Tadeusz Łysiak: W oczach znajduje się wszystko

29.08.2021

Młodzi filmowcy z Warszawskiej Szkoły Filmowej wzięli na warsztat wyjątkowo trudny temat, realizując film na pograniczu dokumentu i fabuły. Krótkometrażowa „Sukienka” odnosi teraz triumfy na całym świecie. O odwadze, samotności, o tym, co nieludzkie i zarazem bardzo ludzkie opowiada reżyser Tadeusz Łysiak.

rozmawia Maja Baczyńska
 

Maja Baczyńska: „Sukienka” porusza temat tabu. I to bez żadnych „filtrów ochronnych”. Bohaterką jest karlica Julia (w tej roli Anna Dzieduszycka), która pragnie miłości, bliskości, zmysłowości. Chce tego, czego wydawałoby się, że pragnie każda kobieta. Mamy tu prostą historię, która nabiera głębszego wymiaru przez postać głównej bohaterki…

Tadeusz Łysiak : Od samego początku wiedziałem, że będzie to mocna i trudna historia, sporo wymagająca zarówno ode mnie, jak i od aktorów oraz członków ekipy filmowej. Nie chodzi tu jednak tylko o tę pozorną odmienność fizyczną głównej bohaterki, ale o emocje, które Julii towarzyszą. O odrzucenie, samotność i ostracyzm, o to, że społeczeństwo, w którym żyjemy, bywa okrutne, podłe, potrafi szybko i bez pardonu odrzucić każdego, kto nie wpasuje się w schemat i ograbić człowieka z poczucia bezpieczeństwa, miłości i przynależności. Często porównuję ten film z albumem „The Wall” Pink Floydów, który od zawsze jest dla mnie rodzajem filozoficznego kompasu. Nasza bohaterka – podobnie jak alter ego Rogera Watersa – w wyniku pewnych traumatycznych wydarzeń i bolesnych wspomnień buduje wokół siebie mentalny mur, odgradzając się od otoczenia, do czego przyczyniają się wszyscy, których spotyka.

 

Czy podjęcie takiego tematu wymaga od reżysera odwagi? A może wcale nie trzeba w sobie przełamywać żadnych barier, ale po prostu należy mieć upodobanie w opowiadaniu o tym, co wymyka się schematom?

Myślę, że każdy film wymaga od reżysera jakiejś odwagi, przede wszystkim w pokazywaniu swojej percepcji na świat. Ten był szczególnie trudny, ale złożyło się na to wiele czynników, a przede wszystkim fakt, że z jakiegoś powodu każdy z nas potrafił zidentyfikować się ze wszystkim, co przeżywała Julia. Każdy bowiem kiedyś czuł się samotny i odrzucony, a nie ma w moim przekonaniu gorszej mieszanki uczuć niż ta, którą odczuwamy, gdy jesteśmy pozbawieni nadziei, wciśnięci w kąt, pogrążeni w ciemności i zupełnie sami.

Pana film rzeczywiście obnaża też to, co w nas, ludziach, bolesne czy zwyrodniałe… Miałam wrażenie, że jesteśmy trochę jak zwierzęta – właśnie my, ci na pozór normatywni. Pragnął Pan odnaleźć człowieka w człowieku czy też jego zezwierzęcenie pod płaszczykiem człowieczeństwa?

Cieszę się, że pani to zauważyła, choć oczywiście film ma też swoje radosne, „ludzkie” momenty, które były dla mnie ważne. Przede wszystkim postać Renaty, grana przez Dorotę Pomykałę.

 

O tak, świetna! Dużo w niej ciepła.

Ona miała być pewnego rodzaju światłem przebijającym się przez gęste chmury zła. Niemniej uważam, że ludzie generalnie to zwierzęta chowające się pod narkotyczną maską języka. To rousseauowskie przekonanie kwitnie we mnie już od dawna i jestem w nim – wydaje mi się – dość ugruntowany. Uważam, że język (a co za tym idzie, cała kultura) jest narkotykiem, który pozwala upajać się swoją pozorną pozazwierzęcością i w ten sposób zapominać i oddalać od siebie nieuchronność śmierci. Być może efekty moich przemyśleń można dostrzec w moich filmach – w człowieku interesuje mnie bowiem wszystko co ukryte, wyparte, naznaczone skazą.

 

Co jest według Pana w Pańskiej bohaterce jest najważniejsze, co zasługuje na największą uwagę?

Julia jest silną, mocną, uczuciową i pewną siebie kobietą, której jednak tę pewność siebie społeczeństwo stara się usilnie odebrać, przede wszystkim ze względu na jej niski wzrost. Jednak film nie traktuje o problemach osób niskorosłych sensu stricto, to opowieść o każdym, kto kiedyś czuł się odrzucony i niechciany, kto pragnął miłości i nigdy jej nie dostał. Nasza bohaterka jest nośnikiem bardzo uniwersalnych emocji, z którymi każdy może się utożsamić i myślę, że to jest jej największą filmową siłą. W zasadzie wszystkie nasze artystyczne decyzje co do zdjęć, montażu i reżyserii obracały się wokół tej konstatacji – kamera niemal cały czas skupia się na twarzy głównej bohaterki, nie ocenia jej, nie porównuje, patrzy prosto w oczy. Bo w oczach znajduje się wszystko to, co w człowieku najważniejsze i wspólne dla nas wszystkich.

Ile Anna Dzieduszycka wniosła do scenariusza, jak rozpoczęła się i przebiegała Państwa współpraca?

Muszę przyznać, że początkowo bałem się konfrontacji scenariusza z Anią. Co prawda, znaliśmy się już, gdyż mieliśmy okazję wcześniej razem pracować na planie jednego z moich filmowych ćwiczeń podczas studiów w Warszawskiej Szkole Filmowej, ale nie byłem przekonany, czy scenariusz jej się spodoba, czy będzie chciała w nim zagrać, jak całą historię odbierze. Na pierwsze spotkanie w sprawie „Sukienki” przychodziłem więc dość zestresowany i niepewny, na szczęście Ania bardzo szybko rozwiała wszelkie wątpliwości. Zobaczyłem wspaniałą, radosną, pełną poczucia humoru osobę, z którą natychmiast złapałem znakomity kontakt. Faktycznie jest tak, że podpatrując ją podczas naszych spotkań, wytworzyłem w sobie nieco inny obraz Julii, niż pierwotnie zakładałem. Obdarzyłem ją jeszcze większą siłą, swobodą, język stał się bardziej cięty. Co zabawne, odwrotna sytuacja również miała miejsce. Na przykład wybór muzyki, której ma w filmie słuchać Julia – mimo że sama Ania za death metalem nie przepada, to podobało się jej, że Julia lubi mocne brzmienia, a nie popowe „słodkości”.

 

Z jakim odbiorem widzów spotykali się Państwo na świecie? Dlaczego poruszanie w kinie tematów grup marginalnych może być ważne?

Jest mi bardzo miło, gdyż mogę szczerze i swobodnie przyznać, że nasz film spotyka się ze znakomitym odbiorem zarówno w Polsce, jak i za granicą. Traktuję to jako sukces, ponieważ mimo że „Sukienka” jest dość mocno osadzona w polskiej rzeczywistości, to bardzo zależało nam na tym, aby była zrozumiała pod każdą szerokością geograficzną. I tak się dzieje, pewnie dlatego że – jak wspominałem – Julia jest lustrem, w którym odbija się każdy z nas, wraz z naszymi lękami i pragnieniami. Bo o ile ważne jest poruszanie w kinie tematów „grup marginalnych”, to najważniejsze jest jednak szukanie tego, co będzie dla wszystkich wspólne, radosne bądź smutne.

 

Tadeusz Łysiak – urodzony w 1993 r., absolwent Wydziału Kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, student reżyserii w Warszawskiej Szkole Filmowej. Twórca dwóch nagradzanych w Polsce i na świecie krótkich metraży: „Techno” (w rolach głównych Leszek Abrahamowicz, Danuta Stenka, Michalina Olszańska) oraz „Sukienka” (Anna Dzieduszycka, Dorota Pomykała, Szymon Piotr Warszawski). Uczestnik prestiżowego programu Future Frames – Generation NEXT of European Cinema w ramach Eastern Promises przy festiwalu w Karlowych Warach. Laureat nagrody „Odkrywczego Oka” dla młodego utalentowanego twórcy podczas Festiwalu Filmu Polskiego w Chicago.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz