Wojciech Chałupka: Czuję potrzebę wychodzenia do ludzi

12.08.2026

Jesteśmy wszyscy wychowani i silnie zainstalowani w europocentrycznej literaturze i sposobie myślenia o muzyce, repertuar jest zunifikowany. A ja lubię się od tego odkleić, spróbować, dajmy na to, medytacji tybetańskiej i zobaczyć, ile da się z niej zastosować w mojej muzyce – opowiada Wojciech Chałupka, kompozytor, saksofonista i doktorant Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina, laureat I nagrody za utwór Baltic Rhapsody na konkursie kompozytorskim im. Feliksa Konopaska. 

 

rozmawia Szymon Paruzel

 

 

Przedstawisz nam w kilku zdaniach swoją Baltic Rhapsody?

 

To jest utwór, który koncentruje się przede wszystkim na aparacie wykonawczym – orkiestrze dętej. To nietypowa obsada, ponieważ, gdy spojrzymy na kontekst, repertuar czy ogólne postrzeganie orkiestr dętych, mamy do czynienia z bardzo mocnymi przekonaniami czy wyobrażeniami na jej temat. Pisząc ten utwór, starałem się znaleźć swoje spojrzenie na ten zespół i nadać mu nowy kontekst, ale z poszanowaniem jego idiomu. 

Rhapsody była pisana na konkurs o jasno sformułowanych założeniach. Chcę uniknąć sformułowania, że jest to łatwy utwór, ale na pewno musiał być przystępny, po to, aby mogły go wykonywać różne orkiestry dęte. Jest ona programowa, obrazuje dzień nad Bałtykiem, chciałem w nim uchwycić upływ czasu. Stąd też jego budowa: pięć części, połączonych attacca: prolog, który ma wprowadzić zespół i słuchaczy do tego świata; później bałtycki świt, bardzo statyczny, pełen quasi-klasterów i plam dźwiękowych; następnie morska podróż, sztorm i powrót do zmierzchu, będącego klamrą.

Nie licząc paru aranżacji, to był mój pierwszy utwór na orkiestrę dętą. Mimo że sam jestem saksofonistą, okazało się to nie najłatwiejsze, żeby w odpowiedni sposób wykorzystać specyfikę i barwę każdego instrumentu i połączyć je, aby to brzmiało dobrze. Dla mnie to była przede wszystkim konfrontacja z obsadą.

 

 

 

Ale skoro wygrałeś konkurs, to pierwszy strzał był celny.

 

Tak! Jestem tym bardziej zadowolony, że staram się nie ograniczać do kilku tylko obsad czy stylów. W tym roku udało mi się wygrać kilka konkursów kompozytorskich, każdy wymagał utworu na inny skład, ale ten był szczególny: należało napisać coś o niewygórowanym poziomie trudności. To jest dla mnie szczególnie ważne i wartościowe, bo dzięki temu udało mi się wyjść z muzyką współczesną, która nie jest skierowana do znawców, a do ludzi, którzy mogą nie mieć z nią wiele do czynienia, czy jako wykonawcy, czy odbiorcy. Nie wiem, czy można to nazwać działaniem prospołecznym, ale zdecydowanie tak to odczuwam. Tym bardziej, że skoro utwór nie był przesadnie trudny, w krótkim czasie wykonany został już przez kilka orkiestr. 

Dobrze to też na mnie zadziałało w kontekście wyważenia proporcji – aby pogodzić ambicję twórczą, wywołaną też przez konkurs (bo, umówmy się, nawet jeśli staramy się od tego odciąć, to i tak w momencie wysłania partytury myślimy o tym, że jest to konkurs, związany z rywalizacją partytur), z pewnym powstrzymywaniem się, aby utrzymać rozsądny stopień zaawansowania. 

 

 

***

Od redakcji: W zeszłym roku Narodowy Instytut Muzyki i Tańca rozpisał Konkurs kompozytorski im. Feliksa Konopaska na utwór instrumentalny dla orkiestry dętej. Ważnym założeniem konkursu było, aby utwory te były wartościowe muzycznie przy poziomie trudności, który pozwoli na ich wykonywanie również przez niezawodowe zespoły. 

***

 

 

Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale mam wrażenie, że widzimy teraz pewien odwrót w muzyce klasycznej. Że jako jej „użytkownicy” nie musimy szukać spełnienia wyłącznie przez wielkie rzeczy, ale żebyśmy szukali nisz. Czy widzisz coś takiego w konkursach kompozytorskich?

Nie tylko w konkursach. To jest bardzo dobra zasada w pracy twórczej ogólnie. Jesteśmy wszyscy wychowani i silnie zainstalowani w europocentrycznej literaturze i sposobie myślenia o muzyce, repertuar jest zunifikowany. A ja lubię się od tego odkleić, spróbować, dajmy na to, medytacji tybetańskiej i zobaczyć, ile da się z niej zastosować w mojej muzyce. Można posłużyć się każdym tematem – ostatnio czytałem Zdradzone testamenty Kundery. On pisze tam o muzyce, ale też o powieściach i ich konstrukcji. Pozwoliło mi to mocno się odświeżyć i spojrzeć w inny sposób na komponowanie. Pisze on tam: Umowa między powieściopisarzem a czytelnikiem powinna być zawarta na samym początku; musi być jasne: to, o czym się tutaj opowiada, nie jest poważne, choćby mowa była i o rzeczach najstraszniejszych.”

 

 

Mnie to z kolei przypomina to, co Peter Curman pisał w jednym ze swoich wierszy: „jeżeli do mojej literatury wkrada się literatura, czas pomyśleć o czymś innym”. 

To jest mi bardzo bliskie, chociaż Kundera pisze też, że wielkie dzieła powstają w historii kultury. Czyli musisz się odnieść do tego, co było, nadać temu własny kontekst i postarać się zdefiniować na nowo. To podobnie jak z moim utworem na orkiestrę dętą. To nie jest wielkoformatowe dzieło, jak oratorium czy symfonia, ale wymagało ode mnie dużej dyscypliny i odniesienia do tego, czym orkiestry dęte są oraz znalezienia własnej perspektywy. 

 

 

A nie obawiałeś się, że Twój utwór nasunie skojarzenia – i porównania – z Morzem Debussy’ego?


Absolutnie nie. Gdybym bał się dotykać pomysłów, które wcześniej były wykorzystane, byłbym bardzo ograniczony, niezależnie od tego, jak to mogłoby być odebrane. Napisałem w zeszłym roku utwór Wierchy na orkiestrę symfoniczną, bardzo lubię to słowo, chciałem je wykorzystać i przy okazji napisać coś, co do wierchów nawiązuje. Wcześniej takim tytułem posłużył się Malawski. Ale… trudno! On był pierwszy, ale mój utwór jest zupełnie inny.

 

 

Podoba mi się takie rozumowanie! A jakie miejsce w Twojej drodze zajmuje konkurs imienia Konopaski?

 

Szczerze? Nie wiem, czy zajmuje jakieś konkretne miejsce. Staram się podchodzić do konkursów z dystansem, piszę na nie, gdy widzę skład, który mi się podoba, jest to też dla mnie pewna motywacja do pracy. Nagrody są bardzo miłe i jestem wdzięczny, gdy je dostaję, ale najważniejsze jest dla mnie zmierzenie się z obsadą oraz samym utworem, który muszę napisać. Konkurs im. Konopaska miał bardzo ciekawe założenie: wyłonienie utworów, które będą mogły być grane przez zespoły zawodowe i amatorskie. Pamiętajmy, że jego patron mocno działał na polu amatorskiego ruchu muzycznego. Z pewnością po tym konkursie nie boję się teraz tego, że jeśli napiszę utwór, który może być zagrany przez mniej zaawansowanych muzyków, to będzie on trywialny. Wręcz przeciwnie, czuję teraz pewną potrzebę pisania takich utworów, wychodzenia do ludzi, dla których może być to pierwsze – i nietraumatyzujące – spotkanie z muzyką nową (mam nadzieję). 

 

 

A jak Ci się podoba sytuacja, w której piszesz muzykę, której pierwszymi wykonawcami wcale nie muszą być wyspecjalizowani w sztuce współczesnej muzycy?

 

Czuję się z tym świetnie! To bardzo wartościowe, że mogę skomponować coś, co prawykona lub czego odbiorcą będzie ktoś, kto ma mniej kontaktu z muzyką nową. Daje mi to pewną nadzieję, że to doświadczenie zostanie z tym kimś na dłużej, w odróżnieniu od muzyka, dla którego mój utwór będzie kolejnym prawykonaniem w tym miesiącu. To właśnie takimi działaniami możemy zachęcić słuchaczy do tego, żeby przychodzili na koncerty muzyki nowej. Bo w gruncie rzeczy chodzi o to, żeby cały czas szukać nowych miejsc i nowych odbiorców oraz dzielić się muzyką.

 

 

Przejdźmy może do Wojtka Chałupki jako saksofonisty. W jaki sposób Twoje doświadczenia kompozytorskie wpływają na Twoją praktykę wykonawczą? I w drugą stronę.

 

Na pewno dzięki kompozycji patrzę na muzykę bardziej „od środka”. Nie daje to wielkich zmian w mojej technice czy vibrato. No i zabiera czas! Teraz głównie komponuję, jeśli chodzi o saksofon, to gram teraz albo kameralnie, albo muzykę nową. Ale wydaje mi się, że większy wpływ na kompozycję ma bycie czynnym wykonawcą. Wielokrotnie zastanawiałem się, czy nie przestać grać - to wymaga bycia w ciągłej formie. Kompozycja zresztą też, nie ma to zbyt wiele wspólnego z jakąś weną, to rzemiosło, które trzeba utrzymywać w dobrej kondycji. Ale granie pozwala mi zachować świeżość w pisaniu muzyki - dzięki temu myślę o interakcji muzyka z instrumentem, z partyturą, później z partnerami kameralnymi i wreszcie z publicznością. Granie pozwala mi być ciągle obecnym w tym całym procesie, a do tego zachować empatię wobec wykonawców moich utworów - jednak nie w takim znaczeniu, że musi to być zawsze łatwe do zagrania.

 

 

Skoro mówisz o empatii, to jak zapatrujesz się na kwestię wierności tekstowi? Gdy ktoś wykonuje Twoją muzykę, podsuwa jakiś pomysł i uznajesz go za trafny, to przyjmujesz go czy uznajesz, że skoro ostatni dźwięk został postawiony w Sibeliusie, to nie ma już czego zmieniać?

 

Najważniejsza jest precyzja w zapisie. Należy zapisać narrację tak, aby było to czytelne. Ale kiedy wszystko napiszemy, a wykonawca ma narzędzia potrzebne do zagrania, musimy zawsze pamiętać o jednej rzeczy. Usłyszałem kiedyś: jeżeli wielu wykonawców zagra Twój utwór, każdy zrobi to inaczej i za każdym razem będzie to miało sens, to znaczy, że utwór jest dobry. Przy pewnej okazji słyszałem swój utwór grany przez kilkunastu muzyków. Miałem, oczywiście, jakieś swoje wyidealizowane brzmienie w głowie, ale byłem w szoku, że każdy z nich zwrócił uwagę na coś innego. Byłem zadowolony, bo utwór się obronił. Zderzenie się z różnymi interpretacjami to sedno utworu.

 

 

Jakie masz teraz plany artystyczne?

 

Szukać dalej! Chciałbym zachować dynamikę, w której poruszam się po zupełnie odmiennych obszarach i jestem aktywny. Po prostu pozostać w procesie oraz być otwartym na to, co pojawia się po drodze, i nie wiedzieć do końca, dokąd mnie to zaprowadzi.

 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

 

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.