Hotelowy romans w operze

27.12.2019
Gabriela Gołaszewska (Adina), Andrzej Lampert (Nemorino) | fot. mat. pras. Opery Śląskiej

15 grudnia 2019 r. miała premierę „Halka” w Theater and der Wien. Jedni zachwycali się pomysłem Mariusza Trelińskiego, który akcję opery Moniuszki symbolicznie osadził w hotelu Kasprowy w Zakopanem, inni uważali ten koncept za zbyt naciągany. Mam nadzieję, że nikt nie uznał go za oryginalny, bo dzień wcześniej, 14 grudnia, w Operze Śląskiej, także w hotelowej scenerii toczyła się akcja jednej z najpiękniejszych oper wszech czasów – „Napoju Miłosnego” z muzyką G. Donizettiego. I o niej teraz kilka słów, bo kolejne spektakle przed nami i – od razu zaznaczę – zachęcam do odwiedzenia bytomskiej oazy kultury.

Hotel jest niezwykle wdzięcznym miejscem do przeprowadzenia praktycznie dowolnej akcji. Wiedzą o tym scenarzyści i reżyserzy filmowi – „Grand Budapest Hotel”, „Między słowami”, „Lśnienie”, „Cztery pokoje”, „Hotel Marigold”, różne wersje przygód Jamesa Bonda, horrory, kryminały, filmy romantyczne… Pokoje, hotelowe lobby, windy. Przestrzeń sama się aranżuje. Wystarczy tylko dobrze ją wykorzystać.

Bardzo lubię scenografie w Operze Śląskiej. Scena jest stosunkowo niewielka, co wymusza kreatywność, żeby nie było nudno. Świetnie zwykle grają boczne loże przy scenie, widownia. Tak też było w „Napoju miłosnym”. Scenografce Katarzynie Borkowskiej udało się wciągnąć nas w hotelowy świat, który wymyśliła sobie reżyserka. Czy jednak w pełni go wykorzystała? W tej sprawie głosy są podzielone. Sama Karolina Sofulak mówi, że podążała za muzyką, która dla nie była bezwzględnie pierwszoplanowa, więc nie chciała jej przegadać ruchem scenicznym. Tam więc, gdzie spragnieni byliśmy większego zagospodarowania chóru, Sofulak wyciągała na pierwszy plan arie, duety. Może słusznie. Obsada „Napoju miłosnego” jest całkiem udana, a momentami świetna.

Odkryciem Łukasza Goika, dyrektora Opery Śląskiej jest Gabriela Gołaszewska. Artystka zdobyła już liczne nagrody i wyróżnienia na konkursach wokalnych, a warsztat doskonali pod czujnym okiem jednego z najlepszych polskich pedagogów – prof. Jolanty Janucik. I słychać, że mamy do czynienia z pięknym sopranem, z głosem o ogromnym potencjale. I – to na razie wszystko. Przed Gabrielą jeszcze sporo pracy, czego jest świadoma. Trzeba trzymać kciuki, aby dała się dobrze poprowadzić, przez mądrzejszych od siebie, nie przeszarżowała wokalnie i pokorą podchodziła do rozwoju swojej kariery.

Między nią a trochę starszą koleżanką, także uczennicą warszawskiej maestry, Adrianą Ferfecką, drugą Adiną, jest duża różnica. Po Adzie słychać i widać, że ma za sobą coś więcej niż tylko konkursowe ośpiewanie. Dużo lepiej radzi sobie aktorsko. Podczas gdy Gołaszewska jeszcze po prostu staje i śpiewa, Ferfecka dodaje osobisty rys postaci, identyfikuje się z nią na scenie i tworzy własną, oryginalną Adinę.


Adam Sobierajski (Nemorino) i Adriana Ferfecka (Adina) | fot. mat. pras. Opery Śląskiej

Zupełnie nie przekonał mnie za to Andrzej Lampert w roli zakochanego w Adinie Nemorina. To nie pierwszy zresztą raz, gdy pierwszoplanowy amant wypada blado na tle pozostałych śpiewaków. Świetny był Stanisław Kuflyuk. Zaczął od mocnego wejścia (polecam sprawdzić, jak wkracza – choć to nie najlepsze słowo – na scenę – na premierze dostał za to brawa, które jeszcze wzmacniał zachęcającym gestem w kierunku publiczności – pokochaliśmy go od razu) a potem w pełni wykorzystywał swoje wszystkie atuty – nie tylko wokalne, by stworzyć pełnokrwistą postać. Jednak show skradł Adam Woźniak w roli Dulcamary. Doskonałe przygotowanie wokalne, choć jego partia jest wymagająca, pozwoliło mu podczas spektaklu skupić się na grze aktorskiej. Ani na moment nie wyszedł z roli, nawet do ukłonów wyszedł jako Dulcamara. Sprawił, że uwierzyłam mu i jeszcze długo po spektaklu nie mogłam spojrzeć na niego jak na skromnego artystę, którym Woźniak jest, a co pozwala mu z pokorą i odwagą (nie, to się nie wyklucza) podjąć każde operowe wyzwanie.

Nad całością czuwał nowy kierownik muzyczny Opery Śląskiej, Franck Chastrusse Colombier. I warto wspomnieć, że to on zaproponował dyrektorowi Łukaszowi Goikowi wystawienie „Napoju miłosnego”, na co ten zgodził się ochoczo. Całość brzmiała świeżo, spójnie, pięknie. Słychać było ogromne doświadczenie dyrygenta w pracy w operze. Sprawił, że śpiewacy czuli się komfortowo i mogli, jeśli tylko chcieli, pokazać się od najlepszej strony.

Bardzo dobry spektakl w Operze Śląskiej. Mam nadzieję, że podobnie jak inne produkcje, choćby rzadko w Polsce wykonywana „Moc przeznaczenia” Verdiego, długo nie będzie schodzić z afisza. Jednocześnie czekam niecierpliwie na kolejne operowe propozycje Colombiera. Bytomska scena jest bardzo przyjazna dla twórców. Warto z tego korzystać!

 


Centralną postacią na zdjęciu jest Doktor Dulcamara, Adam Woźniak | fot. mat. pras. Opery Śląskiej

Następne spektakle:
Styczeń – 1, 12, 14 i 31
Luty – 2, 14, 16

Kinga Wojciechowska

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz