Rozważny i romantyczna w Europie Chopina

05.09.2021

Jednym z najbardziej wyczekiwanych przez mnie koncertów w ramach XVII Międzynarodowego Festiwalu „Chopin i jego Europa” był występ skrzypaczki Bomsori Kim i pianisty Rafała Blechacza.

Duet laureatki drugiego miejsca w XV Międzynarodowym Konkursie Skrzypcowym im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu oraz zwycięzcy XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina przyciągnął tłum podekscytowanych słuchaczy, którzy późną porą (g. 21:00) dnia 21.08.2021 r. wypełnili salę koncertową Filharmonii Narodowej. Spotkanie na jednej scenie tych dwóch wybitnych instrumentalistów młodego pokolenia nie było przypadkowe, wszak znają się i współpracują od 2016 r. Owocem tej współpracy jest płyta z utworami polskich i francuskich kompozytorów, z których dwa – sonaty Debussy’ego i Szymanowskiego – mogliśmy usłyszeć tego wieczoru. Tym samym koncert stanowił element promocji płyty, po którą już przed koncertem i w jego przerwie ustawiały się kolejki.

 

Południowokoreańska skrzypaczka i polski pianista jako duet doskonale wpisali się w tegoroczne motto festiwalu „Tak daleko, tak blisko…”, będąc dla publiczności żywym świadectwem muzyki jako czynnika zbliżającego ludzi oddalonych od siebie o tysiące kilometrów. W programie koncertu znalazły się wyłącznie sonaty na skrzypce i fortepian, których kompozytorzy należeli do czołowych współtwórców kultury w Europie, w której Fryderyk Chopin się urodził, w której żył i którą po sobie pozostawił. Wykonawcy postawili na klasyczne otwarcie prezentując na wstępie Sonatę D-dur op. 12 nr 1 Ludwiga van Beethovena. Wraz z nią wprowadzili radosną atmosferę, obecną szczególnie w pierwszej części tego utworu, przeplataną następnie ogniem dramatyzmu oraz powiewem delikatności w drugiej części, a także drapieżnością i dowcipem w części trzeciej. Cały utwór aż promieniował klarownością formy, bezpośredniością gry i jasnym przekazem. Swoboda artystów w operowaniu różnymi barwami i nastrojami ujawniła się już w kameralnym dziele klasyka wiedeńskiego, aby w pełni dojść do głosu w kolejnych punktach programu.

 

Niejako w opozycji do utworu Beethovena została zagrana III Sonata d-moll op. 108 Johannesa Brahmsa, stanowiąca raczej zestawienie osobistych przeżyć i wyznań, niż kompozycję przeznaczoną do wykonywania przed pełną widownią. Wiodącą rolę pełni w tym utworze fortepian – Blechacz świetnie się w tej roli sprawdził, błyskotliwie rozgrywając swoją wirtuozowską partię. Jednakże skrzypce jedynie nieznacznie ustępują pola fortepianowi. Faktycznie toczą z nim nieustanną walkę – w delikatniejszej formie: pełną przekory rozmowę – raz po raz wychodząc na pierwszy plan w temacie lub dopowiadając ostatnie słowo we frazie. Wyjątek stanowi druga część tej sonaty, dająca skrzypkowi rozległe pole do wyrazu osobistej wrażliwości i głębi przeżyć, z czego Kim skorzystała z pełnym emocjonalnym zaangażowaniem. Temat trzeciej części, będącej swoistym intermezzo, podany został pół żartem, pół serio, w sposób sugerujący publiczności, że do muzyki – i do życia – trzeba, przynajmniej czasem, podchodzić z dystansem. Burzliwa czwarta część przywodząca na myśl spienione fale oceanu „przepłynęła” w błyskawicznym tempie, urywając się gwałtownie i pozostawiając pewien niedosyt – niczym niedopowiedziane zakończenie…

Po przerwie rozbrzmiała muzyka Claude’a Debussy’ego (Sonata g-moll) i Karola Szymanowskiego (Sonata d-moll op. 9), w której Kim rozkwitła niczym przepiękny kwiat w promieniach słońca. Dopiero w tych utworach ukazała się pełnia jej muzycznej fantazji, dowodząc, że Kim jest wielobarwną skrzypaczką wychodzącą poza klasyczne schematy. Blechacz zdawał się tutaj pozostawać odrobinę w cieniu Kim, nadając utworom zewnętrzne ramy, w których skrzypaczka rozwijała swoje muzyczne skrzydła. Na szczególną uwagę zasługuje Sonata Szymanowskiego – jego młodzieńcze dzieło – w którym, ze względu na szczególną melodykę, harmonię i wszechobecny liryzm, artyści zabrzmieli najpełniej. W części pierwszej roztoczyli najpierw baśniową aurę, przez którą krzykliwie przebijała się bolesna rzeczywistość. Niezwykła delikatność, a zarazem intensywność barw charakteryzowała część drugą, w której kameraliści razem stworzyli niecodzienną kolorystykę, pełną zamglonej tajemniczości. Zamykająca utwór część trzecia dała wyraz wirtuozerii Kim i Blechacza, których współpraca była technicznie bez zarzutu tak samo, jak piękna wyrazowo. Zwieńczeniem koncertu był krótki bis, w ramach którego artyści czarująco wykonali „Beau Soir” C. Debussy’ego, tym samym życząc wszystkim obecnym pięknego wieczoru.

 

Niewątpliwie oboje muzyków cechuje podobna wrażliwość muzyczna, która wyraża się w homogenicznej grze i spójnej interpretacji. Widoczny wzajemny szacunek zdaje się być gwarantem wyrównanego dialogowania obydwu instrumentów dzięki czemu zarówno Kim, jak i Blechacz dochodzą w swoim czasie do głosu. Żadne z nich nie robi z siebie gwiazdy, chętnie ustępując miejsca drugiemu, co dowodzi partnerskiego podejścia do wspólnych wykonań i jest niezmiernie ujmujące w odbiorze. W moim odczuciu Blechacz emanował kontrolowaną, ale szczerą i pozbawioną teatralności emocjonalnością, za to Kim wnosiła do ich duetu jej właściwy eteryczny liryzm i baśniową delikatność, a nawet jakiś niepojęty czar, rodem jakby nie z tego świata. Występ Kim i Blechacza nie zaskoczył mnie co do formy i wykonania, ale dostarczył mi wielu do głębi poruszających wrażeń.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz