Druga* tego lata królowa na Wawelu

-
05.07.2026

Natalia Rubiś wystąpiła na Wawelu w tytułowej roli Aidy. Pokazała klasę, jakość i to, że w świecie opery ważne są wartości, dzięki którym buduje się wspólnotę osób wykonujących i odbierających sztukę.

 

Duże musiały być nerwy organizatorów wydarzenia Opery Krakowskiej na Wawelu na ostatniej prostej, gdy, gwiazda zaproszona do wykonania partii Aidy w operze Verdiego o tym samym tytule, po raz kolejny znalazła wymówkę, żeby nie wystąpić. I to na dzień przed spektaklem. Tym razem przedstawiła zaświadczenie od lekarza o niezdolności do wykonania pracy. Owszem, tak też można. Czy to bardziej poważne niż poprzednie tłumaczenie o double bookingu? Trudno osądzać. Wiarygodność „gwiazdy” z pewnością na tym traci. 

 

 

 

Dyrektor opery, Piotr Sułkowski, nie stracił jednak zimnej krwi i w trybie natychmiastowym zaprosił do Krakowa Natalię Rubiś. Decyzja artystki z pewnością nie była łatwa. Właśnie trwały próby do „Walkirii” Ryszarda Wagnera w sopockiej Operze Leśnej, gdzie odbywa się Baltic Opera Festival. Musiała więc przejechać całą Polskę, z Sopotu do Krakowa, z próby do jednej wymagającej opery na próbę do drugiej… Ale odpowiedzialność wzięła górę. Tak się też składa, że Natalia śpiewała już Aidę – zarówno w siedzibie Opery Krakowskiej, jak i w zeszłym roku właśnie na Wawelu. Znała więc specyfikę miejsca, reżyserię, scenografię, kostium i nietypową charakteryzację. W rolę mogła wejść praktycznie z marszu. Czy sprostała zadaniu? Wielominutowe owacje jednoznacznie wskazują, że tak. Dała publiczności z nawiązką to, czego nie dostarczyła tzw. gwiazda. Nie, nikogo nie zastąpiła, nie weszła w niczyje buty. Natalia Rubiś wykonuje role na swoich zasadach, jest jedyna i niepowtarzalna. I jeśli mówimy o wielkich nazwiskach, to właśnie Natalię Rubiś do tego grona należy zaliczać.

 

 

 

Całe szczęście, że mamy takie artystki i możemy słuchać oper w ich spektakularnych wykonaniach. Bo adrenalina zrobiła swoje i Natalia Rubiś była na Wawelu prawdziwą królową. Oczywiście nie sama. Dla kronikarskiego porządku dodam, że fenomenalny był Rafał Siwek, arcykapłan Ramfis, a także pozostali wykonawcy, w tym Monika Ledzion jako Amneris, Giorgi Sturua czyli Radames, Stepan Drobit jako Amonasro czy Wołodymyr Pańkiw, sceniczny Faraon. Całość dopełniały zespoły Opery Krakowskiej – chór, balet i orkiestra pod batutą Marcina Nałęcz-Niesiołowskiego.

 

„Aida” zakończyła cykl oper na Wawelu prezentowanych w ramach 27. Letniego Festiwalu Opery Krakowskiej (wcześniejsze to „Bona Sforza”, „Tosca” i „Nabucco”). Kolejne z pewnością za rok, oby bez przygód.


 

*A dlaczego druga królowa? Pierwszą – i to w trzech scenicznych osobach – jest „Bona Sforza”. Tę operę muszą Państwo zobaczyć, posłuchać, poznać. Muzyka Zygmunta Krauzego, libretto Vincenza de Vivo, spinająca to przepięknie w całość reżyseria Michała Znanieckiego, ubrana w niebanalną scenografię śp. Luigiego Scoglio i godne Wawelu kostiumy Małgorzaty Słoniowskiej – to wszystko razem sprawia, że mamy, proszę Państwa, nową operę narodową!

 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

 

Może Cię zainteresować...

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.