Idziemy w góry po życie, słońce i radość [czyli finał NDI Sopot Classic]

-
30.07.2026

Żeby to osiągnąć, trzeba walczyć z przeciwnościami: mgły, zawieje, burze, zwątpienie. Doświadczyliśmy tego podczas finału 16. NDI Sopot Classic Festiwal – koncertu pt. „Alpejska Przygoda”. Orkiestra Filharmonii Kameralnej zabrała nas w muzyczną podróż po dolinach oraz szczytach majestatycznych gór. 

 

Marta Kociszewska-Hoffmann

 

Entuzjazm i napięcie rosły w pierwszej i drugiej części, by w trzeciej porwać słuchaczy do szczytowego poziomu. Różne motywy przewodnie łączyły się tutaj niczym małe strumyczki górskie i z każdym wykonaniem wzbierały w melodyjnej rzece, szemrzącej pogodnym, lecz niepowtarzalnym nurtem, prowadzącym nas ku końcowej radości z finałowej z górskiej wędrówki muzycznej. 

 

Różnorodność w doborze kompozytorów – serca i dusze oddane górom

W Operze Leśnej, która kojarzy nam się z falami, sztormem i całym morskim żywiołem, zaprezentowano  utwory trzech wybitnych kompozytorów, silnie związanych nie z morzem, ale z  górami: „Orawę” Wojciecha Kilara (1932-2013), polskiego pianisty, kompozytora muzyki poważnej, religijnej i filmowej; „Koncert skrzypcowy A-dur op. 8” Mieczysława Karłowicza (1876-1909), młodopolskiego kompozytora oraz monumentalną „Symfonię Alpejską” Richarda Straussa (1864-1949), niemieckiego kompozytora muzyki późnego romantyzmu. W kręgu zainteresowań twórczych artystów znajdują się podobne motywy, nawiązujące do pejzażu górskiego, nastrojów melancholii oraz tęsknoty do natury. Stworzyli muzykę wyrażającą miłość do gór, niezwykle uplastyczniającą majestat i symbolikę górskiego pejzażu. 

 

 

Piękna jesteś, słowacka Orawo!

Kto lubi zwiedzać, uprawiać energetyczne wędrówki, wypoczywać w słowackich Tatrach, powinien usłyszeć sopockie wykonanie „Orawy” Wojciecha Kilara, na kameralną orkiestrę smyczkową (skomponowaną w 1986 r.).  Jest ostatnim z czterech utworów zaliczanych do cyklu "tatrzańskiego", który Wojciech Kilar zapoczątkował w 1974 roku „Krzesanym” na orkiestrę, a który dopełniają: napisany na orkiestrę „Kościelec” (1909) i przeznaczona na baryton z orkiestrą „Siwa mgła” (1979). Usłyszeliśmy błyskotliwą i żywą kompozycję rytmów i współbrzmień, nawiązujących do folkloru podhalańskiego. Słuchaczy porwał żywioł rytmu i narastająca energia góralskiego tańca. Orkiestra zagrała czysto i entuzjastycznie, zabierając słuchaczy w malowniczy, tatrzański region rzeki Orawy, przepływającej przez północną stronę Słowacji. Muzyczna, skoczna ekspresja malowała w wyobraźni słuchacza plastyczny obraz krętego i dynamicznego biegu rzeki. Uwagę słuchaczy zatrzymała ilustracyjność podhalańskiego folkloru, tańców i pieśni ludowych.

 

 

 

 

 

Tatry - polska kraina kozicy i limby 

O pięknie i majestacie tatrzańskiego pejzażu opowiadają rzeki, wodospady, potoki, skały, urwiska, turnie. Jednak dopiero żywa przyroda dodaje górom smaku. Zimna, zamglona zieleń smreków i kosodrzewiny malują się latem na przemian z rdzawymi skałami na bezkresnych przestrzeniach (co obserwowaliśmy na multimedialnej projekcji). To „dzieło” matki natury bardzo trafnie podpatrzył znakomity kompozytor, Mieczysław Karłowicz, uważany powszechnie za przedstawiciela Młodej Polski, gdyż ton jego sztuki współbrzmi z atmosferą modernizmu – ruchu artystycznego, który pojawił się w drugiej dekadzie XIX wieku. W drugiej części wieczoru wybrzmiał jego „Koncert skrzypcowy A-dur, op. 8”. W technice orkiestrowej tego dzieła, jak i w ujmujących, bardziej wylewnych elementach lirycznych, da się zaobserwować wpływ fascynacji tatrzańskim pejzażem. Artysta za życia prowadził bogatą działalność taternicką. Podobnie, jak innych twórców młodopolskich, kompozytora dręczyły duchowa rozterka i poczucie bezsensu istnienia. Ucieczką od nastrojów dekadenckich były tatrzańskie wędrówki oraz wysokie wspinaczki. Góry w swym majestacie i potędze zmniejszały skalę codziennych trosk, przywracały spokój ducha, stanowiły pewien powrót do natury. Budziły poczucie nieograniczonej wolności, ale też grozę, wrażenie dzikości i poczucie niebezpieczeństwa, co stanowiło wówczas przedmiot fascynacji. 

 

 

Smutek nutami pisany – muzyczna psychizacja krajobrazu

Niezapomniane doznania estetyczne zapewniła nam tego wieczoru Agata Szymczewska, doświadczona i wielokrotnie doceniana skrzypaczka. Wspomnę, że jej nagranie koncertu skrzypcowego Karłowicza (Sinfonia Varsovia pod dyr. Jerzego Maksymiuka) zostało nagrodzone „Fryderykiem” w kategorii Muzyka Symfoniczna i Koncertująca za rok 2008. W sopockiej Operze Leśnej zdumiała mnie swoją artystyczną odwagą i tym, w jaki sposób jest w stanie przekazywać najczystszy, artystyczny zachwyt kompozytora górskim pejzażem oraz ówczesny stan jego ducha. Czysty dźwięk skrzypiec pozwalał przybliżyć paletę emocji, jaka mogła towarzyszyć twórcy w trakcie podziwiania Tatr. Znakomicie odzwierciedliły to zapisane nuty. Sama artystka muzykę Karłowicza oddała z czułością i wyjątkową ekspresją brzmienia. Przekazała wg mnie ogromną dawkę emocji, jaka może wiązać się z konfrontacją kruchego istnienia ludzkiego z żywiołem, jakim są góry. Jej wykonanie było zmysłowe, czułe i dojrzałe. W zaprezentowanej muzycznej wędrówce ku szczytom, w mojej wyobraźni realizowała się symbolicznie tęsknota do Tatr, ich potęgi i wzniosłości oraz otwartej, nieograniczonej przestrzeni. W muzycznej formie „Koncertu skrzypcowego” „słychać” było nawiązanie do tajemnicy Tatr. Pobrzmiewa tu inspiracja poezją i uczuciowością romantyczną. W dźwiękach dało się usłyszeć kontemplację cudownej, górskiej ciszy, upragnionej samotności, jak i elementy zanurzone w charakterystycznej, dekadenckiej atmosferze smutku i melancholii. 

 

 

 

 

 

Nowa siła – ekspresyjna wędrówka ku górze

Dotychczas nigdy żywo nie słyszałam „Symfonii Alpejskiej” Richarda Straussa, dzieła, które zwieńczyło alpejski wieczór. W wersji koncertowej dostrzegłam historię duszy artysty, jego miłość do Alp, jakich żaden krytyk nie jest w stanie odzwierciedlić. Dla tych, którzy może jeszcze nie wiedzą, warto nadmienić, że kompozytor czerpał obrazy i nastroje z ukochanego świata gór bawarskiej ojczyzny. Ze swojej willi w Garmisch (jeden z największych kurortów bawarskich) miał przepiękny widok na Zugspitze oraz na potężne pasmo górskie - Wetterstein. W dziele zawarł osobiste przeżycia związane z obcowaniem z Alpami.  Utwór zawiera duchowo-refleksyjną wędrówkę, a sam miłośnik gór kontempluje tajemnicę natury. Symfonia jest nieliterackim, ale muzycznym, doprecyzowanym reportażem z górskiej wyprawy. Kompozytor dźwiękami odmalował naturę: zilustrował zjawiska przyrody, wykorzystał dźwięki dzwonków pasterskich, naśladował dźwięki grzmotów, wiatru, halnego, lawiny. 

 

Dzieło rozpoczęło się tajemniczym dreszczem „Nocy”. Z podniosłych akordów wyłania się motyw masywnych gór. Następnie w czystym blasku A-dur obserwujemy „Wschód słońca”. Po krótkim marszu zaczyna się muzyczne „Podejście” i tu wkraczamy do lasu. „Wędrówka brzegiem strumienia” prowadzi nas do „Wodospadu”, w którego skrzypcowych kaskadach urzekają szumiące i połyskujące dźwięki harf i czelesty. Przez „Kwietne łąki” miłośnik gór podąża w stronę „Hali”. Przez gęstwinę i zarośla podejście trwa dalej do chwili, gdy znajdziemy się „Na lodowcu”. W tym momencie słychać najwyższe rejestry trąbek. Nadeszły „Niebezpieczne momenty”. Odczuwamy intensywne emocje: nerwy, analiza, przewidywanie. Po chwili tytułowy „Szczyt” zostaje zdobyty. Porywająca melodia oboju wyraża zachwyt i poruszenie wędrowca.  

 

 

Impresjonizm – muzyczne uchwycenia tego, co ulotne

Tak jak w górach szybko zmienia się pogoda, podczas tej części koncertu odczuwamy zmianę brzmienia. W „Wizji” podziwiamy wzniosłą naturę, a następnie „Unoszą się mgły” (muzycznie obrazuje to hekelfon). Przy łagodnym brzmieniu organów słońce powoli zakrywają chmury. W tym miejscu obój altowy czysto intonuje „Elegię”. Panuje łagodny spokój, co ilustrują dźwięki „Ciszy przed burzą”.  Nieoczekiwanie przy „Zejściu” zaskakują wędrowca „Burza i wicher – słychać orkiestrową nawałnicę. Droga prowadzi wzdłuż wodospadu. Na sam koniec podziwiamy odmalowany z wirtuozerskim wyczuciem dźwiękowym „Zachód słońca”. Zapada „Noc” wraz z opadającą gamą b-moll. Nastąpił kres naszej muzycznej wędrówki. Po intensywnym wysiłku i minionych niebezpieczeństwach zapanował błogi spokój. 

 

Orkiestra Polskiej Filharmonii Kameralnej pod batutą Szymona Morusa wiernie odtworzyła i odmalowała nastrój alpejskiej natury. Przejścia od świtu do zmierzchu, od marszu do odpoczynku, następowały płynnie. Dramaturgia kompozycji, jak i niebywały kunszt artystyczny Straussa zostały oddane bez zarzutu.  Muzyczny obraz Alp zilustrował zjawiska przyrody w sposób wręcz naturalistyczny. 

 

 

 

W górskiej wędrówce nie chodzi o cel

Od najmłodszych lat chodzę po Tatrach, więc na koncert przybyłam z wyjątkową ciekawością i stosem myśli w głowie: Czego można się spodziewać? Co otrzymamy? Oczekiwałam wiele, ale że będzie to tak pełne energii i rozkoszy – nie myślałam.  Byłam tak samo jak publiczność bijąca brawa, zachwycona i poruszona. Przed oczyma stanęły mi moje dotychczasowe wędrówki górskie i wizja przyszłych. Sam fakt, że w trakcie słuchania Straussa stanęłam na alpejskim szczycie, nie ma znaczenia. Jedynym, co ma znaczenie, jest to, że przeszłam jakąś drogę w sobie. Pojawiła się refleksja, że w górskiej wędrówce nie chodzi o cel. Chodzi o to, żeby cały czas być w ruchu. A nam się błędnie wydaje, że celem jest zdobycie szczytu!
Emocje również nie pozostały obojętne wobec sopockich dźwięków. Karłowicza słuchałam z dozą nostalgii i melancholii, Kilara i Straussa – z radością na nowe górskie odkrycia. W ten sposób znalazłam się między dwoma przeciwnymi prądami, umieszczonymi jeden pod drugim. Ten górny porywał mnie jak we śnie ku słonecznym, lipcowym szczytom, ten dolny zatrzymywał w cieniu pewnego dekadenckiego niepokoju. 

 

 

Koncert przyciągnął miłośników Tatr

Wydarzenie w moim odczuciu zgromadziło nie tylko melomanów, ale wielu miłośników górskich wędrówek, a nawet himalaistów, którzy oczarowani tytułem koncertu, gromadnie przybyli. W przerwie wymieniali się górskimi doświadczeniami i konfrontowali je z koncertowymi, estetycznymi wrażeniami. Ponadto dzięki multimedialnym projekcjom przez cały koncert słuchacze eksplorowali tajemniczą, majestatyczną górską przestrzeń: barwne i kwieciste łąki, malownicze granie, szczeliny, szczyty, strumyki, doliny, surowe skały. Podziwiać można było plastycznie zmieniający się impresjonistyczny pejzaż.  Zdjęcia były artystycznym dopełnieniem muzycznej opowieść o wędrówce po tatrzańskich i alpejskich szlakach. Przebogaty program tegorocznego finału NDI Sopot Classic, w połączeniu z romantyczną atmosferą letniego Sopotu, dostarczył wielu doznań i na długo pozostanie w pamięci. Z sopockiego wzgórza, na którym usytuowana jest Opera Leśna, schodziliśmy ku dolnej części miasta w strugach deszczu, kończąc naszą przygodę górskich wędrowców. 

 


 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

 

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.