Siła symbolu [o wystawie „Matecznik” Małgorzaty Malwiny Niespodziewanej]
W piękne majowe popołudnie zatrzymuję się przed przypominającą wielkie akwarium pełną słońca Galerią M we Wrocławiu. Wchodzę i czuję, że przytula mnie „Strażniczka serc. A potem zanurzam się w każdym dziele prezentowanym na wystawie „Matecznik” Małgorzaty Malwiny Niespodziewanej.
Dorota Pietrzyk
„Strażniczka serc” to kobieta-syrena, utkana z setek płóciennych łusek, na tle których połyskują wycięte z miedzianej blachy anatomiczne serca. Już wiem, już czuję, że wpłynęłam w ogromny przestwór symboli artystki. Nie dziwi mnie obecność miedzi, gdyż to metal o wielkiej symbolice, ucieleśniający transformację, miłość i kobiecość. W starożytnym Egipcie symbolizował ją hieroglif Ankh, symbol wiecznego życia. I chociaż tym razem we wrocławskim „Mateczniku” nie ma grafik odbitych z blach miedzianych, to siłę tego „kobiecego” metalu wyczuwamy nie tylko przyglądając się promieniom słonecznym w miedzianych gwiazdach, syrenach i sercach. Kobieca siła emanuje z każdej pracy artystki, mimo że są to delikatne jak koronki, z minimalnym kolorem, monochromatyczne rysunki ołówkiem na papierze.
Papier z Japonii, papier z Nepalu
Nie jest to jednak zwykły papier. Malwina od wielu lat związana jest z Japonią. Była tam wiele razy, a z każdej podróży do Kraju Kwitnącej Wiśni przywiozła metafizyczny bagaż inspiracji i doświadczeń oraz realny bagaż papieru. Pracuje na ręcznie robionych papierach z włókien kozo oraz papierze Hon-minoshi, który uznano za japońskie dziedzictwo narodowe. Przygotowując tę wystawę artystka użyła również papieru przywiezionego z Nepalu. Czy koniecznością było przebycie wielu tysięcy kilometrów, by stworzyć coś tak intymnego jak „Matecznik”? Być może bez tych podróży po prostu by on nie powstał.
W mateczniku zwierzęta układają się do wiecznego snu. To nietknięty obszar leśny, będący filozoficznym symbolem kantowskiego noumenonu (niedostępności), dzikiej i nieujarzmionej natury oraz transcendencji. Uosabia świat bez ingerencji człowieka, reprezentujący czystość, tajemnicę i pierwotną równowagę. Symbolizuje także bezpośrednią duchową więź z Wszechświatem.
Ogród, las i kamień
Natomiast kamienne ogrody w Kioto to kwintesencja buddyzmu zen. Zaproszenie do pustki, prostoty, dystansu i kontemplacji. Każdy kamień, każda roślina, każda ścieżka ma na celu wywołanie emocji lub refleksji. Ogród staje się żywym, medytacyjnym i stale ewoluującym obrazem. Zauroczona nim Malwina może właśnie stąd wzięła pomysł na stworzenie „Matecznika”? Są tutaj kobiety tulące kamienie, strażniczki ognia, kobiety-skały oraz śpiące w delikatnie utkanym czerwonawym koszu-kolebce. Kobiety zawsze ubrane w czerń różnią się tylko kolorem włosów. Długich włosów. Czy to przypadek, czy symbol? To pytanie zadaję sobie, powoli wchodząc w świat artystki. Z zachwytem przyglądam się „Przytulisku”, dziewczynie przytulającej kamień, którą otacza misternie rysowany warkocz. Może to nie warkocz, lecz piaskowy wzór z ogrodu zen? Jakże cudownie działa „Wspólnota”, gdzie zaplątane we włosy kobiet śpią leśnie zwierzęta. W obliczu ogromu lasu pierwotnego kobiety te nie są już władczyniami, lecz jedynie gośćmi pośród innych gatunków. Od mitów celtyckich po baśnie, dziewiczy las to miejsce, w którym gubimy się, by odnaleźć siebie. Las symbolizuje nieświadomość, tajemnicę i inicjacyjną próbę. Prastare drzewa i martwe drewno ucieleśniają pamięć Ziemi. Czas płynie tu inaczej. Malwina o tym wie, lecz zamiast gałęzi w mateczniku plącze kobiece włosy, bo włosy to fascynujący i złożony materiał organiczny. Jako medium artystyczne ucieleśniają tożsamość, pamięć i intymną więź.
Niepokojący surowiec: włos
Piękne, czarne, od trzynastu lat nieobcinane włosy Malwiny to jedno z jej ulubionych mediów. Używane przez artystkę jako surowiec, wykraczają poza swoją pierwotną funkcję, stając się dziełami rzeźbiarskimi lub tekstylnymi. Włosy, ze względu na swoją surową i organiczną naturę, są niepokojące. Jednak w „Mateczniku” nie zawsze działają tak silnie, chociaż zdarza się, że na rysunku grają główną rolę, jak na przykład w „Zaplataniu”. Grupa identycznych kobiet siedzących lub klęczących w kręgu zaplata sobie nawzajem włosy. Właśnie włosy są jedyną różnicą postaci. Blond kojarzony jest z muśniętym słońcem pięknem i niewinnością. Rudy oznacza tajemnicę i namiętność. Kasztanowy przywołuje na myśl ziemię, stabilność i naturalność. Czarny to symbol głębi i tajemnicy. W wielu kulturach kojarzony jest z duchową ochroną, autorytetem i silnym poczuciem asertywności. To właśnie tak, poprzez włosy, nie tylko ich kolor, ale także sposób uczesania (warkocze, fale, itp.) artystka ukazuje odmienność kobiet. Piękny, niezwykły sposób opowieści o sile poprzez spokój i ciszę.
Dwoistość syren
Najbardziej zachwyciły mnie w „Mateczniku” portrety syren. Rysowane równie misternie i delikatnie jak inne rysunki srebrzysto-szarym kolorem ołówka. Syrena jest złożonym i ambiwalentnym symbolem. Archetyp nieuchwytnej kobiety, uosabia zarówno fatalne uwodzenie, niebezpieczeństwo głębin morskich, jak i silną więź z naturą. Reprezentuje również ludzką dwoistość, jednocząc naszą ziemską naturę z ogromem naszej podświadomości i emocji. Symbolizuje iluzje i pokusy. Pół kobieta, pół ryba tworzy granicę między rozumem a instynktem. W starożytności syreny były czasami kojarzone z duszami zmarłych. U Malwiny, która weszła głębiej w baśń Andersena, syreny to także symbol siostrzanej miłości, poświęcenia. W baśni siostry oddają czarownicy swe piękne włosy, by zakochana w księciu Mała Syrena mogła stać się kobietą. W bardziej współczesnym ujęciu syrena przekształciła się w symbol buntu. Uosabia intuicję, tajemnicę i nieokiełznaną siłę kobiecości. Wiele jest pięknych syren w „Mateczniku”. Jest „Troska” wioząca malutkie syrenki na swoim grzbiecie, są siostry mające tylko jeden, wspólny ogon, są cztery ceramiczne syrenki-matrioszki, wkładane jedna w drugą oraz syrena o dwóch ogonach. To ich łuski, przez wiele godzin cierpliwie rysowane ołówkiem skrzą się prawnie tak silnie jak miedź. Wróciwszy nocą mogłam spokojnie, bez tłumu spojrzeć na wszystkie rysunki poprzez wielkie okna Galerii M. Zniknął Wrocław, samochody, tramwaje… Myśląc o skrzywdzeniu przez Disneya baśni o Małej Syrenie wpłynęłam w ciepłą, kojącą pustkę matecznika. Dziękuję, Malwino.