Na początku było Euro

05.08.2015
Na początku było Euro

Nie, to nie będzie tekst o trwającym w Grecji kryzysie, o rozłamie w Unii i konflikcie interesów - jak na pierwszy rzut oka każdy mógłby pomyśleć. Będzie o dwójce przyjaciół, którzy w czasie trwającego w Polsce w 2012 roku szaleństwa piłki nożnej -z okazji mistrzostw Europy organizowanych w naszym kraju –przytomnie zauważyli, że nie każdy jest pasjonatem tego sportu.

Muzycy podzielili się wtedy na dwa obozy. Tych, którzy na Euro byli obrażeni, bo ich orkiestry miały obniżone dotacje, właśnie dzięki zawodom. I na tych, co ubolewali, że muszą grać piętnasty raz w sezonie Verdiego, a tu akurat mecz Polaków i „przecież i tak nikt do opery nie przyjdzie”. 

Było też dwóch młodych, energicznych panów, którzy stwierdzili, że zamiast marudzić, lepiej coś zrobić dla mieszkańców swojego miasta. I tak powstał – w kontrze do piłkarskiego święta – Euro Chamber Music Festival. Głównym hasłem festiwalu stało się „Przyjaciele grają razem!”.

Z inspiracji obrazem niderlandzkiego mistrza Johannesa Voorhouta, który, chcąc namalować alegorię przyjaźni, przedstawił wspólnie muzykujących grajków. Hasło to miało też podkreślić wymiar kameralistyki – to nie współzawodnictwo, nie elitarna, snobistyczna rozrywka – to właśnie przyjaźń. 

Tę przyjaźń poczuje na każdym kroku każdy, kto zawita na festiwal. Relacja, która łączy obu dyrektorów, w naturalny i niewymuszony sposób udziela się wszystkim artystom i publiczności. Tym, którzy mieliby problem z odnalezieniem w ich tłumie po koncercie, mogę sprzedać prostą receptę, uniwersalną, niezależną od wizażowych transformacji. Człowiek, który przemieszcza się najszybciej, gestykuluje najszerzej, jest w kilku miejscach jednocześnie, zajmując się po prostu wszystkim: od sprzedaży płyt, przez dowiezienie artystów, po witanie gości - to Krzysztof Tymendorf. Ten, który również zajmuje się wszystkim, ale porusza się mniej zamaszyście, nadrabiając elokwencją, sypiąc barwnymi anegdotami i komentarzami – to Arnaud Kamiński. Jedna z pań z widowni wyraziła swoje niekłamane zdumienie – to oni? Tacy młodzi? Tak, co naprawdę imponuje, to fakt, że dwójce młodych ludzi po prostu się chce. Zdumiewa ich dojrzałość, która objawia się nie tylko w umiejętności strategicznego zaplanowania takiej imprezy, jak festiwal. Jej wyrazem jest też troska o tych, którzy nie mogą przyjść na koncerty, do których trzeba specjalnie dotrzeć. 

„Przyjaciele grają wszędzie!”. Pod tym hasłem duet dyrektorów, czyli Duo del Gesù, koncertuje w miejscach takich, jak hospicjum, czy placówka opiekuńczo-terapeutyczna dla dzieci. Dzielą się z przebywającymi tam ludźmi muzyką, wiedząc, że jest to tak samo ważne jak podanie w porę leków. Rozmowa bez słów, która zostaje w pamięci obu stron. Tak samo jak tegoroczna nowość – „Przyjaciele grają z dziećmi!”. Artyści, razem z innymi muzykami, wciągnęli we wspólną zabawę dzieci - z pomocą przyszła im muzyczna bajka „Piotruś i Wilk” Sergiusza Prokofiewa, którą na nietypowy skład instrumentalny opracował Arnaud Kamiński, a także „Symfonia zabawek” Józefa Haydna. 

 

Zabawa udała się doskonale. W roli Wilka wystąpiły skrzypce (Arnaud Kamiński, także jako tytułowy Piotruś), altówka (Krzysztof Tymendorf, sprawdził się także jako Kot) i akordeon (Szymon Jabłoński - choć młody, został także Dziadkiem). Kaczką był obój w rękach Michała Mogiły, czyli prezesa zielonogórskiego Stowarzyszenia Artystów Zdolni do Wszystkiego, które jest oficjalnym organizatorem festiwalu. Wdzięczne trele Ptaszka naśladowała flecistka, Karolina Maszk.
Fot. Mateusz Marciniak

 

* * * * 

Takie inicjatywy rzeczywiście wyróżniają gdański festiwal spośród innych. Nie konkurowanie z gigantami rangą zaproszonych gwiazd, ale skuteczność w dotarciu do wszystkich, którzy pragną kontaktu ze sztuką, z muzyką poważną, kameralną.

Choć i tu gwiazd nie zabrakło. 

Tą najjaśniejszą, najgłośniej zapowiadaną, był niewątpliwie Apollon Musagete Quartet. Po raz pierwszy wystąpił w Trójmieście, gromadząc pełną widownię Staromiejskiego Ratusza czyli siedziby Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku. Publiczność przyjęła koncert entuzjastycznie. O zaproszeniu kwartetu organizatorzy marzyli od samego początku istnienia festiwalu, udało się w tym roku i miejmy nadzieję, że ciąg dalszy współpracy nastąpi. Zespół należy dziś do światowej czołówki kwartetów smyczkowych, jest zwycięzcą najbardziej prestiżowego w dziedzinie kameralistyki konkursu, czyli ARD w Monachium, a także laureatem Paszportu Polityki. Brzmienie zespołu stworzonego przez czterech polskich muzyków rozpoznać można po pierwszej nucie. Energia, niepokojąca, niebanalna fraza, idealna artykulacja. Artyści wciąż są na etapie poszukiwań najdoskonalszych dla zespołu instrumentów, o czym ciekawie opowiadali na konferencji prasowej zorganizowanej w gdańskim Empiku. Ale już dziś trafiają głęboko do serc słuchaczy przepięknym, czystym tonem, który nie pozwala nawet na chwilę oderwać uwagi. Program, jaki zaprezentowali, w pełni ukazał ich największe atuty – utwory Weberna, Weinberga i Dworzaka to muzyka pełna romantycznych uniesień, z wielką skalą emocji. W takiej muzyce Apolloni, jak w skrócie nazywani bywają członkowie zespołu, są niedoścignieni i wielu słusznie mawia, że nad estradą latają błyskawice, kiedy zaczynają grać. O temperamencie muzyków najlepiej opowie zdarzenie, które miało miejsce w trakcie bisu – wiolonczelista dwukrotnie po prostu „zdjął” strunę C z podstawka wskutek brawurowego pizzicato. Altowiolista skomentował to krótko „jak widać, dajemy z siebie wszystko”.

 


Kapitan schodzi ze statku ostatni –a prymariusz przestaje grać…
Fot. Maurycy Śmierzchalski
 

* * * * 

Zanim jednak publiczność doczekała się występu kwartetu, odbyło się już całkiem sporo innych imprez. Po pierwsze - tradycyjny koncert pierwszego dnia festiwalu w wykonaniu jego dyrektorów czyli Duo del Gesù. Skrzypek Arnaud Kamiński i altowiolista Krzysztof Tymendorf od kilku lat koncertują razem. Dwa instrumenty, a brzmią jak kwartet, swobodnie wypełnili dźwiękiem surowe wnętrze kościoła Św. Katarzyny. Może ze względu na trudny, ambitny repertuar jest to mało popularna formacja, muzycy grają często nie tylko oryginalnie na duet napisane dzieła, ale i własne aranżacje, improwizacje, sięgają też po muzykę współczesną. Zostali docenieni przez europejską publiczność podczas tournée w Niemczech i Włoszech w 2011 roku, a także na włoskim konkursie „Cittá di Barletta”, który wygrali w tym roku. Również gdańska publiczność przyjęła ich występ ciepło, nie chciała się rozstać z dwójką wirtuozów, grających ze swobodą, wrażliwością i dużym wyczuciem stylu. I, co równie ważne, niezwykle sympatycznych. Rekomendacją pięknego brzmienia niech będzie obecność kilkumiesięcznego melomana, jeszcze w foteliku samochodowym, który grzecznie wysłuchał koncertu z drugiego rzędu, wcale się nie dziwiąc, ani nie protestując przeciw kaskadzie dźwięków, a później braw.
 


Pasja – i przyjaźń  Fot. Maurycy Śmierzchalski
 
 

* * * * 

Tego samego dnia wystąpił znakomity, pochodzący z Trójmiasta gitarzysta, Bartosz Paprot. Laureat I miejsca na konkursie „Premio Accademia” w Rzymie, mimo młodego wieku doświadczony wirtuoz, występujący z orkiestrami, kameralnie i solo. Tym, co najbardziej ujmuje w jego grze, jest perfekcyjne wyczucie czasu – w skomplikowanej, wielogłosowej fakturze utworów gitarowych rzecz niełatwa do upilnowania, wielu artystów pozwala sobie na minimalne opóźnienia, które potrafią zniweczyć cały sens narracji utworu. W przypadku Paprota wręcz przeciwnie, można było się zachwycić pianistyczną dokładnością, równomiernym nasyceniem składników akordów, lub – kiedy utwór tego wymagał – pięknie, lirycznie wyciągniętymi tematami. Tym większy szacunek dla artysty, że instrument na którym grał, posiadał dopiero od dwóch dni i był na etapie oswajania „nowej przyjaciółki”. Szkoda, że grę tego artysty mogło podziwiać stosunkowo niewiele osób. Prawdopodobnie zawiniła zbyt wczesna pora koncertu, kiedy ludzie jeszcze byli w pracy, wciąż trwał także rok szkolny. I niestety nikt nie chciał dawać zwolnień z okazji Międzynarodowego Święta Muzyki, które akurat tego dnia miało miejsce.

* * * * 
 

Na koniec pierwszego dnia festiwalu wystąpił duet gitarowo-akordeonowy. Duo 69 tworzą akordeonista Szymon Jabłoński i gitarzysta Marcin Kozioł. Młodzi studenci Akademii Muzycznej w Gdańsku są zespołem wielokrotnie nagradzanym na konkursach międzynarodowych , a także laureatem Nagrody Prezydenta Miasta Gdańska w 2014 roku – z woli tak kapituły konkursu, jak i głosujących na nich czytelników Gazety Wyborczej. Z ciekawego repertuaru, który zabrzmiał tego wieczoru, utworem zdecydowanie najsłynniejszym i najbardziej wpadającym w ucho była suita Astora Piazzolli „Historia Tanga”. Panowie zagrali ją tak, jakby sobie mógł tego życzyć twórca – lekko, zaczepnie, dowcipnie, czasem kokietując jak dama lekkich obyczajów, czasem snując melodię jakby w oparach cygar. Brawa za wyczucie stylu i wirtuozerię.

* * * * 
 


Kolejny wieczór, to już Noc Świętojańska i Sinatra Night. W Centrum Św. Jana – bo gdzie indziej, w taką noc – wystąpił Jan Konop Big-Band i Michał Kuczyński. Centrum Św. Jana to świetnie zaaranżowany, o potężnej kubaturze kościół. Znajdują się w nim obrotowe, miękkie fotele, które można skierować w stronę starego ołtarza, a innym razem w stronę estrady z zamontowanym całym stelażem dla oświetlenia i nagłośnienia. W oknach olbrzymie rolety które tworzą ciemność nawet w dzień – o godzinie 20. było całkiem jasno. Ten koncert zgromadził zdecydowanie najliczniejszą publiczność, na co pozwoliła spora ilość miejsc na widowni, jest ich ponad 600. Michał Kuczyński to student wydziału jazzu Akademii Muzycznej w Gdańsku, zafascynowany także aktorstwem i stepem amerykańskim, finalista programu „Must Be The Music”.
W repertuarze Sinatry, którego 100. rocznica urodzin była pretekstem do zorganizowania takiego właśnie koncertu, czuł się znakomicie. A publiczność bawiła się równie dobrze, na tym
 niezupełnie klasycznym, ale z klasą koncercie.
Bardziej kościół, czy sala koncertowa?
Wnętrze z klimatem. Fot. Anna Markiewicz

 
 


Swoboda i talent Fot. Frames Studium Fotografii

* * * * 
 

Właściwie już po ostatnim koncercie, jako wydarzenie towarzyszące miał miejsce jeszcze jeden niezwykły wieczór. Węgierski klarnecista Gabor Varga, razem z pianistką Alicją Wieczorek, dali fantastyczny recital. Prawdziwy pokaz wirtuozerii klarnetowej i kameralnej był naprawdę mocnym akcentem tegorocznego festiwalu, co doceniła publiczność licznie ustawiona w kolejce po autografy. 
Po uśmiechach widać, że koncert się udał…
Fot. Katarzyna Rybka

* * * * 
 

Opis festiwalu byłby niepełny bez wspomnienia dwóch imprez towarzyszących festiwalowi. Pierwszy raz odbył się Nadbałtycki Konkurs Duetów Smyczkowych. Publiczność miała okazję wysłuchać występów zespołów, które przyjechały z całej Polski. Młodzi muzycy prezentowali bardzo ambitny repertuar, a nagrody wzięły zespoły z warszawskiego Uniwersytetu Muzycznego. Był jeszcze ciekawy wykład Wojciecha Dutkiewicza reprezentującego markę Noble Instruments - o instrumentach i najczęstszych problemach, jakie napotykają wykonawcy w ramach, często niełatwej, przyjaźni z tym niby martwym, a jednak żywo reagującym kawałkiem drewna.

Na koniec trzeba pochwalić wszystkich sponsorów i partnerów festiwalu. Ich lista jest dostępna na festiwalowej stronie internetowej. Nie „dla zasady”, nie „bo tak wypada”. To dzięki nim - w połączeniu z determinacją i energią pomysłodawców i dyrektorów festiwalu – trójmiejska publiczność może obcować z muzyką kameralną. Podaną dowcipnie, z zaangażowaniem, w atmosferze przyjaźni.

A organizatorom życzymy równie udanych pomysłów na kolejną edycję festiwalu, hojnych sponsorów, sprzyjającej pogody i wielu wspierających przyjaciół. I, oczywiście, wpraszamy się już na przyszły rok!

Anna Markiewicz 

 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz