i obrazów. Można również nimi malować, farbować tkaniny i włosy, poprawiać urodę, leczyć oraz zaklinać złe moce.

Krótko o korzeniach

 

Dietetycy średniowieczni w swoich rozprawach na temat odpowiednio dobranego jedzenia przestrzegali, aby unikać roślin dzikich, a zadowolić się tymi, które zostały udomowione i są dobrze znane. Rośliny dzikorosnące wykorzystywano tylko w celach leczniczych. To samo dotyczyło korzeni. Wśród nich były zarówno te zdrowsze, jak i te, które bezwzględnie wymagały odpowiedniego przygotowania i przyprawienia. Pasternak uważany był za sycący i zdrowy, szczególnie zalecany matkom karmiącym. Tak dobrych właściwości nie miała rzepa, która wymagała gotowania, by zyskać chociaż odrobinę pożywności. Marchew to znany od wieków korzeń delikatnie rozgrzewający, dodatkowo „żyły zamulone czyści i krew mnoży gęstą”. Podobnie rzodkiew ma moc grzejącą i poprawia trawienie po posiłku. Cukrowe korzenie to inna nazwa kucmerki, która była w dawnej Polsce niezwykle popularna. W XVI-wiecznych zielnikach mamy informacje o tym, jak powszechna była ta roślina i jak często używano w kuchni jej korzenia, który dzięki słodkawemu smakowi otrzymał swą nazwę. Podobnym warzywem były korzonki owsiane i salsefia, inaczej kozibród ogrodowy. Różniły się od nich czarne korzenie, czyli skorzonera, dawniej zwana wdzięcznie wężymordem ogrodowym. Dawna zła sława korzeni nie jest już problemem, a zapomniany pasternak czy wężymord przeżywają prawdziwy renesans kulinarny. Od wieków w ziołolecznictwie i medycynie stosuje się preparaty powstałe z korzeni roślin.

 

Przypomnienie biologiczne

 

Korzenie zakotwiczają nieruchome rośliny, podróżujące tylko poprzez pyłek, owoce, nasiona. Chyba że są roślinami pływającymi. Rosnąc pod ziemią, korzenie zapewniają roślinie odżywienie wodą i solami mineralnymi. Części nadziemne zawierające chlorofil zajmują się syntezą pierwiastków węglowych. Wiemy, że korzenie żyją w symbiozie z podziemnymi grzybniami (mikoryza). Dostarczają one roślinie bardziej wyszukanych substancji, otrzymując w zamian składniki odżywcze z fotosyntezy. Korzenie również przyczyniają się do dominacji rośliny poprzez wytwarzanie wydzielin korzeniowych. Substancje te mogą (między innymi) powodować działanie hamujące wschodzenie nasion konkurencyjnych gatunków w tym samym otoczeniu. Korzenie to także magazyny zasobów wody i soli mineralnych pobranych dla innych części rośliny.

 

Ciemna strona

 

Dwuznaczną naturę roślin – najgłębiej, jak i w najwyższym punkcie – ilustruje drzewo. Faworyzowanie świata widzialnego jest charakterystyczne dla czasów nowożytnych. Wcześniej to, co niewidzialne, miało często większe znaczenie – dusza była warta więcej niż ciało. Korzenie należące do niewidzialnego wyrażały podziemną „część czynną”. Nie możemy oddzielić korzeni od rośliny nadziemnej – tak samo jak nie oddzieli się ciała od duszy. To rozłączenie należy wyłącznie do śmierci. Śmierć, zanim zaczęto kremację ludzi, miała także charakter podziemny: wciągała ciało w świat korzeni, czarny i zimny.
 

W mitologii nordyckiej kosmologiczne drzewo świata Yggdrasil konarami utrzymuje cały nieboskłon, zaś jego trzy korzenie, rozchodzące się w trzy różne strony, zapewniają mu podparcie i przechodzą przez krainy zamieszkane przez różne stworzenia. Podobnie w religiach hinduistycznych istotę ludzką postrzega się jako odwrócone drzewo. „Korzenie” szukają prawdziwego życia na niebiańskiej „powierzchni” i rozprzestrzeniają je na Ziemi. Natomiast według Biblii ziemski raj jest pozbawiony korzeni.

 

Korzenie podlegają obowiązkowej figuracji w starożytnych i średniowiecznych ilustracjach botaniczno-medycznych. Znikają wraz z pojawieniem się nauk przyrodniczych, kiedy to przyrodę wykorzenia się z mroków baśni. Nie ma ich też w wielkich dziełach psychologii XX wieku. Przywoływane metaforycznie pozostają bardzo dyskretne. Strach i podziw, jaki budziły u starożytnych zielarzy, spowodował, że zaczęto tworzyć korzenne amulety. Stosowano je w celu pozyskania zdrowia lub wyleczenia z konkretnego schorzenia. Miały chronić w podróży, przyciągać miłość, dawać sławę, ochraniać przed tzw. złym spojrzeniem, niweczyć możliwość nagłej śmierci, a kiedy już fakt śmierci zaistniał, chronić zmarłego w zaświatach.

 

Wielka popularność amuletów w czasach starożytnych, potępiana później przez Kościół, wbrew zakazom przetrwała. Są ciągle obecne, zwłaszcza wśród wyznawców judaizmu. Sztuka sporządzania amuletów była rozwijana i modyfikowana w wiekach średnich oraz czasach nowożytnych, co doskonale rejestruje ikonografia. Do najsłynniejszych amuletów należał, przypominający kształtem postać człowieka, korzeń mandragory, zwany też „pokrzykiem” i „krzykwą”. Pomijając fakt, iż cała roślina była stosowana setki lat przez lekarzy jako środek halucynogenny i znieczulający, to nade wszystko ceniono sam korzeń, który miał swojemu posiadaczowi zapewnić ochronę przed szeroko pojętym złem i chorobami. Istniało przekonanie, iż roślinę jest bardzo trudno wyrwać z ziemi, bowiem w trakcie tej czynności miała ona okrutnie krzyczeć, powodując głuchotę, a nawet śmierć człowieka. Cenny korzeń myto regularnie w winie, traktując go jak żywą istotę. Cesarz Rudolf II podobno posiadał dwa korzenie mandragory, które ubierano w wytworne jedwabie i trzymano w szklanych kasetkach. Jak głosi legenda, gdy zapomniano o winnej kąpieli, korzenie miały domagać się jej, rzewnie płacząc! Tym korzeniem interesował się także Hitler, który wierzył w astrologię i okultyzm. Miał amulet z mandragory. Do innych popularnych korzeni-amuletów należał korzeń lubczyku oraz arcydzięgla, zwany zielem św. Ducha, anielskim korzeniem. Istniało przekonanie, że żucie korzenia ratuje przed chorobami, zwłaszcza epidemią. Polecała go św. Hildegarda z Bingen, a we Francji, gdzie zwą go „anielskim”, każdego roku w Niort odbywa się jego święto. Ważną rolę przypisywano również korzeniowi piwonii stosowanemu powszechnie w epilepsji dziecięcej. Najbardziej znanym jest amulet dla kobiet w ciąży z korzeniem rzadkiego gatunku rozmarynu, zwanego również tanisem. Wystąpił w filmie „Rosemary’s baby” Romana Polańskiego.

 

Moje korzenie
 

Większość ludzi nie wyobraża sobie nawet, jak piękne są korzenie! Poskręcane, czasem bardzo długie i mocne, z mnóstwem rozgałęzień, korzonków i cieniutkich korzeni włosowych przypominają plątaninę żył i tętnic. Stąd też mój pomysł, by korzenie – odpowiednio pomalowane – w moich pracach malarskich przypominały naczynia krwionośne. Często do obrazów i tkanin doszywam korzenie traw. Znajduję je na dzikich plażach, gdzie piasek osypujący się z wydm ukazuje piękno korzeni rosnących tutaj roślin. Na brzegu morza znajduję oczyszczone i wytrawione w słonej wodzie piękne okazy gotowe, by tworzyć z nich sztukę. Las i ogród są również terenem moich poszukiwań. Z korzeni zbóż oraz ich słomy tworzę autorski papier czerpany, dodając piękne, półprzeźroczyste fragmenty gotowanych porów, które, poprzez ich postać łodygi pozornej, też można zaliczyć do korzeni. Giętkość korzenia pozwala na nadawanie mu różnych form. Jest okręgiem w jednej z warstw w haftowano-malowanym przekroju przełyku. Jest w papierowym modelu ludzkiego serca. Jak już wspomniałam, bardzo często w moich pracach korzenie grają rolę naczyń krwionośnych. Owijam je niebieską lub czerwoną nitką i już zamieniają się w żyły i tętnice. W obrazie „Wenecja”, gdzie staram się pokazać, jak według mnie Miasto na Wodzie wygląda pod wodą, korzenie są korzeniami. Tak jak i na wpół przestrzennej pracy, opowiadającej o przemyśleniach Leonarda da Vinci, gdzie toskański mistrz porównuje rozwój serca u płodu do kształtującej się rośliny. Podoba mi się połączenie korzenia wyłowionego z morza z papierem z korzeni zbóż i traw. Szyszynka widziana pod mikroskopem, wyhaftowany przeze mnie organ, również ma parę „szlaczków” z korzeni traw oraz „plamy” z czerpanego papieru z ekskrementów słonia. Wiemy, że korzonki są dla tego zwierzęcia przysmakiem. Również powiększony wiele razy, mikroskopowy obraz hipokampa, maleńkiego organu w układzie limbicznym mózgu, ma „korzenne ścieżki”. Jego górną warstwę zrobiłam z porostów (wraz z korzeniami), korzeni alg z Atlantyku i oczywiście z czerpanego papieru. Piszczałki z pora ma prototyp organów papierowych Leonarda. „Kanon kołowy” ozdobiłam wijącym się korzeniem trawy. Fragment grubszego korzenia trzyma wykonaną przeze mnie książkę artystyczną, czyli taką, której się nie czyta, lecz ogląda. Ostatnio zachwyciłam się korzeniem paproci, przygotowując go do farbowania. Czeka na swoją kolej. Niektóre wyrzucone przez morze korzenie pokryłam gruntem z kleju króliczego i kredy, by na wyszlifowanych fragmentach, przy pomocy tempery jajowej, tworzyć złocenia oraz obrazki i wzory. Korzenie, zwłaszcza ryżowe, służą mi do robienia pędzli. Tworzę je również z traw i piór, by na obrazie uzyskać niezwykłe, dające złudzenie przestrzeni i lekkości tekstury oraz wzory. Kiedyś udało mi się odnaleźć w jednej z paryskich bibliotek wzornik tkanin na jesienne stroje dla żony Ludwika XV – Marii Leszczyńskiej. Sporządziłam więc własny wzornik tkanin letnich oraz zimowych, niejeden raz używając korzeni, korzennego papieru oraz wiązki korzennej pora, z której zrobiłam frędzle. Z fascynacji muzyką gitarową powstały rozety lutni, gitary oraz vihueli, gdzie znowu wykorzystałam elastyczność korzeni traw. To samo zdarzyło się, gdy powstawała moja spirala Fibonacciego. Skąd biorę korzenie? Najczęściej zbieram w lesie, nad morzem, w górach. Jeżeli coś wyrywam, to tylko we własnym ogródku.

 

Korzenny obiad
 

Gdy się zmęczę lub znudzę korzenioplastyką (nie mylić z peerelowskimi, lakierowanymi korzeniami), gotuję korzenną zupę z korzennymi przyprawami. Jest pyszna, zwłaszcza gdy jest zimno i ponuro, a za oknem pada deszcz lub śnieg.
 

Oto przepis:

 

3 marchewki, 2 pietruszki, 3 ziemniaki, kawałek selera obrać, umyć i pokroić. Wrzucić do garnka, w którym gotuje się 1 l wody z 2 kostkami rosołowymi i łyżką przyprawy typu vegeta. 3–4 cebule pokroić, podsmażyć na oleju lub sklarowanym maśle. Lekko posolić. Gdy już będą złociste, dolać trochę wody i smażyć, aż woda odparuje. Wrzucić smażoną cebulę do gotujących się warzyw. Gdy ziemniaki będą miękkie – zupa gotowa. Należy poczekać, aż trochę przestygnie, i zmiksować. Doprawić solą, pieprzem oraz mielonymi korzeniami: kurkumy, imbiru, wasabi (tu ostrożnie, bo mocny!) oraz szczyptą korzennej przyprawy do grzańca. Jako dodatków można użyć tartego imbiru (wtedy nie dodajemy mielonego), płatków migdałowych, groszku ptysiowego, siekanych orzechów, parmezanu. Ci, którzy lubią aromat cytryny, mogą wrzucić plasterek na dno miseczki lub talerza. Amatorom jadalnych kwiatów polecam kwaśne kwiatki begonii. Dla wszystkich, którzy mogą – łyżka czystej wódki. Niesamowicie podkreśla smak zupy!
 

Drugie danie:

 

Obraną z czarnej skórki skorzonerę, ugotowaną z solą i sokiem cytryny skorzonerę polać bułką tartą usmażoną na maśle (tak jak szparagi) i posypać rozdrobnionymi orzeszkami ziemnymi. Do tego chleb (najlepiej upieczony w domu), posmarowany cienko majonezem lub musztardą miodową i posypany zmielonym korzeniem lukrecji oraz siekanymi orzechami włoskimi.
 

Herbata imbirowa:

 

Rozgrzewający napój, polecany w małej książeczce o ajurwedzie „Szczypta Miłości”.

1 czubatą łyżkę drobno utartego imbiru zalać gorącą wodą i przykryć spodeczkiem. Poczekać, aż lekko przestygnie. Dodać łyżkę miodu i sok z połowy cytryny.

Smacznego!

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.