Japonia: Znów ten kamień

Żurawie origami na pominku, fot. arch. redakcji

Dziękuję, że przyjechałaś do Hiroszimy. Pokój zaczyna się od uśmiechu” – czytam na karteczce dołączonej do maleńkiego żurawia origami – symbolu pokoju. Uśmiecham się do taksówkarza, który wręczył mi purezento. Tu wszyscy dają sobie: prezenty, uśmiechy, wizytówki. I coś jeszcze.

[Kinga A. Wojciechowska, Maja Baczyńska]

Japończyk jest jak kamień – mówi skromnym angielskim pan Fujioka. – Kamień jest twardy, mocny. Japończyk jest jak kamień. Ale kamień na kamieniu obok kamienia tworzą silną, mocną, wieczną budowlę. – Spoglądam na mur zamku w Hiroszimie. Zaczynam coś rozumieć. W Europie odbijamy się od jednej ideologii, w której silna jednostka jest najważniejsza, do drugiej, w której najważniejsze jest silne społeczeństwo. A Japończycy wiedzą, że silne jednostki stworzą silne społeczeństwo. Yakuza, japońska mafia, pomaga ofiarom trzęsienia ziemi, bo może i swoją siłą wzmacnia całą społeczność. Oczywiście Japonia nie jest państwem utopijnym, ale zauważam, że tu praktykuje się wartości, o których u nas tylko się mówi. Gdy Japończyk podaje wizytówkę, robi to dwoma rękami. Pan Sato wyjaśnia: w ten sposób pokazujesz komuś, że bardzo chcesz, aby zapamiętał twoje imię i nazwisko. Praktykujesz szacunek do siebie i innych. W sklepie sprzedawca podaje rachunek dwoma rękami, z ukłonem. Szanuje, że wydałeś w jego sklepie swoje pieniądze. Dla Japończyków moje interpretacje są zabawne, bo dla nich te gesty to norma. Kłanianie się. Dla mnie to dowód zaufania – kłaniając się, tracę z oczu rozmówcę, muszę mu więc zaufać, że mnie nie zaatakuje, nie skrzywdzi. W Polsce na dzień dobry siłujemy się, kto komu mocniej ściśnie dłoń.

Kamień

Oglądam ogród wokół domu pana Fujioki w Saijō, gdzie obecnie mieszka jego 113-letni ojciec (nie przejmuje się statystykami, według których kobiety żyją dłużej, pije dużo matchy i ma się dobrze, nawet podbiegnie, jak trzeba). Wielkie głazy wśród drzewek symbolizują góry, które są najważniejszym elementem krajobrazu Japonii.

Kamienne są też pomniki. Kamień wszystko zapamięta. Na niewielkim obelisku w ogrodzie przy zamku w Hiroszimie widzę zabetonowane znaki kanji. – Co tu było napisane? – pytam mojego przewodnika. – Tu było słowo „militarny”. Bo Hiroszima była kiedyś militarnym miastem. Bo to miasto siedmiu rzek. Kompaktowe miasto, japanese style. I tu zbudowano twierdzę. A potem stacjonowały tu wojska. Tu była główna siedziba sił zbrojnych Japonii. Ale my już nie chcemy być „militarni”, my jesteśmy miastem pokoju – podkreśla mój przewodnik. – Jeśli jednak zniszczymy pomnik, to przyszłe pokolenia nie będą pamiętały, jaki błąd popełniliśmy. A tak, widzisz, jest ślad i nikt nie zapomni.


Sklep z przyborami do kaligrafii - pędzle, fot. arch. redakcji
Przeczytaj
Ganbare! Warsztaty umierania. Katarzyna Boni. Gdy w Japonii chcesz kogoś zmotywować do działania, wołasz: „Ganbare!” – „Dajesz! Trzymaj się! Dasz radę!”. Reporterka przygląda się północy Japonii po katastrofie z 2011 r. Świat duchów miesza się tu z ludźmi, którzy zaczynają wszystko od nowa.
Pejzaż w kolorze sepii. Debiut powieściowy Kazuo Ishiguro, laureata Bookera i literackiej Nagrody Nobla 2017. Mieszkającą w Anglii japońską wdowę Etsuko nieustannie prześladuje wspomnienie samobójstwa córki. Czy ponosi odpowiedzialność za jej śmierć?
Tańcz, tańcz, tańcz. Haruki Murakami. Połączenie rzeczywistości ze światem nierealnym i mistycyzmu.
Wiśnie rozkwitłe pośród zimy. Antologia współczesnej poezji japońskiej. Tytuł w pełni oddaje subtelność zebranych tu wierszy. To też poemat Kazue Shinkawy, japońskiej poetki urodzonej w 1929 r.
Madame Sadayakko. Gejsza, która uwiodła Zachód. Lesley Downer napisała o jednej z największych gwiazd przełomu XIX i XX w. – Sadayakko (1871–1946). Była pierwszą japońską gejszą, którą zobaczył Zachód, a w swojej ojczyźnie pierwszą wyzwoloną kobietą i aktorką w teatrze, tradycyjnie przeznaczonym dla mężczyzn. Tańczyła dla cara Mikołaja II, prezydenta McKinleya i cesarza Franciszka Józefa. Była pierwowzorem „Madamy Butterfly” Pucciniego. Malował ją Picasso.

Pamięć

Pochodzisz z Hiroszimy? – Tak – potwierdza Natsumi. Jej dziadkowie to ocaleńcy. Tu, w Hiroszimie są właściwie dwie możliwości – albo twoi dziadkowie przetrwali nuklearną hekatombę, albo nie pochodzisz stąd. Choć mieszkańcy zżymają się, że dla obcych Hiroshima równa się A-bomb attack (dla nas to coś jak Polish death camps), to nie chcą, żeby temat im ciążył. – Mam tego dość, mam dość ciągłego mówienia o wojnie – słyszę to i coś jeszcze – że ta bomba należała się im za agresywną, imperialistyczną politykę, za to, co zrobili na kontynencie (w Azji). W Japończykach nie ma niechęci do Amerykanów. W Hiroszimie jest stadion baseballowy, bo zawsze uwielbiali ten sport. I budują kolejny, choć nie mają dobrej sali koncertowej, nad czym boleją nasi gospodarze z hiroszimskiej orkiestry. Na każdym rogu sklep sieci 7eleven – takiej amerykańskiej Żabki. W pobliżu parku pamięci – McDonald's. O co w tym chodzi? – Wyłącznie o pamięć – podkreśla Natsumi. – Musimy pamiętać, co się wydarzyło, żeby tego nigdy więcej nikt nie powtórzył. – Tak, już to słyszałam.


fot. arch. redakcji

Kultura sake

Jadę do Saijō. Stamtąd pochodzi pan Fujioka, z radością mnie oprowadzi. To dobry pomysł, bo nikt tu nie mówi po angielsku. A pan Fujioka – jako tako. W dodatku jeden telefon mojego przewodnika otwiera drzwi, na których są tabliczki: „closed”. Zwiedzamy. Miasteczko to mała Dolina Krzemowa. Współpraca między Japonią a USA kwitnie. Ale to, czym przede wszystkim szczyci się Saijō, to 10 firm produkujących sake, browarów lub winnic (określenia używane zamiennie). Sake to faktycznie coś między winem a piwem. Na pewno nic mocniejszego. A bywa także bezalkoholowe, upiornie słodkie i gęste od ryżowej skrobi. Najczystsze jest junmaishu – tylko ryż i woda. Ryż do sake produkuje przede wszystkim Satake – firma potentat. Najsłynniejsze sake pochodzi z Nady, blisko Osaki. A największe przedsiębiorstwo sake znajduje się w prefekturze Niigata. Sake jest też ważne dla kultury. Na przykład browar Hakubotan sponsoruje Hiroshima Symphony Orchestra, wspiera japońskich malarzy. Właściciel browaru jest miłośnikiem sztuki. Sake zawsze łączy się też z naturą. Wytwórnia Kirei ma w logo żółwia – symbol długiego i szczęśliwego życia. Hakubotan etykietuje się rzadkim gatunkiem rośliny. Poznaję słowa: muro – miejsce, gdzie robi się sake, taru – wielka drewniana balia do ważenia napoju, tsuru – rzadki ptak, symbol kolejnego browaru.

Posmakuj
Coffee jelly. Kawowa galaretka. Czyli mocna kawa z żelatyną, polana gęstą słodką śmietanką. Coś pysznego!
Okonomiyaki. Danie z Hiroszimy. Przygotowywane na gorącym blaszanym blacie z jajka, makaronu (np. udon), boczku, kapusty, ogromnych ilości siekanego szczypiorku, może być z surowym jajkiem na szczycie, koniecznie doprawione warzywnym sosem okonomiyaki. Kroi się metalową packą, je pałeczkami. Wystarcza na cały dzień, sycące jak pizza.

Balia do warzenia sake, fot. arch. redakcji

Modlitwa

Idziemy do Kyozenji Temple. Buddyjska czy shintoistyczna? Przewodnik patrzy bezradnie. Jest mu wszystko jedno. Pytamy senseia. Buddha Temple. Ale dla Japończyka nie ma dużego znaczenia, w której świątyni się pomodli. Ważny jest sam fakt. A więc się modlimy. Najpierw trzeba pociągnąć za gruby sznur i zadzwonić. Bóg musi cię usłyszeć. Potem wrzuca się drobne na konstrukcję w kształcie grilla. Coś za coś. Modlitwę z pochyloną głową kończy się klaśnięciem lub dwoma. Potem jeszcze możemy ją wzmocnić, uderzając ruchomym wiszącym poziomo na linie drągiem w wielki dzwon. Brzmi głęboko, donośnie, długo. Świątynię w Saijō zbudowano 500 lat temu. Spaliła się 200 lat temu, więc odbudowano ją w ówczesnym stylu. Świętej przestrzeni i ołtarza strzegą wyrzeźbione na ścianie złote smoki. Między nimi kobiety z instrumentami, symbolicznymi kwiatami – zapraszają: przyjdź, módl się, śpiewaj, czuj się bezpiecznie.

Herbata

Żona senseia jest specjalistką od ceremonii parzenia herbaty. Do tego śpiewa w chórze tradycyjne japońskie pieśni. Pan Fujioka powiedział jej, że uwielbiam matchę, więc kobieta zaprasza nas do domu. Muszę zdjąć buty i wybrać sobie kapcie z rzędu par w różnych rozmiarach. Dom. Pusta przestrzeń. Nie licząc przebogatego ołtarzyka, wnęk z cytatami malowanymi na papierze washi, niskich stolików, poduszek do siedzenia. W części jadalnianej w europejskim stylu – stół i krzesła. Siadam, ale niskie mebelki są niewygodne. Gospodyni idzie przygotować herbatę. Pyta, jak chcę ją pić – w stylu japońskim czy europejskim. Wybieram ten pierwszy i przechodzimy do specjalnego pokoju, w którym zmieści się może pięć osób (za to obok widziałam ogromną, bogato, choć tradycyjnie wyposażoną kuchnię). Woda zagotowana w zwykłym elektrycznym czajniku. Do tego niezwykłe słodycze. Na przykład coś o konsystencji ptasiego mleczka, bez polewy, o smaku surowej bezy. Wreszcie matcha. Najpierw proszek do czarki odmierzany małą bambusową miarką, przestudzona nieco woda, w której proszek jest rozprowadzany specjalną bambusową trzepaczką. Piję, wcześniej podziwiając ozdobę na czarce. Gospodyni jest zachwycona moim dobrym zachowaniem i strofuje mojego przewodnika, że ten nie spojrzał nawet na szlachetną holenderską porcelanę. A właśnie oglądanie czarki to moment na rozmowę, bo zaparzanie matchy odbywa się w ciszy.

Posłuchaj
Tōru Takemitsu: Rain Tree, for three percussion players
Anna Maria Jopek & Makoto Ozone, „Cyraneczka” z płyty „Haiku”
Ryuichi Sakamoto, muzyka do filmu „Zjawa”

fot. arch. redakcji

Jestem singielką –

Słyszę od 40-letniej Japonki. – Dlaczego? – pytam. – Bo chcę być wolna – odpowiada ze śmiechem. Spójrz na mnie – mówię wesoło. – Mam męża, dziecko, własne czasopismo i jestem wolna. – Wiem, wiem! – Jeszcze przez chwilę się uśmiecha, a potem obie poważniejemy. – W Japonii możesz być wolna, możesz się rozwijać zawodowo i ja tego chcę. Ale gdy zakładasz rodzinę, musisz się poświęcić, dom, dzieci, mąż, to bardzo trudne – mówi, a ja potwierdzam – tak, jestem wolna, ale płacę za to wysoką cenę. W Japonii jednak zapłaciłabym wyższą. Ale może jeździłabym na urlopy. Przynajmniej w branży artystycznej mit pracujących non stop Japończyków upadł. – Kiedy ostatnio byłeś na urlopie? – pytam dyrektora orkiestry. Zastanawia się krótko. – Miesiąc temu – odpowiada.

Zobacz
Takeshi Kitano, „Lalki”
Hayao Miyazaki, „Mój sąsiad Totoro”
Akira Kurosawa, „Siedmiu samurajów”
Edward Zwick, „Ostatni samuraj”
Rupert Sander, „Ghost In The Shell”
Rob Marshall, „Wyznania gejszy”
Hideo Nakata, „The Ring”
Sofia Coppola, „Między słowami”

Drzewo

Japonia jest krajem zielonym. To kolor najczęściej pojawiający się w przestrzeni. Strome góry porośnięte drzewami akacjowatymi, klonowatymi, gdzieniegdzie widać brązowe wyrwy – rany po trzęsieniach ziemi i lżejszych tąpnięciach. Zielono jest także w miastach. Sprawdziłam postawioną na własny użytek tezę, że obracając się wkoło, nie znajdę miejsca bez roślinności, bez drzewa lub krzewu. Japończycy, jeśli nie mogą drzewa zasadzić w ziemi, postawią je choćby w doniczce. Karłowate bonsai, cokolwiek, aby rosło. Gdy po wojnie odbudowywano Hiroszimę, najważniejsze było pytanie: skąd weźmiemy drzewa? Odpowiedział cały świat, wysyłając miastu sadzonki. Dziś vis-à-vis parku pamięci stoi pomnik dla uczczenia tego dowodu ludzkiej solidarności.


fot. arch. redakcji

Porządek

Przyroda wymusza u Japończyków dokładność i oszczędność. Puste przestrzenie w domach ograniczają straty podczas trzęsień ziemi, podobnie lekkie konstrukcje domów z papieru, trawy, drewna. Jeszcze ciągle tak buduje się domy w Japonii, szczególnie w mniejszych miejscowościach. Drewno, mocny papier washi na ściankach działowych i przesuwanych drzwiach, maty tatami na podłogach. Porządek wiąże się z czasem. Japończyk ma czas, aby wszystko dokładnie zaplanować, omówić, spojrzeć z dystansu. Dzięki temu mogę pojechać do Kobe bez strachu, że pomylę dworce, wysiądę nie tam, gdzie trzeba, nie wrócę na czas. Pani w recepcji hotelu cierpliwie rozpisuje mi plan podróży, pomaga znaleźć przystanek, tłumaczy, że w tramwaju nie kupię biletu, tylko muszę zapłacić odliczoną kwotą. Bez obaw, w pojeździe jest zmieniarka do monet i banknotów. Technologia nie jest tu kosmiczną protezą rzeczywistości. Ona tylko ułatwia życie i utrzymanie porządku.

Japonia w Polsce
Muzeum Sztuki i Nauki Japońskiej Manggha: wystawy, warsztaty, koncerty | Kraków
Ogród Japoński: kamienie, kamienie i drzewa | Wrocław
Mała Japonia: muzeum, ogród, samuraje, bonsai, muzyka | Przesieka

Miasta

Myśląc o Tokio, widzę industrialne konstrukcje, szklane i kamienne bryły pnące się ku niebu, kolorowe światła i neony. A myśląc o Kyoto, oczyma wyobraźni śledzę dwie kolorowo odziane gejsze, które idą cichą, pustą uliczką w stronę ogrodów przyświątynnych; gdzieś po drodze na pograniczu lasu wyrosną przed nimi cmentarne stożki, Budda z kamienia. Myśląc o Hiroszimie, widzę kamienie, które przetrwały zagładę, w tym słynne A-dome Bomb. Widzę pomnik dedykowany ofiarom-dzieciom. Miyajima jest miejscem spokoju. Głaszczę jelonki, moczę stopy w morzu, czekam, aż mnich z tutejszego klasztoru wykaligrafuje mi intencję na drewnianej tabliczce. Kobe za to jest miastem-bramą. Wielkie betonowe pirsy przytulają potężne transportowce i promy. Architektura bogata, ale spójna, nie razi jak konglomerat luźnych pomysłów Berlina czy Warszawy. Nieliczne stare budynki z szacunkiem zachowane wśród szkła i stali. Dzielnice biedne, dzielnice bogate. Bezdomny śpiący na pomniku, na kamieniu. Znów ten kamień.

Za zaproszenie, gościnę, rozmowy i czas dziękujemy Hiroshima Symphony Orchestra, w szczególności: panom Shojiemu Sato, Kenjiemu Igacie, Yoshihisie Fujioce i pani Natsumi Takaki oraz panu Takashiemu Yamashicie, konsulowi honorowemu RP w Hiroszimie. Relacja z koncertu, na którym byłyśmy – w Niebagatelnych wydarzeniach.

Artykuł pochodzi z Presto #25: CZAS

 

Wszystkie treści na Prostoomuzyce.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prostoomuzyce.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów