Vorarlberg: muzyka, góry i tradycja
Do Vorarlbergu przywiodła mnie muzyka. A właściwie jedno z tych przedstawień, w których miejsce staje się częścią teatralnej obietnicy: opera wystawiona na scenie wyrastającej z wód Jeziora Bodeńskiego. Festiwal w Bregencji obchodził w 2026 roku osiemdziesięciolecie, a jego jubileuszowy sezon przyniósł pierwszą w historii festiwalu realizację „Traviaty” Giuseppe Verdiego na słynnej scenie jeziornej. Damiano Michieletto osadził historię Violetty w świecie lat dwudziestych XX wieku, pośród blasku nocnych klubów, dekadenckich przyjęć i społecznych rytuałów, pod którymi kryła się samotność bohaterki.
Samo przedstawienie mogłoby wypełnić całą opowieść o podróży. Tym razem opera okazała się jednak początkiem, a nie jej najważniejszym tematem. Bregenz stało się bramą do regionu znacznie bardziej różnorodnego, niż wcześniej przypuszczałem. Wystarczyło odejść od jeziora i festiwalowej widowni, by odkryć miasta o średniowiecznych układach ulic, niewielkie muzea, pielgrzymkowe kościoły, współczesną architekturę oraz krajobraz, w którym granice państwowe wydają się mniej ważne niż rytm rzek, jeziora i gór.
Vorarlberg jest najbardziej na zachód wysuniętym krajem związkowym Austrii. Leży pomiędzy Jeziorem Bodeńskim a Alpami, w bezpośrednim sąsiedztwie Niemiec, Szwajcarii i Liechtensteinu. Stosunkowo niewielka powierzchnia nie oznacza tu jednolitości. Jezioro, dolina Renu, alpejskie pastwiska i wysokie pasma górskie tworzą kilka wyraźnie odmiennych światów, które można poznać podczas jednej podróży.
Region nie próbuje olśniewać na każdym kroku. Jego siła ujawnia się powoli: w skali miast, które najlepiej poznawać pieszo, w bliskości krajobrazu, w przywiązaniu do rzemiosła oraz w kulturze obecnej również poza wielkimi instytucjami. Tradycja nie została tu zamknięta w muzealnej gablocie. Nadal kształtuje sposób budowania, gotowania i organizowania wspólnej przestrzeni.
Feldkirch: miasto za arkadami
Bazą mojej podróży było Feldkirch. Już pierwsze spotkanie z miastem pokazało, jak odmienny jest rytm tej części Austrii. Historyczne centrum nie zajmuje wielkiego obszaru. Wystarczy jednak przejść przez jedną z dawnych bram, aby znaleźć się w świecie wąskich ulic, arkad, placów i kamienic, nad którym wciąż dominuje masywna sylwetka zamku Schattenburg.
Najlepiej zacząć bez dokładnego planu. Marktgasse, główna ulica starego miasta, prowadzi pod arkadami, które chronią przed letnim słońcem i deszczem. Zadaszone przejścia otwierają się na place oraz boczne uliczki. Sklepy nie zostały całkowicie wyparte przez punkty z pamiątkami. Wśród restauracyjnych ogródków nadal działają niewielkie księgarnie, piekarnie i lokale odwiedzane przez mieszkańców. Oficjalne materiały turystyczne miasta również przedstawiają Marktgasse i Marktplatz jako miejsca spotkań, handlu i codziennego miejskiego życia.
Niedaleko znajduje się katedra św. Mikołaja, jeden z najważniejszych gotyckich kościołów Vorarlbergu. Jej bryła nie dominuje nad miastem w sposób monumentalny. Wpisuje się w skalę otaczających ją ulic i placów. Innym rozpoznawalnym punktem jest Katzenturm, okrągła wieża wzniesiona w latach 1491–1507 jako część systemu fortyfikacji budowanego za panowania cesarza Maksymiliana I. Pochodzenie jej nazwy nie zostało jednoznacznie wyjaśnione. Jedna z teorii wiąże ją z przedstawieniami kocich głów umieszczanymi na dawnych działach.
Nad starówką wznosi się Schattenburg. Zamek powstał w XIII wieku jako siedziba hrabiów Montfort, a dziś mieści muzeum oraz restaurację. Zachował przy tym czytelny związek z miastem: nie jest odległą ruiną na wzgórzu, tylko punktem, względem którego nadal układa się panorama Feldkirchu.
Feldkirch ma również kilka mniej oczywistych związków z kulturą europejską. Zatrzymywał się tutaj James Joyce, a Arthur Conan Doyle uczęszczał do działającego w mieście kolegium jezuickiego Stella Matutina. Dziś w jego dawnych budynkach mieści się prywatny uniwersytet muzyczny Stella Vorarlberg.
W mieście nie trzeba realizować długiej listy obowiązkowych atrakcji. Najwięcej przyjemności przynosi samo przemieszczanie się pomiędzy arkadami, obserwowanie detali fasad i zatrzymywanie się na placach. Historyczne centrum nie wygląda jak starannie zakonserwowana dekoracja. Nadal pełni swoją podstawową funkcję. Ludzie robią tu zakupy, jedzą lunch, spotykają się po pracy. Przeszłość tworzy ramy dla współczesnego miasta, zamiast je zastępować.
To połączenie jest charakterystyczne dla całego Vorarlbergu. Region uchodzi za jedno z najciekawszych europejskich laboratoriów współczesnej architektury. Szkło, beton i lokalne drewno pojawiają się w sąsiedztwie tradycyjnych budynków, a współczesny projekt można odnaleźć nie tylko w muzeach czy hotelach, lecz także w domach prywatnych, budynkach gminnych, restauracjach, a nawet na przystankach autobusowych. Nie chodzi przy tym o ostentacyjną nowoczesność. Nowe budynki często wyrastają z miejscowych metod pracy z materiałem i z przekonania, że architektura powinna służyć konkretnemu miejscu.
Rankweil: krajobraz zamiast granic
Z Feldkirchu łatwo dotarłem pociągiem do Rankweil. Nad miejscowością dominuje bazylika wzniesiona na skalistym wzgórzu Liebfrauenberg. Podejście nie jest długie, wystarcza jednak, aby stopniowo oddalić się od współczesnej zabudowy. Kościół sprawia wrażenie naturalnego zwieńczenia miasta.
W Rankweil znaczenie architektury pozostaje nierozerwalnie związane z jej położeniem. Bazylikę rozpoznaje się z daleka. Dopiero ze wzgórza można jednak w pełni zrozumieć, dlaczego powstała właśnie tutaj. Przed odwiedzającym otwiera się dolina Renu, zamknięta kolejnymi pasmami gór. Granice znajdują się bardzo blisko, choć krajobraz ich nie respektuje. Austria, Szwajcaria, Niemcy i Liechtenstein przestają być odległymi punktami na mapie. Stają się częściami jednej przestrzeni komunikacyjnej i kulturowej.
Ta bliskość państw nie odbiera regionowi odrębności. Przeciwnie, pomaga ją lepiej dostrzec. Vorarlberg jest austriacki, ale jego język, historia i codzienny rytm zdradzają także związki ze światem alemańskim po drugiej stronie granicy. Podróżowanie po regionie przypomina więc poruszanie się po obszarze spotkania kultur, nie po peryferiach jednego kraju.
Wieczór w Rankweil stał się okazją do poznania lokalnej kuchni. W Vorarlbergu tradycyjne jedzenie nie oznacza niedbałości ani kulinarnej stagnacji. Restauratorzy od lat współpracują z gospodarstwami i niewielkimi producentami, a kuchnia opiera się w dużej mierze na świeżych produktach regionalnych i sezonowych. Ten sam model funkcjonuje zarówno w prostych gospodach, jak i w restauracjach proponujących nowoczesne interpretacje miejscowych potraw.
Szczególne miejsce zajmuje ser. Vorarlberg produkuje między innymi Bergkäse, Alpkäse oraz charakterystyczny dla Montafonu Sura Kees. Oficjalne materiały regionu podają, że znaczna część miejscowego mleka trafia właśnie do produkcji serów, a ich wytwarzanie łączy wielowiekową wiedzę z nowoczesnymi metodami.
Ta serowa kultura nie ogranicza się do jednego sztandarowego produktu. Przenika rolnictwo, krajobraz oraz menu restauracji. Łąki i alpejskie pastwiska są miejscem produkcji, ale tworzą też pejzaż oglądany przez turystów. Jedzenie pozwala więc lepiej zrozumieć, że krajobraz nie jest tutaj wyłącznie malowniczym tłem. Jest rezultatem pracy.
Tutejsza kuchnia wydała mi się sycąca, bezpretensjonalna i gościnna. Nie odcina się od tradycji ani nie traktuje jej jak nietykalnego eksponatu. Lokalne składniki można spotkać w wiejskiej gospodzie, hotelowej restauracji i współczesnym lokalu o starannie zaprojektowanym wnętrzu. Zmienia się forma podania. Związek z miejscem pozostaje.
Hohenems: historia zapisana w domach
Największym zaskoczeniem podróży okazało się Hohenems. Łatwo byłoby potraktować je wyłącznie jako przystanek pomiędzy Feldkirchem a Bregencją. Niewielka skala miasta może być myląca. Historia osiąga tu szczególną intensywność.
Centralnym punktem Hohenems jest Schlossplatz. W pobliżu stoi renesansowy pałac, świadectwo dawnego znaczenia miasta. Monumentalna historia okazuje się jednak tylko jedną z warstw. Hohenems można poznawać poprzez losy rodzin, domów i ludzi, których ślady przetrwały w dokumentach oraz przedmiotach codziennego użytku.
Najważniejszym miejscem takiej opowieści jest Muzeum Żydowskie, mieszczące się w willi Heimann-Rosenthal z 1864 roku. Stała ekspozycja przedstawia dzieje społeczności żydowskiej istniejącej w Hohenems przez ponad trzy stulecia, aż do jej zniszczenia w okresie nazistowskim. Muzeum podejmuje również temat deportacji, Holokaustu, powojennych początków oraz diaspory rodzin związanych z miastem.
Największe wrażenie robi sposób prowadzenia tej opowieści. Historia nie zostaje sprowadzona do kolejnych dat i aktów prawnych. Wyłania się z doświadczeń konkretnych osób. Dokumenty, fotografie i biografie przywracają imiona ludziom, którzy mieszkali przy tych samych ulicach, prowadzili sklepy, zakładali rodziny i współtworzyli rozwój regionu. Lokalna historia otwiera się jednocześnie na pytania wykraczające poza Hohenems: o diasporę, migrację, współistnienie społeczności i kruchość praw obywatelskich. Taki zakres deklaruje również samo muzeum, łącząc dzieje miejscowej społeczności ze współczesnymi pytaniami o kulturę żydowską w Europie.
Hohenems ma również silne związki z muzyką. W 1976 roku odbyła się tutaj pierwsza Schubertiada, która z czasem stała się jednym z najważniejszych festiwali poświęconych twórczości Franza Schuberta, pieśni oraz muzyce kameralnej. Historię wydarzenia dokumentuje Schubertiade Museum, poświęcone także wykonawcom, wydawcom, pedagogom i autorom, którzy po śmierci kompozytora przyczynili się do obecności jego muzyki w repertuarze.
Wokół festiwalu powstała sieć niewielkich muzeów zajmujących sześć historycznych budynków. Ich ekspozycje dotyczą Franza Schuberta, wybitnych interpretatorów muzyki klasycznej, historii festiwalu i kulturowej przeszłości miasta. Można tu znaleźć między innymi muzeum Elisabeth Schwarzkopf, galerię Salomona Sulzera, pokój Stefana Zweiga oraz muzeum poświęcone sagom o Nibelungach.
Rozproszenie tych instytucji ma znaczenie. Zwiedzanie nie polega na wejściu do jednego wielkiego gmachu i odizolowaniu się od miasta. Trzeba przechodzić pomiędzy kolejnymi domami, przecinać place i wracać na ulice. Muzeum staje się częścią spaceru. Muzyka i historia pozostają wpisane w miejską tkankę.
W Hohenems spotykają się opowieści, które z pozoru mogłyby istnieć osobno: dzieje arystokratycznego pałacu, historia społeczności żydowskiej, tradycja pieśni oraz pamięć wielkich wykonawców. Dopiero razem pokazują miasto jako miejsce tworzone przez wiele środowisk i form pamięci.
Pomiędzy jeziorem a górami
Najbardziej charakterystyczną cechą Vorarlbergu pozostaje bliskość odmiennych krajobrazów. Bregenz leży nad Jeziorem Bodeńskim, a góry zaczynają się niemal natychmiast za miastem. Z centrum można wjechać kolejką na Pfänder, położony na wysokości 1064 metrów. Podobną perspektywę oferuje Karren koło Dornbirnu.
Dopiero z góry widać, jak zwarty jest ten region. Tafla Jeziora Bodeńskiego przechodzi w dolinę Renu, a tę otaczają pasma Alp. Miasta układają się wzdłuż szlaków komunikacyjnych, nie tracąc przy tym własnej skali. Krajobraz tłumaczy także część kulturowej specyfiki Vorarlbergu: bliskość sąsiadów, znaczenie tranzytu oraz łatwość przemieszczania się pomiędzy kilkoma państwami.
Zaskoczyła mnie możliwość podróżowania bez samochodu. Feldkirch, Rankweil, Hohenems, Dornbirn i Bregenz są połączone transportem publicznym, a dworce w wielu miejscowościach znajdują się niedaleko historycznych centrów. Oficjalne materiały regionalne wskazują, że Feldkirch, Bregenz, Dornbirn i Hohenems można łatwo zwiedzać koleją oraz autobusami, natomiast ich stacje leżą w odległości krótkiego spaceru od centralnych części miast.
Dzięki temu podróż nie rozpada się na serię długich przejazdów. Jednego dnia można spacerować pod arkadami Feldkirchu, później wejść na wzgórze w Rankweil, a wieczorem znaleźć się nad Jeziorem Bodeńskim. Zmieniają się widoki i historie. Poczucie ciągłości pozostaje.
Do Vorarlbergu przyjechałem ze względu na wydarzenie, które celowo przekracza skalę codziennego doświadczenia. Opera na Jeziorze Bodeńskim opiera się przecież na spektaklu: wielkiej scenografii, ogromnej widowni i spotkaniu teatru z otwartym krajobrazem.
Poza festiwalem najbardziej zapamiętałem jednak miejsca działające bez podobnego rozmachu. Arkady Feldkirchu, bazylikę wyrastającą nad Rankweil, sale Muzeum Żydowskiego w Hohenems, niewielkie ekspozycje poświęcone Schubertowi, lokalną restaurację i widok doliny Renu ze wzgórza. Nie tworzą jednej monumentalnej atrakcji. Łączy je sposób, w jaki historia i kultura pozostają obecne w codziennym życiu.
Vorarlberg nie narzuca odwiedzającemu gotowej opowieści. Trzeba ją złożyć samemu z kolejnych miejsc, smaków i spotkań. Być może właśnie dlatego region tak dobrze nadaje się do powolnej podróży. Wielkie wydarzenia przyciągają tutaj gości z daleka. Najciekawsze odkrycia często czekają kilka stacji kolejowych dalej.