Gdzie ten Napoleon? [o filmie Ridleya Scotta]

13.12.2023
Napoleom Ridley Scott

Bardzo chciałam, żeby postać Napoleona zbudowana przez Joaquina Phoeniksa wzbudziła we mnie silne emocje. Niechby były nawet sprzeczne – od podziwu po potępienie, od współczucia po pogardę. By bohater, przez jedną połowę świata uważany za geniusza, a przez drugą – za tyrana, zatrzymał mój oddech i kazał mi zdecydować, do której części świata należę. Po seansie wolę odpowiedzieć na inne pytanie: co w filmie Ridleya Scotta było bardziej zajmujące – bohater czy obrazy i dźwięki, za pomocą których została opowiedziana historia wodza? Tym razem odpowiedź mam gotową: Dariusz Wolski i Martin Phipps pokonali wielkiego Napoleona.

Przykro mi, że nie mam Napoleonowi nic do powiedzenia. Nic. Może poza tym, że mnie znudził i że nie zobaczyłam w nim żadnej z cech, które wielką czcionką wybijały się w zwiastunie. Cesarz? Kochanek? Tyran? Legenda? Jakiś niewyraźny ten cesarz. Jakiś nieromantyczny ten kochanek. Mało straszny ten tyran. Może w legendzie dostrzegłam to „ziarenko” prawdy, ale takie jakieś było małe…

 

Nie wiem, do kogo kierować moje zażalenia. Czy do scenarzysty Davida Scarpy, który chyba nie był pewien, którą z cech Bonapartego chce najmocniej wyeksponować? Do reżysera, który bardziej niż na kreowaniu bohatera wolał skupić się na warstwie wizualnej? Czy jednak mieć żal do Joaquina Phoeniksa, który nie chciał lub nie zdołał przekonać Scarpy i Scotta, by dali mu większą swobodę i pozwolili wydobyć z jego postaci rys potwora i geniusza? Po roli Kommodusa („Gladiator”, reż. R. Scott, 2000) i Arthura Flecka („Joker”, reż. T. Phillips, 2019) nikt przecież nie ma wątpliwości, że aktor potrafi sięgnąć do najmroczniejszych zakamarków psychiki swoich bohaterów i przerazić nimi widza. Co się stało, że Napoleon Bonaparte u Ridleya Scotta nie dorównuje młodemu rzymskiemu cesarzowi ani komiksowej postaci? Zadam jeszcze trudniejsze pytanie – dlaczego filmowy wizerunek władcy Francji nie dorównuje jego pierwowzorowi, który przecież jest niezwykle złożony i fascynujący?

 

Odniosłam wrażenie, że dużo ciekawszą i przede wszystkim silniejszą postacią od Napoleona była Józefina. Jako żona cesarza nie ustępowała mu w stanowczym dążeniu do niezależności, zaś po rozwodzie nadal była osobą, do której wracał i z którą wciąż liczył się wielki wódz. Vanessa Kirby z podobną do Joaquina Phoeniksa dumą nosi cesarską koronę, jeszcze godniej zaś radzi sobie z porażką i odrzuceniem.

A jednak – „Napoleon” Ridleya Scotta ma w sobie coś, co wciąż powraca do mnie w powidokach i posłuchach… To wizualna i muzyczna warstwa filmu. Autor zdjęć Dariusz Wolski wraz z zespołem scenografów i kostiumografów oraz kompozytor Martin Phipps przygotowali dla widzów estetyczną ucztę.

 

Stroje i wnętrza, przestrzeń miast i wsi czy rozległe panoramy pól bitew – wszystko to zrealizowane jest z rozmachem, ale też z wyczuciem perspektywy, kolorów i światłocieni, z malarską wręcz precyzją i wrażliwością. Choreografia i dynamika scen batalistycznych zapierają dech, zaś sekwencja bitwy pod Austerlitz to dla mnie jedno z największych filmowych doznań mijającego roku. Nic dziwnego, że film znalazł się w Konkursie Głównym 31. edycji EnergaCAMERIMAGE Festival w Toruniu.

 

Moc obrazu wzmacnia wyrazista i śmiała muzyka Martina Phippsa, której nie da się zamknąć w ramy konwencjonalnych kompozycji typowych dla kina historycznego. Owszem, z kadrów wybrzmiewają monumentalne orkiestrowe partie, jednak Phipps pozwala sobie również na nieoczywiste rozwiązania: choćby przewrotne zastosowanie lekkich francuskich motywów w początkowej scenie egzekucji Marii Antoniny czy zderzenie dostojnej chóralnej pieśni przebłagalnej ze scenami pogromu na lodzie pod Austerlitz. (Szczegółem, który nie daje mi spokoju i który zamierzam w przyszłości zbadać, jest wykorzystanie utworu Daria Marianellego z filmu Joego Wrighta „Duma i uprzedzenie” w dwóch kameralnych scenach z udziałem Napoleona i Józefiny).

 

Napoleon” Ridleya Scotta to dla mnie film niespełniony, jednak warty uwagi. Nawet jeśli główny bohater pozostawił mnie obojętną na jego losy i nawet jeśli pod względem faktograficznym można wysunąć wobec scenariusza sporo zastrzeżeń (ostatnio niektórzy internauci stali się wręcz specjalistami w tej dziedzinie), to nie można zaprzeczyć, że dzieło Scotta jest wspaniałym widowiskiem historycznym, którego oglądanie sprawia ogromną satysfakcję. Ciekawe, czy zapowiadana wersja reżyserska, która ma trwać 4 godziny i 10 minut, rzeczywiście trafi do widzów (według informacji Filmwebu film ma się pojawić na Apple TV+ tuż po zakończeniu kinowej dystrybucji). Zastanawia mnie też, czy dodatkowe dwie godziny pozwolą twórcom na zaprezentowanie postaci wielkiego Napoleona w szerszym kontekście psychologicznym i historycznym. Czas pokaże…

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.