Nikt nie słucha idealistów ["Parsifal" w Teatro Massimo di Palermo]

fot. Franco Lannino

Przyznam, że zawsze byłem nieco sceptyczny wobec włoskich wykonań muzyki Wagnera. Postanowiłem jednak zaryzykować i wybrałem się do Teatro Massimo w Palermo na przedstawienie „Parsifal”.

To ostatnie dzieło Wagnera bardziej przypomina utwór sakralny niż typową operę. Jest zainspirowane średniowiecznymi legendami o Graalu, ale Jezus nie zostaje tutaj ani razu wspomniany. W tej muzyce jest jednak coś transcendentnego, co wymyka się prostym interpretacjom. Misterium to albo oferuje głębokie przeżycie duchowe albo po prostu nudzi. Dla mnie „Parsifal” jest głęboko humanistyczną muzyczną przypowieścią o empatii.

Graham Vick w swojej interpretacji dystansuje się do wszelkich metafizycznych podtekstów. Jego wersja jest umieszczona w kontekście wojny izraelsko-palestyńskiej. Ludzie są tutaj zdegenerowani przez niekończący się konflikt. Amfortas i Klingsor to osoby głęboko poranione, a zarazem trwające niezmiennie na swoich pozycjach. W tym konflikcie nikt nie jest w stanie cofnąć się o krok ani zrozumieć drugiej strony. Ofiarą natomiast najczęściej padają kobiety, które nie są w stanie się bronić. Parsifal niesie przesłanie pokoju. To idealista, ale nikt w dzisiejszym świecie nie słucha idealistów, więc to pokolenie musi umrzeć i dopiero nowe będzie gotowe na pokój. Vick odnalazł w Parsifalu pokłady humanizmu, które był w stanie przetłumaczyć na kontekst współczesnego konfliktu zbrojnego. Jego przesłanie wyrasta z ducha muzyki Wagnera.


fot. Franco Lannino

Spektakl nie był idealny. Drugi akt był niespójny i jakby niedopracowany. Aktorsko marny tutaj Julian Hubbard chodził po scenie od prawej do lewej strony, a Klingsor pokazywał poplamione majtki. Jednak jeśli spojrzeć na całość, było to dość dobre przedstawienie, które nie tylko wniosło coś nowego do tej opery, ale zarazem ukazało jej aktualność.

Omer Meir Wellber poprowadził orkiestrę Teatro Massimo z pasją. Wprawdzie momentami miałem wrażenie, że nie było tutaj całościowej narracji, łuków orkiestrowych, które spajałyby całość, to jednak dyrygent był w stanie wydobyć z muzyków to, co najlepsze. Jego Wagner był emocjonalny i wyrazisty. Nie był to wprawdzie Wagner moich marzeń - zespołowi niestety zabrakło klarowności i mocy - ale mimo to słuchałem orkiestry z dużą przyjemnością.

Spośród solistów największe wrażenie zrobił Tómas Tómasson jako Amfortas. Jego interpretacja tej roli była spójna oraz niezwykle ekspresyjna. Tutaj każda fraza była pełna znaczeń. Alexei Tanovitski był kompetentnym, lecz dość mało wyrazistym Titurelem. Wykonawcy głównej roli Julianowi Hubbardowi brak było głębszego zrozumienia roli. Co prawda imponował on chwilami dramatyzmem, ale całość nie była w pełni przekonująca. W rolę Kundry wcieliła się Catherine Hunold. Jej śpiew był chwilami przeszywający, a interpretacja konsekwentna. Warto też wspomnieć Thomasa Gazghelego, który dobrze spisał się w roli Klingsora.

„Parsifal” w Teatro Massimo to przedstawienie o potrzebie budowania pokoju. Ważnym jego elementem był chór dziecięcy, który również odgrywał istotną rolę na scenie. Chórzyści rekrutowali się spośród rodzin imigrantów mieszkających na Sycylii. To pokazuje, że opera nie tylko ma funkcję estetyczną, ale też jest platformą społecznej integracji.

dr Jacek Kornak

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Komentarze

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Średnio: 10 (3 głosów)