Katowickie „Himalaje”

fot. mat. Teatru Śląskiego

Himalaje to wyjątkowy spektakl, obecnie znajdujący w repertuarze Teatru Śląskiego w Katowicach; szkoda, że stosunkowo rzadko grany. Opowiada o wybitnym polskim himalaiście Jerzym Kukuczce.

To, na co warto zwrócić uwagę w tej prezentacji, to wyjątkowa scenografia stworzona przez Katarzynę Borkowską – wizualizacje i gra świateł (Wojtek Doroszuk – wideo-art, Maria Machowska, Piotr Roszczenko – realizacja światła) pomagają wydobyć kontury i szarości brył nasuwających skojarzenia z mrocznym pejzażem górskim. Pełen napięcia i niepokoju nastrój wzmaga elektroniczna, ale dość oszczędna muzyka (Miuosh). W takiej oto scenerii pojawiają się i znikają różne postaci z życia Jerzego Kukuczki (w tej roli przekonujący Dariusz Chojnacki) – niczym rozszalałe myśli wyłaniają się wśród majaczeń gasnącego w lodowatym zimnie człowieka. Niekiedy możemy odnieść wrażenie, że zmian jest wręcz za dużo, ruchliwość jest chyba dominującą cechą tego spektaklu (choreografia – Kaya Kołodziejczyk). Wszystko rozgrywa się tu w atmosferze pewnej nerwowości, przypominani są przyjaciele i konkurenci himalaisty, a także jego rodzina; w ten sposób odsłaniają się szczegóły jego biografii, rozmaite epizody, które mogą się okazać kluczowe w rozumieniu jego postaci. Obserwujemy też swoiste impresje na temat tych wspinaczy, którzy zginęli w górach przed Kukuczką. Jednak choć momentami wszystko dzieje się jakby za szybko, za głośno, zbyt powierzchownie, to niewykluczone, że właśnie o taki efekt chodziło twórcom – jak gdyby to nas zamieć śnieżna uderzała prosto w twarz, jakbyśmy nie mieli doświadczyć ciszy górskiego grobowca, ale raczej chaosu zejścia ze szczytu.

Ciekawie sprawdza się wprowadzenie do spektaklu upersonifikowanej Lhotse (w tej roli Grażyna Bułka) – czwartej góry świata, o wysokości 8516 m nad poziomem morza – która pełni funkcję swoistego zwiastuna śmierci, przywołującego do siebie himalaistę. „Myślałem o tej ścianie wielokrotnie” – mawiał Kukuczka. O Lhotse w znamienny sposób wypowiedział się też niegdyś inny polski wspinacz Artur Hajzer: „Trzy kilometry terenu postawionego w pionie. Synonim ściany nie do zdobycia. Tylu ludzi na niej zginęło...”. Reżyser pojawienie się opowieści postaci symbolicznej wyjaśnia w programie następująco: „Widziałem kiedyś program telewizyjny pod tytułem »100 pytań do...«, którego bohaterem był Jerzy Kukuczka. (...) Miałem wrażenie, że stoi na swojej Lhotse, samotny na szczycie, a wiele kilometrów dalej kłębi się tłum nic nierozumiejących śmiertelników. On, heros. Nie wiem, czy tak o sobie myślał. Pewnie nie, ale jestem pewien, że podczas tego wywiadu z całą pewnością czuł dojmującą samotność człowieka, który musi funkcjonować w świecie, którego nie rozumie i który jest mu obcy. Ten wywiad był zaczynem myślenia o Jurku jako o kimś, kto szuka swojej samotności i w końcu ją znajduje. Ale czy to jest to, czego pragnął? Jest w naszym spektaklu postać tajemnicza, niejednoznaczna. To góra Lhotse. Ta, od której zaczął swoje wspinanie po ośmiotysięcznikach i na której je zakończył. Ich relacja jest niejednoznaczna i skomplikowana. Nasza Lhotse przyciąga i odpycha, kusi i upadla. Jest wyniosła i czuła”. Lhotse w tej historii roztacza przed bohaterem pokusę odosobnienia, rozbudza tęsknotę za „ciszą, której nie ma nigdzie indziej”, bo „pięćdziesiąt milionów lat jest w tych górach”…

Jerzy Kukuczka jako drugi – po Reinholdzie Messnerze – zdobył 14 ośmiotysięczników, koronę Himalajów i Karakorum (Lhotse, Mount Everest, Makalu, Gaszerbrum II, Gaszerbrum I, Broad Peak, Dhaulagiri, Czo Oju i Nanga Parbat – w latach 1979–1987). Na jedenastu szczytach wytyczył nowe drogi, cztery osiągnął zimą, siedem zdobył w stylu alpejskim, dwa tej samej zimy. Podczas swojej ostatniej wyprawy w 1989 r. (pierwsza na Lhotse odbyła się w 1979 r.) na wysokości 8300 m pękła mu lina, w Polsce pozostawił żonę Celinę i osierocił dwóch synów. Szczyt zdobyty z Ryszardem Pawłowskim z Katowic pierwotnie miał przypieczętować jego dominację nad Messnerem, który wiosną tego samego roku poniósł na ścianie porażkę, organizując wyprawę w składzie, do którego z jakiegoś powodu nie zaprosił Kukuczki.

Spektakl Roberta Talarczyka jest grany na deskach Teatru Śląskiego od 2018 r. Współtworzyli go, oprócz Artura Pałygi, Dariusz Kortko i Marcin Pietraszewski, autorzy głośnej biografii „Kukuczka: opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście”. Ich przedstawienie jest bardzo interesujące poznawczo, ukazujące osobowość, którą trudno z perspektywy „miejskiej” pojąć i zrozumieć, choć niewątpliwie zasługuje na nasz najwyższy podziw za brawurowe, ryzykowne osiągnięcia sportowe. Podobno w noc, w którą Jerzy Kukuczka zginął, kilka osób o nim śniło, jakby z najbliższymi pożegnał się przez sen. Za życia przy wódce zwierzał się kolegom, że wierzy w przeznaczenie. „Człowiek to jest obłok… Największym wyczynem było zimowe niezdobycie Everestu. Jeśli kocham cię, życie, to tak, właśnie tak” – napisał w „Modlitwie Kukuczki” Artur Pałyga. I po „Himalajach” z taką też myślą zostajemy – że może te wszystkie podziwiane himalajskie wyczyny w ogóle nie są nam potrzebne. Jednak tu dodam od siebie – przecież mimo to chcemy o nich słuchać, więc może jednak tak ma być.

(MB)

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów