O bohaterce tłumów w Kinie Praha

26.06.2021

„Sweat” to nowa produkcja młodego szwedzkiego reżysera Magnusa von Horna, który w 2015 r. oczarował wszystkich swoim debiutanckim filmem „Intruz”, za który otrzymał Złote Lwy na FPFF w Gdyni. O ile w „Intruzie” bohaterem jest chłopak opuszczający zakład resocjalizacyjny, o tyle w „Sweat” przyglądamy się trzem dniom z życia popularnej influencerki fitness.

 

Sylwia Zając inspiruje ludzi, w mediach społecznościowych ma już 600 tysięcy „followersów” (notabene wciela się w nią nagradzana za tę rolę, bardzo przekonująca Magdalena Koleśnik, która już kiedyś grała instruktorkę fitness w spektaklu „Wściekłość” Elfriede Jelinek w reżyserii Mai Kleczewskiej). Influencerka co dzień nagrywa dla swoich fanów mnóstwo filmików, a na treningach – którym towarzyszy odpowiednia otoczka medialna – krzyczy, że ich kocha, przytula tych, którzy płaczą ze wzruszenia, dziękując jej, że nadaje sens ich życiu. Mimo to życie dziewczyny wydaje się na pozór dość puste. Siłownia, odpowiednia dieta, spotkania marketingowe – popularność w internecie pomaga Sylwii zyskać wielu sponsorów, w zamian prezentuje w filmikach otrzymywane od nich produkty (swoją drogą, jestem też pełna podziwu dla producentów filmu „Sweat”, którzy zdaje się podobnie zyskali partnerów dla swojej produkcji). Sylwia ma jednak swoje zasady, na przykład nie będzie promować jedzenia fit, jeśli zostało dostarczone w nieekologicznych, plastikowych opakowaniach.

Niemniej, choć dziewczyna mieszka w nowoczesnym mieszkaniu, otacza się pozytywnymi, jaskrawymi kolorami, jeździ luksusowym samochodem i stać ją na dość drogie prezenty dla swojej matki, to… jest tak naprawdę bardzo samotna, a jej jedynym przyjacielem, na którego przelewa całą swoją miłość, jest pies. Wyznaje nawet swojej koleżance z klasy, że gdyby usunęła swoje konto na Instagramie, to nikt by za nią nie tęsknił: „jeden klik i wszystko zniknie”. Brak jej kogoś bliskiego, chciałaby przeżywać życie nie tylko na ekranie telefonu komórkowego, lecz także poza światem wirtualnym, doświadczając prawdziwych relacji. Niestety nie ma chłopaka, a mężczyźni, których spotyka na swojej drodze, traktują ją zwykle jako obiekt seksualny. Do tego niezbyt dobrze rozumie się z matką, mimo że bardzo pragnie jej uwagi. W gruncie rzeczy Sylwia Zając swoim życiem może dzielić się tylko z followersami. I z tej perspektywy patrząc, to ona potrzebuje ich nawet bardziej niż oni jej.

Magnus von Horn w filmie „Sweat” wziął na warsztat kilka istotnych problemów. Przede wszystkim mamy tu osamotnienie współczesnych młodych ludzi, a zwłaszcza samotność kobiet, które odniosły sukces. Pozostaje jednak dyskusyjne, czy jest to cena, którą zapłaciły za swoją sławę. Raczej odnoszę wrażenie, że pełne zanurzenie w pracy pomaga zapomnieć o emocjonalnej pustce. Kolejną istotną kwestią podnoszoną przez von Horna jest popularność w mediach społecznościowych sama w sobie. Obserwujemy mechanizm, który z niemal każdego może uczynić bożyszcze tłumów. W przypadku Sylwii nie od razu rozumiemy, dlaczego wzbudza takie zainteresowanie internautów. Jest całkowicie skoncentrowana na fitnessie, trudno sobie wyobrazić, aby można było z nią porozmawiać na jakikolwiek inny temat. Z drugiej strony – pozostaje swojej misji całkowicie oddana, naprawdę wchodzi po schodach wiele pięter z zakupami, aby inspirować do takich prostych, prozdrowotnych aktywności innych ludzi. Czuje się też za nich odpowiedzialna, chociaż tej odpowiedzialności wciąż się uczy. Gdy odkrywa, że ma stalkera, który masturbuje się na jej widok pod blokiem, z początku jest zgorszona, z czasem jednak spróbuje i w nim dostrzec chorego człowieka, który wzbudza współczucie. I paradoksalnie w tym współczuciu zbliży się nieco do swojej matki, nawet jeśli wcześniej podejście do tej sprawy pozostawało pomiędzy nimi kością niezgody.

Interesujące, że w opisie fabuły znalazłam informację, że Sylwia Zając w ciągu trzech dni odkryje swoją mroczną naturę. W moim odczuciu jest wprost przeciwnie. Owszem, będzie chciała pozbyć się stalkera i naśle na niego swojego agresywnego kolegę, nie od razu okaże swojemu największemu „miłośnikowi” serce. Gdy jednak podejmie decyzję o naprawieniu zaistniałych szkód, zrozumie coś bardzo ważnego, czym podzieli się w programie telewizyjnym z telewidzami w jednej z ostatnich scen filmu. Otóż Sylwia Zając, mimo kąśliwych uwag mediów i jej biznesowych partnerów, postanowi za wszelką cenę być sobą. Bo to przełamywanie słabości czyni z niej bohaterkę tłumów, a nie bycie ideałem, który pozostaje poza zasięgiem jej fanów. I za tę konkluzję jestem bardzo wdzięczna reżyserowi, który bez wątpienia po raz kolejny udowodnił, że ma wielki talent – potrafi w absolutnie każdym człowieku znaleźć coś, co zasługuje na zrozumienie, a nawet szacunek, a pomagają mu w tym pełni autentyzmu aktorzy; Magdalena Koleśnik w wywiadzie dla „Vogue” przyznała, że uwielbia intymność planu filmowego i te momenty, gdy można się przed sobą całkowicie odsłonić.

(MB)

 

Wszystkie treści na PrestoPortal.pl czytasz za darmo. Jesteśmy niezależnym, rzetelnym, polskim medium. Jeśli chcesz, abyśmy takim pozostali, wspieraj nas - zostań stałym czytelnikiem kwartalnika Presto. Szczegóły TUTAJ.

Jeśli jesteś organizatorem życia muzycznego, artystycznego w Polsce, wydawcą płyt, przedstawicielem instytucji kultury albo po prostu odpowiedzialnym społecznie przedsiębiorcą - wspieraj Presto reklamując się na naszych łamach.

Więcej informacji: Edyta Ruta | edyta.ruta [at] prestoportal.pl | +48 579 66 76 78

Drogi użytkowniku, zaloguj się aby móc komentować nasze treści.