Między akustyką, a elektroniką [przegląd twórczości Andrzeja Korzyńskiego w FINA]

Brzmiąca w ponad 150 filmach muzyka Andrzeja Korzyńskiego pozostawia po sobie liczne echa. Zrozumieć ten fenomen powrotu „mody” na muzykę kompozytora (a nawet go usłyszeć!) można było w czasie dyskusji i koncertu Stefana Wesołowskiego 7 marca w Instytucie Audiowizualnym FINA.

„Pokolenie Akademii Pana Kleksa” – tak Bartek Chaciński (dziennikarz kulturalny, jeden z trzech uczestników dyskusji w ramach wydarzenia „Echa. Korzyński 80”) określił ludzi wychowanych na muzyce filmowej Andrzeja Korzyńskiego (który stworzył ścieżkę dźwiękową do „Akademii”). Inni uczestnicy rozmowy również zaznaczali, jak wielki wpływ na nich miały kompozycje twórcy. Stefan Wesołowski, którego muzykę do filmu „Ucieczka na Srebrny Glob”, inspirowaną twórczością Korzyńskiego, można było usłyszeć godzinę później, zaznaczył, że tematy muzyczne kompozytora są częścią DNA społeczeństwa tamtych czasów. – Chcę dotknąć tego DNA – wspomniał, mówiąc o procesie twórczym swoich dzieł (czy mu się to udało, dowiedziałem się już na koncercie). Michał Wilczyński z wydawnictwa GAD Records zaznaczył, że utwory twórcy muzyki m.in. do „Szamanki” i „Na srebrnym globie” stają się coraz bardziej popularne wśród młodych odbiorców. Reedycje, remiksy lub hip-hopowe sample pozwalają odkrywać na nowo dzieła kompozytora obchodzącego w tym roku osiemdziesiąte urodziny.
Poruszano jeszcze tematy różnorodności muzyki Korzyńskiego i niedocenienia jej przez środowiska filmowe. Poświęcono też chwilę twórczości Stefana Wesołowskiego, która miała za kilka chwil zabrzmieć piętro wyżej w sali koncertowej. Twórca stwierdził, że w utworach starał się „oswajać elektronikę”. Syntezatory, których użycie samo w sobie było nawiązaniem do twórczości jubilata, były dla niego instrumentami akustycznymi: – Tam pracuje prąd, nakładają się echa taśmowe. To czasem bardzo nieprzewidywalne instrumenty – mówił Wesołowski.
O godz. 20 rozpoczął się koncert i mogłem w końcu skonfrontować zapowiedzi z rzeczywistością. Czułem nawiązania do muzyki Korzyńskiego i sam sens połączenia koncertu z poprzedzającą dyskusją na temat współczesnego odbioru jego muzyki. W utworach Wesołowskiego pojawiały się bowiem charakterystyczne elektroniczne brzmienia i basy, były one jednak reinterpretowane już nie w stylistyce popowej, funkowej czy disco. Nie pojawiał się rytmiczny, regularny, czysty bit, ale raczej ciągłe, nieoczywiste, niskie dźwięki lub brzmiące prawie jak apokaliptyczne trąby pojedyncze uderzenia o elektronicznym brzmieniu. Wszystko to spajał kwartet wiolonczelowy, który bardzo dobrze współgrał z tajemniczymi dźwiękami syntezatorów (nieraz zastanawiałem się: czy to brzmienie elektroniczne czy wiolonczelowe?). Miałem przez to wrażenie, że to nie elektronika chce brzmieć „naturalnie”, ale wiolonczele naśladują dźwięki elektroniki.
Pojawiały się również nałożone na siebie gwizdane melodie (był to jeden z powracających tematów), które w pewien sposób, jak twierdził kompozytor, „oswajały elektronikę”. Był to jednak raczej bardzo haptyczny cytat, a nie ożywienie instrumentu, jakiego się spodziewałem. Dodatkowo, kiedy te motywy się pojawiały, korespondując z partią wiolonczeli, miałem wrażenie, że dzieje się to niedbale. Partie wymieniały się, często bez rozwoju dramaturgii czy napięcia. Nie zazębiały się dokładnie ani nie nachodziły na siebie płynnie. Ostatni utwór jednak pokazał umiejętności kompozytora w nawarstwianiu brzmień. Razem z urzekającą melodią graną przez wiolonczelę mogłem słyszeć wciąż rosnące dźwięki, które na zakończenie koncertu spokojnie się rozpłynęły.
Fakturę brzmieniową tworzyły również niezwykle intrygujące szumy i szmery. Pojawiający się w nich quasi rytm (polegający na chwilowych powtarzalnych zagęszczeniach dźwięków) nadawał im specyficznego charakteru i chyba faktycznie lekko oswajał elektronikę. Całość niezwykle ożywiały melodyjne frazy wiolonczeli, które były kontrastowane z ostrymi i agresywnymi pociągnięciami smyczkiem.
Kompozycje Stefana Wesołowskiego do dokumentu „Ucieczka na Srebrny Glob” (którego premierę zapowiedziano na wrzesień) w bardzo ciekawy, choć nieperfekcyjny sposób dotykają DNA muzyki Korzyńskiego. Wraz z dyskusją poprzedzającą koncert pozwoliły zrozumieć i zobaczyć, dlaczego i w jakiej formie ten kompozytor muzyki filmowej z wielkim dorobkiem wciąż oddziałuje na nowe pokolenia artystów.

Wojciech Pietrow
 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów