C.S. Lewis: Bóg, Narnia i seks

Opowieści z Narnii” to jedna z najważniejszych książek mojego dzieciństwa. Oto w działającym na wyobraźnię świecie magii bohaterowie uczą się tak ważnych wartości, jak przyjaźń, oddanie, uważność na słabszych. Wszystko to było niezwykle ważne dla autora książek, C.S. Lewisa, który poza wspomnianym cyklem napisał szereg poważnych tekstów, w tym o moralności seksualnej…

W „Opowieściach z Narnii” tajemniczy władca krainy, mądry lew Aslan, tak naprawdę stanowi metaforę Chrystusa. Nie powinno to dziwić, bo choć C.S. Lewis (1898–1963) stosunkowo późno wrócił do praktyk religijnych (nawrócił się m.in. za sprawą przyjaźni z J.R.R. Tolkienem), to przecież w późniejszym czasie sporą część twórczości poświęcił apologetyce chrześcijańskiej. Jego teksty wyróżnia ogromna wrażliwość i empatia, ale i wyraźne przywiązanie do konserwatywnego światopoglądu. Dlatego i w tekście o moralności seksualnej, umieszczonym w publikacji „Chrześcijaństwo po prostu” z lat 40., z jednej strony C.S. Lewis podkreśla, że „nieczuły kołtun i faryzeusz, który regularnie chodzi do kościoła, może być znacznie bliżej piekła niż prostytutka”, z drugiej, oczywiście, konstatuje, że „najlepiej nie być ani jednym, ani drugim”.

Ślub lub abstynencja?

„Chrześcijańskiej cnoty czystości nie wolno mylić ze społeczną zasadą »skromności« – zaczyna swój wywód C.S. Lewis – choć zasada czystości jest jednakowa dla wszystkich chrześcijan wszystkich epok, zasada właściwego postępowania jest zmienna”. A to dlatego że w różnych epokach standardy społeczne bywały różne, słownictwo, obyczaje, moda, niemal wszystko zmieniało się z biegiem czasu. Niemniej: „…czystość to najbardziej niepopularna z cnót chrześcijańskich” – pisze autor. – Nie da się jej uniknąć – chrześcijańska zasada głosi: »Albo małżeństwo i pełna wierność wobec partnera, albo całkowita abstynencja«” – konkluduje. Lewis odważnie wspomina o tym, jak trudna i dla niektórych sprzeczna z instynktem może być ta reguła. Do tego stopnia, że można ją uznać za błędną bądź podejrzewać, że to instynkt seksualny uległ zepsuciu, skoro człowiek częstokroć ponadnormatywnie potrzebuje zaspokojenia swoich potrzeb. I na przykład ogląda filmy porno, choć wcale nie musi.

Nie wstydząc się cielesności

Pisarz jest bardzo wnikliwy w swojej analizie – owszem, biologicznym celem seksu są dzieci, jednak chrześcijaństwo jako takie wcale nie neguje, że akt seksualny może, a nawet powinien sprawiać przyjemność. „Chrześcijaństwo (…) w pełni akceptuje cielesność (…) wyniosło małżeństwo wyżej niż jakakolwiek inna religia, a najwspanialsza poezja miłosna świata została niemal w całości stworzona przez chrześcijan” – pisze Lewis, aczkolwiek co do ostatniego wymienionego aspektu można by mieć pewne zastrzeżenia, czy rzeczywiście (wystarczy wspomnieć perską poezję miłosną). Odnosi się też do koncepcji, jakoby tłumienie instynktu seksualnego przyczyniło się do coraz silniejszej tendencji kulturowej do epatowania nim. Nie uważa jednak, aby opanowywanie pokus miało być tym samym, co ujęte w psychologii wypieranie seksu do podświadomości, przez co „może się pojawić w umyśle wyłącznie w bardzo zamaskowanej, nierozpoznawalnej formie”. Zaznacza natomiast, że nasze starania mogą przynieść efekty, gdy mają właściwe duchowe umocowanie, i że należy się pogodzić z ewentualnością porażek, ale i absolutnie nie ustawać w samodoskonaleniu.

Nie mówiąc o miłości

Cóż, można by tu się spierać, jak gorliwi czy niemal nerwowi powinni być chrześcijanie w dążeniu do perfekcjonizmu, jeśli jednocześnie nauka, psychologia tak wysoko podnosi wartość zaakceptowania siebie takim, jakim się jest – ostatecznie trudno kochać bliźniego, nie kochając siebie samego. Tkwi jednak w słowach Lewisa pewne niekwestionowane piękno. Bo zachęca do nieustannego rozwijania się i do wytrwałości w tym procesie. A przecież taka postawa gwarantuje na przestrzeni życia mniej lub bardziej systematyczny wzrost, a przy okazji brak nudy, mniejsze skłonności do apatii, poczucia wypalenia itd. W ten sposób wspaniale kształtuje się charakter i hartuje ducha. Zwłaszcza w czasach moralnego chaosu, gdy co prawda nie sprzedajemy już niewolników do burdeli, lecz jednocześnie miłość i naturalny rozwój łatwo mylimy z czysto zwierzęcym popędem i wyuzdaniem (zaś asertywność z egoizmem i utajoną potrzebą dogodzenia samemu sobie nawet kosztem bliskich…). I tylko jedna rzecz zastanawia mnie do tego stopnia, że gorączkowo wertuję cały przeczytany i cytowany tu rozdział po raz drugi – dlaczego C.S. Lewis nigdzie nie napisał, że seks to naturalny sposób wyrażenia cudu, jakim jest bliskość dwójki ważnych dla siebie ludzi? Zwłaszcza że sam był przecież żonaty, a o jego niezwykłej i poruszającej historii miłosnej nakręcono nawet film „Cienista dolina” (reż. Richard Attenborough, 1993) z Anthonym Hopkinsem i Debrą Winger w rolach głównych. A nawet jeśli jej finał był dramatyczny, to przecież każda miłość bez względu na czas trwania jest już jakąś „Narnią”.

(MB)

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.
Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.
Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Więcej artukułów z kategorii: 

Dodaj komentarz

To prevent automated spam submissions leave this field empty.

Oceń zawartość: 

Brak głosów