Origenes, korzenie hiszpańskie i europejskie w muzyce Ameryki Łacińskiej

16.12.2023

W języku Indian Guarani słowo origenes znaczy korzenie, wpływ, pochodzenie. W rozwidleniu rzek Parany i Urugwaju rozpoczyna się kraina o intrygującej nazwie Misiones, czyli Misje. Ten skrawek argentyńskiej ziemi, od miasta Posadas do wodospadów Iguazú, historycznie i pod względem zachowanych tam zabytków to jeden z najciekawszych obszarów na kontynencie.

 

Tereny, które w XVII wieku nazywano Misiones, miały dużo większy zasięg niż dzisiaj. Nie można mówić o ich historii i geografii, nie wspomniawszy o pierwszej ewangelizacji oraz redukcjach indiańskich zakładanych i zarządzanych przez jezuitów. Te wydarzenia wpłynęły w dużym stopniu na życie i kulturę Indian Guarani. Jezuici (i inne zakony) przynieśli do Ameryki Południowej cywilizację, ale przede wszystkim wiarę w Chrystusa. Słowo redukcja (la reducción) miało oznaczać przyciągnięcie nie tylko do religii, ale i do świata kultury. Indianie przyjęli jedno i drugie, ale nie bezmyślnie, przyjęli po swojemu. Aż trudno uwierzyć, że w pierwszym już pokoleniu indiańscy mieszkańcy redukcji mogli osiągnąć taką zręczność w rzemiosłach budowlanych. Wycinali w szlachetnym kamieniu motywy kwiatów, powoju, winnej latorośli, której nigdy na oczy nie widzieli. Wykuwali w piaskowcu postaci całych aniołów, nawet ze skrzydłami, w jakże wspaniałej barokowej manierze. A wszystko to z inspiracji zakonników, na podstawie zaprezentowanych Indianom modeli lub pokazanych im w książkach miedziorytów. Jak to możliwe, by zbieraczy i myśliwych, żyjących z darów lasu, w jednym pokoleniu można było przemienić w rolników, hodowców bydła, rzemieślników, artystów, śpiewaków, muzyków, a nawet literatów!

 

Najbardziej intensywny czas tej działalności przypada na lata 1610–1767, kiedy to jezuici zaszczepiali wiarę chrześcijańską wyznania katolickiego na gruncie pierwotnych kultur Indian Guarani, Moxo, Chiquito. Nawracali, chrzcili, ewangelizowali. Budowali kościoły w stylu kontrreformacyjnego baroku, wypełniając je dziełami malarstwa i rzeźby. Zakładali szkoły i szpitale. Cywilizowali Indian, krzewili wśród nich – w języku łacińskim oraz indiańskich narzeczach – kulturę europejską o chrześcijańskim zakorzenieniu.

 

Jakkolwiek jezuici byli również w swej działalności kolonizatorami, w przeciwieństwie do brutalnej, często okrutnej kolonizacji militarnej konkwistadorów kolonizacja jezuitów była mądra i prowadzona w duchu prawdziwie chrześcijańskim, wyrozumiale tolerancyjna wobec rodzimej kultury. Redukcje zazwyczaj były organizowane w miejscach mających tereny uprawne (do dzisiaj słynące z uprawy najlepszej yerba mate), w pobliżu rzek, dostarczających różnorodnego pożywienia i będących drogami komunikacji. Przez długie lata rozwijały się i kwitły – mimo różnorakich przeszkód i zazdrości, okazywanej przez hiszpańskich i portugalskich kolonizatorów. Kres położyła kasata zakonu jezuitów w 1773 r., kiedy to większość misjonarzy jezuickich uwięziono i wyrzucono do Europy, a Indian skazano na dalszą poniewierkę i niewolnictwo. Pozostali przy życiu Indianie nie potrafili już sami oprzeć się kolonizatorom. Powoli budynki popadły w ruinę i porastały dziką roślinnością. Dopiero w XX wieku niektóre z nich zostały odkryte i zamienione w muzea, budząc ogólny podziw i uznanie. W naszych czasach potomków Indian Guarani można jeszcze spotkać wśród historycznych zabytków, gdzie sprzedają pamiątki, aby zarobić na godziwe życie. W odległości kilkudziesięciu kilometrów są wodospady Iguazú (Wielka woda), nad którymi jezuici zakładali większość swych redukcji. Tutaj też Roland Joffe zrealizował o nich film „Misja”.

 

Muzyka barokowa w misjach jezuickich

 

Muzyka w „Misji” to nie jest tylko szereg ładnie połączonych dźwięków. Jej kompozytor, Ennio Morricone, nawiązuje do muzyki czasów, w których dzieje się akcja, obraca jednym tematem, raz w aranżacjach indiańskich, raz europejskich, by pokazać, jak obie kultury wyrażały to samo innymi środkami. Bardzo ważna scena filmu opiera się na muzyce. To pierwszy kontakt, gdy jeden z misjonarzy gra na oboju. Widać po nim zdenerwowanie, ale nie przestaje ciągnąć swej łagodnej melodii. Wabi Indian.

 

Muzyka niezwykle szybko docierała do koczowniczych ludów. Najlepiej oczywiście działała, gdy łączyła coś znanego z nowością. Szczególnie dobrze reagowano na jezuickie śpiewy (na przykład w układzie dwóch chórów, nieznanych w dżungli), ale w ich własnych, plemiennych językach. Podobno potrafili godzinami jak osłupieni stać i słuchać takich wykonań. Szybko okazało się, że potrafią nie tylko słuchać. Zaczęli sami wytwarzać instrumenty i grać. I nie tylko na jakichś piszczałkach czy bębenkach. Indianie zaczęli produkować skrzypce, harfy, organy. Grali klasyczny repertuar naszego kontynentu, ale też przetwarzali go na swój sposób, zgodnie ze swoją wrażliwością. Jest to przebogate dziedzictwo muzyki epoki baroku, z uwzględnieniem także późnorenesansowych korzeni. Twórczość ta – kompozytorów znanych z nazwiska, jak i często anonimowych – była bardzo ważnym czynnikiem ewangelizacji. Muzyka religijna, liturgiczna, paraliturgiczna, a także tworzona poza kościołami (choć może nie do końca świecka) ustanowiła radość (alegría) i radowanie się z Bożej obecności swoją naczelną dominantą ekspresji. Społeczności Indian, rozkochane w muzyce, powiązały ją z rządzeniem. Nie traktowano muzyki jedynie jako środka do uświetniania uroczystości, ale stała się ona częścią systemu politycznego. Umiejętności muzyczne pozwalały pozyskać odpowiednik naszego tytułu szlacheckiego, bycie częścią tak zwanej „Familii”. Kiedy co roku wybierano władze, jednym z insygniów przekazywanych następcom na redukcyjnych stanowiskach była batuta dyrygencka. A jedną z najbardziej prestiżowych pozycji była funkcja kapelmistrza. Materialne świadectwa tej muzyki zaczęto odkrywać w latach sześćdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, podczas renowacji i restauracji kościołów chiquitańskich w Boliwii i Paragwaju. Wówczas to z kościelnych archiwów wydobyto na światło dzienne ponad pięć tysięcy manuskryptów z najrozmaitszymi utworami muzycznymi z misji Indian Chiquito. W roku 2006 znaleziono natomiast prawie sześć tysięcy stron z zapisem muzyki z misji Indian Moxo. Rękopisy – odrestaurowane przez polskiego misjonarza werbistę, ojca Piotra Nawrota – zgromadzono w centralnym Archivo Musical de Chiquitos w Concepción w Boliwii. Zaczęto muzykę tę, drzemiącą dotąd w zapisach, sposobić do współczesnego życia koncertowego. W argentyńskiej prowincji Misiones około roku 1610 księża Cataldino i Maceta, dotarłszy do ujścia rzeki Yabebirí, założyli w 1612 roku redukcję San Ignacio Mini. Rozmaitość, różnorodność, wielobarwność i wielokształtność muzyki tej redukcji jest wprost oszołamiająca! Przede wszystkim ze względu na rodzaje, formy, gatunki uprawiane w epoce baroku (także renesansu) w XVI, XVII, XVIII wieku: późnorenesansową polifonię, siedemnastowieczny styl koncertujący, mszę, motet i nieszpory, koncert kościelny, kantatę i operę. Do tego jeszcze: tańce, miniatury instrumentalne, hiszpańskie pieśni i piosenki taneczne (villancicos). Muzyka ta należy do wielkiej wspólnoty stylów epoki baroku. Jest w niej jednak coś stylistycznie swoistego, zaznaczają się w niej cechy etnicznej odrębności. Jeżeli barok muzyczny w ogóle charakteryzował się intensywnością i ekspansją nowo odkrywanego rytmu i podszyty był tańcem, wręcz przeniknięty tanecznymi rytmami, to w muzyce Indian Guarani intensywność rytmu sięga szczytów, a taniec, rzec można, przewodzi muzyce jako jej spiritus movens. Rytmy taneczne – żywe, dobitne, motoryczne, kołyszące i koliste – w równym stopniu podbijają motoryczność formy muzyki świeckiej, jak i religijnej. Nie jest to, bo też i nie może być, zbiór arcydzieł na miarę wielkich twórców epoki baroku – Monteverdiego, Schütza, Bacha, Händla. W zachowanych manuskryptach możemy jednak znaleźć utwory urzekającej piękności: liryki religijne i świeckie, radośnie rozświetlone nieszpory, porywające rytmicznym wigorem msze. W leśnej głuszy początkowo nie dało się wytwarzać skomplikowanych instrumentów, zwoływać orkiestr i grać koncertów, ale wśród Indian panowało przekonanie, że muzyka, jaka towarzyszyła im w redukcjach, była ich własną, że to dziedzictwo, którego nie mogą się pozbyć. Uciekając przed białymi, zabierali ze sobą między innymi nuty i chronili je jak największy skarb. Do dnia dzisiejszego odnaleziono w rękach Indian tysiące rękopisów muzycznych. Indianie tak byli przywiązani do tego repertuaru, że jeszcze w XIX i XX wieku przepisywali te znaczki (nuty), już ich nie rozumiejąc, nie potrafiąc odtworzyć. Byli przekonani, że to coś niezwykle ważnego i stanowiącego podstawę ich tożsamości. Wystarczy sobie wyobrazić, ile trudu musieli wkładać, by żyjąc w szałasach, przemieszczając się z miejsca na miejsce, zachować i przekazywać z pokolenia na pokolenie nietrwałe zapiski sprzed kilku wieków. Muzyka pochodząca z archiwów z Nowego Świata do połowy XX wieku była w Europie ignorowana lub traktowana jako niższa rangą. Prawie nigdzie nie wykonywano dzieł kompozytorów latynoamerykańskich: Hiszpanów, Metysów, Indian i innych, których utwory niczym nie ustępują dziełom kompozytorów Starego Kontynentu. Systematyczne badania naukowe z dziedziny muzykologii udostępniły muzykę strzeżoną w katedrach i archiwach Ameryki Łacińskiej, ukazując jej ogrom, kunszt, atrakcyjność, różnorodność i tożsamość własną. Zaczęto ją wykonywać w najbardziej prestiżowych katedrach i salach koncertowych wszystkich kontynentów.

 

Instrumenty z redukcji jezuickich

 

Do czasów dzisiejszych zachowały się przede wszystkim instrumenty perkusyjne. Możemy je zobaczyć w muzeum Misyjno-Etnograficznym Księży Werbistów w Pieniężnie. Ilustracja pogodnych treści utworów brzmieniem indiańskich instrumentów podkreślała nastrój i jednoczyła muzykę Europy z latynoamerykańską. Zachowały się instrumenty, takie jak np.: gruchawki (z tykwy), tarki, kopytka lam, a także dzwony. We wszystkich orkiestrach redukcji grały instrumenty z grupy continuo – organy, fagot, harfa, lira. Bogata była też grupa instrumentów melodycznych – skrzypiec, fletów, obojów, klarnetów. Zanim zaczęto używać organów, zespołom muzycznym akompaniowały zazwyczaj harfy, cytry oraz lutnie i teorby. Jeśli chodzi o basso continuo, to w każdym kościele misyjnym znajdowały się dwie pary organów. Często jedne pochodziły z Europy, a drugie były konstruowane przez Indian. Robili to tak doskonale, że nawet księża organiści nie rozpoznawali, co jest kopią, a co oryginałem. Pod kierunkiem misjonarzy Indianie nauczyli się wykonywać wspaniałe, cedrowe harfy Dawida, które sprzedawane były w całym królestwie Hiszpanii. Ojciec Anton Sepp, jeden z najzdolniejszych jezuickich misjonarzy muzyków, w 1692 roku wyszkolił 50 sopranistów. Europejczycy nie mogli uwierzyć, że „te biedne, nagie i niewinne dzieciaczki indiańskie mogą tak śpiewać”. Przybyły z Włoch jezuita Domenico Zipoli tworzył utwory na potrzeby liturgii. Jego kompozycje są najpiękniejszymi przykładami misyjnych dzieł sakralnych. Zostały wprowadzone do programu nauczania we wszystkich misyjnych szkołach muzycznych.

 

Jorge Cardoso i jego muzyczna opowieść o korzeniach europejskiego baroku i renesansu w muzyce Ameryki Południowej

 

Jorge Cardoso – współczesny argentyński gitarzysta, teoretyk gry gitarowej oraz chirurg – jest również kompozytorem, którego dorobek obejmuje około 500 dzieł. W znakomitej większości są to utwory na gitarę, zarówno solowe, jak i w różnych składach kameralnych, a także utwory z orkiestrą. Pochodząc z prowincji Misiones, artysta bardzo często sięga do spuścizny muzycznej, pozostawionej przez Indian Guarani. Jest między innymi autorem „Concierto Guarani”, gdzie muzyką opowiada o historii redukcji San Ignacio Mini. Prawykonanie tego koncertu, z udziałem autora gitarzysty oraz orkiestry kameralnej Capella Cracoviesis, odbyło się w maju 1987 roku w kościele oo. Jezuitów w Krakowie. Mamy tutaj wiele odniesień do utworów powstałych w czasie trwania redukcji. Natomiast płyta „Origenes” Cardoso to bardzo ciekawe porównanie utworów baroku europejskiego ze wzorowanymi na nich kompozycjami powstałymi w misjach jezuickich. Dowody wpływu muzyki barokowej i renesansowej są podkreślane na różne sposoby. Na przykład, porównując renesansowe, znane wariacje Luisa de Narváeza „Guárdame les vacas” i wenezuelskie „Polo margariteño”, wpływ jest widoczny w konstrukcji harmonicznej. Natomiast rytm (3-3-2) jest wspólnym elementem w przypadku akompaniamentu pieśni „Ya se asienta el Rey Ramiro” Narváeza oraz gatunków, takich jak milonga, rasguido doble, habanera itp. W okresie baroku przykłady są liczniejsze. Czasami jest to melodia bardzo dobrze znana w epoce, która pojawia się niemal bez zmian w niektórych anonimowych amerykańskich piosenkach („Gaytas” w bardzo znanym argentyńskim Villancico). Albo słynne XVIII-wieczne „Canarios” Antonia de Santa Cruz, na których wzorowały się całe pokolenia Indian Guarani, tworząc swoje niezwykłe tańce, z genialnym zapateo (stepowanie) na czele. Czasem, nawet jeśli tego wpływu nie da się pojąć na podstawie samego słuchania muzyki, można go zaobserwować właśnie w tańcach. W Ameryce Południowej istnieją polki, walce, choti, galopas, rancheras (zamerykanizowany mazurek) itp., które choć naśladują ich choreografie, muzycznie nie mają nic wspólnego ze swoimi wzorcami. Ponadto możemy zobaczyć przetrwanie dawnych technik wykonania instrumentalnego (styl punteado, rasgueado i mieszane) oraz interpretacji (ozdoby rytmiczne i melodyczne), których pewnego rodzaju podsumowaniem są „Folies de Espagne” François le Cocq’a, nadal obecne w całej amerykańskiej muzyce ludowej. W przepięknych miniaturach „Suite de los Mita-I” (Mita-I w języku guarani znaczy dziecko) dedykowanych dzieciom Jorge Cardoso każdemu utworowi nadał rytm południowoamerykańskiego tańca. Co więcej – każda miniatura jest dedykowana konkretnemu dziecku! Utworów jest ponad sześćdziesiąt i prawie każdy jest innym tańcem. Te najnowsze, dedykowane wnukom kompozytora oraz wnukom przyjaciół, jeszcze czekają na wydanie. W wydanej w kilku krajach (także w Polsce w 1995 roku) suicie obok dzieci Cardoso – Diego i Jimeny – mamy również dwie polskie „perełki” – taniec „Vidala” dla czteroletniej wówczas Ani z Krakowa oraz „Cumbię” dla Maćka z Warszawy. Nauczyciele gitary nie mogą się doczekać wznowień oraz nowej części Suity, gdyż jest to uroczy, wzorowany na południowoamerykańskiej muzyce ludowej, doskonały materiał pedagogiczny. Tym razem to europejskie dzieci korzystają z korzeni muzyki latynoskiej.

 

Korzystałam z książek:
Teresa Krasowska, „Muzyka barokowa w redukcjach jezuickich” wyd. UMSC, Lublin 2010
Jorge Cardoso, „Apuntes de interpretatión para el renacimiento y el barocco”, Madrid 1995
Jorge Cardoso, „Ritmos y formas musicales de Argentina, Paraguay y Uruguay”, Editorial Universitaria, Universidad Nacional de Misiones 2002
oraz CD Jorge Cardoso „Origenes” (Raices de la música latinoamericana) vihuela, guitarra barocca, guitarra romantica y guitarra clasica, wyd. Plecterum, Madrid 1998

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.