Julia Łozowska: Jesteśmy współczesnymi szamanami, którzy przeprowadzają słuchaczy przez trudne emocje.

03.07.2026

W swojej debiutanckiej płycie HERitage mierzy się z klasycznymi dziełami wielkich mistrzów Romantyzmu: Schumanna, Beethovena i Chopina. Julia Łozowska opowiada o odwadze w wyborze repertuaru, emocjach i wyzwaniach, jakie pojawiły się na fonograficznej ścieżce.

 

rozmawia Szymon Paruzel

 

 

Chopin, Beethoven i Schumann są bez wątpienia dziedzictwem, które eksplorujesz na swojej płycie. Ale dlaczego w tytule pojawia się „HER”? Czy to wyłącznie kwestia tego, że utwory te wykonuje kobieta, czy jest za tym jeszcze inny zamysł?

 

W tytule płyty pojawia się gra słowna, która kryje w sobie kilka znaczeń a jednocześnie jest inteligentną zabawą z odbiorcą. I jasne, zaimek „HER” odnosi się do tego, co ja wnoszę do nagranych utworów przez pryzmat moich doświadczeń, ale też szerzej, jako zwrócenie uwagi na to, co wnosi do utworu wykonawca/interpretator. 

 

Jestem pewna, że aby zagrać coś przekonująco, warto najpierw to przeżyć. Mianowicie wszystkie nasze doświadczenia i przeżycia zostawiają w nas ślad, a co za tym idzie, również w naszej grze. Czas poprzedzający nagrania był dla mnie bardzo intensywny i niekoniecznie łatwy. Zaznaczenie HER w tytule nawiązuje właśnie do tych osobistych przeżyć, a sama płyta jest dla mnie dowodem na to, że nawet jeśli droga jest wyboista, potrafię przekuć to w zawarte w dźwiękach emocje i jestem w stanie przekazać je słuchaczom. W booklecie dołączonym do płyty ukryłam dużo treści z tym związanych, nawiązujących do ważnych dla mnie miejsc czy artefaktów, do których odkrycia ogromnie wszystkich zachęcam.

 

 

Nie obawiałaś się wchodzić w tę mnogość wykonań, w tym tych najbardziej ikonicznych? W końcu to jest program najbardziej klasyczny z możliwych, gotowy zestaw porównań nasuwa się w momencie, gdy słuchacz zapozna się z listą utworów.

 

Kwestia zasadności kolejnego nagrania tak znanych utworów na muzycznym rynku pojawiła się w mojej głowie, gdy pisałam pracę magisterską. Porównywałam w niej trzy interpretacje Sonaty b-moll op. 35 Fryderyka Chopina: Rachmaninowa, Cortota i Hofmanna. Urzekło mnie wtedy, że każdy z nich grał ją zupełnie inaczej, ale na swój sposób ogromnie przekonująco, a te trzy wyraziste i bardzo odmienne osobowości były nie tylko bardzo słyszalne w każdym z wykonań, ale nadawały jej niepowtarzalny rys. 

 

W albumie mamy do czynienia z wielkimi nazwiskami, kompozytorami, których dzieła były wykonywane i nagrywane setki razy, to nie jest premiera nowego utworu żyjącego kompozytora, tylko żelazny kanon fortepianowy. Z tego względu taki dobór repertuaru na pierwszy krążek owszem, może być uznany za odważny, ale chciałam, żeby był to swojego rodzaju “statement”, że chcę pokazać się właśnie w takim repertuarze i wyrazić poprzez niego swoją wrażliwość i swój sposób słyszenia.

 

Zresztą uważam, że trzeba patrzeć w górę i próbować tych naszych ulubionych artystów doścignąć a przy tym dać sobie odkryć własny muzyczny głos. Zgłoszenie do programu VeloTalent, dzięki któremu nagrałam płytę, składałam w momencie bardzo dla mnie specyficznym: dosłownie parę dni po tym, jak po majowych eliminacjach ogłoszono wyniki, a ja nie dostałam się do głównego konkursu chopinowskiego. To był impuls dla mnie, by wypuścić coś stricte mojego i było to na swój sposób bardzo wyzwalające.

 

 

 

 

Pochwalam! Układ repertuaru bardzo mi przypominał to, co działo się na albumach z lat 70. czy 80. XX w.: zestaw utworów, które razem mają się dobrze słuchać. Czy w dobie wszechobecnych albumów koncepcyjnych, teledysków czy singli, które w muzyce klasycznej się rozgościły, jest to z Twojej strony wyrażenie jakiegoś zdania? 

 

Ta koncepcyjność na pewno jest w moim albumie obecna, ale nie jest celem samym w sobie ani nie wynika z podążania za trendem. Raczej z tego, aby potencjalny słuchacz (który nie musi przecież być doświadczonym odbiorcą muzyki klasycznej) nie przeraził się, widząc poważne nazwiska i poważnie brzmiące kompozycje i nie stwierdził, że to pewnie będzie nieciekawe i za trudne. Inna sprawa, że ważna jest dla mnie estetyka i to, w jaki sposób warstwa zewnętrzna komunikuje odbiorcy to, kim jestem. Każdy element otaczający nagrania od tekstu muzykologicznego Marcina Gmysa, przez zdjęcia fotografki modowej Karoliny Pukowiec aż po koncept graficzny i ilustracje Zuzanny Winiarskiej składają się w całość, która wiele mówi o tym, jaka jestem i jest w pewien sposób próbą zaproszenia odbiorcy do mojego świata. Kto jest bardziej dociekliwy – ukryte w ilustracjach znaczenia, o których wspominałam wcześniej, może indywidualnie odkryć lub odgadnąć jako dodatkową warstwę doświadczenia artystycznego podczas słuchania albumu.

 

 

Wspomniałaś o doświadczeniu. Moje doświadczenie ze „stodziesiątką” Beethovena jest takie, że grałem ją, mając dwadzieścia lat i na dość zaawansowanym etapie prac nad nią zorientowałem się, że gram utwór człowieka, który częściej już spoglądał do tyłu niż przed siebie i zwątpiłem, czy na pewno mam zasoby, żeby to zagrać. Miałaś może podobne przemyślenia?

 

Faktycznie wiele osób uważa, że op. 110. Beethovena, czyli przedostatnia napisana przez niego Sonata jest w pewnym sensie jego testamentem. Na pewno konteksty zawarte w utworze o wielkim ciężarze emocjonalnym w połączeniu z trudną fakturą tworzą utwór, do którego dojrzewa się całe życie. Sesja z Beethovenem odbywała się trzeciego dnia nagrań. Po dwóch dniach prawie 8-godzinnych nagrań odczuwałam już zmęczenie nie tylko fizyczne, ale przede wszystkim emocjonalne. Powtarzanie niektórych fragmentów wymagało ode mnie wzbudzania w sobie trudnych emocji wielokrotnie, w małej przestrzeni czasowej, przy ogromnym skupieniu i precyzji, co było wyzwaniem, zwłaszcza gdy nagrywa się którąś już godzinę z kolei, ma zmęczoną głowę i lekko opuchnięte, pulsujące wręcz od wysiłku ręce. 

 

Myślę, że żyjemy w innych czasach i mamy inne problemy niż Beethoven, ale jedno się nie zmieniło, przynajmniej zgodnie z teorią, którą mam na temat naszego zawodu: jesteśmy swego rodzaju współczesnymi szamanami, których zadaniem jest przeprowadzenie przez meandry trudniejszych emocji, które w codziennym życiu czasami niełatwo jest wyrazić lub nawet poczuć i dać nie tylko wytchnienie, ale umożliwić słuchaczom przeżycie katharsis. Wszystko, co jest na mojej płycie, ma służyć właśnie temu przeżyciu słuchacza. A że sama mam 25 lat? Czuję, że mam emocjonalne zasoby, by dotrzeć swoją wrażliwością do osób w różnym wieku. 

 

 

Duża część tych utworów jest pisana z retrospektywnej pozycji.

 

Tak, w wielu z nich pojawia się pewna zaduma, szczególnie w Polonezie-Fantazji, ale to, co dla mnie istotne, to fakt, że (z wyjątkiem cyklu Schumanna) każdy utwór kończy się triumfalnie albo przynajmniej z nadzieją.

 

 

Scherzo cis-moll też? Zawsze odbierałem je jako roześmiane, ale w sposób bardziej demoniczny niż optymistyczny.

 

Więc widzisz, dla mnie Scherzo na pewno nie jest roześmiane, ale grając je na scenie czuję się bardzo wyzwolona, może z powodu zawartej w nim drapieżnej energii.

 

 

 

 

 

Rozumiem, chociaż nasze przemyślenia o tych utworach mogą się różnić (czyli to, o czym mówiłaś na początku!), ale to może też wynikać z różnicy temperamentów: ja lubię czasem uderzyć mocniej w klawisze, a Ty postawiłaś, bardzo udanie zresztą, na elegancję, pewne niedopowiedzenia.

 

Zależało mi, zawsze zależy zresztą, na bardzo wysokiej jakości dźwięku. Na płycie studyjnej nigdy nie otrzymamy dźwięku jak podczas koncertu na żywo, natomiast chciałam uzyskać pewien rodzaj otulenia słuchacza dźwiękiem podczas słuchania albumu w domowym zaciszu. 

 

 

A który z utworów był dla Ciebie największym wyzwaniem?

 

Każdy z nich był na swój sposób wymagający. Kreisleriana Schumanna to bardzo rozbudowany, trwający ponad pół godziny utwór, o ośmiu zróżnicowanych częściach, wymagający praktycznie na każdej płaszczyźnie. Natomiast pod koniec przygotowań do nagrań dawał mi on najwięcej satysfakcji i radości. Z kolei Sonata As-dur Beethovena… Gram ją od trzech czy czterech lat, ale mam świadomość, że moja interpretacja tej Sonaty będzie się zawsze zmieniać i że dzieło to jest w pewien sposób niedoścignionym ideałem.   

 

 

Jakie masz plany na najbliższy czas?

 

Przede wszystkim chciałabym zaprezentować mój debiutancki album za granicą i w ważnych ośrodkach muzycznych w Polsce. Z kolei latem zagram kilka koncertów, m.in. w Warszawie 23 sierpnia o godz. 12 w ramach 67. sezonu Koncertów Chopinowskich w Łazienkach Królewskich, ale także w Hamburgu ze skrzypaczką Kornelią Radziszewską, z którą w ramach festiwalu Tonali wykonamy muzykę dwudziestowieczną, m.in. Weberna, Lutosławskiego i kompozycję napisaną już w XXI wieku przez Aleksandra Kościowa na koncercie o przewodnim tytule „F:Luxus”. Serdecznie zapraszam – do słuchania płyty i do spotkań ze mną na muzycznym szlaku!

 

 

Od redakcji: Julia Łozowska wydała swoją debiutancką płytę w wytwórni DUX Recording Producers. DUX wspiera edukację kulturalną Presto. Dziękujemy!

 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

 

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.