Jesień w Muzeum Manggha

Jesień w Muzeum Manggha to z jednej strony dobry czas na nadrobienie „pandemicznych” zaległości, z drugiej – oczekiwanie na nowe artystyczne propozycje, których ostateczna forma prezentacji się jeszcze kształtuje.

Przede wszystkim w dalszym ciągu nie wiadomo, czy wernisaże wystaw będą się odbywać w trybie takim, jak w latach poprzednich, czy też zostanie utrzymana – powszechnie praktykowana w tym roku – formuła oprowadzania po wystawie online zamiast (bądź dodatkowo) do zwyczajowej. Jednak w przypadku Mangghi zwiedzanie online, mimo swojej nowoczesnej formy, wydaje się ograbiać odbiorcę z tego, co akurat w tym muzeum wydaje się być najważniejsze – z doświadczenia niepowtarzalnej atmosfery, osadzającej nas w kontekście japońskiego umiłowania piękna i rytuału.

W krakowskim muzeum wizyta bynajmniej nie rozpoczyna się w sali wystawienniczej. Poprzedza ją olśnienie nowatorskim kształtem budynku, następnie przychodzi ciekawość zasobów sklepu-księgarni, w której miłośnicy Azji z całą pewnością znajdą coś dla siebie; przy tym każda pozycja jest tak gustownie wydana i wyeksponowana, iż wszystkiego chciałoby się dotknąć, powąchać, na wszystko chciałoby się zapatrzeć... Ale idźmy dalej – za wielkimi oknami słońce połyskujące na Wiśle i dumnie wznoszący się ponad bulwarem Wawel. Można oddać się swoistej „miejskiej medytacji” w muzealnej kawiarni, delektując się tradycyjnie podaną japońską zieloną herbatą lub białą, chińską; jak donoszą pogłoski, parzy je profesjonalista, która zdobyła tytuł mistrza w tej dziedzinie...

Tak odprężeni i wyciszeni możemy wreszcie oddać się kontemplacji ekspozycji znajdujących się w dwóch budynkach, na różnych kondygnacjach, wszystko przy zachowaniu odpowiednich środków ostrożności w świecie COVID-19, w którym ostatnio przyszło nam wszystkim funkcjonować. Chciałoby się rzec, że dopiero w muzeum Manggha zwiedzający zostaje przyjaźnie usposobiony i przygotowany do otworzenia się na nieoczywistość (egzotycznej) sztuki.

„Jak we śnie! Emil Orlik w Japonii” to wystawa, która fascynuje – oto czeski malarz, rysownik, grafik, plakacista, ilustrator, kostiumograf i pedagog zarazem stworzył całą serię prac inspirowanych japońskimi drzeworytami ukiyo-e, a do tego uwiecznił swoiste scenki rodzajowe, jakie zaobserwował w Kraju Kwitnącej Wiśni u progu XX wieku. Zapoznanie się z twórczością Orlika to doświadczenie niezwykłe, zwłaszcza biorąc pod uwagę wszechstronność tego artysty, zarazem autora prezentowanych na wystawie portretów (m.in. kompozytora Ryszarda Straussa!), ekslibrisów i szat graficznych do książek.

Jak czytamy w opisie wystawy, w sumie Orlik odwiedził Japonię dwukrotnie: w latach 1900–1901 i 1911–1912. Poznał wówczas technikę japońskiego drzeworytu barwnego, co wśród artystów tego czasu było stosunkowo rzadkie. Uczył się u malarza Kanō Tomonobu (1843–1912), którego sportretował w pracowni. Podczas podróży po japońskich wyspach Orlik szkicował ołówkiem, kredką, tworzył akwarele, drzeworyty i litografie, utrwalał motywy, które szczególnie go zainteresowały i pobudzały jego wyobraźnię.

Tymczasem wejście do głównej sali wystawienniczej Mangghi oferuje nam dwie przyjemności w jednej, albowiem jednocześnie trwa jeszcze osławiona wystawa „Andrzej Wajda. Japoński notes”. Reżyser odwiedził ten kraj siedem razy – w 1970, 1980, 1987, 1989, 1992, 1993 i 1996 roku – w tym sześć razy z żoną, Krystyną Zachwatowicz-Wajdą. W swoim szkicowniku tworzył niewielkie rysunkowe kompozycje wykonane kredkami, flamastrami lub piórem. Porównanie wspomnień polskiego reżysera i malarza II połowy XX wieku z czeskim artystą przełomu wieków może się okazać szczególnie ciekawe poznawczo i naprawdę pobudzić do głębszej refleksji.

W pozostałych przestrzeniach muzeum znajdują się ekspozycje zgoła inne – „Araki/Tsujimura. Na granicy cienia” to odważne zestawienie współczesnej ceramiki z fotografią i fotomontażem na pograniczu prowokacji. „Trudno o dwóch równie indywidualnych, kontrowersyjnych i zarazem głęboko japońskich w swej twórczości artystów. – pisze o wystawie Dominik Lisik – Nobuyoshi Araki głośną i monumentalną działalnością wyznaczył tendencje i przesunął granice w światowej fotografii. Shiro Tsujimura zaś, w kręgu japońskiej ceramiki uznawany za buntownika i rewolucjonistę, poprzez swój unikalny i wyciszony styl przedarł się do rzeczywistości sztuki współczesnej. Twórców oprócz tytanicznej produktywności i bezkompromisowej pracy 'na własnych warunkach' łączy precyzyjne sięganie do konkretnych etycznych i estetycznych wzorców tradycji zen”. Spokój, „nieruchomość” i opływowość ceramicznych waz Tsujimury stanowią na pozór kontrast do szokowych ujęć młodych, nagich Japonek skrępowanych sznurami na zdjęciach Arakiego. Jednocześnie formy ceramiczne Tsujimury zostają celowo zniekształcone — ukazują obraz prostoty naruszonej przez czas, lecz i nieprzemijalnego piękna, paradoksalnie zyskującego na wartości wraz ze swoją powolną degradacją. Patrząc z tego punktu widzenia rzeczywiście stają się tu symboliczne, rzucają nowe światło na sztukę Arakiego, która w porównaniu z nimi zdaje się być niemal brutalna. To bardzo interesujące doświadczenie dla odbiorcy – ceramika oceniana przez pryzmat fotografii bądź fotografia przez pryzmat ceramiki nagle nabierają nieznanych dotąd znaczeń. Dzięki temu mamy szansę przyjrzeć się i zastanowić nad wieloaspektowością kultury Japonii, w której mieszają się ze sobą: minimalizm i przepych, tradycja i nowoczesność, elegancja i okrucieństwo...

Na deser warto zostawić sobie lekką i pełną uroku ekspozycję prac dziecięcych „Chodź, pokażę Ci mój kraj”, wyłonionych w polsko-japońskim konkursie dla dzieci w wieku 6–14 lat. Konkurs zorganizowany został w 2019 roku przez Polsko–Japońskie Stowarzyszenie Młodzieży (Japan–Poland Youth Association) i miał na celu zdobycie wiedzy, na temat tego, jak młodzi ludzie z Polski i Japonii postrzegają swoje kraje i jak chcieliby, aby widzieli je ich koledzy i koleżanki z zagranicy. A wszystko w ramach upamiętnienia 100. rocznicy nawiązania relacji dyplomatycznych między Polską i Japonią.

I prawdę mówiąc, poziom artystyczny prezentowanych prac przeszedł wszelkie pojęcie. Mali autorzy zachwycili doborem tematów, spostrzegawczością, wyczuciem koloru i, oczywiście, pomysłowością. Niech Was pozory nie zwiodą i tej sali nie omińcie! Lecz uwaga – akurat ta wystawa potrwa jeszcze tylko do 13go września! Pozostałe trwają do października, więcej szczegółów na stronie Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha: https://manggha.pl/

(MB)

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów