Surrealizm to ja

05.12.2015
Surrealizm to ja

ALEKSANDRA WITTCHEN: Jest rok 1936, w Londynie odbywa się Międzynarodowa Wystawa Surrealizmu. Wypełniona po brzegi publiczność czeka na mówcę, który ma wygłosić wykład. W końcu zjawia się on, ubrany w staroświecki żelazny kostium nurka. Po chwili zaczyna się dusić, a jego ugruntowana pozycja szalonego ekscentryka wszystkim daje do zrozumienia, że ożywiona gestykulacja to zaplanowany element przedstawienia, a nie dramatyczne wołanie o pomoc.

Wywiad ukazał się w Presto #13 – Anatomia prowokacji – cały numer do przeczytania w wydaniu papierowym

Mówca to oczywiście Salvador Dalí - ikona sztuki i popkultury XX wieku. Z powyższej opresji wyszedł on (cudem) cało. Podobnych absurdalnych sytuacji na przestrzeni lat było bez liku: Dalí był zafascynowany „krzywą logarytmiczną” kalafiora, więc zapakował go 500 kilogramów do Rolls Royce'a i w takim towarzystwie przejechał z Hiszpanii do Paryża, na wykład na Sorbonie. Jeszcze za młodu, w czasach wczesnostudenckich, dość groźnie wywrócił się na schodach i wszyscy ludzie zebrani dookoła zaczęli mu się przyglądać z przerażeniem w oczach. Tak bardzo spodobało mu się bycie w centrum uwagi, że po tym zdarzeniu codziennie specjalnie zwalał się ze schodów. Swoją drogą studiów na prestiżowej madryckiej Akademii Sztuk Pięknych nigdy nie ukończył, bo uznał, że egzaminatorzy nie są godni oceniać takiego geniusza jak on. I tak dalej, i tak dalej...

Spacer z mrówkojadem
Świetnymi źródłami tego typu anegdot są dwie biograficzne książki Dalego – „Dziennik geniusza” oraz „Moje sekretne życie” - w końcu Salvador to postać wybitnie wszechstronna: poza malarstwem i pisarstwem zajmował się również kinem. Wraz z Luisem Buñuelem nakręcił pierwszy w historii film o tematyce surrealistycznej. Współpracował także z Waltem Disneyem, ale efekt tej współpracy nigdy nie ujrzał światła dziennego. Tworzył grafiki i scenografie teatralne oraz zaprojektował logo lizaków ChupaChups.

Ponadto niestrudzenie organizował różnego rodzaju prowokacyjne happeningi – głównie podczas pobytu w Nowym Jorku, ale np. w 1969 roku wybrał się w Paryżu na spacer z mrówkojadem na smyczy. Celem oczywiście było zwrócenie na siebie uwagi, ale wybór tego konkretnego zwierzęcia nie był przypadkowy – „mrówkojad” to pseudonim przywódcy ruchu surrealistycznego André Bretona. „Surrealizm to ja” – tak mówił o sobie Salvador, a w pewnym momencie został z grupy surrealistów wykluczony. Dlatego ten prześmiewczy akt z mrówkojadem miał prawdopodobnie na celu wbicie szpili Bretonowi.

 

W tym szaleństwie jest metoda
Co więc stało za tak szerokimi zainteresowaniami Salvadora i jego niebywałą artystyczną płodnością? Niewątpliwie pracowitość – Dalí jednoznacznie głosił: „jeśli nie macie zamiaru studiować anatomii, sztuki rysunku i perspektywy, matematyki i estetyki oraz nauki o barwach, pozwólcie, że powiem wam, iż jest to bardziej objaw lenistwa niż geniuszu.” Poza tym zawsze nieskromnie (skromność, jego zdaniem, to najgorsza cecha człowieka) podkreślał, że swoją wyższość nad innymi współczesnymi artystami zawdzięcza między innymi temu, że po prostu nieustannie pracuje.

Jednak do najbardziej wpływowych osiągnięć Dalego należy opracowanie metody, która zapewniała mu bezustanną inspirację. Nazywała się ona metodą paranoiczno-krytyczną i polegała na naśladowaniu wizji i myśli paranoików oraz osób obłąkanych. Metodą tą Dalí kierował się w każdej dziedzinie sztuki, którą uprawiał i bynajmniej nie była ona bezpodstawnym wymysłem – za metodą paranoiczno-krytyczną stała głęboka wiedza naukowa.

Biała karteczka na czubku nosa
Zwłaszcza w młodości, kiedy był nieznanym jeszcze szerzej artystą, Salvador fascynował się nauką. Bodźców było wiele, ponieważ żył w czasach wielkiej rewolucji technologicznej. Na jego półkach można było znaleźć pozycje z dziedziny fizyki, mechaniki kwantowej, ewolucji, matematyki oraz początków życia na Ziemi, a na marginesach notatki. Dalí prenumerował także magazyny naukowe, aby być na czasie z najświeższymi nowinkami.

 

Bardzo interesował się także psychiatrią i z czasem zaczął pisać artykuły o paranoi, publikowane w „Minotaurze” – paryskim magazynie o tematyce surrealistycznej. W 1937 roku artykuł Dalego przeczytał Jacques Lacan, uznawany wtedy w Paryżu za jednego z najbłyskotliwszych młodych psychiatrów. Był on zaskoczony „precyzją naukowej wiedzy [Dalego] w dziedzinie na ogół mało znanej”. Zadzwonił do Salvadora i jeszcze tego samego wieczoru spotkali się w pracowni malarza, by odbyć dyskusję o psychiatrii. Dalí wspomina to wydarzenie w „Moim sekretnym życiu”, zaczynając od słów: „Jestem skazany na ekscentryczność, czy tego chcę, czy nie.” Chodzi o to, że bardzo mu zależało, aby spotkanie odbyło się w atmosferze intelektualnej powagi, a zapomniał zdjąć z czubka nosa małą białą karteczkę, której biel sprawiała, że z bliska lepiej widział fragment rysunku, nad którym wcześniej tego dnia pracował. Całe spotkanie spędził z taką „ozdobą”. Niemniej, jego myśli, które „nawet przez najbliższych przyjaciół z grupy surrealistów uważane za paradoksalne powiedzonka”, zostały docenione przez reprezentanta środowiska naukowego.

Przede wszystkim praca
Ponadto młody Salvador, dogłębnie zafascynowany Freudem, trzykrotnie odbywał podróże do Wiednia, aby się tam z nim spotkać. Niestety każda z tych prób okazywała się bezowocna, ponieważ Zygmunt Freud w tym czasie podupadał już na zdrowiu. Po kilku latach od ostatniej daremnej próby, Dalí spotkał się z Freudem w końcu w Londynie i zostawił mu do przeczytania swój artykuł, tłumacząc, że nie jest to jakiś tam surrealistyczny wygłup, tylko tekst o naprawdę naukowych ambicjach. Nie jest do końca jasne, czy Freud niniejszy artykuł przeczytał, jednakże na koniec spotkania miał nazwać Dalego istnym fanatykiem, czyli „doskonałym prototypem Hiszpana”.
Freud nie mylił się, tak go opisując – Dalí do wszystkiego, czym się zajmował, podchodził z ogromną żarliwością i nie miał wiele tolerancji dla nikogo, kto by się z nim nie zgadzał. Jednak dowiódł też, że nawet największy ekscentryk i samozwańczy geniusz samym ekscentrycznością się nie obroni – za naprawdę spektakularnym sukcesem zawsze stoją solidne podstawy i etyka pracy.

Aleksandra Wittchen
Studentka muzyki w Trinity College, University of Cambridge. Wcześniej stypendystka Towarzystwa Szkół Zjednoczonego Świata w Clifton College w Wielkiej Brytanii. Planuje zostać śpiewaczką operową, więc w wolnym czasie śledzi w mediach społecznościowych poczynania czołowych śpiewaków świata. Postacią Salvadora Dalego pasjonuje się od w wielu lat.

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Dodaj komentarz